czwartek, 23 listopada 2017

Produkty do pielęgnacji twarzy Dermena z serii Seboline

 
Na rynku dostępnych jest wiele kosmetyków pielęgnacyjnych, które bardzo często ukazują się całymi seriami. Czasem warto używać ich razem, gdyż poszczególne produkty z linii uzupełniają swoje działanie. Przyznam szczerze, że rzadko zdarza mi się sięgać po całą linię. Po latach pielęgnacji i obserwacji swojej skóry, jestem w stanie określić co mi służy oraz czego w mojej pielęgnacji brakuje. Wiem jednak, że nie dla każdego jest to oczywiste, więc gotowy zestaw powinien być ułatwieniem. Dzisiaj chciałam napisać kilka słów o produktach Dermena z serii Seboline, przeznaczonych do pielęgnacji cery tłustej, mieszanej i skłonnej do trądziku. 
 

 
Na pierwszy ogień pójdzie tonik normalizujący. Tonik jest niezwykle ważnym elementem codziennej pielęgnacji, niestety wiele osób w ogóle go nie używa. Jego zadaniem jest przywrócenie skórze naturalnego pH, co powoduje, że produkty pielęgnacyjne lepiej się wchłaniają. Kosmetyk znajduje się w zielonej buteleczce o pojemności 200 ml, z zamknięciem na zatrzask. Producent zapewnia, że ma on działanie łagodzące i nawilżające, reguluje wydzielanie sebum i ogranicza przetłuszczanie się skóry oraz powstawanie zmian trądzikowych. Rzeczywiście produkt wizualnie poprawia kondycję skóry, poprzez jej oczyszczenie i ściągnięcie porów. Moim zdaniem nie nawilża, a wręcz może odrobinę przesuszać, dlatego aplikacja kremu po użyciu jest obowiązkowa, ale wydaje mi się, że nikt nie kończy pielęgnacji na toniku, więc nie traktuję tego jako wadę. Podczas użytkowania nie wystąpiło u mnie podrażnienie czy zaczerwienienie.

Skład toniku:
Aqua, Butylene Glycol, Glycerin, Propylene Glycol, Hamamelis Virginiana Leaf Water, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Methyl Niacinamide Chloride, Saponaria Officinalis Leaf/Root Extract, 10-Hydroxydecanoic Acid, Sebacic Acid, 1,10-Decanediol, Salix Alba Bark Extract, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Parfum, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Propylparaben, Potassium Sorbate, Butylparaben, Ethylparaben, Calcium Gluconate.

nawilżający krem normalizujący skład
 
Przez ok. 2 miesiące używałam nawilżającego kremu normalizującego, którego zadaniem jest nawilżenie oraz zmniejszenie niedoskonałości skóry. Producent obiecuje zmniejszone wydzielanie sebum oraz ograniczoną widoczność zmian trądzikowych. Dużym plusem kosmetyku jest, że zawiera filtry UVA/UVB. Krem ma nietłustą, w miarę lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Idealnie spisuje się jako baza pod makijaż. Po użyciu cera jest gładka, elastyczna i nawilżona. Pozytywnie wpływa na gojenie się starych zmian trądzikowych. Moim zdaniem w niewielkim stopniu ogranicza tworzenie się nowych pryszczy. Po ok. 2 miesiącach stosowania nie zauważyłam u siebie zmniejszonego błyszczenia skóry. Chętnie zużyję resztę tubki. Planuję używać go z żelem redukującym niedoskonałości z tej samej serii. Mam wrażenie, że przy dłuższym stosowaniu kremu efekt może być lepszy. 
 
 
Skład kremu:
Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Isohexadecane, Butylene Glycol, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cetearyl Alcohol, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Stearate Citrate, Glyceryl Stearates, C30-45 Alkyl Cetearyl Dimethicone Crosspolymer, Laminaria Saccharina Extract, 10-Hydroxydecanoic Acid, Sebacic Acid, 1,10-Decanediol, Saccharide Isomerate, Propylene Glycol, Salix Alba Bark Extract, Nylon-12, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Methyl Niacinamide Chloride, Parfum, Xanthan Gum, Allantoin, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Zinc Sulfate, Pyridoxine HCL, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Citronellol, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethylionone, Hexyl Cinnamal.

Ceny produktów wahają się w granicach ok. 18-20 zł za sztukę. Uważam, że warto je wypróbować za tą cenę. Ich stacjonarną dostępność można sprawdzić na stronie Dermena.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Wanna czy prysznic? Komfort czy oszczędność wody?


