poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Denko, którego miało nie być

Zapraszam na wpis denkowy, którego miało nie być z racji mojej przeprowadzki. Myślałam, że uda mi się wcześniej spakować, więc chciałam wyrzucać zużyte opakowania na bieżąco, ale plany nie zawsze udaje się zrealizować. Wyprowadzka zbliża się wielkimi krokami, a ja jeszcze nie zaczęłam nawet o niej myśleć na poważnie. Sądzicie, że spakowanie się w 1 dzień jest możliwe? (Nie zabieram ze sobą mebli).

Wracając do tematu posta, przez moje lenistwo/brak czasu porządki zostały odłożone na później. Poniżej możecie zobaczyć jakie kosmetyki zużyłam w kwietniu i które z nich się u mnie sprawdziły. 
 

1) Bielenda nawilżający płyn micelarny
Bardzo lubiłam ten kosmetyk. Kiedyś pisałam o wersji kojącej tego płynu (różowa butelka) w ulubieńcach miesiąca. Niebieski odpowiednik zdecydowanie jej dorównał.
Kupię ponownie.

2) Veet krem do depilacji z gąbeczką
Produkt, który regularnie pojawia się w moim denku. Lubię i ciągle do niego wracam.
 Recenzja
Kupię ponownie.

3) Rexona antiperspirant w wersji Biorythm
Ogólnie byłam z niego zadowolona, ale mam wrażenie, że po dłuższym stosowaniu skóra się do niego przyzwyczaja i działanie nie jest już tak dobre jak na początku.
Nie wiem czy kupię ponownie.

4) Manhattan kryjący puder
Lubiłam ten produkt, bo sprawdzał się przy słabo kryjących podkładach. Niestety wydaje mi się, że ma tendencję do zapychania. Z tego co kojarzę, nie jest już dostępny w sprzedaży.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 

5) Altermedica żel aloesowy
O produkcie pisałam tutaj. Solo jako zamiennik kremu się nie sprawdził, ale jako baza pod krem tak. Dodatkowo ma wiele innych zastosowań. Myślę, że warto mieć go w swojej kosmetyczce.
Kupię ponownie.

6) Lirene olejek antycellulitowy do masażu z bańką chińską
Zestaw kupiłam ze względu na bańkę do masażu. Żałuję, bo mogłam zamówić ją na Aliexpress za grosze. Olejek mimo dobrego składu nie sprawdził się do masażu, mam wrażenie, że zbyt szybko się wchłaniał. Przez to ciężko było wykonać zabieg.
Nie kupię ponownie.

7) Celia tusz do rzęs
Maskarę miałam naprawdę długo. Praktycznie w ogóle nie zasychała. Lubiłam ją, choć z czasem wyszły jej wady. Lubiła się rozmazywać i odbijać na powiekach.  
Recenzja
Nie kupię ponownie.
 

 8) Nicole perfumy nr 108
Miałam kilka zapachów perfum tej marki. Nie wszystkie kompozycje były udane. Nr 108 idealnie wpasował się w mój gust. Trwałość też była godna uwagi. O zapachu mogliście przeczytać tutaj. Patrząc na Wasze komentarze zauważyłam, że kupowanie odpowiedników znanych perfum budzi sporo kontrowersji i rozumiem ten punkt widzenia. 
Nie wiem czy kupię ponownie.

9) One Lab Hydration Night cream
O kremie pisałam w poście 
„Krem za 250 zł warty swojej ceny?”. Kosmetyk nie jest tani, ale co zrobić skoro moja skóra tak go polubiła? Na pocieszenie dodam, że teraz kosztuje 89 zł ;).
Kupię ponownie.

10) Catrice HD liquid coverage podkład
Podkład idealny dla tłustej cery. Świetnie kryje i dobrze matuje. Spotkałam się z opiniami, że może zapychać i powiem, że ciężko mi się odnieść do tego faktu. Czasem mam wrażenie, że rzeczywiście tak jest, z drugiej strony mogę go używać codziennie i przez tydzień nic nie wyskakuje….
Kupię ponownie.

