poniedziałek, 17 lipca 2017

Lakierowy zawrót głowy, czyli o mojej kolekcji tradycyjnych lakierów do paznokci


Piękne i zadbane paznokcie to wizytówka każdej kobiety. W ostatnim czasie coraz bardziej popularne sta się hybrydy. Próbowałam kilka razy i powiem, że hybryda ma swoje zalety. Przede wszystkim długą trwałość, która niesłychanie ułatwia życie. Nie zrezygnowałam, jednak z tradycyjnego mani i ciągle w swojej kolekcji mam pokaźne pudełko ze zwykłymi lakierami, których używam dosyć często. Dzisiaj chciałam zrobić mały rachunek sumienia. Przy okazji porządków zrobiłam zdjęcia, które zobaczycie poniżej wraz z krótkim podsumowaniem zbiorów.

Na początek szybkie ujęcie na całość posortowaną wg kolorów. Na kolejnych zdjęciach ułożyłam lakiery wg marek.


 Color Club oraz Golden Rose

Wiele osób chwali lakiery Color Club. Miałam cały zestaw, ale ich jakość była bardzo różna. Trafiły mi się buteleczki nie nadające się do użytku - gęste, ciągnące, takie które nie chciały kryć lub wręcz o idealnej konsystencji, którym nie mogłam nic zarzucić. Dziwna sprawa, sama nie wiem co o tym myśleć. Z Golden Rose, mam tylko 1 lakier, z którego jestem zadowolona, ale myślę, że nie ma sensu rozpisywać się o marce na podstawie jednej sztuki. 

 Indigo oraz Rimmel by Rita Ora

Z Indigo mam odżywkę, bazę oraz top, o którym pisałam tutaj. Top sprawdza się fenomenalnie. Odżywka i baza też są niczego sobie, choć nie zrobiły na mnie aż tak dobrego wrażenia jak preparat nawierzchniowy. Lakier Indigo ma ładny kolor i dobrze kryje, ale szybko odpryskuje. Różowy przyjemniaczek to produkt Rimmel z serii Rita Ora. Dobrze kryje nawet przy jednej warstwie, dosyć długo trzyma się na paznokciach. Ogólnie bardzo go lubię, ale chyba nie ma w tym nic dziwnego, skoro lakiery z tej kolekcji cieszą się raczej dobrymi opiniami.

Eveline miniMAX oraz Essie

Lakiery Eveline należą do tańszych. Uważam, że stosunek ceny do jakości wypada korzystanie. Co innego Essie, marka zdecydowanie z wyższej półki, niestety dla mnie to wielkie rozczarowanie. 

 ASTOR Quick&Shine oraz Bell

Jak widać mam 4 lakiery z serii Quick&Shine. Niestety czerwień i granat dosyć szybko odpryskują, za to odcień z błyszczącymi drobinkami bardzo długo trzyma się na płytce. Buteleczek Air Flow Bell miałam już kilka. Wg mnie to bardzo przyzwoity produkt w rozsądnej cenie.

Sally Hansen oraz Wibo

Kolejna transza droższych emalii - Sally Hansen i ponowie rozczarowanie. Lakiery są rzadkie, a pierwsze odpryski pojawiają się już po jednym dniu. Odżywka z drobinkami złota spisała się trochę lepiej, ale bez szału, biorąc pod uwagę wysoką cenę. Lakier Wibo kupiony za grosze wypada korzystniej w tym zestawieniu...

Colour Alike do stempli, Manhattan, MissX oraz ochrona skórek Lily Angel

Coloru Alike bardzo ładnie odbija stemple, myślę o zakupie kolejnego koloru. Manhattan jest w porządku, natomiast missX strasznie odbarwił mi płytkę (a szkoda, bo kolor wychodzi świetnie).

Podsumowując lakierowe zestawienie, muszę stwierdzić, że niestety droższe lakiery w większości przypadków nie sprawdziły się lepiej niż tańsze odpowiedniki.

