niedziela, 29 grudnia 2013

Zakupów szał…

Jak wiadomo po świętach Bożego Narodzenia zaczynają się wyprzedaże, co niekoniecznie jest dobrą wiadomością dla pustych portfeli. Mimo to postanowiłam wybrać się z siostrą na zakupy do CH Forum w Gliwicach. To co tam zastałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Ilość aut na parkingu po prostu zwalająca z nóg, wiele samochodów krążyło między rzędami w poszukiwaniu wolnego miejsca a wśród nich ja… Bitwa o miejsca zażarta a sceny dantejskie np. rodzinka wysiada z samochodu i rozbiega się w poszukiwaniu wolnej przestrzeni do zostawienia pojazdu. Gdy pasażer znajduje takowe, staje na nim, rozkłada ręce i odgania samochody próbujące tam zaparkować. Poza tym klasyczne rycie się komuś na miejsce tzn. wyjeżdża samochód, w kolejce czeka pierwsze auto z kierunkowskazem, a inny pan, nie zważając na to, że ktoś już czeka, na pełnym gazie wjeżdża tyłem w lukę. Czyli czyste chamstwo. Ludzie stają się nerwowi i łatwo o stłuczkę. Na szczęście głupiemu los sprzyja, więc już po 5 min udało mi się zauważyć wyjeżdżającego staruszka i ustawić się w dobrej pozycji do parkowania. Mega fart, zważając na to, że niejeden pewnie krążył 15 minut lub dłużej…

Muszę przyznać, że mimo stresu i niemożliwego tłoku zakupy okazały się udane. Poniżej znajdziecie kilka rzeczy, które udało mi się ‘upolować’ właściwie za bezcen :)

T-shirt kupiony w Croppie
Bluzka z cekinową kieszonką, Cropp
Bluzka z koronkowym dekoltem i łezką na plecach, Orsay
Top z błyszczącymi elementami na dekolcie, New Yorker
Asymetryczna bluzka w paski, Cropp
Karmelowa torebka z frędzlami, Cropp
Czekoladowe rurki, H&M
Podsumowując, na zakupy wydałam 180 zł, wzbogacając się w spodnie, 5 bluzek i torebkę :)

A Wy zaszalałyście na wyprzedażach, czy raczej wolicie unikać tłoku i kupować w internecie lub poza sezonowymi promocjami?

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczne inspiracje, dekoracje w moim domu i życzenia dla Was


Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam spełnienia marzeń i radości oraz abyście spędzili je, w miłej, rodzinnej atmosferze.
Wesołych Świąt! 

świecznik na świąteczny stół DIY
Stroik wykonany ze świeżych gałązek sosny

























niedziela, 15 grudnia 2013

List do Świętego Mikołaja

lista życzeń blog whishlista




Drogi Święty Mikołaju, od dawna marzę o trzech drobiazgach, które chętnie znalazłabym pod choinką:


1. Kultowa szczotka Tangle Teezer, tak zachwalana na blogach, że stwierdziłam, że i ja muszę ją w końcu wypróbować

2. Paletka Sleek Vintage Romance, nie miałam jeszcze żadnej palety tej firmy, a kolory w tej wersji są po prostu świetne

3. Pędzelek do rozcierania cieni Hakuro H78, lub inny z okrągłą końcówką


Mam nadzieję, że moje kosmetyczne marzenia niedługo się spełnią. A Wy dziewczyny, co chciałybyście dostać na Święta?

środa, 11 grudnia 2013

SENSIQUE puder matujący- dobra jakość za niską cenę


opinie recenzje blog


Do tej pory byłam wierna pudrowi SYNERGEN, dostępnemu w sieci Rossmann, jednak gdy zobaczyłam promocję w naturze na kompakty SENSIQUE postanowiłam spróbować czegoś nowego, zwłaszcza, że cena była naprawdę korzystna. Z tego co pamiętam kosmetyk kupiłam za ok. 4,50 zł, podczas gdy cena regularna wynosi 7,99 zł i wg mnie nie jest wygórowana biorąc pod uwagę niezłą jakość. 
skład cena
puder za 5 zł do 10 zł

