wtorek, 31 lipca 2018

Owocowy peeling na lato Tutti Frutti (brzoskwinia i mango)


Nie wiem jak wy, ale ja latem uwielbiam owocowe zapachy pod prysznicem. Podczas upałów szukam orzeźwienia, dlatego chętnie sięgam po pachnące żele i peelingi. Produkt, o którym chcę dzisiaj napisać to peelingujący żel pod prysznic Tutti Frutti w wersji brzoskwinia + mango
 

Scrub znajduje się w kolorowej butelce. Za opakowanie 250 ml w cenie regularnej zapłacimy ok. 14zł. Produkt jest łatwo dostępny stacjonarnie i online, więc nie ma problemów z jego zakupem. Charakteryzuje się przyjemnym, owocowym zapachem. Niestety po otwarciu i przechowywaniu w wilgotnej łazience traci na intensywności. 
 
 
Nie jest to typowy peeling, ale żel myjący. Mimo to, dosyć dobrze złuszcza naskórek. Posiada sporo drobinek pochodzenia naturalnego, co dla mnie jest sporym plusem. Kiedyś nie zwracałam na to uwagi, ale od kiedy dowiedziałam się, że plastikowe kuleczki w kosmetykach zatruwają środowisko staram się ich unikać. Konsystencja produktu jest żelowa i nie spływa z dłoni. Ogólnie bardzo fajnie używa się tego gagatka. Nie starcza na długo, ale myślę, że przy tej cenie nie ma co narzekać.

Lubicie owocowe peelingi do ciała? 
Miałyście jakiś produkt Tutti Frutti?

środa, 25 lipca 2018

Co nowego w czerwcu? Ubrania, dodatki i kosmetyki

Czerwiec już dawno minął, właściwie został tylko tydzień do końca lipca. Z lekkim poślizgiem prezentuję czerwcowe nowości. Trochę rzeczy się nazbierało. Winię za to wszechobecne wyprzedaże i promocje. W końcu nie tak dawno opublikowałam wpis o minimalizmie, który nie do końca pozostaje w zgodzie z obfitymi zakupami ;). Rzeczy przybyło mi na tyle, że prawdopodobnie za jakiś czas ukaże się kolejny wpis z nabytkami lipca.

Kosmetycznie było dosyć ascetycznie. W The Body Shop kupiłam tubę z kremem do rąk i balsamem do ust o zapachu mango <3 

maseczki na wyjazdy i antyperspirant w żelu
Na blogu Alina Rose wygrałam zestaw Effaclar Duo, który przyszedł już dawno temu, ale nie miałam okazji go pokazać na blogu. Kupiłam suplement z biotyną i witaminami z grupy B oraz maseczki na wyjazdy i antyperspirant w żelu.

mała elegancka torebka wieczorowa na wesele

Kapelusz przywiozłam z Włoch. Skusiłam się także, na małą, czarną torebkę ze srebrnymi akcentami.

prosty plecak do sukienki
W Primarku kupiłam mały plecak, który jest znacznie wygodniejszy niż torebka. Niestety czasem noszę ze sobą dużo rzeczy, a sportowy plecak niezbyt dobrze komponuje się z sukienką.

W koszyku zakupowym wylądowała, także czarna, klasyczna torebka, która spodobała mi się ze względu na swój rozmiar. Nie jest duża, ale mimo to pojemna.

 Moje stare sandały praktycznie się rozpadły, więc musiałam je zastąpić nową parą. Te ze zdjęcia kupiłam w CCC i choć wyglądem nie powalają, przekonały mnie do siebie komfortem noszenia.

szary sweter z kołnierzykiem primark
Trafiła do mnie prosta koszula, udająca jeans oraz mięciutki sweterek na chłodniejsze dni.

Zmęczona upałami postanowiłam wyskoczyć nad wodę. Niestety nie miałam stroju kąpielowego i musiałam coś wybrać na szybko. Padło na komplet z Triumph'a, który de facto nie jest nawet kompletem. Dół dokupiłam z innego fasonu, ale na szczęście kolorystycznie, świetnie pasuje do góry.