Używacie tradycyjnych lakierów do paznokci? 


piątek, 14 lipca 2017

Niekwestionowany balsamowy ulubieniec – kokosowy balsam Palmers


Bardzo lubię kokosowe kosmetyki, choć nie wszystkie. Mam wrażenie, że zapach kokosa łatwo jest popsuć, bo albo jest on chemiczny, albo za słodki, albo za ciężki i męczący. Mimo to od czasu do czasu kupuję coś nowego. Niedawno mogliście zobaczyć w moim denku kokosowy żel pod prysznic Dove, który bardzo lubię. Dzisiaj znów będzie kokosowo, ale za sprawą balsamu do ciała Palmers


Skoro już na wstępie rozpisałam się tyle o zapachu, to nie będę Was trzymać w niepewności i od razu zaznaczę, że kosmetyk pięknie pachnie. Słodka i przyjemna dla nosa nuta jest wyczuwalna na ciele po aplikacji, ale nie jest przytłaczająca. Balsam znajduje się w ciekawym opakowaniu, wykonanym z przeźroczystego plastiku. Butelka zaopatrzona jest w wygodne zamknięcie typu klik. Szata graficzna jest minimalistyczna, ale całkiem przyjemna dla oka. Kosmetyk dosyć łatwo wydobywa się z opakowania, choć jest on gęsty, treściwy. Balsam łatwo rozsmarowuje się na ciele. Konsystencja przypomina trochę kremowe masełko. Działanie produktu było dla mnie miłym zaskoczeniem, ponieważ skóra po użyciu jest niesłychanie miękka i wygładzona. Uczucie nawilżenia utrzymuje się przez długi czas. Jak dla mnie to hicior, godny polecenia. W cenie regularnej kosztuje ok. 24 zł za 250 ml


Znacie ten balsam? Lubicie kokosowe kosmetyki?


niedziela, 9 lipca 2017

Czerwcowe nowości

Jedna trzecia lipca już przeleciała, więc pora się zebrać i przedstawić nowości czerwca, zanim minie pierwszy miesiąc wakacji. Kto ma wakacje, ten ma, kto nie ma, ten może mieć będzie :). U mnie lato miało zapowiadać się dosyć luźno, ale życie lubi komplikować i krzyżować plany. Trzymajcie za mnie kciuki, bo dużo się ostatnio u mnie dzieje. Przechodząc do tematu głównego posta, zapraszam do oglądania czerwcowych nowości :)

Akcje testerskie, ambasadorskie i współprace 

 Suche szampony i produkty do stylizacji włosów Batiste

equilibra odżywka szampon
Aloesowy duet do włosów marki Equilibra 

pasta do zębów, pianka do mycia twarzy, peeling, maseczka
 Paczka ambasadorska z kosmetykami Himalaya

nicole odpowiedniki perfum zapachy
Zapachy inspirowane znanymi perfumami od Nicole

przyrząd do zaskórników, wągrów, pyłek, efekt syrenki
Gadżety kosmetyczne ze sklepu BeautyBigBang


Zakupy kosmetyczne, odzieżowe i nagroda  z rozdania

etiaxil
Spray i ściereczka do czyszczenia okularów oraz niezastąpiony Etiaxil

antyperspirant
 Garnier mineral w wersji PureACTIVE

Czarna bluzka ze srebrna lamówką Orsay

top, topy, bluzki orsay
Dwa topy z motylkowymi rękawami Orsay

via ravia
Granatowe sandałki z CCC

czerwona filiżanka, nagroda
Nagroda z rozdania u Czerwonej Filiżanki.
Czerwona Filiżanko, dziękuję :)

Na brak nowości narzekać nie mogę. Wczoraj byłam w galerii i z każdej witryny krzyczały do mnie banery z informacją o wyprzedaży. Nie mam w planach szaleństw, więc mam nadzieję, że uda mi się powstrzymać od większych zakupów w sieciówkach z ubraniami.


Jak u Was wygląda kwestia zakupów? Zamierzacie poszaleć na wyprzedażach?

 

czwartek, 6 lipca 2017

Piękne usta z Pierre Rene w trzech odsłonach


 
Usta to bez wątpienia kobiecy atut. Co prawda, nie każda kobieta lubi je podkreślać mocnymi kolorami takimi jak chociażby klasyczna czerwień, ale na pewno wszyscy się ze mną zgodzą, że wargi powinny być zadbane. Nie ma nic gorszego niż spierzchnięte usta, z suchymi skórkami i rankami. Lubię od czasu do czasu poszaleć z kolorem, ostatnio ubóstwiam matowe pomadki. Jeśli jednak usta nie są w dobrej kondycji wybieram coś bardziej neutralnego. Dzisiaj przychodzę do Was z 3 propozycjami makijażu ust stopniowanymi pod względem intensywności oraz z różnym wykończeniem. 
 