Początkowo wrzuciłam do koszyka najjaśniejszy odcień (01), który niestety okazał się zbyt jasny, a rzadko się zdarza, żeby coś było za jasne dla mojej skóry. Korzystając z promocji kupiłam nr 02, który świetnie pasuje do mojej karnacji. Puder umieszczony jest w estetycznym opakowaniu, na jego powierzchni wytłoczony jest elegancki wzorek. Niestety w kompakcie nie znajdziemy gąbeczki, co jest dla mnie dość sporą wadą. Drugą jest dość słaba wydajność, ale biorąc pod uwagę jego cenę, nie ma co narzekać. Jeśli chodzi o samo stosowanie, to puder ma aksamitną, gładką konsystencję. Świetnie się go nakłada i doskonale matuje skórę. Efekt utrzymuje się przez długi czas, znacznie dłużej w porównaniu z  wcześniej wymienioną rossmanowską wersja. Nie zatyka porów i nie powoduje wyprysków. W dodatku jest dostępny w Naturze, w przystępnej cenie. Jeśli ktoś nie miał, polecam spróbować.

Znacie ten kosmetyk? Jakie są Wasze opinie? 

niedziela, 24 listopada 2013

Moje skromne rossmanowe łupy z promocji na kolorówkę

-40% na kolorówkę to całkiem sporo. Mimo wszystko nie dałam się ponieść szałowi zakupów, ponieważ niczego nie potrzebuję, a szkoda żeby kosmetyki leżały w szafce i czekały na koniec swojego terminu przydatności.

Jak widać zakupy zrobione z głową, z czego jestem bardzo zadowolona, bo portfel nie ucierpiał a jednak do kieszeni wpadło kilka nowości.

promocja w rossmannie co kupiłam

Na zakupy wydałam łącznie 16,46 zł, a w moim koszyku wylądowały:

- Od miesięcy zachwalana przez Was mascara Lovely Pump up (5,39 zł)
Już zdążyłam ją wypróbować i jestem z niej bardzo zadowolona ;)

- Wibo Expres growth, różowy lakier z połyskującymi drobinkami (3,29 zł)

-Wibo Last&shine lacquer w kolorze malinowym (3,59 zł)

-Wibo glamour nails, granatowy lakier z połyskującymi drobinkami (4,19 zł)


Zastanawiałam się jeszcze nad kupnem szminki wibo elixir, ale nie mogłam się zdecydować na kolor. Jako, że prawie w ogóle nie używam szminek, ostatecznie wstrzymałam się z zakupem. 

czwartek, 7 listopada 2013

Pomadka idealna, czyli jaka? Przegląd pomadek do ust

Jeśli ktoś mnie dobrze zna, to doskonale wie, że nigdzie nie ruszam się bez ochronnego sztyftu do ust. Jestem absolutnie uzależniona od pomadek do ust, a co za tym idzie, dość wybredna jeśli chodzi o ich wybór. Przetestowałam już sporo różnych wariantów, jednak na rynku jest ich taki ogrom, że jeszcze wiele przede mną ;). Dzisiaj przedstawiam Wam recenzję mazideł, które obecnie goszczą w mojej kosmetyczce. Jesteście ciekawe, co polecam? Zapraszam do lektury.


blog najlepsza pomadka opinie

Jak widać na zdjęciu mam aż 3 pomadki firmy bebe. Wypróbowałam wszystkie dostępne rodzaje, oprócz wersji na słońce. Na zdjęciu nie ma pomadki waniliowej oraz perłowej, co nie jest przypadkiem. Zdecydowanie odradzam wam te zapachy, ponieważ zostawiają na ustach okropne kluchy, paskudną poświatę i podkreślają suche skórki. Osobiście bardzo ubolewam nad faktem, że jedna z moich ulubionych firm wypuściła na rynek takie buble. Natomiast jeśli chodzi o te przedstawione na zdjęciach to gorąco polecam.

