wtorek, 20 lutego 2018

Selfie Project kosmetyk 3w1 żel, peeling, maseczka


Czy zastanawialiście się kiedyś jak funkcjonuje rynek kosmetyczny? To gigantyczny biznes, w którym ciężko się wybić, ponieważ mnogość produktów potrafi zwalić z nóg. Co chwilę ukazują się nowości, za którymi ja – blogerka kosmetyczna, nie zawsze jestem w stanie nadążyć. Żeby sprzedać produkt, trzeba się wyróżnić. Czy to dobrym składem czy nietypową konsystencją (o kremie do stóp w sprayu pisałam tutaj). Innym rozwiązaniem jest wypuszczenie kosmetyku uniwersalnego, o wielu zastosowaniach. Tylko czy zawsze się to sprawdza?

Dzisiaj pod lupę biorę produkt 3w1 marki Selfie Project, czyli żel myjący + peeling + maseczka. Wg zapewnień producenta jest to preparat intensywnie oczyszczający i wygładzający. Głęboko złuszcza i odblokowuje pory, pozostawiając skórę czystą, świeżą i matową. Zawiera węgiel aktywny, mineralną glinkę kaolin oraz zmielone pestki moreli. 


Produkt mieści się w standardowej tubie z miękkiego plastiku. Jego pojemność to 150 ml, zaopatrzony jest w wygodne zamknięcie typu klik. Łatwo wydobywa się z opakowania, nie jest wodnisty, choć szczerze mówiąc, spodziewałam się nieco gęstszej konsystencji. Zapach ma świeży, trochę chemiczny, czuć w nim jakby alkohol, choć nie ma go w składzie. 
 
 Jak się sprawdził?

... jako żel do mycia twarzy

Do codziennego oczyszczania twarzy jest za mocny, nawet do mojej tłustej cery. Co prawda na opakowaniu jest informacja, żeby nie używać go częściej niż 2-3 razy w tyg., jednak jeśli ma to być typowy żel do mycia twarzy to chciałoby się go używać codziennie. Produkt się nie pieni i przez drobinki nie nadaje się do oczyszczania okolic oczu. Po użyciu miałam wrażenie, że skóra nie jest do końca czysta. W tym zastosowaniu wg mojej oceny wypadł średnio. 
 
 ... jako peeling

W tubce znajdziemy dużą ilość drobinek peelingujących, pochodzących ze zmielonych pestek, ale uwaga – w składzie też jest pumeks (pumice). Tłumaczy to mocne zdzieranie, które dla mojej mało wrażliwej cery jest w porządku, choć przyznam, że ten pumeks w kosmetyku do twarzy nie do końca do mnie przemawia. Niemniej skóra po użyciu jest oczyszczona, pory ściągnięte, więc działanie ma całkiem przyzwoite.
...jako maseczka

Tutaj niestety muszę wspomnieć, że po nałożeniu piekła mnie lekko twarz. Jest to do wytrzymania, ale i tak po 5 min zmywałam kosmetyk. Po tym czasie na buzi robiła się sucha, twarda skorupa. Trzeba być ostrożnym przy zmywaniu i dobrze zwilżyć ręce wodą, bo zaschnięte drobinki są na prawdę ostre. Efekt jaki zauważyłam jest podobny do tego uzyskanego przy użyciu produktu jako peelingu. 


Podsumowując

Kosmetyk charakteryzuje się mocnym działaniem złuszczającym i oczyszczającym. Ma w składzie pumeks, czuć ostre drobinki na skórze. Nie może być stosowany jako żel do mycia twarzy do codziennej pielęgnacji. Najlepiej sprawdził się stosowany jako peeling. Nakładany jako maska powodował u mnie pieczenie. Jego cena wynosi ok. 14-15 zł i przyznam, że nie jest to zły produkt, ale nie do końca spełniający moje oczekiwania. Zalecam ostrożność przy wrażliwych cerach oraz skórze ze stanami zapalnymi.
Co sądzicie o produktach 3w1?
Miałyście/liście ten lub inne produkty Selfie Project?