Urządzając mieszkanie lub dom stajemy przed wieloma dylematami. Jednym z nich jest decyzja dotycząca wyboru wyposażenia łazienki. Jeśli ktoś dysponuje nieograniczonymi funduszami i dużą powierzchnią do zagospodarowania to nie musi z niczego rezygnować. Może zamontować wannę, prysznic, jacuzzi czy cokolwiek na co ma ochotę. W przypadku małych łazienek należy zdecydować się na jedną z tych rzeczy. Oba rozwiązania mają zarówno wady jak i zalety. 


Przy miniłazience prysznic wydaje się bardziej odpowiedni, gdyż zajmuje mniej miejsca. Na jego korzyść przemawia także oszczędność wody, a co za tym idzie i pieniędzy. Biorąc szybki prysznic oszczędzamy także czas przeznaczony na poranną/wieczorną toaletę. Niestety o wszelkich umilaczach do kąpieli typu musujące kule, sole do kąpieli czy pianki możemy zapomnieć. 

 
Co innego w wannie. W gorącej kąpieli można się zrelaksować i odprężyć po ciężkim dniu. Można moczyć się w gorącej wodzie, pełnej pachnącej piany i bąbelków. Łatwiej jest też wykąpać w niej malucha. Niestety mając do dyspozycji tylko wannę należy pamiętać o kilku kwestiach. Zużywamy znacznie więcej wody i spędzamy więcej czasu w łazience, co może być uciążliwe przy dużej liczbie domowników.

Jeśli chodzi o mnie to jestem zdecydowaną zwolenniczką prysznica. Niestety do tej pory nie udało mi się przekonać mamy do zlikwidowania wanny. Jak widać, oba rozwiązania mają swoich zwolenników i przecinków.

Macie wannę w łazience, czy jesteście fanami szybkiego prysznica?

wtorek, 14 listopada 2017

Nowinki z ostatnich dni

Nowości miesiąca na blogu pojawiały się dosyć regularnie i cieszyły się sporym zainteresowaniem. Zapraszam na kolejny wpis z tej serii. Mam nadzieję, że wybaczycie mi mały poślizg. 

W październiku trafiły do mnie: 

 Ciepła bluza na polarze 

Rajstopy na polarze. 
Szczerze mówiąc, wrzucając je do koszyka myślałam, że to leginsy... trochę się zdziwiłam w domu ;)

Skarpetki we wzorki oraz opaski do włosów

Kolejne rajstopy, wałki na rzepach oraz przedłużki do biustonosza 
 (mega przydatna rzecz)

Niezbędnik kawosza - czerwona kawiarka

Przesyłka od Marion
Skrywa nawilżane chusteczki i maski do twarzy z nowej, warzywnej serii.

Jak widzicie poczułam zbliżająca się zimę i zaopatrzyłam się w cieplejsze rzeczy. Jestem strasznym zmarzluchem i nie przepadam za tą porą roku. Mam nadzieję, że uda mi się ją przetrwać w miarę bezboleśnie. Pod względem nowości kosmetycznych miesiąc wypadł dosyć skromnie, ale mając na uwadze górę prezentów ze spotkania blogerek nie muszę martwić się, że zabraknie mi produktów do testowania :)

niedziela, 12 listopada 2017

Lab One N°1 Hydration Night cream – krem za 250 zł warty swojej ceny?

 
Kosmetyki luksusowe, czy też raczej te z wyższej półki cenowej budzą wiele kontrowersji. Z jednej strony fajnie było by je mieć, z drugiej każdy rozsądny konsument zadaje sobie pytanie czy warto? Jeśli chodzi o mnie to w dużej mierze pozostaję obojętna na ekskluzywne marki, ponieważ wychodzę z założenia, że za znacznie mniej, można znaleźć wiele produktów godnych uwagi. Inną sprawą jest mój budżet, który na tą chwilę nie pozwala mi rozbijanie się po drogich sklepach :) 
 
