wtorek, 29 maja 2018

Ziaja intima – płyn do higieny intymnej w dużej butli


Jakiś czas temu podczas codziennych zakupów do mojego koszyka trafił płyn do higieny intymnej marki Ziaja. Przyznam, że kosmetyk wybrałam bez większego zastanowienia. Potrzebowałam czegoś na szybko, a nie było zbyt dużego wyboru. Ciekawi jesteście czy jestem z niego zadowolona?

Produkt znajduje się w dużym (500 ml) opakowaniu z pompką. Bez problemu znajdziecie go w większości drogerii w przystępnej cenie (mniej niż 10 zł). Dozownik dobrze pompuje produkt, nie miałam problemów z jego zacinaniem się. 
 

Kosmetyk ma kremową konsystencję. Nie jest rozwodniony i ma przyjemny, subtelny zapach. Dobrze oczyszcza i delikatnie odświeża. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia czy innych nieprzyjemnych dolegliwości. Moim zdaniem jest to przyjemny produkt do codziennego stosowania, który specjalnie nie wyróżnia się z tłumu. Dla osób niewymagających będzie ok. Natomiast dla wrażliwców i osób nie tolerujących SLS w tego typ kosmetykach niekoniecznie. W składzie oprócz nieco kontrowersyjnego SLS, znajdziemy także składniki nawilżające i łagodzące. U mnie produkt sprawdził się całkiem nieźle, ale następnym razem prawdopodobnie wybiorę coś innego. 

Używacie specjalistycznych produktów do higieny intymnej czy korzystacie ze zwykłego mydła czy żelu pod prysznic?

piątek, 25 maja 2018

Krem do mycia twarzy Alverde - tak czy nie?


Zazwyczaj do oczyszczania twarzy wybieram żel, czasem piankę. Kremów i mleczek raczej unikam z obawy o zapychanie. Przy okazji wizyty w niemieckiej drogerii DM (klik), chciałam zaopatrzyć się w kosmetyk do mycia twarzy. Zamierzałam wybrać Baleę lub Alverde, bo nie widziałam sensu kupowania marek, które są łatwo dostępne w Polsce. Niestety nie udało mi się znaleźć żelu, więc skusiłam się na krem do mycia twarzy

 
Bałam się, że krem nie będzie się pienił, ale moje obawy okazały się niesłuszne. Muszę powiedzieć, że nie jest to typowy krem, a raczej żel o kremowej konsystencji. Produkt świetnie oczyszcza i odświeża cerę bez jej przesuszania. Łagodzi podrażnienia i wycisza skórę. Ma przyjemny, lekko wyczuwalny zapach. Na opakowaniu znalazłam informację, że zawiera naturalną ziemię leczniczą, olejki oraz wyciąg z zielonej herbaty. Za 100 ml produktu zapłaciłam 2.25 euro, czyli ok. 10 zł i myślę, że spokojnie starczy mi na 2 miesiące. Opakowanie jest idealne na wyjazdy, zwłaszcza do bagażu podręcznego w samolocie. 

 
Biorąc pod uwagę dobre działanie, skład oraz cenę mogę z czystym sumieniem polecić Wam ten produkt. Widzę, że kosmetyki Alverde mają potencjał i już nie mogę doczekać się kolejnej wyprawy do DMu ;) 
 

Lubicie kosmetyki Alverde? 
Może mieliście okazje wypróbować ten krem?

środa, 23 maja 2018

Nawilżający szampon do włosów Vianek


Praktycznie na każdym forum lub blogu związanym z tematem włosomaniactwa pojawia się wzmianka o myciu głosów naturalnym szamponem bez SLS/SLES. Do tej pory miałam kilka tego typu produktów, które niestety niezbyt mi służyły. Największą ich wadą było koszmarne plątanie oraz matowienie włosów, a przy ziołowych mieszankach często także swędzenie skóry głowy. Po kilku nieudanych podejściach dałam sobie spokój z naturalną pielęgnacją. Jednak na jednym ze spotkań blogowych dostałam nawilżający szampon Vianek i postanowiłam dać mu szansę.
 