sobota, 17 lutego 2018

Mój hit – zmywacz z gąbeczką Delia


Zmywacze z gąbką widziałam już dawno temu, ale jakoś nie po drodze mi z nimi było. Myślałam, że taka forma się u mnie nie sprawdzi, jednak po przetestowaniu zmywacza Delia zmieniłam zdanie. Jestem osobą leniwą z natury, więc jeśli mogę zrobić coś szybko i dobrze to tak właśnie robię :).

zmywacz z gąbką bez acetonu

Zmywacz znajduje się w buteleczce o pojemności 75 ml. W środku umieszczona jest gąbka z rozcięciem na palec, nasączona zmywaczem. Używanie tego wynalazku jest bajecznie proste. Wystarczy zanurzyć palec na 3 sek, aby pozbyć się lakieru. Ja dodatkowo zalecam poruszanie palcem i przyciśnięcie go trochę do gąbki. Zmywacz dobrze usuwa lakier, niezależnie od ilości nałożonych warstw i ich koloru. Przy ciemniejszych, grubo pomalowanych paznokciach trzeba trzymać palec trochę dłużej, ale w dalszym ciągu jest to chwila. Pozostałości lakieru są rozpuszczane i nie farbują pazurków przy kolejnych użyciach. Nie wiem jak byłoby w przypadku brokatowych lakierów, bo jednak drobinki zostaną w gąbce i mogą potem osiadać na paznokciach. U mnie brokaty to rzadkość, więc tego nie sprawdziłam. Jeśli macie doświadczenia w tej kwestii to piszcie w komentarzach.




Gąbka nie wysycha, zmywacz wolno się zużywa. Po wykorzystaniu opakowania można ponownie nasączyć gąbkę, jednak nie więcej niż 2-3 razy, bo z biegiem czasu zaczyna się kruszyć, a ciemne lakiery mogą tworzyć na niej plamy. Moja wersja nie zawiera acetonu, ale dostępny jest również wariant acetonowy. Można go dostać m.in. w Rossmannie, w cenie 8 zł. 

Miałyście kiedyś zmywacz w formie gąbki?

środa, 14 lutego 2018

Bardzo treściwe masełko do ciała – Kosmetyki na wagę


Zimą chętniej sięgam po treściwe kosmetyki, ponieważ moja skóra jest bardziej wymagająca. Wiatr i zimno sprzyjają przesuszeniu i trzeba sobie z tym jakoś poradzić. Dzisiaj chciałam przedstawić Wam balsam do ciała firmy Kosmetyki na wagę. W tytule nazwałam go masełkiem, ponieważ moim zdaniem nie jest to zwykły balsam, ale treściwe masło.

Produkt kupujemy na wagę, można zamówić 50 g lub 100 g, które wycinane jest z bloku i pakowane do pudełek z etykietą. Dostępne są różne wersje zapachowe, ja mam piżmo. Jest to intensywny, przyjemny zapach, wyczuwalny na skórze po aplikacji. Masło jest mocno zbite, i zazwyczaj wygrzebuję je paznokciem z opakowania. Po ogrzaniu w dłoniach zmienia konsystencję w bardziej płynną. Ciężko je rozsmarować i bardzo długo się wchłania (do całkowitego wchłonięcia potrzeba ok 10-15 min). Po aplikacji pozostawia na skórze tłustą, błyszczącą warstwę. Nie przepadam za takimi formułami, więc nie stosowałam balsamu na ciało. Zazwyczaj nakładałam kosmetyk na noc na dłonie i przyznam, że jestem mile zaskoczona jego działaniem. Skóra jest mocno zregenerowana i nawilżona. Balsam poradził sobie z moimi popękanymi rękami i mimo, że nie cierpię olejowej warstwy, to dla efektu jaki daje warto się przemęczyć. Opakowanie 50 g kosztuje 10,50 zł.

treściwe tłuste masło do ciała z piżmem

Na spodzie opakowania była przyklejona naklejka ze składem, niestety u mnie nie jest już czytelna. Poniżej wrzucam skład masła o innej wersji zapachowej (granat z arbuzem):

Butyrospermum Parkii Butter, Cera Alba, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cocos Nucifera Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Petrolatum, Tocopheryl Acetate, Parfum, Litsea Cubeba Oil, Hexyl Cinnamal, Citral, D-Limonene, Linalool, Citronellol


Byłybyście/libyście skłonni przemęczyć się z tłustą warstwą dla dobrego działania? 
Kojarzycie ten balsam lub inne Kosmetyki na wagę?

sobota, 10 lutego 2018

Nivelazione ekspresowe nawilżenie – krem do stóp w sprayu


Uwielbiam wszelkiego rodzaju nowości. Chętnie sprawdzam nowe rozwiązania i nietypowe formuły. Z pewnością do jednych z nich można zaliczyć krem do stóp w formie sprayu. Dzisiaj chciałam napisać Wam kilka słów o cudaku marki Nivelazione.

