poniedziałek, 18 czerwca 2018

MAJowe NOWOŚCI - zakupy, współprace i prezenty

Lubię maj, bo to miesiąc moich urodzin i zawsze przywędruje do mnie coś fajnego. Dostaję sporo newsletterów ze zniżkami, bonów promocyjnych i choć przeważnie z nich nie korzystam, to w okresie urodzinowym czuję się usprawiedliwiona ulegając temu marketingowi ;)

Od marki Kolastyna dostałam zestaw produktów do opalania. Zazwyczaj unikam słońca jak mogę, ale Ci co śledzą mojego IG, dobrze wiedzą, że w tym roku trochę poplażowałam we Włoszech ;)

dermena tabletki żel na porost
W ramach kontynuacji współpracy z marką Dermena dostałam produkty przeciw wypadaniu włosów: żel i tabletki.

ciate mini zestaw
Szczęście się do mnie uśmiechnęło i na jednym z blogów wygrałam zestaw lakierów Ciate mini.

kremy do rąk 30 ml
W ramach prezentu urodzinowego złożyłam zamówienie na stronie Yves Rocher. Od dawna ciekawiły mnie ich pomadki i mini kremy do rąk. Mam nadzieję, że się sprawdzą.

filtr z zakrętką dafi
Od siostry dostałam butelkę filtrującą Dafi, w uroczym, miętowym kolorze. Prezent bardzo trafiony, tym bardziej, że ostatnio praktycznie się z nią nie rozstaję <3

kosmetyki do opalania mediolan
Zanim dotarła do mnie niespodzianka od Kolastyny, kupiłam kremy z filtrami. W kosmetyki zaopatrzyłam się w Meidolanie i szczerze mówiąc wzięłam je kompletnie w ciemno. Do zakupów dostałam kilka próbek kosmetyków Bottega Verde.

veet pod prysznic z gąbką
Próba zastąpienia droższego Veeta tańszą Baleą skończyła się fiaskiem (klik), dlatego wróciłam do starych, sprawdzonych kremów do depilacji Veet.

Przybyło Wam ostatnio coś fajnego, czy raczej zaciskacie pasa i oszczędzacie na wakacyjny wyjazd?

 

czwartek, 14 czerwca 2018

Podsumowanie maja w połowie czerwca (projekt denko)

Najwyższa pora na kosmetyczne podsumowanie maja. Zdjęcia udało mi się zrobić już jakiś czas temu, ale trochę ociągałam się z przygotowaniem opisu. Lubię oglądać denka na blogach i m.in. dlatego biorę udział w zabawie „Projekt denko”.

Poniżej zobaczycie jakie produkty dobiły dna w maju oraz czy zamierzam jeszcze do nich wrócić.
 
 
1) Essie lakier do paznokci w wersji miniaturowej
Lakier dosyć dobrze krył, ale trwałością nie grzeszył. Zanim hybrydy opanowały rynek, o lakierach Essie było bardzo głośno. Mając na uwadze zachwyty na temat tych lakierów, czuje się nimi rozczarowana.
Recenzję innego koloru znajdziecie tutaj.
Nie kupię ponownie.

2) Antyperspirant Rexona w wersji tropical
Ostatnio Rexona mnie zawodzi, to już drugie czy trzecie opakowanie, które przez pierwsze 3 dni chroni całkiem ok, ale potem praktycznie wcale nie działa. Zdarzyła się Wam kiedyś podobna sytuacja?
Nie kupię ponownie.

3) Antyperspirant Dove natural touch
Miałam końcówkę tego sprayu, dlatego ciężko jest mi rzetelnie ocenić jego działanie. Stosowałam go przez kilka dni i był ok, ale nie wiem czy po dłuższym czasie moja skóra się do niego nie przyzwyczai. Myślę, że dam mu jeszcze szansę.
Nie wiem czy kupię ponownie.

4) Balea krem do depilacji
Myślałam, że ten kosmetyk zastąpi mój ulubiony  Veet z gąbeczką. Niestety... był fatalny. Wracam z podkulonym ogonem do Veeta, który niestety do tanich nie należy.
Nie kupię ponownie.

5) Alverde krem do mycia twarzy
Tani i dobry produkt do oczyszczania twarzy. Jestem na tak! Recenzja
Kupię ponownie.
 