11) Evree intensywnie wygładzające serum do rąk
Treściwy krem do rąk, który idealnie nadaje się do stosowania na noc. Fajnie nawilża i odżywia, ale trzeba chwilkę poczekać aż się wchłonie.
Kupię ponownie. 
 
12) Cien pod prysznic Oriental Blossom
Kosmetyk ładnie pachniał i dobrze oczyszczał. Pisałam o nim  tutaj.
Kupię ponownie.

13) Marion żel micelarny
Produkt był w porządku, ale bez szału. Musiałam go sporo nałożyć, żeby dobrze oczyścić skórę. Nie przesuszał skóry i był w miarę delikatny.
Nie wiem czy kupię ponownie.

14) Kobo bibułki matujące
Dosyć grube arkusiki obficie pokryte pudrem. Przy wyciąganiu puder się z nich osypuje, może być to irytujące, jednak nie można im odmówić dobrego działania.
Nie wiem czy kupię ponownie.

Jak na denko, którego miało nie być, jest nieźle. Zużyłam 14 kosmetyków, z których większość się sprawdziła.

Znacie któryś z nich?

wtorek, 17 kwietnia 2018

Trendy, które mnie nie kupują – leginsy to nie spodnie


1) Fryzura na Małą Mi, czyli niedbały kok na czubku głowy

Niedbałego koka jeszcze zniosę, ale jego umiejscowienie na samym czubku czaszki już średnio, zwłaszcza, jeśli wystają z niego niesforne kosmyki i wygląda niechlujnie. 
 

2) Półprzezroczysta bluzka, spod której „przebija” stanik

Często spotykam się z połączeniem białej, półprzezroczystej bluzki i czarnego stanika. Nie wiem jak wy podchodzicie do takiego zestawienia, ale mi wydaje się ono nieeleganckie. 
 

3) Leginsy zamiast spodni

Legginsy traktuję jako rajstopy lub outfit na siłownię. Ubrane w roli spodni niezbyt mnie przekonują, zwłaszcza jeśli są z cienkiego materiału i widać przez nie bieliznę lub pupę ;)



4) Przerysowane brwi

Brwi stanowią oprawę oka i wpływają na wygląd twarzy. Cienkie nitki nie są wskazane, ale przerysowane, ostre kreski też nie wyglądają dobrze. Nie wiem czy to tylko moje zboczenie, ale gdy widzę ostre łuki, nie mogę oderwać od nich oczu i ciężko mi się skupić np. na rozmowie z taką osobą.
 
Ciekawa jestem czy macie podobne zdanie do mojego. 
Może dodałybyście coś do tej listy?
 

czwartek, 12 kwietnia 2018

Alverde ochronna pomadka – eins zwei Chai

 
Przy okazji wizyty w niemieckiej drogerii DM zaopatrzyłam się w kilka produktów niedostępnych w Polsce. Wszystkich, którzy nie widzieli posta z zakupami zapraszam tutaj. Do mojego koszyka trafiła m.in. ochronna pomadka Alverde, z którą praktycznie się nie rozstaję. 
 
Do zakupu zachęciło mnie ładne opakowanie. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, a sam produkt nie jest drogi. W Niemczech zapłaciłam za niego ok. 2 euro. Opakowanie jest funkcjonalne, skuwka nie spada, pomadka nie zacina się, a napisy nie starły się, mimo ciągłego noszenia w kieszeni. 
 
Sztyft ma przyjemny, budyniowy zapach. Łatwo rozprowadza się na ustach. Na wargach jest lekko widoczny, tworzy bardzo subtelną, jasną poświatę. Nie zjada się szybko, ale też nie zostaje na ustach na długie godziny. Działanie jest przyzwoite, ale moim zdaniem jest to lekki produkt na co dzień, a nie mocno regenerujący preparat SOS. Skład oceniam na plus. W ostatecznym rozrachunku eins zwei Chai wypadło całkiem nieźle. Przyjemnie się użytkuje ten sztyft i szczerze żałuję, że nie ma możliwości kupienia go stacjonarnie w Polsce.

