poniedziałek, 30 października 2017

Zestaw pędzli z chińskiej stronki – czy warto?

 
W marcu na stronie Dresslink zamówiłam 2 zestawy pędzli do makijażu oraz myjkę. Minęło trochę czasu, więc mogę wypowiedzieć się co do ich jakości. Pędzli używałam regularnie, ale ze średnią intensywnością, gdyż są to moje ulubione akcesoria do makijażu. 
 
chińskie pędzle etui
etui pokrowiec na pędzle
 
Na pierwszy ogień pójdzie zestaw puchatych pędzli do twarzy (5 szt.) + 5 pędzelków do oczu w czarnym etui. Kosmetyczka do przechowywania pędzli strasznie śmierdziała i musiałam ją wyszorować kilka razy, żeby pozbyć się tego zapachu. Jeden z magnesów przy etui jest dosyć luźno przyczepiony, więc myślę, że z czasem odpadnie. Poza tym futerał prezentuje się w porządku. Pędzle do twarzy są miłe w dotyku i mięciutkie. Dobrze nabierają sypkie produkty. Jakość ich wykonania jest średnia. Co prawda włosie nie wypada ani się nie odkształca, ale niestety skuwki nie dolegają do trzonka. Część z pędzli była już klejona (pędzle rozpadły się na dwie części). 
 
 
Pędzle do makijażu oczu wykonane są z tego samego, sztucznego włosa. Są miękkie (pomijając pędzel kulkę, którego włosie jest sklejone i przez jest sztywny i kłuje). Pędzelki zjadają trochę cienie, ale jest to do przeżycia, da się nimi pracować. Można nimi nakładać cienie na całą powiekę i je blendować. Są dosyć duże i nie nadają się do bardziej precyzyjnych kroków. Niestety trzonki również odpadają od włosia, 2-3 pędzle musiałam kleić. 
 
tanie pędzle do oczu
 
Kolejny zestaw, który zamówiłam składał się z 6 pędzelków do makijażu oczu. Akcesoria wykonane są z syntetycznego, śliskiego włosia. Włoski są sztywne i kłujące. Źle nabiera się nimi cienie, bo nie chcą się do „przyczepiać”. Kształt pędzelków pozostawia wiele do życzenia, skośny pędzel jest bardzo gruby, nie da się nim namalować cienkiej kreski. W zasadzie tylko te płaskie, zaokrąglone nadają się do makijażu. Jakość wykonania trzonka i skuwki jest lepsza, pędzle nie rozpadają się na części, ale marna to pociecha biorąc pod uwagę ich liczne wady. 
 
 
Najlepiej sprawdziła się u mnie silikonowa mata do mycia pędzli – tzw. jajeczko, lub jak to woli egg brush. Mały gadżet, który znacznie ułatwia doczyszczenie pędzli. Super sprawa, zwłaszcza, że nic się z nim nie dzieje, mimo intensywnego użytkowania. 
 
brush egg mata do pędzli
 
Podsumowanie: czy warto kupić pędzle z chińskiej stronki?

Moim zdaniem nie. Zestaw 6 sztuk do makijażu oczu totalnie się nie sprawdził. Pędzle z pierwszego setu byłby w porządku, gdy nie odpadające trzonki... Wiem, że pędzle pędzlom nie są równe i zależy jak się trafi. Ja nie jestem zadowolona z zamówienia, ale nie wkluczam, że może jeszcze zamówię jakiś set. Na chwilę obecną mogę wam polecić jajko do czyszczenia akcesoriów, jemu nie mam nic do zarzucenia.