 
6) Pierre Rene tusz do rzęs Super Curly
Ta maskara to masakra. Mimo dumnej nazwy, w ogóle nie podkręca. Skleja rzęsy i tworzy nieestetyczne grudki. Odbija się na powiekach, rozmazuje. Oprócz ładnego opakowania nie widzę żadnych plusów.
Nie kupię ponownie.

7) Balea żel pod prysznic z owocem granatu
Bardzo lubiłam ten żel, głównie ze względu na zapach. Jego recenzję znajdziecie tutaj.
Kupię ponownie.

8) Douglas pianka pod prysznic Spirit of Asia
Fajnie używało się tej pianki. Miała niebanalny zapach kojarzący się z lasem. Szkoda tylko, ze nie jest trochę tańsza.
Recenzja
Kupię ponownie.

9) Cosnature odżywka do włosów z awokado
Kosmetyk ma dobry skład, a mimo to cudów na moich włosach nie robił.
Niedługo pojawi się jego recenzja, więc jeśli jesteście zainteresowani zapraszam do śledzenia mnie na fb.
Nie kupię ponownie.

10) L'OCCITANE miniaturowy balsam do ciała
Balsam jak balsam, był ok, ale niczym mnie nie zaskoczył. Chciałam zostawić sobie opakowanie i przelewać do niego kosmetyki na wyjazdy, niestety nie da się ściągnąć korka. Powiem szczerze, że czuję się rozczarowana.
Nie kupię ponownie.

11) Long 4 lashes odżywka do włosów przeciw wypadaniu  
Wizualnie poprawiła wygląd włosów, ale żadnego działania w kwestii redukcji wypadania nie zauważyłam.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 

Trafiłyście/liście na jakiś z tych produktów?


poniedziałek, 11 czerwca 2018

Douglas puszysta pianka pod prysznic Spirit of Asia

 
Ostatnio na rynku pojawiło się wiele kosmetyków pod prysznic w formie pianek. Dzisiaj chciałam przestawić Wam tego typu produkt, ale nieco mniej popularny niż sławna Nivea czy Dove. Mowa o kosmetyku Douglas z serii HOME SPA w wersji Spirit of Asia.
 
spirit of asia bamboo milk rice oil
 
Pianka znajduje się w minimalistycznym, metalowym opakowaniu z dozownikiem. Po naciśnięciu aplikatora wydobywa się gęsta i puszysta piana. Konsystencja jest dosyć zwarta, pianka jest treściwa i wystarcza niewielka ilość do umycia ciała. Kosmetyk dobrze oczyszcza, nie przesusza i delikatnie nawilża. Wg mnie efekt nawilżenia nie jest, jednak na tyle mocny, aby na stałe zrezygnować z balsamu. Fajnie sprawdza się, także do golenia. Zapach jest przyjemny i bardzo uniwersalny. Będzie nadawał się zarówno dla pań, jak i panów. Porównując tą piankę do Dove, którą wcześniej miałam, widzę dużą różnicę w konsystencji, wydajności i działaniu. W tym zestawieniu Douglas zostawia Dove daleko w tyle.

Produkt dostępny jest w perfumeriach Douglas w cenie 36,90 zł za 200 ml oraz 12,90 zł za 75 ml. O dziwo bardziej opłaca się kupić małe opakowanie, które jest idealne na wyjazdy. Pianka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i z chęcią wypróbuję inne zapachy, najchętniej w małej pojemności.

Lubicie pianki pod prysznic? 
Macie swoje ulubione marki?


wtorek, 5 czerwca 2018

Lirene antycellulitowy olejek do masażu z bańką chińską


Wg danych statystycznych problem pomarańczowej skórki dotyczy 80-90% kobiet. Dostępnych jest wiele metod zwalczania cellulitu od kosmetyków po bardziej inwazyjne zabiegi. Od dłuższego czasu spotykałam się z pozytywnymi opiniami na temat masażu bańką chińską, dlatego widząc zestaw Lirene postanowiłam sprawdzić go na własnej skórze.
 