Znacie kosmetyki Alverde? Miałyście pomadki tej firmy?

niedziela, 8 kwietnia 2018

10 przypadkowych faktów o mnie


Blog Kosmetyczne Pasje istnieje w sieci już prawie 5 lat. Do tej pory "prywatę" ograniczałam do minimum, ale spodobały mi się wpisy z serii "x faktów o mnie" i pomyślałam, że to najwyższa pora, aby dać poznać się trochę bliżej. Zapraszam na zestawienie luźnych ciekawostek o mojej skromnej osobie :)

1) Za niespełna miesiąc skończę 28 lat
jednak nie utożsamiam się ze swoim wiekiem. Mój licznik zatrzymał się na liczbie 21 i często, gdy ktoś pyta mnie ile mam lat, mam problem z odpowiedzią tj. muszę się chwilę zastanowić ile to już wiosen mi stuknęło ;)

2) Uwielbiam czytać
jednak rzadko kupuję książki. Nie lubię ich kolekcjonować, dla mnie książka powinna "żyć", po co ma leżeć na półce skoro nikt jej nie przeczyta?

3) Dużo podróżuję 
i często się przeprowadzam, dlatego staram się nie gromadzić niepotrzebnych rzeczy. Tyczy się to także książek, które swoje ważą.

4) Uwielbiam kawę
najlepiej taką z ekspresu, koniecznie z mlekiem. Dziennie wypijam 1-3 filiżanki.

5) Jestem uzależniona od blogowania.  
Praktycznie codziennie przeglądam blogi. Zdarza się, że brakuje mi czasu na przygotowanie wpisu, ale mimo to nie wyobrażam sobie, że mogłabym zniknąć z blogosfery na stałe.

6) Lubię planować. 
Dla mnie dobra organizacja to podstawa. Mam tradycyjny, papierowy kalendarz, z którym praktycznie się nie rozstaję.

7) Chętnie próbuję nowych rzeczy
ale gdy wiem, że coś po prostu nie jest dla mnie, nie daję się do tego przekonać.

8) Mam niską tolerancję na ostre dania. 
Wizyty w restauracjach z orientalną kuchnią budzą we mnie niepokój. Dla kogoś coś co nie jest jeszcze ostre, dla mnie może być nie do zjedzenia.

9) Codziennie wstaję do pracy o 6.00 
i nie mam z tym problemu. Natomiast w weekendy wychodzi ze mnie leniwiec i mogę wylegiwać się w łóżku do 10.00.

10) Nie mam telewizora. 
Już od kilku lat odbiornik TV w moim mieszkaniu to zbędna rzecz. W ogóle mi go nie brakuje, bo rzadko nadają coś wartościowego na czym można zawiesić oko na dłużej.

Mam nadzieję, że wpis pozwolił Wam trochę lepiej mnie poznać. 

Ciekawa jestem czy jakiś z tych faktów również odnosi się do Was, a może jest totalnie odwrotnie? 

środa, 4 kwietnia 2018

Naturalne mydełko Purpur z masłem shea przywiezione z Budapesztu


Jeszcze nie tak dawno temu nie przepadałam za mydłem w kostce. Kojarzyło mi się ono z bezzapachową bryłą, która jest niewygodna w użytku i wysusza skórę. Zdanie zmieniłam jakiś czas temu. Na rynku jest coraz więcej pachnących, naturalnych mydełek z dobrym składem, które zachęcają do zakupu.

Podczas mojej wycieczki do Budapesztu (klik) na jednym ze stoisk kupiłam mydło o zapachu werbeny. Kostka od razu wpadła mi w oko za sprawą ślicznego opakowania. Po powąchaniu wiedziałam, że muszę ją mieć. Dostępne były także inne rodzaje, ale ten wariant spodobał mi się najbardziej. Zapach jest intensywny, ale nie przytłacza. Nie wietrzeje nawet po otwarciu opakowania. 
 