Jakie jest Wasze nastawienie do chińskich pędzli? Może macie jakieś?

czwartek, 26 października 2017

Tego jeszcze nie było - szampon w piance Joico

 
Kosmetyki o nietypowych konsystencjach zawsze przyciągały moją uwagę. Lubię testować takie nowości. Na jednym ze spotkań blogerek dostałyśmy od firmy Joico zestaw, w którym znalazłam szampon w piance. Jest to kosmetyk typu 2w1, czyli połączenie szamponu i odżywki. Na pierwszy rzut oka kosmetyk wygląda jak pianka do stylizacji włosów i wydobywa się go z opakowania w ten sam sposób. Należy wycisnąć na dłoń objętość wielkości orzecha włoskiego i umyć nim czuprynę. Kosmetyk nie pieni się, ale mimo to oczyszcza skórę głowy. Sprawia, że włosy po umyciu są miękkie i błyszczące. Wyglądają na zdrowe i ładnie się układają. Pasma są nawilżone i dociążone. 
 
joico szampon pianka

Produkt delikatnie myje, więc nie doświadczymy przy jego użyciu „skrzypiąco czystej skóry i włosów”. Z drugiej strony na pewno nie przesuszy, więc może być stosowany także do wrażliwego skalpu. Nie polecam dwukrotnego mycia włosów, raz za razem, ponieważ może obciążać. Niedokładnie spłukany powoduje przyspieszone przetłuszczanie włosów. Przy jego używaniu można chwilowo obyć się bez odżywki, ale na dłuższą metę nie polecam całkowicie z niej rezygnować. Produkt jest fajną nowością, ale dedykowaną raczej do suchych włosów, które nie mają tendencji do nadmiernego przetłuszczania się. 
 
 

Miałyście kiedyś do czynienia z szamponem w piance? 
Kojarzycie firmę Joico?

poniedziałek, 23 października 2017

Tych kosmetyków nie kupujcie – buble miesiąca



Życie kosmetykoholiczki wypełnione jest testowaniem nowych produktów, zachwytami nad ich działaniem, ale także rozczarowaniami. Nie lubię, gdy jakieś mazidło się u mnie nie sprawdza i zawsze staram się znaleźć dla niego alternatywne zastosowanie. Niestety nieraz się przekonałam, że kupno kosmetyku, który okazał się niewypałem boli, zwłaszcza jeśli trochę się na niego wydało. Myślę, że dlatego warto śledzić recenzje w internecie. Dzisiaj mam dla Was listę bubli na jakie trafiłam w zeszłym miesiącu. 


Palmers kokosowy balsam do ust

Balsam do ciała z tej serii spisał się u mnie fenomenalnie (recenzja), dlatego byłam w szoku, że ochronna pomadka do ust wypadła tak słabo. Opakowanie, zapach i konsystencja są w porządku, ale co z tego skoro działanie znikome? Balsam nie nawilża ust i „zjada się” w tempie błyskawicznym, w ciągu 10 minut od nałożenia!


Tołpa żel do mycia twarzy dermo face physio

Sytuacja analogiczna jak w przypadku pomadki. Miałam płyn micelarny z tej serii, który był moim ulubieńcem, natomiast żel okazał się porażką. Produkt nie domywał zanieczyszczeń oraz makijażu, a przy mojej tłustej cerze nie mogę sobie na to pozwolić. Stosowanie tego produktu kosztowało mnie kilka nowych, bolących pryszczy. Może przy suchej, mniej zanieczyszczonej cerze się sprawdzi, u mnie niestety jest skreślony.


Balea balsam do ciała Magic Fairytale

Żele pod prysznic Balea uwielbiam. Miałam nawet wersję zapachową Magic Fairytale, o której przeczytacie tutaj. Byłam z niej zadowolona i cieszyłam się, że trafił mi się, także balsam o tych samych nutach zapachowych. Niestety... zapach był tak intensywny, że aż mnie po nim mdliło. Po ok. 2 tygodniach od otwarcia zaczął śmierdzieć jakby się zepsuł, mimo, że data ważności była jeszcze długa. Na domiar złego jest wodnisty i nie nawilża. Nie polecam.