 
Dwie pierwsze wykonałam przy użyciu pomadki Pierre Rene Professional. Szminki znajdują się w klasycznym, czarnym opakowaniu. Są kremowe, miękkie i łatwe w aplikacji. Widać je na ustach już po pierwszym pociągnięciu. Posiadają drobno zmielone błyszczące drobinki, które nadają połysk. Nie jest to jednak tandetne, brokatowe wykończenie. Kolor H05 to delikatny róż, dający subtelny efekt, idealny na co dzień. Natomiast H09 wpada delikatnie w czerwień, więc wg mnie jest odcieniem, który nada się zarówno do pracy jak i na wieczorne wyjście. Pomadki delikatnie nawilżają usta, dlatego można je nakładać nawet, gdy usta są w gorszej kondycji. 
 
Pierre Rene Professional H05
Pierre Rene Professional H09
Pierre Rene Lip Matic 11
 
Ostatnią propozycję wykonałam przy użyciu konturówki do ust Lip Matic. Dzięki niej uzyskałam intensywny kolor i bardzo modny ostatnio matowy efekt. Na ustach wygląda to fenomenalnie i utrzymuje się przez wiele godzin, niestety dosyć mocno przesusza wargi, dlatego myślę, że jest to opcja, które nie należy nadużywać. Samej konturówce nie mam jednak nic do zarzucenia. Dostępna jest na stronie Pierre Rene w 16 kolorach w cenie 14,99 zł.

Która z propozycji najbardziej się Wam spodobała?

poniedziałek, 3 lipca 2017

Denko gigant – czerwiec 2017


Nie wiem jak to się stało, ale w czerwcu mój denkowy koszyczek uległ przepełnieniu. W ostatnim czasie przybyło mi sporo nowych rzeczy, więc zabrałam się za sumiennie zużywanie starych kosmetyków, żeby jak najszybciej wziąć się za testowanie nowych. Jak widzicie poszło mi całkiem nieźle. 
 
W zeszłym miesiącu dna dobiły: 
 
 
1) Dove kokosowy żel pod prysznic
Pięknie pachnie, dobrze nawilża i świetnie myje. Nie po raz pierwszy gości w mojej łazience.
Kupię ponownie.

2) Avon Nutraeffects Refreshing Gel Cleanser
Mocno wysuszający skórę, żel do mycia twarzy. Zarówno skład jak i działanie kiepskie.
Nie kupię ponownie.

3) Garnier Oil Beauty odżywcze mleczko do ciała
Pisałam o nim tutaj. Kosmetyk ma swoje wady i zalety, ja go całkiem lubiłam i myślę, że kiedyś jeszcze go niego wrócę.
Kupię ponownie.

4) Equilibra delikatny szampon 20% aloesu
W moim odczuciu kosmetyk nie był zły, ale mam wrażenie, że niezbyt dopasowany do moich włosów. Recenzję znajdziecie tutaj. Teraz używam innej wersji, zobaczymy jak się sprawdzi.
Nie wiem czy kupię ponownie.

5) Avon chłodzący spray do stóp z ananasem
Ładnie pachnie, ale niestety wysusza skórę. Chłodzi, ale tylko chwilowo.
Nie wiem czy kupię ponownie.

6) Veet krem do depilacji z gąbeczką
Mój pewniak, który gości praktycznie w każdym denku. Recenzja
Kupię ponownie.

7) Garnier mineral Action Control thermic 72h
Chroni całkiem przyzwoicie, jednak strasznie pyli i dusi.
Nie wiem czy kupię ponownie.

8) Dove silk dry antyperspirant
Niestety antyperspiranty Dove są dla mnie za słabe. Ten został mi z zestawu upominkowego.
Nie kupię ponownie.

9) Balea cytrynowo-limonkowy krem do rąk
Bardzo lubiłam jego zapach. Z działania, także byłam zadowolona.
Zainteresowanych odsyłam do recenzji.
Kupię ponownie. 
 
 
10) BeautyFace Intelligent Skin Therapy maska regulująca wydzielanie sebum
Wrażenia co do tej maseczki mam mieszane, ciężko zauważyć efekt po 1 użyciu.
Nie wiem czy kupię ponownie.