Na początek krótki opis producenta:

„Innowacyjny krem do stóp w sprayu przyjemnie odświeża, błyskawicznie wygładza oraz długotrwale nawilża, pozostawiając jednocześnie uczucie „suchych” stóp. Regularne stosowanie niweluje szorstkość oraz poprawia komfort i higienę stóp oraz skutecznie nawilża, odżywia i regeneruje, przywracając stopom gładkość i piękny wygląd.”
 
 
Produkt znajduje się w wesołym, zielonym opakowaniu o pojemności 100 ml. Kosmetyk wydobywamy z butli przez atomizer, który rozpyla mgiełkę. Po psiknięciu na skórze zostaje delikatna pianka, która po rozsmarowaniu błyskawicznie się wchłania. Krem ładnie, świeżo pachnie i lekko chłodzi. Przyznam szczerze, że po kilku pierwszych użyciach byłam nim rozczarowana, ponieważ nie zauważyłam żadnego działania. Spodziewałam się nawilżenia i regeneracji a tu nic. Nie cierpię marnotrawstwa, dlatego dalej stosowałam krem, chociażby ze względu na przyjemny zapach. Po dłuższym czasie zauważyłam, że jest niewielka poprawa w stanie moich stóp. Tak, więc krem coś robi, troszkę wygładza, ale jest to bardzo subtelne działanie. Moim zdaniem produkt może się sprawdzić przy mało wymagających stopach, dla reszty będzie to jedynie gadżet o słabym działaniu.
 
Miałyście/liście kiedyś krem w sprayu? 
Co sądzicie o takich wynalazkach? 
 
 

środa, 7 lutego 2018

Mój piewszy podkład w poduszeczce - HEAN Luxury Cushion


O istnieniu podkładów w poduszeczce dowiedziałam się z książki „Sekrety Urody Koreanek”. Jakiś czas temu dotarła do mnie paczka z nowościami Hean, w której m.in. znalazłam właśnie to cudo.

Czym jest podkład w poduszeczce?

Podkład w poduszeczce to nic innego jak puzderko kryjące gąbkę nawilżoną podkładem. W przypadku Hean jest to okrągłe pudełeczko przypominające kształtem puderniczkę. Po otwarciu wieczka widzimy lusterko i płatek (gąbeczkę) do nakładania produktu. Pod aplikatorem znajduje się kolejne wieczko, a pod nim poduszeczka, czyli porowata gąbka zwilżona podkładem. Przy nacisku poduszeczka uwalnia podkład, który nanosimy na twarz. 
 
Opakowanie kosmetyku jest eleganckie, z zewnątrz wygląda na solidne, ale nie do końca takie jest. Już przy pierwszym otwarciu wypadła mi plastikowa cześć z poduszeczką i praktycznie codziennie muszę ją wkładać do plastikowej ramki. Aplikator dołączony do zestawu jest gładki, silikonowy. Dobrze rozprowadza fluid na twarzy, nie tworząc zacieków. Jego sporą zaletą jest to, że nie „pije” podkładu. Mam kolor nr 801 vanilla - najjaśniejszy z gamy (z żółtymi tonami), idealny do mojej jasnej cery. W gamie kolorystycznej dostępne są tylko 4 odcienie.
 
 
Przy jednej warstwie podkład daje bardzo naturalny efekt. Jego nakładanie jest błyskawiczne, dlatego ostatnio używam tylko jego. Krycie można budować przez nakładanie kolejnych warstw. Przy dobrym przypudrowaniu trzyma się na mojej tłustej cerze ok. 5h-6h, co uważam za dobry wynik, gdyż moja skóra bardzo szybko zaczyna się świecić. Podkład ma satynowe wykończenie, nie roluje się, nie wchodzi w załamania i nie zapycha.