Wszystkie z nich mają gęstą, kremową konsystencję, która świetnie nawilża usta. Pierwsza od lewej to wersja różana, o ślicznym delikatnym zapachu, idealna do codziennej pielęgnacji. Nr 2 to wersja klasyczna, dla Pań, które nie lubią zapachowych kosmetyków i stawiają na naturalność. Nr 3 - zielona, intensywna pielęgnacja, która jest moim absolutnym faworytem. Ma ładny, delikatny zapach. Znakomicie się sprawdza, gdy usta są mocno przesuszone, obolałe i spierzchnięte. Wariant idealny na zimę. Ceny pomadek bebe wahają się w granicach od 7-9 zł. Bardzo często występują w promocjach, na przemian w Naturze, Rossmannie i Super Pharm. Ostatnio kupowałam je za 5,50 zł/ 4,9 g także musicie przyznać, że da się je dorwać w rozsądnej cenie.

Kolejna na zdjęciu jest dobrze Wam znana Alterra rumiankowa. Również ta pomadka całkiem dobrze się u mnie sprawdza. Co prawda ma lżejszą konsystencję i słabsze działanie nawilżające niż bebe, ale generalnie daje radę. Polecam na lato, gdy usta nie są tak bardzo wyschnięte jak zimą. Dostępna w Rossmannie za 5,60 zł / 4,8 g. Od czasu do czasu warto kupić dla odmiany ;).

No i teraz dochodzimy do pomadek NIVEA. Kiedyś bardzo je lubiłam i przetestowałam wszystkie dostępne wersje oprócz Vitamin Shake, na której temat naczytałam się wiele złego. Otóż zapamiętałam sobie, że balsam miodowy i cytrynowy są warte uwagi. Niedawno do nich wróciłam i bardzo się rozczarowałam. Jakieś takie wodniste, wcale nie nawilżają, a trwałość godna pożałowania. Więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ. Podsumowując: nie polecam, straszny bubel, mocno przereklamowany.

najlepsza pomadka nivea
Teraz na celownik biorę balsam do ust w sztyfcie LAURA CONTI aloe vera. Pomadka godna uwagi, dobrze nawilża usta, aczkolwiek ma dość tandetne opakowanie. Napisy szybko się ścierają i wygląda jak bazarowa podróbka. Kosztuje ok. 5 zł/3,6 g. Cena podobna, do innych prezentowanych w dzisiejszym poście, jednak zwróćcie uwagę na gramaturę… Można kupić, żeby wypróbować, nie jest zła, chociaż mi dość szybko się znudziła.

Pora na ostatniego bohatera dzisiejszego wpisu. Sztyft Lovely natural lip stick z kamforą i mentolem kupiłam pod wpływem pozytywnych opinii znalezionych w internecie. Szczerze mówiąc, do końca nie rozumiem zachwytów pod jej adresem. Mnie nie urzekła. Jako, że zawiera mentol, po aplikacji na ustach czuć przyjemny chłód. Ma niefajny zapach, trochę drażniący i paskudny smak. Mam wrażenie, że krótko utrzymuje się na ustach, przez co efekt nawilżenia jest mało zauważalny. Dostępna w Rossmannie za ok. 4 zł/ 4,5 g. Cena niewielka, może ktoś znajdzie w niej swoje KWC.

Ostatnio do mojej kolekcji dołączył sztyft CARMEX oraz Neutrogena z maliną nordycką. Recenzje wkrótce na blogu.

piątek, 1 listopada 2013

Pachnąca piana o zapachu zielonego jabłuszka…

Każda z nas zasługuje na odrobinę luksusu i relaksu. U mnie świetnie sprawdza się kąpiel w pachnącej pianie, gdyż fajnie odpręża. Czasem lubię poczuć się jak dziecko i leżeć w wannie aż woda wystygnie, taplając się w gęstej, puszystej pianie. Im więcej tym lepiej ;). Co prawda nie mam za dużo czasu na tego typu przyjemności i nie jestem także specem, jeśli chodzi o płyny do kąpieli, które kupuję raczej sporadycznie. Ostatnio w moje ręce wpadł płyn do kąpieli o zapachu zielonego jabłuszka od AVON i o nim dziś będzie mowa.


