poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Denko, którego miało nie być

Zapraszam na wpis denkowy, którego miało nie być z racji mojej przeprowadzki. Myślałam, że uda mi się wcześniej spakować, więc chciałam wyrzucać zużyte opakowania na bieżąco, ale plany nie zawsze udaje się zrealizować. Wyprowadzka zbliża się wielkimi krokami, a ja jeszcze nie zaczęłam nawet o niej myśleć na poważnie. Sądzicie, że spakowanie się w 1 dzień jest możliwe? (Nie zabieram ze sobą mebli).

Wracając do tematu posta, przez moje lenistwo/brak czasu porządki zostały odłożone na później. Poniżej możecie zobaczyć jakie kosmetyki zużyłam w kwietniu i które z nich się u mnie sprawdziły. 
 

1) Bielenda nawilżający płyn micelarny
Bardzo lubiłam ten kosmetyk. Kiedyś pisałam o wersji kojącej tego płynu (różowa butelka) w ulubieńcach miesiąca. Niebieski odpowiednik zdecydowanie jej dorównał.
Kupię ponownie.

2) Veet krem do depilacji z gąbeczką
Produkt, który regularnie pojawia się w moim denku. Lubię i ciągle do niego wracam.
 Recenzja
Kupię ponownie.

3) Rexona antiperspirant w wersji Biorythm
Ogólnie byłam z niego zadowolona, ale mam wrażenie, że po dłuższym stosowaniu skóra się do niego przyzwyczaja i działanie nie jest już tak dobre jak na początku.
Nie wiem czy kupię ponownie.

4) Manhattan kryjący puder
Lubiłam ten produkt, bo sprawdzał się przy słabo kryjących podkładach. Niestety wydaje mi się, że ma tendencję do zapychania. Z tego co kojarzę, nie jest już dostępny w sprzedaży.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 

5) Altermedica żel aloesowy
O produkcie pisałam tutaj. Solo jako zamiennik kremu się nie sprawdził, ale jako baza pod krem tak. Dodatkowo ma wiele innych zastosowań. Myślę, że warto mieć go w swojej kosmetyczce.
Kupię ponownie.

6) Lirene olejek antycellulitowy do masażu z bańką chińską
Zestaw kupiłam ze względu na bańkę do masażu. Żałuję, bo mogłam zamówić ją na Aliexpress za grosze. Olejek mimo dobrego składu nie sprawdził się do masażu, mam wrażenie, że zbyt szybko się wchłaniał. Przez to ciężko było wykonać zabieg.
Nie kupię ponownie.

7) Celia tusz do rzęs
Maskarę miałam naprawdę długo. Praktycznie w ogóle nie zasychała. Lubiłam ją, choć z czasem wyszły jej wady. Lubiła się rozmazywać i odbijać na powiekach.  
Recenzja
Nie kupię ponownie.
 

 8) Nicole perfumy nr 108
Miałam kilka zapachów perfum tej marki. Nie wszystkie kompozycje były udane. Nr 108 idealnie wpasował się w mój gust. Trwałość też była godna uwagi. O zapachu mogliście przeczytać tutaj. Patrząc na Wasze komentarze zauważyłam, że kupowanie odpowiedników znanych perfum budzi sporo kontrowersji i rozumiem ten punkt widzenia. 
Nie wiem czy kupię ponownie.

9) One Lab Hydration Night cream
O kremie pisałam w poście 
„Krem za 250 zł warty swojej ceny?”. Kosmetyk nie jest tani, ale co zrobić skoro moja skóra tak go polubiła? Na pocieszenie dodam, że teraz kosztuje 89 zł ;).
Kupię ponownie.

10) Catrice HD liquid coverage podkład
Podkład idealny dla tłustej cery. Świetnie kryje i dobrze matuje. Spotkałam się z opiniami, że może zapychać i powiem, że ciężko mi się odnieść do tego faktu. Czasem mam wrażenie, że rzeczywiście tak jest, z drugiej strony mogę go używać codziennie i przez tydzień nic nie wyskakuje….
Kupię ponownie.

11) Evree intensywnie wygładzające serum do rąk
Treściwy krem do rąk, który idealnie nadaje się do stosowania na noc. Fajnie nawilża i odżywia, ale trzeba chwilkę poczekać aż się wchłonie.
Kupię ponownie. 
 