11) Intelligent Skin Therapy maska w płachcie Ginkgo Biloba 50+
Nawilżyła skórę, ale efekt był krótkotrwały. Innych efektów nie zaobserwowałam.
Nie wiem czy kupię ponownie.

12) Intelligent Skin Therapy maska w płachcie Jojoba Oil 30+
Z tej maseczki byłam bardziej zadowolona. Wydaje mi się, że efekt nawilżenia utrzymał się dłużej.
Kupię ponownie.

13) Tisane balsam do ust w słoiczku
Mój ulubieniec. Regeneruje i odżywia nawet mocno wysuszone usta.
Kupię ponownie.

14) Bibułki matujące Wibo
Bibułki przy mojej tłustej skórze to must have. Nie rozumiem tylko czemu za kawałek papieru trzeba tyle płacić. Wibo są jednymi z tańszych, choć w moim odczuciu i tak są za drogie. Co do działania, nie mam zarzutów :)
Kupię ponownie.

15) Silikonowe jajko z chińskiego sklepu (Dresslink)
Dostałam je z zestawem pędzli (klik).
Dobrze się z nim pracowało, niestety popękało już przy pierwszym myciu.
Nie kupię ponownie.

16) AA Revita Intesa krem silnie regenerujący na noc 60+
Dostałam gratis do zamówienia i początkowo nie miałam zamiaru go używać przez 60+ na opakowaniu. Dobrze, że jednak spróbowałam, bo z kosmetyku byłam bardzo zadowolona.
Kupię ponownie.

17) Yves Rocher maseczka głęboko oczyszczająca
Pisałam o niej tutaj. Dobrze oczyszczała skórę, w krótkim czasie, dla mnie bomba.
Kupię ponownie.

18) L’Oreal maseczka oczyszczająca zielona z glinką
Jestem zachwycona jej zapachem, działaniem i konsystencją. Mam w planach zakup dużego opakowania.
Kupię ponownie.

Z większości produktów jestem zadowolona. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu też uda mi się uniknąć kosmetycznych bubli.

Jak wyglądają Wasze kosmetyczne zużycia?
Zaciekawiło Was jakiś z powyższych kosmetyków?

piątek, 30 czerwca 2017

Zamówienie z BeautyBigBang - pyłki do paznokci, gąbeczki


Chińskie stronki są dosyć popularne, ponieważ można na nich znaleźć za grosze praktycznie wszystko. Przykładowo za silikonowe jajko do podkładu w drogerii trzeba zapłacić ok. 10 zł. "U Chińczyka" można je mieć za ułamek tej ceny. Z jakością różnie bywa, więc trzeba się liczyć z tym, że część rzeczy nie będzie odpowiadać naszym wymaganiom. Przy zakupach warto kierować się opiniami, które często pojawiają się na blogach oraz na stronach produktów. Moje zamówienie pochodzi ze sklepu BeautyBigBang i składa się z metalowych cążek do usuwania zaskórników, kompletu 4 silikonowych gąbeczek do makijażu oraz pyłków do paznokci.


Metalowe szczypczyki do usuwania zaskórników

Kupiłam je zainspirowana filmikiem, który kiedyś znalazłam na YouTube. Pod wpływem nacisku zawartość czarnej kropki powinna wychodzić na zewnątrz. Zaostrzone końce mają za zadanie wyciąganie zanieczyszczeń. Oczywiście na filmie wszystko szło pięknie i gładko, w rzeczywistości wcale nie jest łatwo wyciągnąć zaskórniki. Cążki mają ostre krawędzie i mam wrażenie, że można sobie nimi zrobić krzywdę. Spróbowałam, ale to nie dla mnie. Zakup nietrafiony.




Cena: 2,62 euro ~ 11,10 zł
kod produktu: 67109
 klik

Zestaw 4 silikonowych gąbeczek do makijażu

Jajeczka są mięciutkie i przyjemne w dotyku. Nie śmierdziały plastikiem ani chińszczyzną. Coś tam było czuć, ale zapach bez problemu ulotnił się po pierwszym praniu. Niestety są mniejsze niż tradycyjny BB (na zdjęciu zestawiłam je z gąbką z Natury), ale mimo to dobrze się z nimi pracuje. Produkt godny polecenia.