Za mydełko o masie 190 g zapłaciłam 6 euro. Może wydawać się to dużo, ale uważam, że było warte swojej ceny. Służyło mi długo (kostkę podzieliłam na kilka mniejszych części) i świetnie sprawdziło się zarówno do mycia rąk jak i twarzy. Dobrze oczyszczało, ale mimo to było delikatne dla skóry. Świetnie się pieniło, tworząc kremową pianę. Nie wysuszało, ani nie podrażniało. Ciekawa jestem czy można je kupić w Polsce, ponieważ mam ochotę na kolejne opakowanie. 
 

Lubicie mydła w kostce?

sobota, 31 marca 2018

Napad na DM - moje zakupy Balea, Alverde



Wyprawę na zakupy do DMu miałam w planach już od dłuższego czasu. Marzyły mi się żele pod prysznic Balea, które kuszą pięknymi zapachami i kolorowymi opakowaniami. Poza tym zapasy kosmetyczne bardzo mi się skurczyły, więc musiałam dokupić kilka rzeczy. Zapraszam na luźny wpis z przeglądem nowości.

Skusiłam się na 4 żele pod prysznic w różnych zapachach. Wszystkie fajne, więc teraz mam dylemat, który jako pierwszy otworzyć.

alverde naturalne mydło w kostce
Do koszyka trafiło także mydło w płynie, krem do depilacji, krem do rąk, kostka myjąca oraz jajko do makijażu.

balea krem do rąk 75 ml
Do mycia twarzy wybrałam 2 produkty Alverde. Przygarnęłam, także krem do dłoni Balea z granatem.

alverde pomadka, eos sztyft
W planach miałam zakup pomadki do ust, jednej lub 2. Ostatecznie skończyłam z 4 sztukami: Balea, Alverde, Eos.

Przybyło mi kilka rzeczy, ale uważam, że zakupy były rozsądne. Wchodząc do DMu czułam się jak dziecko w fabryce czekolady. Znacie to uczucie?
 
Lubicie kosmetyki Balea?

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych życzę Wam spokoju ducha, zdrowia i szczęścia. Niech ten czas pozwoli na wypoczynek w rodzinnym gronie.



niedziela, 25 marca 2018

Wiosenne porządki - zużyci w marcu (denko 03/2018)



 
Przy okazji weekendowych porządków pozbyłam się pustych opakowań po kosmetykach. Korzystając z chwili czasu przygotowałam krótkie podsumowanie zużyć z ostatniego miesiąca. Ciekawi jesteście jakie produkty polubiłam, a które nie przypadły mi do gustu? Zapraszam do oglądania.


W marcu zużyłam: 
 
 
1) Fa jogurtowy żel pod prysznic z orzechami Macadamia
Lubię kremowe żele pod prysznic, bo zazwyczaj nie przesuszają mojej skóry. Wcześniej miałam inną wersję zapachową, ale ta również mnie nie zawiodła.
Kupię ponownie.

2) Miravena żel do higieny intymnej granat i pomarańcza
To już kolejne opakowanie tego specyfiku. Miałam różne zapachy i praktycznie z każdego byłam zadowolona.
Recenzja
Kupię ponownie.

3) Veet krem do depilacji pod prysznic z gąbeczką
Kosmetyk, do którego ciągle wracam. Najskuteczniejszy krem do depilacji jaki miałam.
Recenzja
Kupię ponownie.

4) Delia krem do rąk z olejkiem z konopi indyjskich
Zwyklaczek, po którym nie spodziewałam się za wiele. W zasadzie był w porządku, ale do bardzo przesuszonych dłoni na pewno się nie sprawdzi.
Nie wiem czy kupię ponownie.

5) AA lip oil olejek do ust morela
Olejek do ust, ale tylko z nazwy. W składzie na pierwszym miejscu parafina. Szybko się zjada, jest tłusty, przy użytkowaniu całe opakowanie jest obtłuszczone.
Tutaj znajdziecie recenzję wersji malinowej.
Nie kupię ponownie.