piana apple

Płyn mieści się w prostej, półprzeźroczystej butelce o objętości 500 ml, za którą zapłacimy ok. 16 zł w cenie regularnej. Szata graficzna raczej skromna, ale opakowanie ma także swoje zalety, jak chociażby to, że na bieżąco widać ilość kosmetyku. Płyn jest gęsty i ma ładny, apetyczny zapach. Po dodaniu do wanny dobrze się pieni, chociaż aby uzyskać efekt gęstej pianki, trzeba wlać dość sporą ilość. Sama piana delikatnie pachnie i zapach jabłuszka jest słabo wyczuwalny. Niestety dość krótko utrzymuje się na wodzie, już po kilku minutach nie ma po niej śladu. Jak widać kosmetyk nie jest pozbawiony wad, jednak świetnie sprawdza się jako żel pod prysznic. Zapach jest intensywny, sam kosmetyk wydajny, a poza tym dobrze oczyszcza skórę. Myślę, że jeszcze do niego wrócę, chociaż nie powalił mnie na kolana. 

Znacie płyny do kąpieli AVON? Jaki jest Wasz ulubiony zapach?
 

piątek, 25 października 2013

Rzepa dobra na wszystko, czyli szampon wzmacniający z odżywką od Joanny

Przedstawiam dzisiaj recenzję kosmetyku, który przyciągnął mój wzrok mnogością problemów, z którymi ma sobie radzić. Już sam fakt, że jest to szampon z odżywką sprawił, że spojrzałam na niego przychylnym okiem. Po przeczytaniu opisu, stwierdziłam, że jest idealny dla mnie, ponieważ zwalcza wszystkie włosowe problemy, z którymi się borykam (przetłuszczające się włosy, ze skłonnością do wypadania i łupieżu).

szampon na wypadanie włosów


Kosmetyk mieści się w estetycznej butelce o pojemności 200 ml, za którą zapłacimy jedynie 6 zł. Produkt łatwo dostępny i niedrogi. Ale co z działaniem? Na początek kilka słów od producenta.




Skład



Moja opinia
Szampon dobrze oczyszcza włosy. Słabo się pieni, przez co jest mało wydajny. Ma specyficzny zapach, charakterystyczny dla tej serii. Myślę, że nie każdemu będzie odpowiadać, ja jednak dość szybko się do niego przyzwyczaiłam. Szampon wysusza włosy i skórę głowy, co mnie zdziwiło, ponieważ może to powodować nawroty łupieżu. U mnie nic takiego nie miało miejsca, mimo wszystko nie jestem przekonana co do działania przeciw łupieżowego tego specyfiku. Ciężko mi powiedzieć czy produkt, rzeczywiście zmniejsza wypadanie włosów. Wydaje mi się, że minimalnie może je ograniczać. Codziennie tracę ogrom włosów i przy takiej ilości wypadających kłaczków trudno jest zauważyć różnicę, zwłaszcza jeśli jest ona niewielka.

Jeżeli ktoś ma ochotę spróbować, myślę, że można ze względu na cenę, może u Was się sprawdzi. Ja jednak następnym razem do moich przetłuszczających się włosów wybiorę delikatny szampon oczyszczający, aby uniknąć przesuszania skóry głowy oraz zainwestuję w porządną odżywkę. Możecie mi coś polecić?
 

sobota, 19 października 2013

O książce, która podbiła moje serce, wzruszająca lektura

Już od dzieciństwa jestem molem książkowym i chętnie pochłaniam grube tomiszcze. Do moich ulubionych autorów należą Coben, Cook, Follet, Gerritsen. Ostatnio trafiłam na świetną książkę Paulliny Simons Dziewczyna na Times Square.


dobra książka literatura kobieca
źródło grafiki: Google

Lektura poruszyła mnie do łez, dlatego postanowiłam napisać o niej kilka słów. Historia zaczyna się dość typowo, młoda, biedna dziewczyna wygrywa na loterii grubą kasę. Niestety w tym samym czasie znika bez śladu jej przyjaciółka i zaczyna się seria nieszczęść. Główna bohaterka dowiaduje się o raku, który niszczy jej piękne ciało. Kłopoty rodzinne, bezskuteczne poszukiwania przyjaciółki i śmiertelna choroba pozbawiają młodą kobietę złudzeń i nadziei na przyszłość. Na domiar złego jedna z jej sióstr ma chrapkę na pieniądze wygrane na loterii, nie wierząc, że dziewczyna może pokonać raka. Czy historia skończy się szczęśliwie, czy w tym zamęcie znajdzie się miejsce na takie uczucia jak przyjaźń, a może nawet miłość?