Zestaw można łatwo dostać np. w Rossmannie. W cenie regularnej kosztuje ok. 30 zł. W kartonowym pudełeczku znajdziemy olejek 100 ml oraz gumową bańkę do masażu. Olejek znajduje się w plastikowej butelce z otworkiem, z którego niestety niewygodnie wydobywa się produkt. Skutkuje to zatłuszczeniem butelki, co na dłuższą metę jest bardzo irytujące. Olejek na przyjemny zapach, relatywnie szybko się wchłania i nie brudzi ubrań. Niestety przez jego formułę niezbyt nadaje się do masażu. Moim zdaniem skóra za szybko go 'wypija', przez co bańka nie chce się przyssać do ciała. Buteleczka 100 ml znika w tempie ekspresowym. Po pierwsze dlatego, że jest mała, po drugie dlatego, że olejek szybko się wchłania i po trzecie dlatego, że stosujemy go na duży obszar ciała.
 
 
Sam masaż bańką rzeczywiście daje efekt, ale warto użyć do tego celu innego olejku. Ten załączony do zestawu niezbyt spełnia swoją funkcję i ostatecznie zużyłam go na końcówki włosów. Masaż może być początkowo bolesny, zbyt mocne zassanie skóry przez bańkę nie jest przyjemne. Odrobina praktyki pozwala wypracować odpowiednią technikę. Masowanie ciała jest dosyć czasochłonne, ale myślę, że warto poświęcić ok. 10 min 2-3 razy w tygodniu, bo różnica jest widoczna.
 
 
Podsumowując, masaż bańką chińską daje dobre efekty w walce z cellulitem. Niestety olejek Lirene nie spełnia swojej roli. Mim zdaniem lepiej zamówić bańkę na Aliexpress za kilka zł i zaopatrzyć się w inny olej.

Używacie banki chińskiej do masażu? Jaki olej stosujecie?
Jesteście zadowolone z efektów?

sobota, 2 czerwca 2018

Jakiego koloru sukienki nie ubierać na wesele?

Maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień to miesiące, w których odbywa się najwięcej ślubów i przyjęć weselnych. Wybór kreacji na tego typu uroczystość nie jest łatwy. Ze ślubami wiąże się wiele przesądów i tradycji, które dotyczą również koloru sukienek zaproszonych pań.

Żelazną zasadą w tej kwestii jest unikanie białego koloru, który tego dnia jest zarezerwowany wyłącznie dla Panny Młodej. Biała sukienka nie jest mile widziana. Może być odebrana jako brak gustu a nawet szacunku dla Pani Młodej.

Innym kolorem, który nie pasuje do tego typu uroczystości jest czerń. Garnitury i smokingi w tym kolorze są akceptowalne, natomiast klasyczna mała czarna już niekoniecznie. Czarny jest kolorem żałobnym i nie powinno się go zakładać na wesele.

Spotkałam się także z opinią, że czerwień nie jest najlepszym wyborem. Ma bowiem symbolizować namiętność i zazdrość. Wg przesądów przepowiada rychłą zdradę w świeżo zawartym małżeństwie.

W kwestii bieli i czerni zgadzam się w 100%, natomiast co do czerwieni mam wątpliwości. Ostatnio będąc na ślubie zauważyłam, że wśród damskiej części gości przeważały czerwone kreacje. Zabobon wydaje mi się nieco przesadzony.

Myślę, że fajną opcją na ślub jest klasyczna maxi. W połączeniu z eleganckimi dodatkami stanowi świetny duet. Przeglądając stronę Zaful znalazłam kilka inspiracji, które moim zdaniem nadają się na tą okazję. Wśród nich propozycja w kontrowersyjnej czerwieni (sukienka dostępna jest także w granatowym kolorze).

 biała (klik) / granatowa (klik) / czerwona (klik)


Jakie jest wasze zdanie na temat kolorów sukienek na weselu? 
Wypada ubrać biel, czerń lub czerwień?


wtorek, 29 maja 2018

Ziaja intima – płyn do higieny intymnej w dużej butli


Jakiś czas temu podczas codziennych zakupów do mojego koszyka trafił płyn do higieny intymnej marki Ziaja. Przyznam, że kosmetyk wybrałam bez większego zastanowienia. Potrzebowałam czegoś na szybko, a nie było zbyt dużego wyboru. Ciekawi jesteście czy jestem z niego zadowolona?

Produkt znajduje się w dużym (500 ml) opakowaniu z pompką. Bez problemu znajdziecie go w większości drogerii w przystępnej cenie (mniej niż 10 zł). Dozownik dobrze pompuje produkt, nie miałam problemów z jego zacinaniem się. 
 