Niestety szybko się kończy. Przy codziennym stosowaniu, starczył mi na ok. 3 tyg, podczas gdy podkład w tubce lub buteleczce starcza mi min. na 3 miesiące. Kosmetyk jest bardzo wygodny w użytku, dlatego go lubię, mimo jego wad. Szkoda, że nie jest tańszy (ok. 40 zł), bo przy tej wydajności, cena wydaje się być wygórowana.

Używałyście kiedyś podkładu w poduszeczce?
 
 

sobota, 3 lutego 2018

Denko w minirecenzjach – styczeń 2018


Worek z pustymi opakowaniami doczekał się w końcu wolnego popołudnia, które poświęciłam na zrobienie zdjęć. Szczerze mówiąc to nie lubię zalegających śmieci, ale ciężko tego uniknąć przy mocno ograniczonym czasie wolnym. Póki co nie zamierzam rezygnować z serii „Projekt denko”, ponieważ wiem, że lubicie takie wpisy. Dają mi one także możliwość rozeznania się w kwestii ilości i jakości zużytych produktów. Przechodząc do sedna, poniżej znajdziecie zużyte produkty wraz z krótkim podsumowaniem: 
 

 
1) Fa żel pod prysznic wersja jogurowo-brzoskwiniowa
Ma kremową konsystencję, mocno się pieni, dobrze oczyszcza i nie przesusza, a to wszystko w przystępnej cenie.
Kupię ponownie.


2) KIWI odświeżający spray do butów
Dzięki sprytnemu opakowaniu możemy odświeżyć wnętrze buta bez moczenia wkładki. 
Świetnie nadaje się do kozaków oraz obuwia z wysoką cholewką.
Kupię ponownie.


3) Miravena żelowy preparat do higieny intymnej
O tym kosmetyku mogliście przeczytać  tutaj
Właśnie zaczęłam kolejne opakowanie o innym zapachu. 
Ogólnie bardzo fajny produkt, szkoda tylko, że cena nie jest trochę niższa.
Nie wiem czy kupię ponownie.
(ze względu na cenę)


4) Veet krem do depilacji pod prysznic (z gąbeczką)
Jak dotąd najlepszy kosmetyk do depilacji, który miałam. 
Używam go regularnie od dłuższego czasu. 
Recenzja.
Kupię ponownie.
 
 

5) Biotevit suplement diety z biotyną
Odpowiednik bardziej znanego i droższego Bioteabalu. 
Na razie zużyłam 1 opakowanie, więc ciężko mi się wypowiedzieć na jego temat. Kontynuuję kurację i czekam na efekty.
Nie wiem czy kupię ponownie.


6) Marion odświeżające chusteczki w wersji zielona herbata
Chusteczki są dobrze nawilżone, nie wysychają. Pięknie, świeżo pachną.
Przydatny gadżet w każdej damskiej torebce.
Kupię ponownie.


7) Alvira plastry oczyszczające na nos
Plastry bardzo wolno schną na nosie. 
Trzeba je trzymać ok. 20-30 min, żeby był widoczny efekt. Szału nie ma.
Nie kupię ponownie.


8) Soraya hydro-krem Ideal Beauty
Mam bardzo mieszane uczucia co do tego kremu. 
Niby ok, po czasie moja skóra się z nim zgrała, ale bywały takie okresy, że w ogóle nie chciała z nim współpracować. 
Więcej o nim znajdziecie tutaj.
Nie kupię ponownie.


9) Eveline All in one mascara
Tusz do rzęs posiada silikonową szczoteczkę. Ładnie rozdziela włoski, nie skleja ich. 
Daje naturalny efekt, taki na co dzień, jednak ja wymagam od tuszu czegoś więcej.
Nie kupię ponownie.
 
 

10) Dermena normalizujący płyn tonujący
Bardzo przyzwoity tonik, do którego chętnie wrócę.  
Recenzja.
Kupię ponownie.


11) Eveline – maseczka oczyszczająco-detoksykująca z węglem
Na pewno nie jest to kosmetyk mocno oczyszczający, ale moje wymagania spełniła i byłam z niej całkiem zadowolona. Recenzja.
Kupię ponownie.