6) INDIGO nail therapy odżywka do paznokci
Żegnam ją z żalem, bo dobrze się u mnie sprawdziła. Po ponad 2 latach stosowania zgęstniała i musiałam się z nią pożegnać.
Kupię ponownie.
 
 
7) Farmona masło do ciała o zapachu bzu
O tym masełku mogliście już przeczytać  tutaj.
Kupię ponownie.

8) Equilibra arganowy płyn micelarny
Bardzo lubiłam ten micel, szkoda, że już dobił dna. Recenzja dostępna jest  tutaj.
Kupię ponownie.

9) Himalaya Purifying Neem Mask oczyszczająca maseczka
Moja tłusta cera bardzo polubiła tą maseczkę. Z pewnością nie było to moje ostatnie opakowanie.
Recenzja
Kupię ponownie.

10) Cien płatki kosmetyczne
Jak dotąd byłam wierna płatkom z Biedronki, ale te z Lidla okazały się równie dobre.
Kupię ponownie.

11) Pierre Rene puder ryżowy
Puder pod względem działanie oceniam na plus. Niestety opakowanie jest bardzo niefunkcjonalne. Ciężko z niego wydobyć produkt.
Nie wiem czy ponownie.

 
Muszę przyznać, że marzec był dosyć dobrym miesiącem. Większość kosmetyków, które miałam dobrze się u mnie spisały. 
 
Trafił się tylko 1 bubel – olejek AA. 
 
Ciekawa jestem czy też na niego trafiłyście? 
Może u Was wypadł lepiej?


środa, 21 marca 2018

Nowości ostatnich dni

Do końca marca pozostało jeszcze kilka dni. Mimo to postanowiłam już teraz pokazać Wam nowości jakie do mnie ostatnio trafiły. Uzbierało się kilka rzeczy, głównie ubrań i dodatków. Jest też garstka kosmetyków. Podejrzewam, że w kwietniowym poście będzie ich więcej. W ostatnim wpisie (klik) mogliście przeczytać, o tym jak zminimalizowałam zapasy kosmetyków. Teraz bez wyrzutów sumienia wybrać się do drogerii :).

W marcu wzbogaciłam się o:


Zestaw uroczych kubków dla pary

Dwie pary klasycznych jeansów C&A

 Zimowe buty
Niby pierwszy dzień wiosny już za nami, ale mam przeczucie, że jeszcze się przydadzą.

Spodnie od pidżamy (Harry Potter edition) oraz ciepłe puchate skarpetki

Kryjące rajstopy i zestaw gumek do włosów
(oczywiście bez metalowych łączeń)

Antyperspiranty Rexona
Ostatnio Garnier mineral zaczął mnie zawodzić, więc tym razem wybrałam inną markę.
 
Szary komin, opaska do włosów oraz płyn Ziaja intima
Opaskę kupiłam w Claire's. Niestety uciska i źle wygląda na włosach. Żałuję, że nie poszłam na bazarek, lepiej bym na tym wyszła :)

Żel pod prysznic i płatki kosmetyczne Cien
Wreszcie skusiłam się na niedocenianą przeze mnie do tej pory markę Cien. Wrażenia bardzo pozytywne, zwłaszcza jeśli chodzi o żel pod prysznic (recenzja).

Wpadło Wam coś w oko z tego zestawienia, może coś znacie?



niedziela, 18 marca 2018

Jak udało mi się zminimalizować zapasy kosmetyczne?

O tym, że nie ma sensu gromadzić kosmetyków (prawie) każdy wie. Dlaczego nie warto kupować kosmetyków na zapas, pisałam tutaj. Przytoczone przeze mnie powody są całkiem logiczne i większość zapewne się z nimi zgodzi, mimo to wiele kobiet ma problem z nadmiarem kosmetyków. Często są to nowe, nieotwarte produkty miesiącami czekające na użycie.