12) Cien pod prysznic Oriental Blossom
Kosmetyk ładnie pachniał i dobrze oczyszczał. Pisałam o nim  tutaj.
Kupię ponownie.

13) Marion żel micelarny
Produkt był w porządku, ale bez szału. Musiałam go sporo nałożyć, żeby dobrze oczyścić skórę. Nie przesuszał skóry i był w miarę delikatny.
Nie wiem czy kupię ponownie.

14) Kobo bibułki matujące
Dosyć grube arkusiki obficie pokryte pudrem. Przy wyciąganiu puder się z nich osypuje, może być to irytujące, jednak nie można im odmówić dobrego działania.
Nie wiem czy kupię ponownie.

Jak na denko, którego miało nie być, jest nieźle. Zużyłam 14 kosmetyków, z których większość się sprawdziła.

Znacie któryś z nich?

wtorek, 17 kwietnia 2018

Trendy, które mnie nie kupują – leginsy to nie spodnie


1) Fryzura na Małą Mi, czyli niedbały kok na czubku głowy

Niedbałego koka jeszcze zniosę, ale jego umiejscowienie na samym czubku czaszki już średnio, zwłaszcza, jeśli wystają z niego niesforne kosmyki i wygląda niechlujnie. 
 

2) Półprzezroczysta bluzka, spod której „przebija” stanik

Często spotykam się z połączeniem białej, półprzezroczystej bluzki i czarnego stanika. Nie wiem jak wy podchodzicie do takiego zestawienia, ale mi wydaje się ono nieeleganckie. 
 

3) Leginsy zamiast spodni

Legginsy traktuję jako rajstopy lub outfit na siłownię. Ubrane w roli spodni niezbyt mnie przekonują, zwłaszcza jeśli są z cienkiego materiału i widać przez nie bieliznę lub pupę ;)



4) Przerysowane brwi

Brwi stanowią oprawę oka i wpływają na wygląd twarzy. Cienkie nitki nie są wskazane, ale przerysowane, ostre kreski też nie wyglądają dobrze. Nie wiem czy to tylko moje zboczenie, ale gdy widzę ostre łuki, nie mogę oderwać od nich oczu i ciężko mi się skupić np. na rozmowie z taką osobą.
 
Ciekawa jestem czy macie podobne zdanie do mojego. 
Może dodałybyście coś do tej listy?
 

czwartek, 12 kwietnia 2018

Alverde ochronna pomadka – eins zwei Chai

 
Przy okazji wizyty w niemieckiej drogerii DM zaopatrzyłam się w kilka produktów niedostępnych w Polsce. Wszystkich, którzy nie widzieli posta z zakupami zapraszam tutaj. Do mojego koszyka trafiła m.in. ochronna pomadka Alverde, z którą praktycznie się nie rozstaję. 
 
Do zakupu zachęciło mnie ładne opakowanie. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, a sam produkt nie jest drogi. W Niemczech zapłaciłam za niego ok. 2 euro. Opakowanie jest funkcjonalne, skuwka nie spada, pomadka nie zacina się, a napisy nie starły się, mimo ciągłego noszenia w kieszeni. 
 
Sztyft ma przyjemny, budyniowy zapach. Łatwo rozprowadza się na ustach. Na wargach jest lekko widoczny, tworzy bardzo subtelną, jasną poświatę. Nie zjada się szybko, ale też nie zostaje na ustach na długie godziny. Działanie jest przyzwoite, ale moim zdaniem jest to lekki produkt na co dzień, a nie mocno regenerujący preparat SOS. Skład oceniam na plus. W ostatecznym rozrachunku eins zwei Chai wypadło całkiem nieźle. Przyjemnie się użytkuje ten sztyft i szczerze żałuję, że nie ma możliwości kupienia go stacjonarnie w Polsce.