Znacie jakiś z tych bubelków?


piątek, 20 października 2017

Soraya hydro-krem Ideal Beauty – krem do twarzy w galaretce


Krem do twarzy stanowi podstawę pielęgnacji. Źle dobrany kosmetyk może zaszkodzić, dlatego trzeba zachować ostrożność i uważnie obserwować potrzeby i reakcje swojej skóry. Przy cerze tłustej chyba największy problem stanowi zapychanie, dlatego chętnie sięgam po lekkie formuły. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce krem Soraya o hydro-żelowej konsystencji
 

Kosmetyk znajduje się w szklanym, masywnym słoiczku oraz kartoniku z informacjami od producenta. W konsystencji przypomina galaretkę. Jest niezwykle wydajny, ponieważ do pokrycia twarzy wystarczy naprawdę minimalna ilość. Nałożenie nadmiaru produktu powoduje przetłuszczanie cery. Krem nadaje skórze satynowe wykończenie. Producent pisze o delikatnym matowieniu, ale ja go nie zauważyłam. Skóra po użyciu jest miękka i dobrze nawilżona. Kosmetyk nie pozostawia tłustej warstwy, więc nadaje się pod podkład. Stosowany solo przy mojej tłustej cerze nie do końca się sprawdził, bo twarz zaczynała się szybko błyszczeć, ale w duecie z żelem aloesowym wypadł lepiej. 
 


Krem stosowałam na dzień, na noc używałam innego mazidła. Przy takiej pielęgnacji nie miałam problemów z przesuszeniem skóry, mimo stosowania matującego podkładu oraz pudru. Hydro-krem mnie nie zapchał i pozytywnie wpływał na kondycję skóry. Z jednej strony jestem z niego zadowolona, z drugiej miałam wiele kremów o podobnym działaniu. Niby jest ok, ale zabrakło mi tutaj efektu matowej skóry, więc nie wiem czy jeszcze do niego wrócę. Jego cena oscyluje w granicach ok. 23 zł. 
 
 
Miałyście okazję używać tego kremu? 
Lubicie kosmetyki marki Soraya?

poniedziałek, 16 października 2017

K’Lips nr 5 na moich ustach – recenzja


Pomadki K’Lips Lovely są dosyć znane w sieci. To właśnie na blogach zobaczyłam je po raz pierwszy i za sprawą wielu pozytywnych opinii zdecydowałam się na zakup. Zestaw nabyłam w trakcie poprzedniej promocji na kolorówkę w Rossmannie. W cenie regularnej można go dostać za 25,39 zł. 

klips pomadka i konturówka
zestaw klips rossmann

Zestaw składa się z płynnej pomadki oraz dopasowanej kolorystycznie konturówki. Takie rozwiązanie jest bardzo wygodne, ponieważ mamy pewność, że odcień kredki idealnie zgra się ze szminką. Kontur ust obrysowujemy ołówkiem, a środek wypełniamy pomadką. Przy zastosowaniu kredki możemy skorygować kształt ust, powiększyć je lub pomniejszyć według preferencji. Poza tym kreska trzyma w ryzach pomadkę, która nie rozlewa się poza granice warg.

k lips kolor 5 klips 5

Opakowanie zaopatrzone jest w pędzelek do aplikacji produktu, taki jak w błyszczykach. Szminka jest mocno kryjąca i matowa. Po nałożeniu zastyga na ustach, ale nie powoduje uczucia ściągnięcia. Charakteryzuje się bardzo dobrą trwałością, nie straszne jej jedzenie i picie. Ściera się równomiernie bez nieprzyjemnych niespodzianek w postaci smug czy nieestetycznych obwódek. Kolor nr 5 to ciemny, brudny róż i jestem w nim po prostu zakochana. Świetnie wygląda na ustach, pod warunkiem, że są w dobrej kondycji. Nie będzie się dobrze prezentować na suchych wargach z odstającymi skórkami. Jest to produkt z matowym wykończeniem, dlatego nie ma właściwości nawilżających. Przy długotrwałym stosowaniu może przesuszać. Używam jej okazjonalnie, co kilka dni i powiem, że jestem z niej bardzo zadowolona. Daje świetny kolor, ładne krycie i ma na prawdę dobrą trwałość, a to wszystko za ok. 25 zł, w promocji za połowę ceny. Czego chcieć więcej?