Skłamałabym mówiąc, że problem mnie nigdy nie dotyczył. Jako miłośniczka kosmetyków i blogerka urodowa byłam szczególnie wrażliwa na wszelkie nowości, które koniecznie chciałam mieć. Sporo rzeczy dostałam na spotkaniach blogowych, trafiły się także kosmetyki wysyłane do testów w ramach współpracy. Był taki moment, w którym naprawdę miałam wszystkiego dużo, na tyle, że zaczęło mnie to przytłaczać. Największy problem pojawił się w momencie przeprowadzki, gdy nie byłam w stanie podnieść kartonów z moimi zapasami. W niedalekiej przyszłości szykuje mi się kojona zmiana mieszkania. Na szczęście tym razem będzie mi lżej, bo zapasy kosmetyczne zminimalizowałam praktycznie do zera. Jak to zrobiłam?
 

W pierwszej kolejności oddałam mamie i siostrze kosmetyki niedopasowane do moich potrzeb. Te, które koniecznie chciałam przetestować, zachowałam na później. Trzymałam się prostej, ale jednocześnie trudnej w realizacji zasady, bezwzględnego zakazu zakupów. Jeśli w szafce zalegał mi żel pod prysznic, nie miałam prawa kupić kolejnego. Tym sposobem zużywałam to co miałam. W systematyczności w używaniu pomagał mi tzw. „projekt denko”. Co prawda jego ideą nie jest zużywanie na siłę kosmetyków, ale ich regularne stosowanie, tak aby ich działanie było jak najlepsze. Comiesięczne podsumowanie pozwalało mi zorientować się, ile tak naprawdę kosmetyków potrzebuję i ile będę w stanie zużyć, tak by się nie uległy zepsuciu czy przeterminowaniu. Starałam się także nie otwierać zbyt wielu buteleczek, bo wtedy denkowanie szło mi znacznie wolniej. Kosmetyki traciły świeżość, stały na wierzchu, kurzyły się i przytłaczały swoją ilością.

Jak to u mnie teraz wygląda?

Zapas został mi tylko w przypadku produktów do pielęgnacji włosów (szampony i odżywki) i kremów do twarzy (zużycie słoiczka kremu to ok. 3-6 miesięcy, więc raczej szybko się z nimi nie uporam). Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że w niektórych kosmetycznych kategoriach wieje u mnie pustką. Muszę wybrać się na zakupy do drogerii, bo wyzerowałam zapasy. Powiem szczerze, że już nie mogę się doczekać, bo w między czasie wyszło sporo nowości, które z chęcią poznam.

Macie kosmetyki w zapasie czy kupujecie je na bieżąco?
Jakie jest Wasze zdanie na temat kosmetycznych zapasów?

środa, 14 marca 2018

Czy warto przepłacać za żel pod prysznic? Recenzja żelu Cien


Główną funkcją kosmetyków myjących jest oczyszczanie. Uważam, że większość produktów tego typu dobrze spełnia swoją rolę, więc moim zdaniem nie warto za nie przepłacać. Mam na myśli żele pod prysznic, mydła i szampony. Za naturalne mydło z dobrym składem, czy kosmetyk do twarzy jestem w stanie zapłacić więcej. Tyczy się to także szamponów leczniczych, ale jeśli chodzi o żele pod prysznic zazwyczaj kupuję te tańsze. 

oriental blossom shower cream lidl

Dzisiaj chciałam skupić się na produkcie do mycia ciała Cien. Marka jest tania i łatwo dostępna w Lidlu, do którego jakoś nigdy nie było mi po drodze. Przyznam bez bicia, że słabo znam produkty Cien, ale na blogach już nieraz czytałam o nich dobre opinie, więc postanowiłam skusić się na żel pod prysznic. 