Kosmetyk ma kremową konsystencję. Nie jest rozwodniony i ma przyjemny, subtelny zapach. Dobrze oczyszcza i delikatnie odświeża. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia czy innych nieprzyjemnych dolegliwości. Moim zdaniem jest to przyjemny produkt do codziennego stosowania, który specjalnie nie wyróżnia się z tłumu. Dla osób niewymagających będzie ok. Natomiast dla wrażliwców i osób nie tolerujących SLS w tego typ kosmetykach niekoniecznie. W składzie oprócz nieco kontrowersyjnego SLS, znajdziemy także składniki nawilżające i łagodzące. U mnie produkt sprawdził się całkiem nieźle, ale następnym razem prawdopodobnie wybiorę coś innego. 

Używacie specjalistycznych produktów do higieny intymnej czy korzystacie ze zwykłego mydła czy żelu pod prysznic?

piątek, 25 maja 2018

Krem do mycia twarzy Alverde - tak czy nie?


Zazwyczaj do oczyszczania twarzy wybieram żel, czasem piankę. Kremów i mleczek raczej unikam z obawy o zapychanie. Przy okazji wizyty w niemieckiej drogerii DM (klik), chciałam zaopatrzyć się w kosmetyk do mycia twarzy. Zamierzałam wybrać Baleę lub Alverde, bo nie widziałam sensu kupowania marek, które są łatwo dostępne w Polsce. Niestety nie udało mi się znaleźć żelu, więc skusiłam się na krem do mycia twarzy

 
Bałam się, że krem nie będzie się pienił, ale moje obawy okazały się niesłuszne. Muszę powiedzieć, że nie jest to typowy krem, a raczej żel o kremowej konsystencji. Produkt świetnie oczyszcza i odświeża cerę bez jej przesuszania. Łagodzi podrażnienia i wycisza skórę. Ma przyjemny, lekko wyczuwalny zapach. Na opakowaniu znalazłam informację, że zawiera naturalną ziemię leczniczą, olejki oraz wyciąg z zielonej herbaty. Za 100 ml produktu zapłaciłam 2.25 euro, czyli ok. 10 zł i myślę, że spokojnie starczy mi na 2 miesiące. Opakowanie jest idealne na wyjazdy, zwłaszcza do bagażu podręcznego w samolocie. 

 
Biorąc pod uwagę dobre działanie, skład oraz cenę mogę z czystym sumieniem polecić Wam ten produkt. Widzę, że kosmetyki Alverde mają potencjał i już nie mogę doczekać się kolejnej wyprawy do DMu ;) 
 

Lubicie kosmetyki Alverde? 
Może mieliście okazje wypróbować ten krem?

środa, 23 maja 2018

Nawilżający szampon do włosów Vianek


Praktycznie na każdym forum lub blogu związanym z tematem włosomaniactwa pojawia się wzmianka o myciu głosów naturalnym szamponem bez SLS/SLES. Do tej pory miałam kilka tego typu produktów, które niestety niezbyt mi służyły. Największą ich wadą było koszmarne plątanie oraz matowienie włosów, a przy ziołowych mieszankach często także swędzenie skóry głowy. Po kilku nieudanych podejściach dałam sobie spokój z naturalną pielęgnacją. Jednak na jednym ze spotkań blogowych dostałam nawilżający szampon Vianek i postanowiłam dać mu szansę.
 
 
Kosmetyk znajduje się w butli o pojemności 300 ml. Jest to delikatny produkt, bez mocnych detergentów o krótkim i przyjemnym składzie. Szampon wg producenta powinien delikatnie oczyszczać i nawilżać. Pokusiłabym się na stwierdzenie, ze szampon, zamiast nawilżać może trochę przesuszać. Kosmetyk ma rzadką, lejącą konsystencję. Brak SLS w składzie powoduje, że słabo się pieni, ale mimo to dobrze myje. Włosy po umyciu są świeże, delikatnie zmatowione i usztywnione, ale nie jest to tak mocno odczuwalne, jak w przypadku innych, delikatnych szamponów, które wcześniej miałam. Vianek trochę plącze włosy, ale przy użyciu odżywki bez problemu da się je rozczesać.
 
 
Ze względu na naturalny skład należy go zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia. Opakowanie kosztuje ok. 21 zł.
 