Miałyście styczność z pomadkami K’Lips? 
Jakie są Wasze wrażenia?


czwartek, 12 października 2017

Sekrety Urody Koreanek okiem dziewczyny, która nie lubi poradników


Przyznam bez bicia, że nie przepadam za poradnikami. Mam wrażenie, że min. 70% treści w tego typu publikacjach stanowią oczywistości. „Sekrety Urody Koreanek” jakiś czas temu były na topie i w pewnym stopniu nadal tak zostało, ponieważ coraz więcej osób odkrywa koreańską pielęgnację. Widać to chociażby po zwiększonej dostępności azjatyckich kosmetyków i coraz większym ich asortymencie oferowanym przez drogerie. O książce słyszałam nieraz i to głównie dobre opinie, ale pewnie sama bym jej nie kupiła. Tak się, jednak złożyło, że dostałam ją na urodziny i …przeczytałam jednym tchem. Jak to się stało? 
 
 
Otóż książka nie jestem typowym poradnikiem. Trzeba przyznać, że zawiera wiele przydatnych wskazówek, ale wszystko jest zrównoważone przez dodatki takie jak opowieści z życia autorki, anegdoty oraz ciekawostki dotyczące życia w Korei. Pozycję czyta się bardzo przyjemnie, zwłaszcza jeśli jest się żółtodziobem w sferze koreańskich zwyczajów pielęgnacyjnych. Dowiedziałam się wielu rzeczy, które na pewno będę miała na uwadze w pielęgnacji mojej skóry, ale niektóre z nich mnie zdziwiły. 
 
10 kroków koreańska pielęgnacja sekrety urody koreanek
sekrety urody koreanek
 
Pielęgnacyjny rytuał w 10 krokach nie do końca mnie przekonuje. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że przy takiej ilości produktów ciężko uniknąć zapychania, zwłaszcza przy tłustej skórze. Nie sprawdziłam na sobie tej sekwencji kroków, ale liczę, że może ktoś z Was ma jakieś doświadczenia w tej kwestii i się nimi podzieli :). Kolejną rzeczą, na którą zwróciłam uwagę jest pomysł nałożenia maseczki w płachcie na czas lotu samolotem. Niby niegłupia sprawa, ale ja bym się czuła nieswojo siedząc z tkaniną na twarzy. Być może zagraniczne społeczeństwo jest bardziej tolerancyjne i nikogo nie dziwi takie zachowanie...

Książkę oceniam bardzo pozytywnie i myślę, że jeśli ktoś się waha to warto po nią sięgnąć.

Miałyście okazję ją przeczytać? Jakie są wasze wrażenia? 
 
 

niedziela, 8 października 2017

Upominki ze spotkania blogerek w Katowicach

O spotkaniu blogerek przy kawie mogliście przeczytać tutaj. Dla przypomnienia powiem, że odbyło się ono w kawiarni Synergia w Katowicach 23 września bieżącego roku :). Obiecałam, że pokażę Wam jakie prezenty ufundowali nam sponsorzy spotkania i słowa dotrzymuję. Poniżej znajdziecie zdjęcia nowości jakie do mnie trafiły. Cieszę się, że będę miała okazję poznać kosmetyki marek, z którymi do tej pory nie miałam do czynienia. 


farmona peeling tutti frutti
micner krem pod oczy pomarańczowy

Za tak hojnie przekazane gifty dziękuję sponsorom:



Co najbardziej Was zaciekawiło? 
Może miałyście już jakiś z tych produktów?