Piękna historia o walce z samym sobą. Bogata fabuła, pełna ludzkich słabości z mrocznym, kryminalnym wątkiem w tle. Jestem pewna, że książka się spodoba nawet wybrednemu czytelnikowi, dlatego gorąco zachęcam do lektury.
 

wtorek, 15 października 2013

RIVAL de Loop zielone jabłuszko żel do mycia twarzy 5w1 z Rossmanna

Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją jabłkowego żelu do mycia twarzy RIVAL de Loop - marki własnej Rossmann.
  
zielone jabłuszko


Na początek kilka słów od producenta.

opinie blog opis recenzja

Dodam jeszcze, że kosmetyk ma pH naturalne dla skóry, nie zawiera silikonów, parabenów i barwników oraz został przebadany dermatologicznie.


Dokładny skład, dla zainteresowanych:

skład


Produkt mieści się w wygodnym opakowaniu o pojemności 150 ml. Półprzeźroczysta tuba pozwala na kontrolowanie zawartości, co ze względów praktycznych jest sporym plusem. Opakowanie ma raczej skromną szatę graficzną, która nie przyciąga wzroku. Nie dajcie się jednak zmylić niepozornemu wyglądowi tego specyfiku. Wg mnie jego zawartość jest godna uwagi a to przecież najważniejsze.

Żel ma przyjemny zapach zielonego jabłuszka, prosty i naturalny. Niewielka ilość produktu wystarcza na aplikację. Dobrze się pieni i świetnie oczyszcza skórę. Nie powoduje przesuszenia ani uczucia ściągnięcia, mimo alkoholu w składzie. Idealny do codziennej pielęgnacji.

Cena regularna jest całkiem atrakcyjna - ok. 8 zł/150 ml. Choć skład nie zachwyca, działanie jest w porządku, więc jeśli ktoś ma ochotę można wypróbować.

Miałyście też żel, jakie są Wasze wrażenia?

piątek, 11 października 2013

Chwalę się - wygrane w rozdaniach na bloga - nagrody

Ostatnio szczęście mi dopisuje i udało mi się wygrać 2 rozdania. Kilka dni temu dotarła do mnie przesyłka od Mamy na Tropie, a dziś dowiedziałam się o wygranej u Alterlook. Mam nadzieję, że dobra passa mnie nie opuści. Nic nie poprawia humoru tak jak wizyta listonosza ;)


Wygrana na blogu Mama Na Tropie 

jak zapakować kosmetyki w celofan folię
sól do kąpieli werbena



Wyglądana z niecierpliwością nagroda od Alterlook


niedziela, 6 października 2013

Jesienne zachciewajki

... czyli, co bym chętnie kupiła w ciągu najbliższych dni.

Paletka Sleek vintage romance - pewnie nie jedna z Was o niej myślała ;)





Pomadka wibo eliksir - waham się nad odcieniem, polecacie jakiś?




Golden Rose piaskowy lakier do paznokci - prawdopodobnie skuszę się na kolor 66




Lovely Pump up mascara - od dawna on niej myślę, jednak nadmiar tuszy do rzęs, jak na razie skutecznie powstrzymywał mnie od zakupu


Odżywka Garnier ultra doux - ciekawa jestem tego produktu, miał ktoś? 




Krem do rąk ISANA z mocznikiem - z tego co czytałam raczej się sprawdza, dlatego chętnie przetestuję na własnej skórze



Jak prezentuje się Wasza jesienna wishlista?
 Miałyście coś z powyższych kosmetyków, jak wrażenia?

niedziela, 29 września 2013

Nie oceniaj po wyglądzie… Balsam wyszczuplająco-antycellulitowy Soraya

Pewnie doskonale znacie to śliczne, różowe opakowanie. Słodkie i dziewczęce, w urocze groszki. Nie będę ukrywać, że i mi wpadło w oko i natychmiast zapragnęłam je mieć ;). Czy, aby na pewno powinnam tak szybko ulegać impulsowi?