Przyznam szczerze, że nadal nie mam jakoś przekonania do szamponów bez SLS. Vianek był jednym z lepszych, jakie miałam (jak dotąd najlepsze okazały się szampony Equilibra ten oraz ten). Codzienne, agresywne oczyszczanie skóry głowy, nie jest dobre i myślę, że mimo uprzedzeń warto od czasu do czasu użyć delikatniejszego środka myjącego. Vianek wypadł całkiem nieźle na tle innych naturalnych szamponów. Wątpię, żebym wprowadziła go na stałe do pielęgnacji i używała tylko jego, ale niewykluczone że będę go stosować na zmianę z silniejszym szamponem.
 
Znacie ten szampon? 
Jak się u Was sprawdzają szampony bez SLS?

niedziela, 20 maja 2018

Wygodny krem do rąk z pompką Vis Plantis

 
Przy zakupie kosmetyków zwracam uwagę na kilka rzeczy. Jedną z nich jest opakowanie. Nieprzemyślane, źle dobrane czy niefunkcjonalne potrafi skutecznie zniechęcić do stosowania nawet najlepszego produktu. Fajnym pomysłem są pompki, których jestem wielką fanką. Krem do rąk o którym możecie dzisiaj przeczytać posiada butelkę z takim właśnie rozwiązaniem. 
 
Mowa o regenerującej masce odżywczej do rąk i paznokci Vis Plantis. Kosmetyk mieści się w butelce o pojemności 300 ml. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, a dozownik działa bez zarzutu. W składzie produktu znajdziemy jagody Goji i Poly-Helixan ze śluzu ślimaka. Producent obiecuje regenerację, odżywienie oraz wzmocnienie płytki paznokci. 
 
 
Ciężko się z nim nie zgodzić, a przynajmniej w dwóch pierwszych kwestiach. Rzeczywiście skóra jest zregenerowana, odżywiona i nawilżona. Natomiast nie zauważyłam różnicy w stanie paznokci. Krem ma fajną konsystencję, na tyle rzadką, że przechodzi przez pompkę, ale nie lejącą czy wodnistą. Do posmarowania dłoni wystarcza niewielka ilość, co przekłada się na dobrą wydajność. Krem ma przyjemny, delikatny zapach. Dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia lepiej warstwy. Kosztuje ok. 15 zł i jak dla mnie cena jest adekwatna do działania. 
 

Znacie kosmetyki Vis Plantis? 
Może mieliście okazje używać kremów do rąk tej marki?

środa, 16 maja 2018

Przemyślenia po dłuższej chwili niemalowania paznokci

 
Korzystając z wolnego wieczoru pomalowałam paznokcie. Niby nic niezwykłego, a jednak… Paznokci nie malowałam dobrych kilka miesięcy i przyznam, że już zdążyłam zapomnieć jaka to frajda. Lubię nosić kolorowe pazury, ale ostatnio byłam zabiegana i wiedziałam, że prawdopodobnie nie będę miała czasu poprawić manicure. Nie mam nic gorszego niż chodzenie z resztkami lakieru. Dla mnie wygląda to po prostu niechlujnie, dlatego wyszłam z założenia, że wolę już ich nie malować w ogóle.

Oczywiście nie zostawiłam ich samopas. Skracałam je regularnie i nakładałam odżywkę lub przeźroczysty lakier. Co zauważyłam po dłuższej przerwie niemalowania szponów? 
 
Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że częste malowanie paznokci je niszczy. Dla mnie jest to MIT, ponieważ moje szpony były w lepszej kondycji, gdy malowałam je co 3-4 dni, niż gdy nakładałam odżywkę raz na tydzień. Muszę dodać, że zawsze używałam zmywacza z acetonem, a mimo to paznokcie nie były zniszczone. Wydaje mi się, że lakier tworzy warstwę ochronną i dzięki niej płytka jest mniej podatna na uszkodzenia, zwłaszcza jeśli na koniec nakładamy top lub utwardzacz.

Zauważyłam także, że regularne stosowanie kremu do rąk wpływa pozytywnie nie tylko na skórę, ale także na skórki oraz paznokcie i nie musi to być wcale specjalistyczny krem dedykowany do pielęgnacji rąk i paznokci.

