poniedziałek, 20 listopada 2017

Wanna czy prysznic? Komfort czy oszczędność wody?


Urządzając mieszkanie lub dom stajemy przed wieloma dylematami. Jednym z nich jest decyzja dotycząca wyboru wyposażenia łazienki. Jeśli ktoś dysponuje nieograniczonymi funduszami i dużą powierzchnią do zagospodarowania to nie musi z niczego rezygnować. Może zamontować wannę, prysznic, jacuzzi czy cokolwiek na co ma ochotę. W przypadku małych łazienek należy zdecydować się na jedną z tych rzeczy. Oba rozwiązania mają zarówno wady jak i zalety. 


Przy miniłazience prysznic wydaje się bardziej odpowiedni, gdyż zajmuje mniej miejsca. Na jego korzyść przemawia także oszczędność wody, a co za tym idzie i pieniędzy. Biorąc szybki prysznic oszczędzamy także czas przeznaczony na poranną/wieczorną toaletę. Niestety o wszelkich umilaczach do kąpieli typu musujące kule, sole do kąpieli czy pianki możemy zapomnieć. 

 
Co innego w wannie. W gorącej kąpieli można się zrelaksować i odprężyć po ciężkim dniu. Można moczyć się w gorącej wodzie, pełnej pachnącej piany i bąbelków. Łatwiej jest też wykąpać w niej malucha. Niestety mając do dyspozycji tylko wannę należy pamiętać o kilku kwestiach. Zużywamy znacznie więcej wody i spędzamy więcej czasu w łazience, co może być uciążliwe przy dużej liczbie domowników.

Jeśli chodzi o mnie to jestem zdecydowaną zwolenniczką prysznica. Niestety do tej pory nie udało mi się przekonać mamy do zlikwidowania wanny. Jak widać, oba rozwiązania mają swoich zwolenników i przecinków.

Macie wannę w łazience, czy jesteście fanami szybkiego prysznica?

wtorek, 14 listopada 2017

Nowinki z ostatnich dni

Nowości miesiąca na blogu pojawiały się dosyć regularnie i cieszyły się sporym zainteresowaniem. Zapraszam na kolejny wpis z tej serii. Mam nadzieję, że wybaczycie mi mały poślizg. 

W październiku trafiły do mnie: 

 Ciepła bluza na polarze 

Rajstopy na polarze. 
Szczerze mówiąc, wrzucając je do koszyka myślałam, że to leginsy... trochę się zdziwiłam w domu ;)

Skarpetki we wzorki oraz opaski do włosów

Kolejne rajstopy, wałki na rzepach oraz przedłużki do biustonosza 
 (mega przydatna rzecz)

Niezbędnik kawosza - czerwona kawiarka

Przesyłka od Marion
Skrywa nawilżane chusteczki i maski do twarzy z nowej, warzywnej serii.

Jak widzicie poczułam zbliżająca się zimę i zaopatrzyłam się w cieplejsze rzeczy. Jestem strasznym zmarzluchem i nie przepadam za tą porą roku. Mam nadzieję, że uda mi się ją przetrwać w miarę bezboleśnie. Pod względem nowości kosmetycznych miesiąc wypadł dosyć skromnie, ale mając na uwadze górę prezentów ze spotkania blogerek nie muszę martwić się, że zabraknie mi produktów do testowania :)

niedziela, 12 listopada 2017

Lab One N°1 Hydration Night cream – krem za 250 zł warty swojej ceny?

 
Kosmetyki luksusowe, czy też raczej te z wyższej półki cenowej budzą wiele kontrowersji. Z jednej strony fajnie było by je mieć, z drugiej każdy rozsądny konsument zadaje sobie pytanie czy warto? Jeśli chodzi o mnie to w dużej mierze pozostaję obojętna na ekskluzywne marki, ponieważ wychodzę z założenia, że za znacznie mniej, można znaleźć wiele produktów godnych uwagi. Inną sprawą jest mój budżet, który na tą chwilę nie pozwala mi rozbijanie się po drogich sklepach :) 
 