Cena: 3,15 euro ~ 13,30 zł
kod produktu: A0897
klik 

Holograficzny pyłek 0,5 g

Pyłek w ślicznym pudełeczku o wymyślnym kształcie, w zestawie z aplikatorem. Całość zapakowana w strunowy woreczek, chroniący zawartość przed rozsypaniem. Pyłek jest drobnozmielony i daje świetny efekt na paznokciach. Pazurek błyszczy się i mieni wszystkimi kolorami tęczy. Jestem na tak! 




Cena: ok. 2,62 euro ~ 11,10 zł
kod produktu: J1380

Srebrny pyłek 10 ml w woreczku

Tutaj spotkało mnie rozczarowanie, ponieważ na zdjęciach brokat znajduje się w słoiczku. Dotarł do mnie w cienkim i niepraktycznym woreczku strunowym. W zestawie nie było aplikatora.


Cena: ok. 1,74 euro ~ 7,40 zł
kod produktu: B5820-1A

 Jeśli macie ochotę zamówić coś na stronie BeautyBigBang, to zachęcam do skorzystania z kodu MILEN10, dającego 10% zniżkę.
 

wtorek, 27 czerwca 2017

Himalaya Purifying Neem Mask - oczyszczająca maseczka godna uwagi



Oczyszczające maseczki przy mojej tłustej cerze to absolutny must have. Nie przepadam za saszetkami (choć ta, o której dziś napiszę dostępna jest także i w tej formie), dlatego chętniej sięgam po maski w tubkach lub słoiczkach. Na szczęście ostatnio na rynku pojawia się coraz więcej produktów tego typu, więc wybór nie jest już tak ograniczony jak kiedyś. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła maseczka Purifying Neem Mask, którą dostałam w paczce testerskiej razem z innymi produktami Himalaya Herbals.
 
 
Maseczka oczyszczająca pomaga w regulacji wydzielania tłuszczu, oczyszcza zatkane pory i zapobiega nawracaniu pryszczy. Zawiera kurkumę, która pomaga usuwać bakterie wywołujące trądzik oraz glinkę Multani Mitti, która wygładza i koi skórę.
 
 
Produkt znajduje się w miękkiej tubie o pojemności 75 ml. Opakowanie jest ładne i funkcjonalne. Posiada zamknięcie na zatrzask. Konsystencja maseczki jest zwarta, ale łatwo rozprowadza się ją na skórze. Ma specyficzny zapach, który ciężko do czegoś porównać. Podejrzewam, że może się nie spodobać, choć ja go lubię. Maseczka posiada drobne, dosyć ostre kuleczki peelingujące. Podczas zmywania maski fundujemy cerze złuszczanie martwego naskórka. Po użyciu moja skóra była oczyszczona i gładka, z widocznie zwężonymi porami. Nie zauważyłam zmniejszonego wydzielanie sebum. Maska nie wyeliminowała także zaskórników, ale łagodziła zmiany trądzikowe i wykwity. Powiem szczerze, że jestem z niej bardzo zadowolona. Moja skóra dobrze toleruje maseczki z glinką i w przypadku kosmetyku Hialaya było podobnie. 
 
 
Produkt dostępny jest m.in. w drogerii Rossmann w cenie 13 zł za tubę 75 ml oraz 3,50 zł za saszetkę 2x7,5 ml.

Słyszeliście kiedyś o tej maseczce? 
Może mieliście okazję ją wypróbować?


sobota, 24 czerwca 2017

Sukienka ołówkowa Red Pencil Dress vs. rozkloszowana z odkrytymi ramionami

Uwielbiam sukienki, zwłaszcza latem. Ostatnio spodobały mi się 2 modne fasony, czyli sukienka ołówkowa Red Pencil Dress oraz z odkrytymi ramionami Off Shoulder Skater Dress. Mam ochotę na zakup nowej sztuki i wpadło mi w oko kilka propozycji, ze strony Rosegal. Kocham czerwień, ale fason z rozszerzanym dołem, chyba jednak bardziej mi pasuje. Którą wybrać?