Pewnie wiele z was słusznie zauważy, że hybrydy są dobrą alternatywą dla zwykłego lakieru. Ciężko się z tym nie zgodzić, ale mnie trochę zniechęca czas jaki trzeba na to poświecić, a niestety ciągle brakuje mi wprawy. Niemniej planuję kolejne podejście do hybryd, jako, że lato za pasem i mogę liczyć na trochę wolnego ;)

Malujecie paznokcie? 
Wolicie hybrydy czy tradycyjny lakier do paznokci?

niedziela, 13 maja 2018

Equilibra anti-hair loss lotion – moje mieszane odczucia


Kosmetyki Equilibra to spora gama produktów zawierająca wysoko w składzie aloes. Jakiś czas temu marka poszerzyła asortyment o serię z masłem shea, ale myślę, że większość osób kojarzy ją z dobroczynnym działaniem aloesu. Aloes w kosmetykach bardzo lubię, bo służy mojej skórze. Na blogu pisałam już nie raz o kosmetykach Equilibra, które miałam okazję do tej pory wypróbować (listę recenzji znajdziecie  tutaj).

Jakiś czas temu skusiłam się na kolejny produkt, który wydawał mi się ciekawy. Był to lotion przeciw wypadaniu włosów. Opakowanie zawiera 75 ml i kosztuje ok. 35 zł. W zasadzie byłam zdziwiona, że jest to żel, bo spodziewałam się płynu lub konsystencji lotionu. Sposób użycia jest łatwy, dzięki wygodnemu aplikatorowi. Wystarczy nałożyć na skórę głowy i wmasować. 
 
Equilibra preparat na wypadanie
 
Niestety po użyciu strasznie zaczął piec mnie skalp. Trochę się przestraszyłam i wahałam czy nie umyć włosów. Po ok. 15 min nieprzyjemne uczucie prawie całkiem zniknęło. Postanowiłam spróbować jeszcze raz po kilku dniach przerwy, tym razem używając mniejszej ilości żelu. Niestety było to samo – fatalne pieczenie pojawiło się praktycznie po kilku sekundach od aplikacji. Do preparatu podchodziłam kilka razy, bo przeszło mi przez myśl, że może skóra musi się przyzwyczaić. Niestały tak się nie stało. Wydaje mi się, że jakiś składnik mnie uczula (i nie jest to raczej aloes). Skóra po użyciu nie była zaczerwieniona, włosy nie wypadły, ale dyskomfort był na tyle duży, ze zaprzestałam stosowanie lotionu. 
 

Szkoda, że produkt się u mnie nie sprawdził, bo spodziewałam się fajnego działania. Niemniej nie zniechęcam się do marki, bo bazując na wcześniejszych doświadczeniach, wiem, że mają fajne produkty.

Może któraś z Was miała do czynienia z tym kosmetykiem? 
Wystąpiła u Was reakcja alergiczna? 


czwartek, 10 maja 2018

Owocowy żel pod prysznic Balea pachnący granatem i kwiatem brzoskwini


Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam pachnące żele pod prysznic. Najlepiej w kolorowych opakowaniach. Lubię, gdy intensywnie się pienią i dają przyjemny zapach, który utrzymuje się na ciele i w łazience. Taki właśnie jest żel Balea w wersji granat i kwiat brzoskwini. Ma świeży, owocowy zapach, idealny na lato. 

Produkt znajduje się w uroczej i wygodnej butelce o pojemności 300 ml. Nie przesusza skóry, przy czym dobrze ją oczyszcza. Jest bardzo wydajny, choć go nie oszczędzam. Zapłaciłam za niego jedynie 0.55 euro, czyli ok. 2.50 zł. Mogliście go zobaczyć przy okazji wpisu o zakupach w niemieckiej drogerii DM. Mam też inne zapachy zachomikowane w szafce, ale ostatnio zerknęłam na ich stronę i zauważyłam, że wypuścili nowe warianty np. kokos i ananas. Musicie przyznać, że brzmi kusząco ;).

pachnący żel balea owoc granatu

Szkoda, że w Polsce produkty Balea nie są łatwo dostępne. Można je dorwać online, ale w cenie ok. 6-7 zł za opakowanie + koszt wysyłki. Jeśli macie dostęp do drogerii DM to polecam się zaopatrzyć w ten kosmetyk.

Mieliście okazje wypróbować żele Balea?

niedziela, 6 maja 2018

Dlaczego ostatnio nie ma mnie na blogu? Zmiany, plany i przemyślenia


Ostatnio mogliście zauważyć, że nie zaglądam na bloga zbyt często. Związane jest to w dużej mierze z brakiem czasu. Jakiś czas temu zmieniłam pracę, z którą przyszły nowe wyzwania. Sporo podróżuję, poznaję nowych ludzi, uczę się, ale w dalszym ciągu staram się mieć coś dla siebie. Jak to mówią „przyjemne z pożytecznym”.