 
Krem Lab One dostałam w paczce ambasadorskiej i ucieszyłam się, że będę miała możliwość przetestowania nowości nieznanej mi dotąd firmy. Kosmetyk znajduje się w masywnym i eleganckim słoiczku z matowego szkła. Umieszczony jest w kartonowym pudełku z nadrukowanymi informacjami od producenta oraz składem. Ma bardzo lekką konsystencję, co nieco mnie zdziwiło, ponieważ z uwagi na zawartość olejów i obietnicę intensywnego nawilżenia spodziewałam się czegoś bardziej treściwego. Lekka formuła przekłada się na niesamowitą wydajność. Do posmarowania twarzy wystarcza niewielka ilość, co jest sporą zaletą przy tej cenie. Skóra jest dobrze nawilżona, elastyczna i rozświetlona. Po nocy z tym kremem wygląda na zdrową i wypoczętą. Zaognienia, ranki i przebarwienia są mniej widoczne. Przyznam szczerze, że jestem mile zaskoczona jego działaniem, bo nie spodziewałam się, że tak dobrze się u mnie sprawdzi.


Spotkałam się z opiniami, że krem ma dużo składników aktywnych. Nie jestem specjalistką w analizowaniu składów, więc nie będę się wypowiadać w tej kwestii. Wrzucam Wam zdjęcie, więc każdy może sam ocenić czy kompozycja jest warta swojej ceny. Jestem zadowolona z tego kremu, ale czy kupiłabym go za 250 zł? Nie, bo jest dla mnie za drogi. Widziałam natomiast, że jest teraz dostępny w cenie 89 zł (klik) z chęcią bym go kupiła. 


Jakie jest Wasze podejście do kosmetyków wysokopółkowych?
Kupujecie drogie mazidła czy raczej sięgacie po tańsze marki?

środa, 8 listopada 2017

Żel do mycia twarzy Toleriane La Roche-Posay – mój hit


Dobre oczyszczenie twarzy to podstawa pielęgnacji każdej skóry, zwłaszcza tej problematycznej. Żele do mycia twarzy, płyny micelarne i toniki zużywają się u mnie w szybkim tempie. Mam kilka ulubionych produktów, do których ciągle wracam, ale lubię także testować nowości. Na spotkaniu blogerek dostałam żel do mycia twarzy Toleriane La Roche-Posay, o którym przeczytacie w dzisiejszym wpisie. 
 
 
Produkt znajduje się w niepozornej tubce o pojemności 150 ml. Opakowanie jest minimalistyczne, z wygodnym zamknięciem na zatrzask. W cenie regularnej kosztuje 39 zł, ale można go dostać taniej online i na promocjach. Ma kremową konsystencję, która przekłada się na jego dobrą wydajność. Produkt obficie się pieni, wystarcza niewielka ilość do umycia buzi. Skóra jest miękka i dobrze oczyszczona. Produkt nie przesusza, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Spisał się świetnie jako produkt pielęgnacyjny do mojej tłustej skóry i z pewnością jeszcze do niego wrócę. 
 
Skład:
Aqua, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Poloxamer-184, Coco- Betaine,  Glycol Distearate, Sodium Chloride, Sodium Laureth Sulfate, Capryloyl Glycine, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate,  Disodium EDTA, Citric Acid, Caprylyl Glycol


Miałyście ten żel lub inne dermokosmetyki La Roche-Posay?


niedziela, 5 listopada 2017

Projekt denko – październik 2017


W związku z przeprowadzką, we wrześniu na blogu nie ukazało się denko. Puste opakowania wylądowały w śmieciach bez zbędnych skrupułów. Myślę, że podsumowanie zużytych produktów na zasadzie minirecenzji to fajna sprawa, dlatego denko znów powraca na bloga.

W październiku zużyłam:



1) Palmers Coco nut oil mask
Maseczka po otwarciu pięknie pachniała, niestety zapach szybko stał się nieprzyjemny. Być może to kwestia opakowania. Saszetka 60 g nie jest najlepszym rozwiązaniem. Działanie maski oceniam pozytywnie, więc być może jeszcze kiedyś kupię, ale w tubie lub w słoiczku.
Nie wiem czy kupię ponownie.