 
Krem Lab One dostałam w paczce ambasadorskiej i ucieszyłam się, że będę miała możliwość przetestowania nowości nieznanej mi dotąd firmy. Kosmetyk znajduje się w masywnym i eleganckim słoiczku z matowego szkła. Umieszczony jest w kartonowym pudełku z nadrukowanymi informacjami od producenta oraz składem. Ma bardzo lekką konsystencję, co nieco mnie zdziwiło, ponieważ z uwagi na zawartość olejów i obietnicę intensywnego nawilżenia spodziewałam się czegoś bardziej treściwego. Lekka formuła przekłada się na niesamowitą wydajność. Do posmarowania twarzy wystarcza niewielka ilość, co jest sporą zaletą przy tej cenie. Skóra jest dobrze nawilżona, elastyczna i rozświetlona. Po nocy z tym kremem wygląda na zdrową i wypoczętą. Zaognienia, ranki i przebarwienia są mniej widoczne. Przyznam szczerze, że jestem mile zaskoczona jego działaniem, bo nie spodziewałam się, że tak dobrze się u mnie sprawdzi.


Spotkałam się z opiniami, że krem ma dużo składników aktywnych. Nie jestem specjalistką w analizowaniu składów, więc nie będę się wypowiadać w tej kwestii. Wrzucam Wam zdjęcie, więc każdy może sam ocenić czy kompozycja jest warta swojej ceny. Jestem zadowolona z tego kremu, ale czy kupiłabym go za 250 zł? Nie, bo jest dla mnie za drogi. Widziałam natomiast, że jest teraz dostępny w cenie 89 zł (klik) z chęcią bym go kupiła. 


Jakie jest Wasze podejście do kosmetyków wysokopółkowych?
Kupujecie drogie mazidła czy raczej sięgacie po tańsze marki?

środa, 8 listopada 2017

Żel do mycia twarzy Toleriane La Roche-Posay – mój hit


Dobre oczyszczenie twarzy to podstawa pielęgnacji każdej skóry, zwłaszcza tej problematycznej. Żele do mycia twarzy, płyny micelarne i toniki zużywają się u mnie w szybkim tempie. Mam kilka ulubionych produktów, do których ciągle wracam, ale lubię także testować nowości. Na spotkaniu blogerek dostałam żel do mycia twarzy Toleriane La Roche-Posay, o którym przeczytacie w dzisiejszym wpisie. 
 
 
Produkt znajduje się w niepozornej tubce o pojemności 150 ml. Opakowanie jest minimalistyczne, z wygodnym zamknięciem na zatrzask. W cenie regularnej kosztuje 39 zł, ale można go dostać taniej online i na promocjach. Ma kremową konsystencję, która przekłada się na jego dobrą wydajność. Produkt obficie się pieni, wystarcza niewielka ilość do umycia buzi. Skóra jest miękka i dobrze oczyszczona. Produkt nie przesusza, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Spisał się świetnie jako produkt pielęgnacyjny do mojej tłustej skóry i z pewnością jeszcze do niego wrócę. 
 
Skład:
Aqua, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Poloxamer-184, Coco- Betaine,  Glycol Distearate, Sodium Chloride, Sodium Laureth Sulfate, Capryloyl Glycine, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate,  Disodium EDTA, Citric Acid, Caprylyl Glycol


Miałyście ten żel lub inne dermokosmetyki La Roche-Posay?


niedziela, 5 listopada 2017

Projekt denko – październik 2017


W związku z przeprowadzką, we wrześniu na blogu nie ukazało się denko. Puste opakowania wylądowały w śmieciach bez zbędnych skrupułów. Myślę, że podsumowanie zużytych produktów na zasadzie minirecenzji to fajna sprawa, dlatego denko znów powraca na bloga.

W październiku zużyłam:



1) Palmers Coco nut oil mask
Maseczka po otwarciu pięknie pachniała, niestety zapach szybko stał się nieprzyjemny. Być może to kwestia opakowania. Saszetka 60 g nie jest najlepszym rozwiązaniem. Działanie maski oceniam pozytywnie, więc być może jeszcze kiedyś kupię, ale w tubie lub w słoiczku.
Nie wiem czy kupię ponownie.


2) Tołpa żel do mycia twarzy dermo face physio
Nie byłam zadowolona z tego żelu, ponieważ niedokładnie oczyszczał moją skórę. Cera odpłaciła się wysypem podskórnych pryszczy.
Recenzja.
Nie kupię ponownie.



3) Yves Rocher morelowy peeling do twarzy
Produkt lubiłam, choć muszę przyznać, że cena za tą objętość jest dosyć wygórowana.
Recenzja.
Nie wiem czy kupię ponownie.


4) Be Beauty płatki kosmetyczne (różowe)
Moje ulubione płatki, od dawna kupuję je regularnie.
Kupię ponownie.