Niedawno przeprowadziłam się do nowego mieszkania. Moje rzeczy wpakowałam do 7 kartonów i 2 walizek. Na pakowanie poświeciłam jeden dzień i całkiem szybko się z tym uwinęłam. Wydaje się, że 7 pudeł to niewiele, z drugiej strony przy przeprowadzce naszły mnie myśli, że mam sporo niepotrzebnych rzeczy. Zaczynam powoli doceniać ideę minimalizmu. Pewnie nigdy nie będę radykalistką w tej kwestii, ale zaczynam rozumieć, że do szczęścia nie potrzeba wiele. 
 
 
W tym roku marzą mi się prawdziwe wakacje. Chciałabym wybrać się na kilka dni do Portugalii, choć niewykluczone, że jednak padnie na Gruzję. Słońce i piękne widoki to dokładnie to czego mi trzeba. Sporo podróżuję, ale głównie są to podróże służbowe i dla odmiany marzy mi się leniwy wyjazd, gdzie nie ma obowiązków, a jedynie przyjemności.

Planuję też powrócić do krótkich weekendowych wyjazdów, także możecie spodziewać się wznowienia cyklu postów „Najpiękniejsze miasta Europy”. Wycieczka do Pragi podczas, której straciłam portfel i dokumenty, trochę osłabiła mój entuzjazm, ale nie na długo. Po krótkiej przerwie planuję wznowienie zwiedzania.

Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko pogodzić z pracą i blogowaniem. Trzymajcie za mnie kciuki. 
 
Gdzie planujecie wyjechać na wakacje? 
Polecacie jakieś fajne miejsca na urlop?

piątek, 27 kwietnia 2018

Gliss Kur serum Deep Repair – co o nim myślę?

 
Korzystając z chwili wolnego czasu, przychodzę do Was z nową recenzją. Dzisiaj dla odmiany postawiłam na produkt do pielęgnacji włosów. Jest to serum Gliss Kur do włosów ekstremalnie nadwyrężonych i szorstkich. Produkt mieści się w dużym, plastikowym słoiczku o pojemności 200 ml i jak zapewnia producent ma regenerować włosy, dzięki płynnej keratynie i amino-protein complex.
 
shwarzkopf maska fioletowa
 
Konsystencja maski jest gładka, kremowa, zbita. Kosmetyk nie spływa z czupryny. Po otwarciu opakowania i przy aplikacji czuć przyjemny zapach, który niestety nie utrzymuje się na włosach. Producent zapewnia, że jest to produkt o działaniu ekspresowym – wystarczy zaledwie 1 min. Rzeczywiście po tym czasie widać pierwsze efekty, co było dla mnie sporym zakończeniem. Produkt ma działanie wygładzające. Pasma są gładkie, śliskie i błyszczące. Myślę, że krótki czas aplikacji jest uzasadniony, ponieważ dłuższe trzymanie maski w moim wypadku poskutkowało „przyklapem” na głowie i przyspieszonym przetłuszczaniem się włosów. 
 
 
Przyznam, że polubiłam tą maskę. Dobrze rozczesuje się po niej włosy, a po wysuszeniu są przyjemne w dotyku. Produkt jest łatwo dostępny praktycznie w każdej drogerii za ok. 18 zł w cenie regularnej. 
 
 Znacie tą maskę? Lubie kosmetyki Gliss Kur?
 

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Denko, którego miało nie być

Zapraszam na wpis denkowy, którego miało nie być z racji mojej przeprowadzki. Myślałam, że uda mi się wcześniej spakować, więc chciałam wyrzucać zużyte opakowania na bieżąco, ale plany nie zawsze udaje się zrealizować. Wyprowadzka zbliża się wielkimi krokami, a ja jeszcze nie zaczęłam nawet o niej myśleć na poważnie. Sądzicie, że spakowanie się w 1 dzień jest możliwe? (Nie zabieram ze sobą mebli).

Wracając do tematu posta, przez moje lenistwo/brak czasu porządki zostały odłożone na później. Poniżej możecie zobaczyć jakie kosmetyki zużyłam w kwietniu i które z nich się u mnie sprawdziły. 
 