12) Novaclear woda micelarna
Micel towarzyszył mi w podróżach, dzięki poręcznemu opakowaniu 100 ml. 
Sprawdził się bez zarzutu, może jeszcze kiedyś się na nią skuszę.
Kupię ponownie.


13) Douglas nawilżająca maseczka 12 ml
Kosmetyk znalazłam w kalendarzu adwentowym Douglas. Produkt dobrze nawilża i nie zapycha skóry. 
Sama pewnie bym jej nie kupiła (maski nawilżające zazwyczaj mi nie służą), ale cieszę się, że trafiła w moje ręce i mogłam ją przetestować.
Nie wiem czy kupię ponownie.

Styczniowe denko oceniam pozytywnie. W zasadzie nie trafił mi się żaden bubel. Kosmetyki, których nie planuję kupić w przyszłości nie spełniły moich oczekiwań, ale to nie znaczy, że są to złe produkty.

Trafiłyście/liście w tym miesiącu na jakiś bubel kosmetyczny?
 
 

środa, 31 stycznia 2018

Styczeń - nowości miesiąca

Styczeń zleciał jak z bicza strzelił. Pora, więc na comiesięczne zakupowe podsumowanie. 
Co nowego do mnie ostatnio trafiło?


Zdecydowanie zakupem miesiąca był nowy telefon. Od dawna go potrzebowałam. W starym nie miałam ani GPSa, ani możliwości korzystania z większości aplikacji, chociażby IG... Padło na Huawei 10 mate, z którego jestem bardzo zadowolona. Telefon ma duży wyświetlacz, dobrą przednią i tylną kamerkę i do tego sprawnie działa, bez zacinania się. Mam nadzieję, że długo mi posłuży.


Nie mogło się obyć bez etui do nowego sprzętu. Kupiłam casy, w formacie "książki", jeden w klasycznym czarnym kolorze, drugi miętowy z granatowymi dodatkami.


Ostatnio ciągle narzekam na spierzchnięte dłonie. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam takie problemy z suchą skórą. Mam nadzieję, że będzie trochę lepiej z ciepłymi rękawiczkami na rękach. Trafiły do mnie rękawice narciarskie NEVICA z siateczką na palcach, dzięki czemu, mogę w nich obsługiwać smartfona.


Zaopatrzyłam się także w 2 pary klasycznych spodni. Jedne to granatowe jeansy Orsay. Drugie to czarne rurki z wysokim stanem F&F.


Niestety w dalszym ciągu walczę z ŁZS. Lekarz przepisał mi Stieprox i płyn na skórę Elocom. Polecił także Biotebal, ale w aptece okazało się, że znacznie tańszy jest Biotevit, który ma taką samą dawkę biotyny. Na zdjęciu widzicie też Epiduo, którym sporadycznie smaruję twarz.

Macie jakieś doświadczenia z ŁZS? Co Wam najbardziej pomogło? 
Jakie preparaty polecacie na wypadanie włosów?

środa, 24 stycznia 2018

Ukojenie dla swędzącej skóry głowy - szampon Vichy Dercos Ultra Soothing

 
Znasz to? Swędząca, napięta skóra głowy? Ciężko powstrzymać się przed drapaniem, które zazwyczaj jeszcze pogarsza sytuację. Często przyczyną jest przesuszony skalp, podrażnienie, nieodpowiednia pielęgnacja lub stan zapalny. Część osób z natury ma wrażliwą skórę głowy i to one są szczególnie narażone na tego typu problemy, ale nie tylko. Niestety jakiś czas temu ta przykra dolegliwość dosięgnęła również mnie. Początkowo ignorowałam sprawę, ale po czasie zaczęłam szukać czegoś, co mogłoby mi pomóc. Ratunkiem okazał się szampon Vichy Dercos Ultra Soothing.
 
Przyznam szczerze, że przez wiele lat uważałam, że kupowanie drogich szamponów to strata pieniędzy, bo tańszy również oczyści włosy. Zmieniłam zdanie, gdy zaczęły się moje „przygody” z łojotokowym zapaleniem skóry głowy. Wówczas sięgnęłam po Vichy Dercos na łupież tłusty, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Niedawno odkryłam wersję Ultra Soothing, która pomaga wyeliminować swędzenie. 
 