Mowa oczywiście o serii balsamów Soraya. Spośród, których wybrałam balsam wyszczuplająco-antycellulitowy. Po przeczytaniu opisu na opakowaniu, doszłam do wniosku, że to kosmetyk idealny dla mnie, więc czym prędzej pobiegłam do kasy.


różowy pieprz




Oprócz ładnego opakowania balsam uwodzi, także wspaniałym zapachem. Słodkim, nieco cukierkowym, ale nie drażniącym. I na tym kończą się jego zalety… Konsystencja balsamu w zasadzie nie jest najgorsza, jednak jak dla mnie mogłaby być nieco gęstsza. Dość dobrze się wchłania, pod warunkiem, że nie przesadzimy z ilością. Nawilża dość przeciętnie, w przypadku codziennego stosowania skóra jest miękka i nawilżona, jednak jeśli ktoś ma suchą skórę tak jak ja od czasu do czasu musi użyć czegoś mocniejszego. Jeśli chodzi o działanie wyszczuplające i antycellulitowe…. Absolutnie takiego nie posiada. Potrafię zrozumieć, że kosmetyk nie jest w stanie wyszczuplić, wiadomo cudów nie ma, ale od kosmetyków antycellulitowych wymagam chociaż minimalnego efektu. Nie zauważyłam żadnego ujędrnienia, lepszego napięcia skóry, o redukcji cellulitu już nie wspominając. Muszę przyznać, że jestem bardzo rozczarowana tym produktem. Pod przykrywką kosmetyku zwalczającego cellulit kupiłam wodnisty balsam, o kiepskich właściwościach nawilżających.


Czy i Wy dałyście się naciąć temu ‘przyjemniaczkowi’ w ślicznym opakowaniu?

środa, 18 września 2013

Nowa nazwa bloga + nagłówek


Mój blog wreszcie doczekał się nagłówka. Już od dłuższego czasu myślałam nad jego dodaniem niestety jestem kompletnym laikiem w sprawach obsługi programów graficznych i ciężko mi było coś stworzyć. Ostatecznie zdecydowałam się na prosty nagłówek na białym tle. Jak to mówią niektórzy, piękno tkwi w prostocie ;). Na pewno pomyślę nad jego udoskonaleniem, ale na razie jestem zadowolona z efektów.

Przy okazji zdecydowałam się na zmianę nazwy bloga z ‘Kolorowo kosmetycznie’ na ‘Kosmetyczne Pasje’. Mam nadzieję, że podoba się Wam ta mała metamorfoza. Poniżej zdjęcia przed i po.

PRZED
PO - nowy nagłówek i nazwa bloga

poniedziałek, 9 września 2013

Wakacyjne czytanie - książka na wakacje 3 propozycje

Dzisiaj przedstawiam kolejne recenzje przeczytanych przeze mnie książek w ciągu wakacji. Jak do tej pory na mojej liście jest 10 odhaczonych pozycji. Został mi jeszcze miesiąc do rozpoczęcia roku akademickiego, więc myślę, że dodam do spisu jeszcze kilka tytułów. Niedawno pokazałam Wam trzy pierwsze, dlatego dziś zaczynam od nr 4. Dodam jeszcze, że numery książek w recenzji odpowiadają kolejności w jakiej je czytałam, nie są uszeregowane wg moich faworytów, ale możliwe że na koniec pokuszę się o sporządzenie małego rankingu ;).


thriller

4. Jedenaście godzin - Paullina Simons

Ciężarna kobieta zostaje uprowadzona z centrum handlowego przez psychodelicznego wariata. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie swoje oraz nienarodzonego maleństwa, której towarzyszy stres związany z nadchodzącymi skurczami porodowymi. Książka wciągająca, szybko się ja czyta, jednak dla wybrednych czytelników, może okazać się zbyt prosta i mało realistyczna. Można przeczytać, chociaż nie powala na kolana.