5) Tusz Pump up Lovely
Ten tusz można zaliczyć do kultowych. Od dawna zachwalany jest na blogach. Moim zdaniem słusznie. W tej półce cenowej lepszej maskary nie znajdziecie.
Kupię ponownie.



6) Dove Silk Glow żel pod prysznic
Żele Dove lubię od dawna i przyznam, że również ten mnie nie zawiódł.
Kupię ponownie.


7) Rexona Cotton Dry antyperspirant
Produkt ma duszący zapach i pyli przy aplikacji. Działanie początkowo było ok, z czasem słabło. Pewnie kupię jeszcze Rexonę, ale w innej wersji zapachowej.
Nie kupię ponownie.


8) Nivea Double Effect antyperspirant
Nie za bardzo odpowiadał mi zapach tego spreyu. Działanie także nie powalało na kolana, dlatego nie planuję powrotu.
Nie kupię ponownie.


9) Balea balsam do ciała Magic Fairytale
Niestety ten produkt zasłużył na miano bubla. Zapach ze słodkiego szybko przerodził się w chemiczny. Działanie balsamu było bardzo słabe. Więcej o nim przeczytacie tutaj.
Nie kupię ponownie.


Jak widzicie kilka produktów się u mnie nie sprawdziło i żegnam się z nimi bez żalu. Pora dać szansę następcom. 
Mam nadzieję, że spiszą się u mnie lepiej niż poprzednicy.

czwartek, 2 listopada 2017

Equilibra – Arganowy płyn micelarny


Płyny micelarne idą u mnie jak woda, dlatego przerobiłam już wiele różnych produktów. Jedne sprawdziły się lepiej, inne gorzej. Ciekawi jesteście do jakiej kategorii zaliczam arganową wodę micelarną Equilibra? Tego dowiecie się z dalszej części posta.

Kosmetyk znajduje się w opakowaniu o pojemności 200 ml, które zaopatrzone jest w pompkę. Nie lubię tego typu rozwiązań przy płynach micelarnych. Muszę jednak przyznać, że tej buteleczce nie mogę niczego zarzucić. Pompka działa lekko i dobrze wydobywa produkt. Wystarczy nacisnąć 2 razy, aby zwilżyć płatek kosmetyczny. 
 
equilibra arganowa woda micelarna

Kosmetyk zawiera micele powstałe ze środków powierzchniowo czynnych pochodzenia roślinnego, wybrane ze względu na ich efektywność i łagodność dla skóry, skutecznie przechwycają zanieczyszczenia oraz pozostałości makijażu, ułatwiając demakijaż i delikatne oczyszczanie skóry. Zawiera 98% składników naturalnego pochodzenia, w tym: środki powierzchniowo czynne z oleju arganowego, kwas hialuronowy, wyciąg z gardenii. Nie zawiera parabenów, wazeliny, silikonów, olejów mineralnych i sztucznych barwników. Jest odpowiedni dla wrażliwej cery.

equilibra arganowy płyn micelarny skład
 
Produkt dobrze zmywa makijaż. Radzi sobie z podkładem oraz makeupem oczu. Nie spowodował u mnie podrażnienia ani przesuszenia. Skóra po użyciu jest miękka i gładka. Moim zdaniem jest to bardzo fajny produkt, godny uwagi. Kosztuje ok. 18 zł i wg mnie jest to cena adekwatna do jakości. 
 
Miałyście okazję używać wody micelarnej Equilibra? 
Jakie są Wasze ulubione płyny micelarne?

poniedziałek, 30 października 2017

Zestaw pędzli z chińskiej stronki – czy warto?

 
W marcu na stronie Dresslink zamówiłam 2 zestawy pędzli do makijażu oraz myjkę. Minęło trochę czasu, więc mogę wypowiedzieć się co do ich jakości. Pędzli używałam regularnie, ale ze średnią intensywnością, gdyż są to moje ulubione akcesoria do makijażu. 
 
chińskie pędzle etui
etui pokrowiec na pędzle
 
Na pierwszy ogień pójdzie zestaw puchatych pędzli do twarzy (5 szt.) + 5 pędzelków do oczu w czarnym etui. Kosmetyczka do przechowywania pędzli strasznie śmierdziała i musiałam ją wyszorować kilka razy, żeby pozbyć się tego zapachu. Jeden z magnesów przy etui jest dosyć luźno przyczepiony, więc myślę, że z czasem odpadnie. Poza tym futerał prezentuje się w porządku. Pędzle do twarzy są miłe w dotyku i mięciutkie. Dobrze nabierają sypkie produkty. Jakość ich wykonania jest średnia. Co prawda włosie nie wypada ani się nie odkształca, ale niestety skuwki nie dolegają do trzonka. Część z pędzli była już klejona (pędzle rozpadły się na dwie części). 
 