Wzbogaciłam się o 2 torebki i plecak. Wszystkie w kolorze czarnym, który pasuje do wszystkiego. Na oku mam jeszcze jeden fajny model, ale nie wiem czy się skuszę, bo jednak trochę poszalałam z ilością ;)

Pozostajecie obojętnie na wyprzedaże, czy Wasze portfele też cierpią?



niedziela, 22 lipca 2018

Jacy są Włosi? 4 cechy charakterystyczne widziane moim okiem

Zgodnie z obietnicą przychodzę do Was z kolejną częścią wpisu dotyczącego mojego pobytu we Włoszech. O 4 faktach, które zaskoczyły mnie we Włoszech możecie przeczytać tutaj. Dzisiaj możecie dowiedzieć się o moich spostrzeżeniach dotyczących samych Włochów :)


1) Włosi nie mówią po angielsku

… a jak już mówią, to strasznie słabo. Oczywiście pomijam miejsca nastawione typowo na turystów takie jak kasy biletowe, lotniska, czy restauracje. Niestety w sklepie, u lekarza czy w urzędzie
już się nie dogadasz.


 
2) Włosi zawsze maja czas

Według nich nie należy się spieszyć i stresować, w związku z czym notorycznie się spóźniają. Ponadto potrafią odwołać spotkanie w ostatniej chwili. Niestety to nastawienie widoczne jest w wielu sferach życia. Kolejka w urzędzie, bynajmniej nie zmotywuje obsługi do szybszego działania, przerwa na pogaduchy zawsze się znajdzie. Co tam, że 30 osób czeka w holu. Rozkłady jazdy? A po co to komu? Jak przyjedzie autobus/pociąg to będzie…

 
3) Włosi są mocno wyluzowani i ciężko się z nimi pracuje

Ogólnie niezbyt przykładają się do pracy. Wszystko dzieje się w trybie slow, nie lubią wstawać skoro świt, więc preferują późniejsze godziny pracy. Lepiej przyjść  do pracy później, a wyjść wcześniej (też bym tak chciała :)). Pewnie wszystko zależy od miejsca pracy, ale z tego co zaobserwowałam, mają tutaj dużo luzu. Zauważyłam, że tworzą sporo niepotrzebnych etatów, gdzie ewidentnie widać, że pracownik siedzi  i się nudzi. Jako przykład mogę podać portiera, który jest praktycznie w każdym budynku (również mieszkalnym) a do roboty nie ma w zasadzie nic. Natomiast tam gdzie by się etat przydał, nie ma nikogo np. na dworcu w informacji. W Mediolanie, na dworcu centralnym są tylko 2 okienka, a ludzi od groma...
 

4) Pomimo swoich (licznych) wad Włosi są bardzo mili 
 
...i rozmowni. Chętnie zagadują na ulicy obcych ludzi, szukają towarzystwa. Są pozytywnie nastawieni do życia i niesamowicie pogodni. 
 

Znacie jakiegoś Włocha lub Włoszkę? 
Macie podobne spostrzeżenia dotyczące Włochów?

wtorek, 17 lipca 2018

Żel do mycia twarzy z algami morskimi Alverde


Dzisiaj chciałam przedstawić Wam kolejny kosmetyk do oczyszczania twarzy Alverde. Jakiś czas temu mogliście przeczytać o kremie do mycia twarzy tej marki, który mile mnie zaskoczył. Czy jego żelowy brat z algami również stanął na wysokości zadania? O tym zaraz się przekonacie :)

Żel kupiłam przy okazji wizyty w niemieckiej drogerii dm. Produkty, które wpadły do mojego koszyka mogliście zobaczyć w tym wpisie. Od tej pory minęło sporo czasu, zdążyłam „wykończyć” krem do oczyszczania cery i zabrać się za nawilżający żel. 
 
 
Produkt opakowany jest w tubę z korkiem zamykanym na klik. Nie mogę nic zarzucić zarówno wyglądowi tubki jak i jej funkcjonalności. Na opakowaniu oraz na stronie drogerii dm, można znaleźć opis, z którego wynika, że jest to delikatny środek myjący o właściwościach nawilżających. Zawiera brązowe i zielone algi oraz minerały z morskiej wody. Oczyszcza z nadmiaru tłuszczu, brudu i makijażu. Dzięki aloesowi charakteryzuje się łagodnym działaniem i nie przesusza skóry.

Żel ma lekką konsystencję. Nie jest zbity, ale też nie spływa z dłoni. Ma orzeźwiający zapach, który może wydawać się trochę chemiczny. Dosyć dobrze oczyszcza skórę. Jest raczej delikatny, nie wysuszył mi skóry. Nie do końca radzi sobie z makijażem, resztki make upu usuwałam płynem micelarnym. Muszę przyznać, że jestem zadowolona z jego działania, co jest dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę skład. Spodziewałam się czegoś lepszego, a tutaj na drugim miejscu znajdziemy alkohol, potem glicerynę i gumę ksantanową. Algi i aloes są bliżej końca na liście składników. 
 