5. Kryzys Robin Cook

Wciągająca i trzymająca w napięciu opowieść o bogatym, zapatrzonym w siebie lekarzu, który przez pychę i nieodpowiedzialność popada w poważne kłopoty. Autor stawia pytanie ile główny bohater jest w stanie poświęcić dla kariery. Czy narazi życie pacjentów, bezpieczeństwo swojej rodziny? Książka ‘na poziomie’, dokładnie taka jaka lubię, myślę, że spodoba się wszystkim fanom Cooka.

6. Studnia bez dnia - Katarzyna Enerlich

Czterdziestokilkuletnia Marcelina dowiaduje się o zdradzie męża a zaraz potem o jego śmiertelnym wypadku. Zmuszona przez sytuacje postanawia rozpocząć nowe życie i podejmuje pracę u jednego z toruńskich rzemieślników. Zakurzona pracowania odkrywa przed nią sekrety przeszłości, ale także sprawdza na nią niebezpieczeństwo. Musze przyznać, ze opowieść całkiem ciekawa, jednak nie jest to książka, które trzyma w napięciu jak chociażby thillery Cooka czy Cobena. Wybredni czytelnicy po przeczytaniu będą czuć niedosyt i odrobinę rozczarowania, zupełnie jak ja.


A Wam dziewczyny jak idzie czytanie? Ile książek przeczytałyście w wakacje? Jacy są wasi ulubieni autorzy?

wtorek, 27 sierpnia 2013

Polityka prywatności

Na tym blogu przetwarzane są dane osobowe oraz pojawiają się tzw. cookies (ciasteczka).

Google Analytics anonimowo zbiera dane, pozwalające na analizę ruchu na stronie. 

Disqus pozwala na komentowanie wpisów. Zostawiając komentarz akceptujesz ciasteczka i zasady polityki prywatności Disqus. 

Blog znajduje się na platformie blogger.com, należącym do Google. Odwiedzając bloga akceptujesz politykę prywatności Google.

Na blogu znajdują się ciasteczka Facebooka i Instagrama.

Treść polityki prywatności jest zgodna z wymogami regulacji o ochronie danych osobowych obowiązującej od dnia 25.05.2018 r.


W razie pytań proszę o kontakt: millena90m@gmail.com

sobota, 17 sierpnia 2013

Ile książek przeczytałaś w wakacje? Wakacyjne czytanie

Dzisiaj na blogu niekosmetycznie. Dla urozmaicenia zdecydowałam się na dodanie pierwszego posta z serii Wakacyjne czytanie.

Uwielbiam czytać, niestety zazwyczaj nie mam na to czasu. Postanowiłam sobie trochę odbić podczas letnich miesięcy i nadrobić braki w czytaniu. Za mną już połowa ‘wakacji’, jeśli w ogóle mogę je tak nazwać, ponieważ zamiast odpoczywać jak reszta studentów, pracuję i to na półtora etatu ;).

Książki czytam głównie w pociągu, w drodze do pracy, ale mimo to udało mi się nazbierać kilka przeczytanych egzemplarzy. Jak dotąd przeczytałam 7 tomiszczy. W tym poście przedstawiam Wam pierwsza część wraz z krótkimi opisami i moją opinią.



damska babska literatura lekka książka na wakacje


1. Kobra Frederick Forsyth

Książka przedstawia próbę zniszczenia przemysłu narkotykowego przez władze USA. Prezydent powołuje tajnego agenta, który dzięki swojej nieprzeciętnej inteligencji i sprytowi wypowiada wojnę przemytnikom kokainy. Książka zawiera wiele szczegółowych danych dotyczących handlu białym proszkiem na świecie oraz ujawnia strukturę funkcjonowania narkotykowych gangów. Lektura wciągającą, ciekawa i na pewno godna polecenia. 



2. W ogrodzie Mirandy - Katarzyna Krenz

Historia młodej prawniczki, której życie zostaje przewrócone do góry nogami przez nagłą, nieplanowaną ciążę. Porzucona przez ojca dziecka postanawia zrezygnować z kariery i prowadzić spokojne życie na prowincji, gdzie zarabia na życie sprzątając uniwersytet w Cambridge. Książka o charakterze filozoficznym, w której (zbyt) wiele jest rozmyślań na temat sensu bytu i zawiłości ludzkiej psychiki. Lektura idealna dla fanów Platona, mnie niestety zanudziła na śmierć. 