 
Pędzle do makijażu oczu wykonane są z tego samego, sztucznego włosa. Są miękkie (pomijając pędzel kulkę, którego włosie jest sklejone i przez jest sztywny i kłuje). Pędzelki zjadają trochę cienie, ale jest to do przeżycia, da się nimi pracować. Można nimi nakładać cienie na całą powiekę i je blendować. Są dosyć duże i nie nadają się do bardziej precyzyjnych kroków. Niestety trzonki również odpadają od włosia, 2-3 pędzle musiałam kleić. 
 
tanie pędzle do oczu
 
Kolejny zestaw, który zamówiłam składał się z 6 pędzelków do makijażu oczu. Akcesoria wykonane są z syntetycznego, śliskiego włosia. Włoski są sztywne i kłujące. Źle nabiera się nimi cienie, bo nie chcą się do „przyczepiać”. Kształt pędzelków pozostawia wiele do życzenia, skośny pędzel jest bardzo gruby, nie da się nim namalować cienkiej kreski. W zasadzie tylko te płaskie, zaokrąglone nadają się do makijażu. Jakość wykonania trzonka i skuwki jest lepsza, pędzle nie rozpadają się na części, ale marna to pociecha biorąc pod uwagę ich liczne wady. 
 
 
Najlepiej sprawdziła się u mnie silikonowa mata do mycia pędzli – tzw. jajeczko, lub jak to woli egg brush. Mały gadżet, który znacznie ułatwia doczyszczenie pędzli. Super sprawa, zwłaszcza, że nic się z nim nie dzieje, mimo intensywnego użytkowania. 
 
brush egg mata do pędzli
 
Podsumowanie: czy warto kupić pędzle z chińskiej stronki?

Moim zdaniem nie. Zestaw 6 sztuk do makijażu oczu totalnie się nie sprawdził. Pędzle z pierwszego setu byłby w porządku, gdy nie odpadające trzonki... Wiem, że pędzle pędzlom nie są równe i zależy jak się trafi. Ja nie jestem zadowolona z zamówienia, ale nie wkluczam, że może jeszcze zamówię jakiś set. Na chwilę obecną mogę wam polecić jajko do czyszczenia akcesoriów, jemu nie mam nic do zarzucenia.

Jakie jest Wasze nastawienie do chińskich pędzli? Może macie jakieś?

czwartek, 26 października 2017

Tego jeszcze nie było - szampon w piance Joico

 
Kosmetyki o nietypowych konsystencjach zawsze przyciągały moją uwagę. Lubię testować takie nowości. Na jednym ze spotkań blogerek dostałyśmy od firmy Joico zestaw, w którym znalazłam szampon w piance. Jest to kosmetyk typu 2w1, czyli połączenie szamponu i odżywki. Na pierwszy rzut oka kosmetyk wygląda jak pianka do stylizacji włosów i wydobywa się go z opakowania w ten sam sposób. Należy wycisnąć na dłoń objętość wielkości orzecha włoskiego i umyć nim czuprynę. Kosmetyk nie pieni się, ale mimo to oczyszcza skórę głowy. Sprawia, że włosy po umyciu są miękkie i błyszczące. Wyglądają na zdrowe i ładnie się układają. Pasma są nawilżone i dociążone. 
 
joico szampon pianka

Produkt delikatnie myje, więc nie doświadczymy przy jego użyciu „skrzypiąco czystej skóry i włosów”. Z drugiej strony na pewno nie przesuszy, więc może być stosowany także do wrażliwego skalpu. Nie polecam dwukrotnego mycia włosów, raz za razem, ponieważ może obciążać. Niedokładnie spłukany powoduje przyspieszone przetłuszczanie włosów. Przy jego używaniu można chwilowo obyć się bez odżywki, ale na dłuższą metę nie polecam całkowicie z niej rezygnować. Produkt jest fajną nowością, ale dedykowaną raczej do suchych włosów, które nie mają tendencji do nadmiernego przetłuszczania się. 
 