Żel Alverde to kosmetyk o przyzwoitym działaniu, który możemy kupić za 2,30 euro czyli niecałe 10zł za 150 ml. U mnie sprawdził się nieźle, ale obawiam się, że dla bardziej wymagających osób, przywiązujących uwagę do składu produkt nie będzie odpowiedni.

Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk do oczyszczania twarzy?

środa, 11 lipca 2018

Niekosmetyczni ulubieńcy miesiąca


Butelka filtrująca do wody kranowej Dafi 0.5 l

Warto mieć przy sobie butelkę wody, zwłaszcza w upalne dni. Do tej pory kupowałam wodę mineralną, ale męczyło mnie noszenie ciężkich butelek (1.5 l) praktycznie każdego dnia. Kupno zgrzewki odpadało, bo w tym momencie nie mam samochodu, a nie zawsze ktoś może mi przytaszczyć do domu 6pak. Dobrym rozwiązaniem okazała się butelka z filtrem. Podróżując, nie muszę kupować horrendalnie drogiej wody na lotnisku, idę do toalety i uzupełniam swoją butelkę wodą z kranu. Rozwiązanie jest tanie, ekologiczne i wygodne. Niestety ma też swoje minusy. Butelka może przeciekać. Zauważyłam, że gdy nie jest dokręcona delikatnie kapie z niej woda (kwestia wadliwego korka?). Drugim minusem jest to, że nie można z niej pić swobodnie, trzeba wodę trochę zasysać, bo przechodzi przez filtr (trzeba stworzyć podciśnienie, aby umożliwić jej przepływ). Mimo to, jak na razie bardzo lubię to rozwiązanie. Mam nadzieję, że butelka będzie mi długo służyć. 

Jezioro Como i Cinque Terre

Wycieczka do Włoch obfitowała w zapierające dech w piersiach widoki. Choć sam Mediolan mnie nie zachwycił to miasteczka nad jeziorem Como oraz Cinque Terre zdecydowanie tak! Tylko spójrzcie na zdjęcia poniżej ;) 

como
włochy gdzie nad wodę
jezioro i góry, włoskie morskie oko

Fotoksiążka Printu

Wspomnienia, nawet te najlepsze bywają ulotne. Aby zawsze mieć w głowie i pamięci najpiękniejsze chwile, zdecydowałam się na wydruk zdjęć w formie fotoksiążki. Na stronie można wybierać z gotowych szablonów, jednak ja postawiłam na spersonalizowany charakter albumu i zaprojektowałam go samodzielnie. Książka ze zdjęciami świetnie sprawdzi się jako prezent dla przyjaciółki lub innej bliskiej osoby. 

https://printu.pl/fotoksiazka/szablony/prezent-dla-przyjaciolki/#!format=3&cover=7&paper=18

Trafiłyście na jakąś perełkę (niekoniecznie kosmetyczną) w ostatnim czasie?

niedziela, 8 lipca 2018

Moje przemyślenia na temat minimalizmu

 
Minimalizm jest modny, minimalizm jest ostatnio wszędzie. Czy to tylko chwilowa moda czy raczej potrzeba wynikająca ze zmęczenia konsumpcjonizmem i nadmiarem rzeczy? Fajnie jest mieć, ale mieć zbyt wiele niepotrzebnych przedmiotów też nie jest dobrze. Zamiast cieszyć zaczynają przytłaczać, zwłaszcza gdy brakuje miejsca na ich przechowywanie.
 
Idea minimalizmu ma wielu zwolenników wśród których znajdą się także ekstremiści, którzy starają się za wszelką cenę ograniczyć ilość dóbr do niezbędnego minimum. Przykładowo posiadanie mydła, szamponu i pasty do zębów jako kompletnego i jedynego zaplecza kosmetycznego jest dla mnie nie do przyjęcia. 
 
 
Myślę, że dla każdego minimalizm będzie czymś innym. W moim wydaniu to przede wszystkim większa świadomość. Chęć ograniczenia rzeczy niepotrzebnych i kiepskich jakościowo na rzecz tych, które są lepiej wykonane i długo posłużą. Raczej nie ulegam sezonowym krzykom mody i wolę wybrać klasyczne modele, które mogę nosić przez kilka lat. Czasem mniej znaczy więcej. W temacie ubrań i dodatków dosyć łatwo się o tym przekonałam. Natomiast kosmetyczny świat wciąż kusi nowościami i tutaj jakoś ciężej jest mi się oprzeć. Na pewno mogę powiedzieć, że moje podejście do zakupów w ciągu ostatnich lat się zmieniło. Jestem bardziej świadomych konsumentem, a przyjemniej takim staram się być ;).