1) Bielenda nawilżający płyn micelarny
Bardzo lubiłam ten kosmetyk. Kiedyś pisałam o wersji kojącej tego płynu (różowa butelka) w ulubieńcach miesiąca. Niebieski odpowiednik zdecydowanie jej dorównał.
Kupię ponownie.

2) Veet krem do depilacji z gąbeczką
Produkt, który regularnie pojawia się w moim denku. Lubię i ciągle do niego wracam.
 Recenzja
Kupię ponownie.

3) Rexona antiperspirant w wersji Biorythm
Ogólnie byłam z niego zadowolona, ale mam wrażenie, że po dłuższym stosowaniu skóra się do niego przyzwyczaja i działanie nie jest już tak dobre jak na początku.
Nie wiem czy kupię ponownie.

4) Manhattan kryjący puder
Lubiłam ten produkt, bo sprawdzał się przy słabo kryjących podkładach. Niestety wydaje mi się, że ma tendencję do zapychania. Z tego co kojarzę, nie jest już dostępny w sprzedaży.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 

5) Altermedica żel aloesowy
O produkcie pisałam tutaj. Solo jako zamiennik kremu się nie sprawdził, ale jako baza pod krem tak. Dodatkowo ma wiele innych zastosowań. Myślę, że warto mieć go w swojej kosmetyczce.
Kupię ponownie.

6) Lirene olejek antycellulitowy do masażu z bańką chińską
Zestaw kupiłam ze względu na bańkę do masażu. Żałuję, bo mogłam zamówić ją na Aliexpress za grosze. Olejek mimo dobrego składu nie sprawdził się do masażu, mam wrażenie, że zbyt szybko się wchłaniał. Przez to ciężko było wykonać zabieg.
Nie kupię ponownie.

7) Celia tusz do rzęs
Maskarę miałam naprawdę długo. Praktycznie w ogóle nie zasychała. Lubiłam ją, choć z czasem wyszły jej wady. Lubiła się rozmazywać i odbijać na powiekach.  
Recenzja
Nie kupię ponownie.
 

 8) Nicole perfumy nr 108
Miałam kilka zapachów perfum tej marki. Nie wszystkie kompozycje były udane. Nr 108 idealnie wpasował się w mój gust. Trwałość też była godna uwagi. O zapachu mogliście przeczytać tutaj. Patrząc na Wasze komentarze zauważyłam, że kupowanie odpowiedników znanych perfum budzi sporo kontrowersji i rozumiem ten punkt widzenia. 
Nie wiem czy kupię ponownie.

9) One Lab Hydration Night cream
O kremie pisałam w poście 
„Krem za 250 zł warty swojej ceny?”. Kosmetyk nie jest tani, ale co zrobić skoro moja skóra tak go polubiła? Na pocieszenie dodam, że teraz kosztuje 89 zł ;).
Kupię ponownie.

10) Catrice HD liquid coverage podkład
Podkład idealny dla tłustej cery. Świetnie kryje i dobrze matuje. Spotkałam się z opiniami, że może zapychać i powiem, że ciężko mi się odnieść do tego faktu. Czasem mam wrażenie, że rzeczywiście tak jest, z drugiej strony mogę go używać codziennie i przez tydzień nic nie wyskakuje….
Kupię ponownie.

11) Evree intensywnie wygładzające serum do rąk
Treściwy krem do rąk, który idealnie nadaje się do stosowania na noc. Fajnie nawilża i odżywia, ale trzeba chwilkę poczekać aż się wchłonie.
Kupię ponownie. 
 
12) Cien pod prysznic Oriental Blossom
Kosmetyk ładnie pachniał i dobrze oczyszczał. Pisałam o nim  tutaj.
Kupię ponownie.

13) Marion żel micelarny
Produkt był w porządku, ale bez szału. Musiałam go sporo nałożyć, żeby dobrze oczyścić skórę. Nie przesuszał skóry i był w miarę delikatny.
Nie wiem czy kupię ponownie.

14) Kobo bibułki matujące
Dosyć grube arkusiki obficie pokryte pudrem. Przy wyciąganiu puder się z nich osypuje, może być to irytujące, jednak nie można im odmówić dobrego działania.
Nie wiem czy kupię ponownie.

Jak na denko, którego miało nie być, jest nieźle. Zużyłam 14 kosmetyków, z których większość się sprawdziła.

Znacie któryś z nich?