3. Irena - Małgorzata Kalicińska, Basia Grabowska

Wzruszająca, ale także pełna humoru historia o skomplikowanych relacjach matki i córki. Dwóch kobiet o zupełnie odmiennych charakterach, które nieustannie ścierają się ze sobą i nie potrafią dojść do porozumienia. Miedzy tymi światami leży mroczna tajemnica, która uniemożliwia naprawienie rodzinnych relacji, a której za wszelka cenę nie chce ujawnić córce główna bohaterka. Książka bardzo mi się spodobała i z czystym sercem mogę ja polecić każdemu. 


Ile książek przeczytałyście w wakacje? Możecie mi zaproponować jakie ciekawe pozycje książkowe? Czekam na wasze propozycje w komentarzach.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Lovely Gloss like a gel - recenzja optymistycznego błękitu

Jak zapewne zauważyłyście ostatnio bardzo opuściłam się w prowadzeniu bloga. Wynika to z mojego pobytu w UK. Pewnie się domyślacie nie przyjechałam tutaj na wakacje, ale do pracy i to właśnie przez nią mój wolny czas został ograniczony do minimum. W październiku wracam i obiecuję, że postaram się rozkręcić trochę moją 'blogową działalność' ;). Na tym kończę moje wyjaśnienia i przechodzę do recenzji lakieru Lovely Gloss like a gel.


Zacznę od tego, że lakier, którego recenzję umieszczam dziś na blogu wpadł w moje ręce zupełnie przypadkowo. Na pewno, każda z nas pamięta jeszcze gorączkowy szał zakupów w Rossmannie podczas 40% obniżki cen. Otóż dałam się porwać zakupowemu szaleństwu i wrzuciłam lakier do koszyka, mimo że ostatnio cierpię na ich nadmiar. Urzekł mnie piękny, głęboki kolor (nr 134), który całkiem ładnie wychodzi na paznokciach. 

lovely gloss like a gel lakier


Lakier umieszczony jest w estetycznym opakowaniu, z wygodnym szerokim pędzelkiem, który umożliwia precyzyjną i wygodną aplikację. Aby uzyskać równe pokrycie paznokci trzeba nałożyć 2 cienkie warstwy. Wydaje mi się jednak, że z biegiem czasu delikatnie zgęstnieje i jedna aplikacja w zupełności wystarczy. Trwałość lakieru jest raczej standardowa i wynosi ok. 3 dni. Jest dostępny w przystępnej cenie 5,60 zł za 8 ml, natomiast mi udało się go kupić za 3,39 zł.

Mogłoby się wydawać, że lakier ma same zalety. Niestety to nie prawda. Specyfik paskudnie odbarwia paznokcie. Zazwyczaj nie używam bazy pod lakiery, gdyż uważam, że to strata czasu. Do tej pory nie zdarzyło mi się, żeby jakikolwiek lakier odbarwił mi pazurki, dlatego moje zdziwienie było dosyć spore. Lakier zmyłam kokosowym zmywaczem z Biedronki. Niestety paznokcie wyglądały jakby były sine. Pomalowałam je na czerwono, aby to ukryć, po zmyciu krwistej czerwieni paznokcie nadal były niebieskie od lakieru lovely. Myślę, że przebarwienia zeszły po ponad 2 tygodniach, nakładania innych lakierów i systematycznego zmywania ich. Niestety opisana wada dość mocno zraziła mnie do tego specyfiku, ciekawa jestem czy używając innych odcieni jest ten sam problem. Miała któraś z Was ten lakier? Miałyście także odbarwione płytki?




Dodam jeszcze, że siostra kupiła lakier Lovely UV shine nr 7 (zieleń widoczna na palcu wskazującym) i wg mnie ten wariant jest dużo lepszy, ponieważ wystarcza jedna warstwa do równego pokrycia paznokcia i nie ma mowy o przebarwionych płytkach. Jak widać, siostra ma nosa do kosmetyków, mimo że to ja prowadzę bloga kosmetycznego ;).