Red Pencil Dress

klik / klik / klik

Off the Shoulder Skater Dress

klik / klik / klik


Która jest najładniejsza Waszym zdaniem?

czwartek, 22 czerwca 2017

Detoks z syropem ProdetoxActiv+ Noble Health


Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za upałami i związane jest to z kilkoma sprawami, których nie będę tutaj szczegółowo opisywać. Wspomnę tylko, że jedną z nich jest to, że gdy słupek na termometrze szybuje w górę zaczynają się moje problemy z zatrzymywaniem wody w organizmie i puchnącymi stopami. Myślałam, że to kwestia hormonów, ale badania to wykluczyły. W okresie letnim staram się dobrze nawadniać i stosować lekką dietę. Pomyślałam, że warto także przeprowadzić mały detoks organizmu. Pomógł pomógł mi w tym suplement Noble Health, którego zadaniem jest wspomaganie wydalanie toksyn i nadmiaru nagromadzonej wody.

detox detoks detoksykacja organizmu
nadmiar wody suplement

ProdetoxActiv+ ma formę syropu, który kupujemy w butelce o pojemności 250 ml. Do opakowania dołączona jest miarka, która umożliwia precyzyjne dozowanie płynu. Jedno opakowanie starcza na 10 dni kuracji i po tym czasie pierwsze efekty są już widoczne. 

Specyfik zawiera: 
Ekstrakt z korzenia mniszka lekarskiego – wspomaga proces wydalania z organizmu wody i produktów ubocznych przemiany materii. 
Ekstrakt z liści pokrzywy zwyczajnej – wspomaga prawidłowe funkcjonowanie nerek. 
Ekstrakt z jęczmienia – pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym. 
Wapń – pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu enzymów trawiennych i przyczynia się do prawidłowego krzepnięcia krwi. 
Witamina C – przyczynia się do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia. 
Witamina D – pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu wapnia we krwi. 
Witamina C oraz wapń – przyczyniają się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego. 
Produkt zawiera ekstrakt z czystka

Suplement można rozcieńczyć w wodzie lub przyjmować jak syrop. Druga opcja moim zdaniem jest zdecydowanie lepsza. Nierozcieńczony syrop nie jest zły w smaku, jest bardzo słodki. Popijam go dużą ilością wody i jest ok. Natomiast po rozcieńczeniu, jak dla mnie, jest nie do przełknięcia. Totalnie nie odpowiada mi ten smak. 

jak sobie poradzić

Zawartość składników w dziennej porcji produktu ProdetoxActiv+ (25 ml)
* – Referencyjna Wartość Spożycia

Skład: syrop fruktozowo-glukozowy z owoców, woda, wapń (mieszanka: mleczan wapnia, glukonian wapnia), ekstrakt z liści pokrzywy (Urtica dioica), ekstrakt z zielonego jęczmienia (Hordeum vulgare), ekstrakt z korzenia mniszka lekarskiego (Taraxacum officinale), ekstrakt z ziela czystka (Cistus incanus), witamina C (kwas L-askorbinowy), substancja słodząca – glikozydy stewiolowe, regulator kwasowości – kwas cytrynowy, aromat, substancja konserwująca – sorbinian potasu, witamina D (cholekalcyferol).

Nie jestem specjalistką od analizowania składów, ale na pierwszy rzut oka, wygląda on całkiem nieźle. Minusem może być syrop frukotozowo-glukozowy, ale czego oczekiwać po suplemencie w formie syropu? Produkt słodzony jest cukrami z owoców oraz stewią, więc nie jest najgorzej. Do tego jeden konserwant - sorbinian potasu, dodawany również do produktów spożywczych m.in. pieczywa.

Przejdźmy teraz do najważniejszego, czyli działania. Po 10 dniach kuracji mam wrażenie, że mniej wody zostaje zatrzymana w moim organizmie. Stopy mniej puchną (choć oczywiście jest to ciężkie do ocenienia, bo sporo zależy od trybu pracy, czy długo siedzę/stoję oraz od temperatury). Czuję się lżej i mam więcej energii. Równolegle przyjmuję też chrom i zauważyłam, że mój apetyt na słodycze znacznie spadł, co zapewne jest efektem obu stosowanych przeze mnie preparatów.

Ogólnie jestem zadowolona z kuracji ProdetoxActiv+ i myślę, że jeszcze do niego wrócę. Warto od czasu do czasu wspomóc detoksykację organizmu.

Produkt dostępny jest tutaj w cenie 34,99 zł.

Co sądzicie o tzw. „detoksie” oraz suplementach tego typu?