Jakie jest Wasze podejście do minimalizmu? 

środa, 4 lipca 2018

Duet do włosów zniszczonych Swiss Image Elder Flower – szampon i odżywka

 
Od dłuższego czasu w mojej łazience goszczą kosmetyki Swiss Image. Opakowania szamponu i odżywki dobijają dna, więc pora podzielić się wrażeniami o tym duecie. Swiss Image, jak sama nazwa wskazuje to Szwajcarska marka. Firma oferuje naturalne kosmetyki profesjonalne do pielęgnacji włosów, oparte na alpejskiej wodzie polodowcowej.  
 

Oba produkty znajdują się w plastikowych tubkach o pojemności 200 ml. Są dostępne m.in. w Rossmannie w cenie regularnej 30 zł za sztukę. Zacznę od szamponu, który niestety niezbyt przypadł mi do gustu. 
 

Konsystencja produktu jest gęsta i kremowa. Szampon słabo się pieni, mimo SLS w składzie. Mam wrażenie, że po jego użyciu włosy są niedomyte. Zauważyłam, także że szybciej się przetłuszczają. Skład jest bardzo długi, z pewnością nie jest naturalny. Niestety nie polubiłam się z tym szamponem i nie mogę go Wam polecić. 
 
 
Odżywka Elder Flower spisała się u mnie lepiej. Poniżej znajdziecie opis, który jest kopią tekstu umieszczonego na szamponie. Odżywka ma fajną, kremową konsystencję. Nie spływa z włosów, dobrze się na nich rozprowadza. Po użyciu włosy są wygładzone i błyszczące. Nie miałam problemów z ich rozczesaniem. Spektakularnych efektów regeneracyjnych nie zauważyłam, ale widać, że produkt coś robi, więc nie jest źle. Skład nie odbiega od innych drogeryjnych produktów (jest słaby), dlatego nie rozumiem czym dyktowana jest wysoka cena kosmetyku. 
 

Oba produkty mają przyjemny, pudrowy zapach. Szampon wypadł słabo, natomiast działanie odżywki mogę ocenić na 4/5. Jestem nieco zawiedziona tym duetem, ponieważ marka opisuje siebie jako naturalną, ale patrząc na składy nie widzę tej natury. Próbują się wyróżnić bazą, którą stanowi woda polodowcowa, ale moim zdaniem to tylko chwyt marketingowy. Nie do końca rozumiem dlaczego miałaby być lepsza od chociażby wody źródlanej. Poza tym, producent nie podaje ile wody glacjalnej jest w produkcie.

Ciekawa jestem czy miałyście styczność z tą marką oraz jakie są Wasze opinie o niej?

niedziela, 1 lipca 2018

Roślinny peeling z pudrem z pestek moreli Yves Rocher


Z peelingami do ciała jest u mnie bardzo różnie. Popadam ze skrajności w skrajność tzn. albo używam ich ciągle, albo w ogóle. Zdarzają się okresy, że potrafię zapomnieć o peelingu na dobre 2-3 miesiące. Ostatnio, jednak jest lepszy czas dla mojej skóry i używam peelingu regularnie. W ciągu zeszłego miesiąca najczęściej towarzyszył mi roślinny peeling Yves Rocher.

Produkt znajduje się w zgrabnej tubie o pojemności 150 ml. Opakowanie, choć wygodne i estetyczne, wydaje się małe. Na szczęście wydajność produktu jest całkiem niezła. Konsystencja jest żelowa, nie jest to typowy peeling, ale bardziej żel myjący. Zawiera bardzo dużo peelingujących drobinek ze zmielonych pestek moreli. Kuleczki nie są bardzo ostre, ale jest ich na tyle dużo, że można porządnie złuszczyć martwy naskórek. Aby spotęgować działanie wystarczy zmniejszyć ilość używanej wody. Wiele osób chwali jego przyjemny zapach, ale ja go praktycznie w ogóle nie wyczuwam. 
 

Producent podkreśla, że formuła zawiera ponad 92% składników pochodzenia naturalnego i nie ma parabenów. Czytając tą informację spodziewałam się lepszego składu. W cenie regularnej za tubę zapłacimy 33,90 zł, ale często jest w promocji za niecałe 23 zł. Podsumowując, jest to niezły produkt, ale nie zachwycił mnie na tyle, żebym do niego wróciła. Wolę sięgnąć po jakiś tańszy, pachnący produkt lub po kosmetyk z lepszym składem. 
 
 
Znacie ten kosmetyk? 
Jakie są Wasze ulubione peelingi do ciała?