2) Tołpa żel do mycia twarzy dermo face physio
Nie byłam zadowolona z tego żelu, ponieważ niedokładnie oczyszczał moją skórę. Cera odpłaciła się wysypem podskórnych pryszczy.
Recenzja.
Nie kupię ponownie.



3) Yves Rocher morelowy peeling do twarzy
Produkt lubiłam, choć muszę przyznać, że cena za tą objętość jest dosyć wygórowana.
Recenzja.
Nie wiem czy kupię ponownie.


4) Be Beauty płatki kosmetyczne (różowe)
Moje ulubione płatki, od dawna kupuję je regularnie.
Kupię ponownie.


5) Tusz Pump up Lovely
Ten tusz można zaliczyć do kultowych. Od dawna zachwalany jest na blogach. Moim zdaniem słusznie. W tej półce cenowej lepszej maskary nie znajdziecie.
Kupię ponownie.



6) Dove Silk Glow żel pod prysznic
Żele Dove lubię od dawna i przyznam, że również ten mnie nie zawiódł.
Kupię ponownie.


7) Rexona Cotton Dry antyperspirant
Produkt ma duszący zapach i pyli przy aplikacji. Działanie początkowo było ok, z czasem słabło. Pewnie kupię jeszcze Rexonę, ale w innej wersji zapachowej.
Nie kupię ponownie.


8) Nivea Double Effect antyperspirant
Nie za bardzo odpowiadał mi zapach tego spreyu. Działanie także nie powalało na kolana, dlatego nie planuję powrotu.
Nie kupię ponownie.


9) Balea balsam do ciała Magic Fairytale
Niestety ten produkt zasłużył na miano bubla. Zapach ze słodkiego szybko przerodził się w chemiczny. Działanie balsamu było bardzo słabe. Więcej o nim przeczytacie tutaj.
Nie kupię ponownie.


Jak widzicie kilka produktów się u mnie nie sprawdziło i żegnam się z nimi bez żalu. Pora dać szansę następcom. 
Mam nadzieję, że spiszą się u mnie lepiej niż poprzednicy.

czwartek, 2 listopada 2017

Equilibra – Arganowy płyn micelarny


Płyny micelarne idą u mnie jak woda, dlatego przerobiłam już wiele różnych produktów. Jedne sprawdziły się lepiej, inne gorzej. Ciekawi jesteście do jakiej kategorii zaliczam arganową wodę micelarną Equilibra? Tego dowiecie się z dalszej części posta.

Kosmetyk znajduje się w opakowaniu o pojemności 200 ml, które zaopatrzone jest w pompkę. Nie lubię tego typu rozwiązań przy płynach micelarnych. Muszę jednak przyznać, że tej buteleczce nie mogę niczego zarzucić. Pompka działa lekko i dobrze wydobywa produkt. Wystarczy nacisnąć 2 razy, aby zwilżyć płatek kosmetyczny. 
 
equilibra arganowa woda micelarna

Kosmetyk zawiera micele powstałe ze środków powierzchniowo czynnych pochodzenia roślinnego, wybrane ze względu na ich efektywność i łagodność dla skóry, skutecznie przechwycają zanieczyszczenia oraz pozostałości makijażu, ułatwiając demakijaż i delikatne oczyszczanie skóry. Zawiera 98% składników naturalnego pochodzenia, w tym: środki powierzchniowo czynne z oleju arganowego, kwas hialuronowy, wyciąg z gardenii. Nie zawiera parabenów, wazeliny, silikonów, olejów mineralnych i sztucznych barwników. Jest odpowiedni dla wrażliwej cery.

equilibra arganowy płyn micelarny skład
 
Produkt dobrze zmywa makijaż. Radzi sobie z podkładem oraz makeupem oczu. Nie spowodował u mnie podrażnienia ani przesuszenia. Skóra po użyciu jest miękka i gładka. Moim zdaniem jest to bardzo fajny produkt, godny uwagi. Kosztuje ok. 18 zł i wg mnie jest to cena adekwatna do jakości. 
 
Miałyście okazję używać wody micelarnej Equilibra? 
Jakie są Wasze ulubione płyny micelarne?