 
Szampon znajduje się w dużej butelce (390 ml) z pompką. Opakowanie jest estetyczne i funkcjonalne. Produkt ma żelową konsystencję. Pieni się trochę mniej niż tradycyjne, mocno oczyszczające szampony, ale mocniej niż odpowiedniki bez SLS. Włosy po umyciu są lekko zmierzwione, ale nie aż tak mocno jak przy użyciu wcześniej wspomnianych oczyszczaczy bez SLS. Nałożenie odżywki i delikatne rozczesywanie pozwala zaradzić splątanym kosmykom. Szamponu używam 2-3 razy w tygodniu, na zmianę z innym. Po ok. 2-3 tygodniach zauważyłam, że swędzenie skóry głowy się zmniejszyło. 
 
 
Mimo, że kosmetyk do tanich nie należy (ok. 50 zł), to mogę go polecić osobom, którym dokucza swędzenie. Musicie jednak pamiętać, że jeśli dolegliwości wywołane są przez chorobę, to szampon je złagodzi, ale nie wyleczy (nie wyeliminuje przyczyny). Dla mnie jest to dobre uzupełnienie kuracji dermatologicznej, choć przyznaję, że gdy jeszcze nie stosowałam leków (Stieprox oraz Elocom na ŁZS) to także przynosił mi ulgę.

Miałyście/liście jakiś szampon Vichy z serii Dercos? 
Jakie są wasze wrażenia?


czwartek, 18 stycznia 2018

Masło do ciała, które oczarowało mnie zapachem


Uwielbiam pachnące kosmetyki. Oprócz ich działania, które jest dla mnie najważniejsze, doceniam także inne walory takie jak zapach oraz wygląd opakowania. Na rynku jest wiele mazideł przyjemnych dla nosa, ale to na które się natknęłam jest inne od wszystkich, które dotychczas miałam. Chodzi o aksamitne masło do ciała kwiat majowego bzu. Jak zapewne się domyślacie zauroczyło mnie ono swoją wonią. Kosmetyk pięknie pachnie, dokładnie tak jak bez z działki moich rodziców. Nie czuć tutaj żadnej chemicznej nuty, a zapach nie jest przytłaczający. Przez chwilę utrzymuje się na ciele, ale na dłuższą metę nie jest wyczuwalny.

Sam kosmetyk znajduje się w dużym, płaskim słoiczku o pojemności 200 ml. Szata graficzna utrzymana jest w fioletowej tonacji. Masło jest gładkie, nie zawiera grudek. Jest przyjemne w użytku i łatwe w rozsmarowaniu. Dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. W tego typu produktach, w podobnej cenie, spodziewam się parafiny w składzie i tutaj również ją znalazłam. Miłą niespodzianką jest to, że znajduje się ona za masłem shea.

Skład:

Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cera Alba (Beeswax), Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Parfum (Fragrance), Cinnamyl Alcohol, Limonene, Linalool, CI 16255. 
 

Działanie produktu oceniam na plus. Dobrze sprawdza się przy mojej skórze. Poziom nawilżenia oceniłabym na 4, może na 4+ w pięciostopniowej skali. Dla mocno przesuszonej skóry może nie być wystarczające, ale większość powinna być usatysfakcjonowana. Jeśli lubicie zapach bzu i nie przeszkadza Wam parafina w składzie to polecam ten kosmetyk. Na stronie Farmony, dostępny jest w cenie ok. 22 zł.

Lubicie zapach majowego bzu? 
Ja już nie mogę doczekać się wiosny i kwitnących krzaczków :)
 
 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Aloesowy tonik do twarzy Equilibra – po co używać toniku?

 
Jeszcze do niedawna stawiałam znak równości między płynem micelarnym a tonikiem. Używałam micela do zmywania makijażu, ale też od czasu do czasu jako toniku, po umyciu twarzy żelem oczyszczającym. Dziś wiem, że to duży błąd. Niestety nadal wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Zadaniem toniku nie jest umycie twarzy, ale przywrócenie prawidłowego pH skórze po zabiegach oczyszczających, tak aby kosmetyki pielęgnacyjne mogły się lepiej wchłonąć. Brzmi sensownie?