 

Miałyście kiedyś do czynienia z szamponem w piance? 
Kojarzycie firmę Joico?

poniedziałek, 23 października 2017

Tych kosmetyków nie kupujcie – buble miesiąca



Życie kosmetykoholiczki wypełnione jest testowaniem nowych produktów, zachwytami nad ich działaniem, ale także rozczarowaniami. Nie lubię, gdy jakieś mazidło się u mnie nie sprawdza i zawsze staram się znaleźć dla niego alternatywne zastosowanie. Niestety nieraz się przekonałam, że kupno kosmetyku, który okazał się niewypałem boli, zwłaszcza jeśli trochę się na niego wydało. Myślę, że dlatego warto śledzić recenzje w internecie. Dzisiaj mam dla Was listę bubli na jakie trafiłam w zeszłym miesiącu. 


Palmers kokosowy balsam do ust

Balsam do ciała z tej serii spisał się u mnie fenomenalnie (recenzja), dlatego byłam w szoku, że ochronna pomadka do ust wypadła tak słabo. Opakowanie, zapach i konsystencja są w porządku, ale co z tego skoro działanie znikome? Balsam nie nawilża ust i „zjada się” w tempie błyskawicznym, w ciągu 10 minut od nałożenia!


Tołpa żel do mycia twarzy dermo face physio

Sytuacja analogiczna jak w przypadku pomadki. Miałam płyn micelarny z tej serii, który był moim ulubieńcem, natomiast żel okazał się porażką. Produkt nie domywał zanieczyszczeń oraz makijażu, a przy mojej tłustej cerze nie mogę sobie na to pozwolić. Stosowanie tego produktu kosztowało mnie kilka nowych, bolących pryszczy. Może przy suchej, mniej zanieczyszczonej cerze się sprawdzi, u mnie niestety jest skreślony.


Balea balsam do ciała Magic Fairytale

Żele pod prysznic Balea uwielbiam. Miałam nawet wersję zapachową Magic Fairytale, o której przeczytacie tutaj. Byłam z niej zadowolona i cieszyłam się, że trafił mi się, także balsam o tych samych nutach zapachowych. Niestety... zapach był tak intensywny, że aż mnie po nim mdliło. Po ok. 2 tygodniach od otwarcia zaczął śmierdzieć jakby się zepsuł, mimo, że data ważności była jeszcze długa. Na domiar złego jest wodnisty i nie nawilża. Nie polecam.

Znacie jakiś z tych bubelków?


piątek, 20 października 2017

Soraya hydro-krem Ideal Beauty – krem do twarzy w galaretce


Krem do twarzy stanowi podstawę pielęgnacji. Źle dobrany kosmetyk może zaszkodzić, dlatego trzeba zachować ostrożność i uważnie obserwować potrzeby i reakcje swojej skóry. Przy cerze tłustej chyba największy problem stanowi zapychanie, dlatego chętnie sięgam po lekkie formuły. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce krem Soraya o hydro-żelowej konsystencji
 

Kosmetyk znajduje się w szklanym, masywnym słoiczku oraz kartoniku z informacjami od producenta. W konsystencji przypomina galaretkę. Jest niezwykle wydajny, ponieważ do pokrycia twarzy wystarczy naprawdę minimalna ilość. Nałożenie nadmiaru produktu powoduje przetłuszczanie cery. Krem nadaje skórze satynowe wykończenie. Producent pisze o delikatnym matowieniu, ale ja go nie zauważyłam. Skóra po użyciu jest miękka i dobrze nawilżona. Kosmetyk nie pozostawia tłustej warstwy, więc nadaje się pod podkład. Stosowany solo przy mojej tłustej cerze nie do końca się sprawdził, bo twarz zaczynała się szybko błyszczeć, ale w duecie z żelem aloesowym wypadł lepiej. 
 


Krem stosowałam na dzień, na noc używałam innego mazidła. Przy takiej pielęgnacji nie miałam problemów z przesuszeniem skóry, mimo stosowania matującego podkładu oraz pudru. Hydro-krem mnie nie zapchał i pozytywnie wpływał na kondycję skóry. Z jednej strony jestem z niego zadowolona, z drugiej miałam wiele kremów o podobnym działaniu. Niby jest ok, ale zabrakło mi tutaj efektu matowej skóry, więc nie wiem czy jeszcze do niego wrócę. Jego cena oscyluje w granicach ok. 23 zł. 
 
 
Miałyście okazję używać tego kremu? 
Lubicie kosmetyki marki Soraya?