Znacie kosmetyki Alverde? Miałyście pomadki tej firmy?

niedziela, 8 kwietnia 2018

10 przypadkowych faktów o mnie


Blog Kosmetyczne Pasje istnieje w sieci już prawie 5 lat. Do tej pory "prywatę" ograniczałam do minimum, ale spodobały mi się wpisy z serii "x faktów o mnie" i pomyślałam, że to najwyższa pora, aby dać poznać się trochę bliżej. Zapraszam na zestawienie luźnych ciekawostek o mojej skromnej osobie :)

1) Za niespełna miesiąc skończę 28 lat
jednak nie utożsamiam się ze swoim wiekiem. Mój licznik zatrzymał się na liczbie 21 i często, gdy ktoś pyta mnie ile mam lat, mam problem z odpowiedzią tj. muszę się chwilę zastanowić ile to już wiosen mi stuknęło ;)

2) Uwielbiam czytać
jednak rzadko kupuję książki. Nie lubię ich kolekcjonować, dla mnie książka powinna "żyć", po co ma leżeć na półce skoro nikt jej nie przeczyta?

3) Dużo podróżuję 
i często się przeprowadzam, dlatego staram się nie gromadzić niepotrzebnych rzeczy. Tyczy się to także książek, które swoje ważą.

4) Uwielbiam kawę
najlepiej taką z ekspresu, koniecznie z mlekiem. Dziennie wypijam 1-3 filiżanki.

5) Jestem uzależniona od blogowania.  
Praktycznie codziennie przeglądam blogi. Zdarza się, że brakuje mi czasu na przygotowanie wpisu, ale mimo to nie wyobrażam sobie, że mogłabym zniknąć z blogosfery na stałe.

6) Lubię planować. 
Dla mnie dobra organizacja to podstawa. Mam tradycyjny, papierowy kalendarz, z którym praktycznie się nie rozstaję.

7) Chętnie próbuję nowych rzeczy
ale gdy wiem, że coś po prostu nie jest dla mnie, nie daję się do tego przekonać.

8) Mam niską tolerancję na ostre dania. 
Wizyty w restauracjach z orientalną kuchnią budzą we mnie niepokój. Dla kogoś coś co nie jest jeszcze ostre, dla mnie może być nie do zjedzenia.

9) Codziennie wstaję do pracy o 6.00 
i nie mam z tym problemu. Natomiast w weekendy wychodzi ze mnie leniwiec i mogę wylegiwać się w łóżku do 10.00.

10) Nie mam telewizora. 
Już od kilku lat odbiornik TV w moim mieszkaniu to zbędna rzecz. W ogóle mi go nie brakuje, bo rzadko nadają coś wartościowego na czym można zawiesić oko na dłużej.

Mam nadzieję, że wpis pozwolił Wam trochę lepiej mnie poznać. 

Ciekawa jestem czy jakiś z tych faktów również odnosi się do Was, a może jest totalnie odwrotnie? 

środa, 4 kwietnia 2018

Naturalne mydełko Purpur z masłem shea przywiezione z Budapesztu


Jeszcze nie tak dawno temu nie przepadałam za mydłem w kostce. Kojarzyło mi się ono z bezzapachową bryłą, która jest niewygodna w użytku i wysusza skórę. Zdanie zmieniłam jakiś czas temu. Na rynku jest coraz więcej pachnących, naturalnych mydełek z dobrym składem, które zachęcają do zakupu.

Podczas mojej wycieczki do Budapesztu (klik) na jednym ze stoisk kupiłam mydło o zapachu werbeny. Kostka od razu wpadła mi w oko za sprawą ślicznego opakowania. Po powąchaniu wiedziałam, że muszę ją mieć. Dostępne były także inne rodzaje, ale ten wariant spodobał mi się najbardziej. Zapach jest intensywny, ale nie przytłacza. Nie wietrzeje nawet po otwarciu opakowania. 
 


Za mydełko o masie 190 g zapłaciłam 6 euro. Może wydawać się to dużo, ale uważam, że było warte swojej ceny. Służyło mi długo (kostkę podzieliłam na kilka mniejszych części) i świetnie sprawdziło się zarówno do mycia rąk jak i twarzy. Dobrze oczyszczało, ale mimo to było delikatne dla skóry. Świetnie się pieniło, tworząc kremową pianę. Nie wysuszało, ani nie podrażniało. Ciekawa jestem czy można je kupić w Polsce, ponieważ mam ochotę na kolejne opakowanie. 
 

Lubicie mydła w kostce?