Dla mnie tak. Wybierając tonik patrzę na skład i unikam jak ognia tych z alkoholem (alcohol denat.). Staram się wybierać produkty, które nie przesuszą przesadnie mojej cery. Od dłuższego czasu testuję kosmetyki aloesowe i większość z nich dobrze się u mnie sprawdziła, dlatego zaopatrzyłam się również w tonik aloesowy. 
 
 
 
Znajduje się on w prostej butelce o pojemności 200 ml. Opakowanie jest funkcjonalne i wygodne w użytku. Tonik delikatnie ściąga skórę i ją odświeża. Przy tłustej cerze sprawdza się bardzo fajnie. Czuję, że po jego użyciu moja skóra lepiej przyjmuje krem bądź serum, co w dłuższej perspektywie pozytywnie wpływa na kondycję mojej buzi. Osobom z cerą tłustą i mieszaną spokojnie mogę go polecić, natomiast niekoniecznie posiadaczkom suchej skóry, gdyż jest spora szansa, że spowoduje jej przesuszenie. Mimo zawartości 20% aloesu i braku alkoholu w składzie, nie jest on taki łagodny na jakiego mógłby wyglądać. Produkt dostępny jest głównie online w cenie ok. 17 zł
 


Używacie toników? 
Zdarzyło Wam się kiedyś używać zamiennie toniku i płynu micelarnego?

środa, 10 stycznia 2018

17 rzeczy które zrobiłam w roku 2017




Początek roku to czas postanowień i podsumowań. Postanowień noworocznych nie robiłam, mój plan jest prosty: celebrować chwile i cieszyć się z małych rzeczy. Rok 2017 był dla mnie dosyć ciężki. Był to czas zmian, mam nadzieję, że na lepsze :). Poniżej znajdziecie 17 rzeczy, które zrobiłam w zeszłym roku, kolejność przypadkowa:

1. Zmieniłam pracę i miejsce zamieszkania

2.
Obcięłam włosy i zrobiłam grzywkę

3.
Byłam na Meet Beauty

4.
Wzięłam udział w 3 spotkaniach blogerek

5.
Przeżyłam bolesne rozstanie, kończące długoletni związek

6.
Zwiedziłam Budapeszt

7.
Byłam w zoo we Wrocławiu

8.
Pojechałam na wakacje nad polskie morze

9.
Byłam na beach party

10.
Schudłam 5 kg

11.
Zmieniłam adres bloga

12.
Spróbowałam swoich sił w pole dance

13.
Zaczęłam jeździć do pracy na rowerze

14.
Założyłam konto na Insta

15.
Przeczytałam 28 książek

16.
Zjadłam prawdziwego, toruńskiego piernika

17.
Uwierzyłam w siebie


Jaki był dla Was rok 2017? 
Macie jakieś postanowienia noworoczne?

niedziela, 7 stycznia 2018

Dlaczego produkt zachwalany na blogach się u ciebie nie sprawdził?


Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się 5 lat temu. Przez ten czas nie tylko publikowałam własne treści, ale także śledziłam inne blogi. Do dzisiaj spędzam wiele czasu na przeglądanie wpisów innych blogerów. Nieraz skusiłam się na zakup produktu, który był mocno rekomendowany w sieci. Teraz także mi się to zdarza, chociaż coraz rzadziej. Staram się przemyśleć zakup i mieć na uwadze, że nie wszystko co kupiłam pod wpływem blogów się u mnie sprawdziło. Dlaczego zdarza się, że coś, co jest chwalone przez rzeszę osób dla Ciebie okazuje się wielkim rozczarowaniem?
 
Myślę, że może być kilka powodów. Wg mnie głównie z nich to:

1. Niedopasowany kosmetyk do rodzaju i potrzeb skóry

Każdy jest inny. Niby rzecz oczywista, a jednak nie wszyscy o tym pamiętają. Nawet najlepszy krem do twarzy, dedykowany do skóry tłustej nie sprawdzi się w przypadku przesuszonej cery. Wygładzająca odżywka nie zda egzaminu przy cienkich, prostych włosach... W przypadku kolorówki jest podobnie. Cienie mogą dobrze trzymać się u koleżanki, ale na tłustej powiece ich trwałość bardzo się skróci. To samo tyczy się podkładu, pudru, różu czy bronzera. 
 