Wybrałam kremową wersję o kwiatowym zapachu: Oriental Blossom. Nuty zapachowe są bardzo przyjemne dla nosa, nieprzytłaczające bez chemicznych nut. Zapach nie jest wymyślny, ale dosyć trwały. Może nie do końca czuć go na ciele, ale w kabinie prysznicowej i łazience utrzymuje się całkiem długo. Kosmetyk ma dosyć gęstą, kremową konsystencję. Nie przelewa się przez palce, co przekłada się na jego dobrą wydajność. Dobrze myje i nie przesusza skóry. Skład produktu pozostawia wiele do życzenia, ale z drugiej strony nie spodziewałam się wiele lepszego, biorąc pod uwagę jego cenę. Dla mnie spełnia wszystkie warunki dobrego produktu do mycia: ma przyjemny zapach, dobrze oczyszcza i nie wysusza. Za opakowanie 300 ml zapłaciłam niecałe 5 zł. 
 

Znacie żele Cien?
Kupujecie droższe żele pod prysznic, czy raczej sięgacie po tanie marki?

niedziela, 11 marca 2018

Warzywa na talerzu i na twarzy – warzywne maseczki Marion


Niedawno Marion wypuściło serię warzywnych maseczek. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, ponieważ każdy wie jak ważne w diecie są warzywa. Skoro to moc witamin i minerałów to dlaczego by nie wykorzystać ich także w pielęgnacji? Niby idea prosta, jednak nie spotkałam się z podobną linią kosmetyków.

Seria składa się z 3 wariantów. Każdą z masek nakładałam wieczorem na 15 min, następnie ścierałam nadmiar chusteczką i szłam spać. Poniżej przeczytacie jak spisały się poszczególne warzywka :) 
 

Marchewka i kurkuma – poprawa kolorytu, nawilżenie
 
marion warzywna maseczka warzywne maseczki marchewka 
Po nałożeniu na twarz skóra zaczęła mnie lekko piec, po chwili było lepiej, aż w końcu dyskomfort zniknął. Myślę, że winowajcą może być kurkuma, której wcześniej nigdy nie stosowałam na twarz. Maseczki nawilżające nie zawsze mi służą, często się zdarza, że zapychają moją tłustą cerę. Tutaj na szczęście nie miało to miejsca. Po użyciu maski, skóra była miękka, elastyczna i dobrze nawilżona. Nie wystąpiło u mnie żadne podrażnienie. Nie zauważyłam poprawy kolorytu. 
 
Marchewka i kurkuma skład:  

Szpinak i pietruszka – detoksykacja, odżywienie

pietruszkowa maseczka
 
Największym zaskoczeniem po otwarciu saszetki był dla mnie zapach. Spodziewałam się warzywnego koktajlu, a poczułam perfumowany, drogeryjny zapach. Owszem był on przyjemny dla nosa, ale jak dla mnie pozostaje trochę w sprzeczności z założeniem warzywnych masek. Po nałożeniu kosmetyku nie czułam dyskomfortu. Działanie jest bardzo podobne do poprzedniej wersji: skóra była gładka i nawilżona. Maska nie zapycha porów. 
 
Szpinak i pietruszka skład: 
 
Dynia i imbir – działanie przeciwstarzeniowe, regeneracja

maska z imbirem
 
Maseczka zarówno pod względem konsystencji jak i działania jest bardzo podobna do wyżej opisanych wariantów. Zapach ma specyficzny, drogeryjny, niedrażniący. Maska nie zapchała skóry, nawilżyła ją i delikatnie wygładziła.

Dynia i imbir skład:
 
Podsumowanie
Saszetki są dosyć duże (9 g), więc zawartość można podzielić na 2 razy lub zaaplikować całość na twarz, szyję i dekolt. Wszystkie maseczki są gładkie, kremowe i łatwe w zmyciu. Wg mnie, każda z nich wykazuje podobne działanie, opierające się na nawilżeniu skóry. Saszetka kosztuje ok. 2 zł i myślę, że za tą cenę warto je przetestować, chociażby z ciekawości.


Lubicie maseczki nawilżające?
Kojarzycie warzywną serię masek Marion?