2. Produkt ze współpracy/ wpis sponsorowany

Temat kontrowersyjny, ale myślę, że warty poruszenia. Gdy w grę wchodzą pieniądze, niektóre osoby są w stanie nagiąć (trochę) prawdę. Niestety niewiele wpisów oznaczanych jest jako sponsorowane lub zrealizowane w ramach współpracy. Przy odrobinie wprawy można się dosyć szybko zorientować w temacie. Oczywiście nie każdy wpis sponsorowany musi być przekłamany. Kwestia uczciwości i rzetelności to ciężka sprawa. Stały czytelnik po jakimś czasie pozna się na blogerze, ale już ktoś to wchodzi na stronę przekierowany przez wyszukiwarkę niekoniecznie. 

3. Zbyt krótkie testowanie produktu

Zdarza się, że niektóre osoby mają bardzo dużo współprac. Firmy naciskają, aby wpis ukazał się jak najszybciej lub dają krótki czas na recenzję. Nie da się sprawdzić działania produktu w ciągu kilku dni (są pewne wyjątki). Wszystko zależy od specyfiki kosmetyku, ale żeby dobrze go ocenić, trzeba go regularnie używać przez dłuższy czas. Gdy w kolejce czeka 5 kremów do twarzy ciężko oczekiwać, że ich działanie zostanie dobrze ocenione. Jeśli widzę w ciągu miesiąca recenzję 3-4 smarowideł do twarzy na blogu, zadaję sobie pytanie na ile są one rzetelne.
 
Dodałybyście jakiś powód do mojej listy?

Zdarzyło się Wam kupić produkt rekomendowany na blogach, który totalnie się u Was nie sprawdził?

wtorek, 2 stycznia 2018

Grudniowe nowości - prezenty, zakupy, współprace

Grudzień jest miesiącem obfitującym w nowości. Po pierwsze ze względu na prezenty, po drugie z uwagi na wyprzedaże. Już od dłuższego czasu posezonowe przeceny nie wydają mi się tak atrakcyjne jak kiedyś. Walka o miejsce parkingowe pod galerią i przepychanie się w sklepie po prostu mnie męczą. Niestety okazało się, że potrzebuję kilku rzeczy, więc pomału realizuję swoją listę. Zdjęcia części zakupów wrzuciłam poniżej, pozostałe z nich pewnie będziecie mieli okazję zobaczyć w przyszłym miesiącu :). W grudniu trafiły do mnie:

Nowości od Hean. W przesyłce znalazłam płynny podkład, podkład w poduszeczce oraz metaliczną pomadkę.

Dzięki uprzejmości marki Equilibra testuję aloesowy tonik do twarzy oraz lotion ograniczający wypadanie włosów.

Od Mikołaja dostałam kosmetyczny kalendarz adwentowy Douglas, o którym pisałam tutaj.

 W temacie zakupów kosmetycznych starałam się zachować umiar i trafiły do mnie bibułki matujące, oczyszczające płatki na nos, gąbeczka do podkładu oraz odświeżacz powietrza o bardzo przyjemnym zapachu.

Skusiłam się także, na balsam do ust Blistex o smaku mango oraz suplement diety z żurawiną.

Nie mogło zabraknąć także mojego ulubionego kremu do depilacji Veet z gąbeczką. Przy okazji wizyty u dermatologa dostałam zestaw miniatur La Roche-Posay. Natomiast to urocze lusterko to prezent od siostry.

Pod choinką znalazłam zestaw do włosów Gliss Kur w błyszczącej kosmetyczce <3

oraz power bank. Teraz nie będę musiała się przejmować słabą baterią :)

 Ostatnią rzeczą są zimowe botki. Miałam ochotę na skórzane, porządne obuwie, ale lenistwo wygrało i ze względu na brak czasu i chęci do chodzenia po sklepach, kupiłam parę w Deichmannie.

Co przyniósł Wam Mikołaj w tym roku?
Udało się Wam upolować coś fajnego na wyprzedażach?