środa, 7 marca 2018

Co zużyłam w lutym? - Denko kosmetyczne

 
W lutym było u mnie mało nowości, za to dużo zużyć. Trzeba będzie uzupełnić zapasy. Marzy mi się wycieczka do niemieckiego DMu i produkty Balea oraz Alverde. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować ten plan. Nie ma jednak co zbytnio wybiegać w przyszłość i na razie skupiam się na teraźniejszości, czyli na zużyciach kosmetycznych lutego:
 

1) Selfie Project kosmetyk 3w1 żel, peeling, maseczka
Kosmetyk uniwersalny, który najlepiej spisał się u mnie w roli peelingu. 
Niestety ten produkt mnie nie zachwycił. 
Recenzja.
Nie kupię ponownie.

2) La Roche-Posay Toleriane żel do mycia twarzy
Moja skóra bardzo dobrze na niego reagowała. Pisałam o nim  tutaj.
Kupię ponownie.

3-5) Warzywne maseczki Marion
Zazwyczaj nie sięgam po maseczki nawilżające, ponieważ często zapychają moją skórę. Na szczęście tutaj nic takiego się nie działo. 
Uważam, że są całkiem w porządku. Niedługo pojawi się ich recenzja na blogu.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 
6) Aussie Miracle Moist szampon
Chyba największą zaletą tego szamponu jest jego piękny zapach. Moje włosy go lubiły.
Kupię ponownie.

7) Aussie 3 Minute Miracle
Odżywka, podobnie jak szampon, ma bardzo przyjemny zapach. 
Co do działania mam mieszane uczucia, niby ok, ale patrząc na cenę spodziewałam się czegoś więcej.
Nie wiem czy kupię ponownie.

8) Yves Rocher peeling do ciała
Wg mnie typowy przeciętniak. Niby skład dobry, działanie w porządku, ale cena, pojemność i średni zapach sprawiają, że mam ochotę wypróbować coś nowego.
Nie kupię ponownie.

9) Eveline olejek do ust żurawina
Lepiąca, oleista maź, która zamiast nawilżać natłuszcza. 
Pod koniec opakowania zauważyłam w środku biały osad (pleśń?)...
Nie kupię ponownie.

10) Blistex balsam do ust pomarańcza mango
Działanie trochę słabsze, niż wersji w słoiczku (recenzja), ale mimo to sztyft wypadł bardzo przyzwoicie.
Kupię ponownie. 
 
 
11) Palmers kokosowy balsam do ciała
Uwielbiam jego zapach i działanie. Więcej o nim znajdziecie  tutaj.
Kupię ponownie.

12) Garnier mineral Action Control 48h antyperspirant
Zapach bardzo przyjemny dla nosa. 
Działanie średnie, raczej zadowalające, ale wydaje mi się, że kiedyś spisywał się u mnie lepiej.
Nie wiem czy kupię ponownie.

13) Marion odświeżające chusteczki o owocowym zapachu
Pięknie pachną i nie wysychają, aż do ostatniej sztuki.
Kupię ponownie.

14) LIVIOON perfumy nr 38
Powiem szczerze, że już dawno mi się znudziły. Trwałość zapachu średnia, ok. 3h.
Nie kupię ponownie. 
 
 
15) Nivelazione krem do stóp w sprayu
Dobry pomysł, ale słabe działanie. Fajnie było wypróbować, ale powrotów nie planuję.
Nie kupię ponownie.

16) HEAN Luxury Cushion podkład w poduszeczce
Mój pierwszy kosmetyk tego typu i miłe zaskoczenie. 
Niestety cena i wydajność przemawiają na jego niekorzyść.  
Recenzja.
Nie wiem czy kupię ponownie.

17) Vichy Dermablend sypki puder utrwalający
Początkowo podchodziłam do niego z dystansem, ale już po kilku użyciach okazał się moim ulubieńcem.  
Recenzja.
Kupię ponownie.

18) Biotebal suplement z biotyną 
Ciężko ocenić działanie po jednym opakowaniu, przez ostatnie 2 miesiące stosowałam tańszy biotevit i powiem, że widzę efekt. Suplementacja biotyną mi służy.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 
Jak oceniacie moje denko? 
Wypatrzyłyście/liście tutaj coś znajomego?