 
Kosmetyk znajduje się w butli o pojemności 300 ml. Jest to delikatny produkt, bez mocnych detergentów o krótkim i przyjemnym składzie. Szampon wg producenta powinien delikatnie oczyszczać i nawilżać. Pokusiłabym się na stwierdzenie, ze szampon, zamiast nawilżać może trochę przesuszać. Kosmetyk ma rzadką, lejącą konsystencję. Brak SLS w składzie powoduje, że słabo się pieni, ale mimo to dobrze myje. Włosy po umyciu są świeże, delikatnie zmatowione i usztywnione, ale nie jest to tak mocno odczuwalne, jak w przypadku innych, delikatnych szamponów, które wcześniej miałam. Vianek trochę plącze włosy, ale przy użyciu odżywki bez problemu da się je rozczesać.
 
 
Ze względu na naturalny skład należy go zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia. Opakowanie kosztuje ok. 21 zł.
 
Przyznam szczerze, że nadal nie mam jakoś przekonania do szamponów bez SLS. Vianek był jednym z lepszych, jakie miałam (jak dotąd najlepsze okazały się szampony Equilibra ten oraz ten). Codzienne, agresywne oczyszczanie skóry głowy, nie jest dobre i myślę, że mimo uprzedzeń warto od czasu do czasu użyć delikatniejszego środka myjącego. Vianek wypadł całkiem nieźle na tle innych naturalnych szamponów. Wątpię, żebym wprowadziła go na stałe do pielęgnacji i używała tylko jego, ale niewykluczone że będę go stosować na zmianę z silniejszym szamponem.
 
Znacie ten szampon? 
Jak się u Was sprawdzają szampony bez SLS?

niedziela, 20 maja 2018

Wygodny krem do rąk z pompką Vis Plantis

 
Przy zakupie kosmetyków zwracam uwagę na kilka rzeczy. Jedną z nich jest opakowanie. Nieprzemyślane, źle dobrane czy niefunkcjonalne potrafi skutecznie zniechęcić do stosowania nawet najlepszego produktu. Fajnym pomysłem są pompki, których jestem wielką fanką. Krem do rąk o którym możecie dzisiaj przeczytać posiada butelkę z takim właśnie rozwiązaniem. 
 
Mowa o regenerującej masce odżywczej do rąk i paznokci Vis Plantis. Kosmetyk mieści się w butelce o pojemności 300 ml. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, a dozownik działa bez zarzutu. W składzie produktu znajdziemy jagody Goji i Poly-Helixan ze śluzu ślimaka. Producent obiecuje regenerację, odżywienie oraz wzmocnienie płytki paznokci. 
 
 
Ciężko się z nim nie zgodzić, a przynajmniej w dwóch pierwszych kwestiach. Rzeczywiście skóra jest zregenerowana, odżywiona i nawilżona. Natomiast nie zauważyłam różnicy w stanie paznokci. Krem ma fajną konsystencję, na tyle rzadką, że przechodzi przez pompkę, ale nie lejącą czy wodnistą. Do posmarowania dłoni wystarcza niewielka ilość, co przekłada się na dobrą wydajność. Krem ma przyjemny, delikatny zapach. Dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia lepiej warstwy. Kosztuje ok. 15 zł i jak dla mnie cena jest adekwatna do działania. 
 

Znacie kosmetyki Vis Plantis? 
Może mieliście okazje używać kremów do rąk tej marki?

środa, 16 maja 2018

Przemyślenia po dłuższej chwili niemalowania paznokci

 
Korzystając z wolnego wieczoru pomalowałam paznokcie. Niby nic niezwykłego, a jednak… Paznokci nie malowałam dobrych kilka miesięcy i przyznam, że już zdążyłam zapomnieć jaka to frajda. Lubię nosić kolorowe pazury, ale ostatnio byłam zabiegana i wiedziałam, że prawdopodobnie nie będę miała czasu poprawić manicure. Nie mam nic gorszego niż chodzenie z resztkami lakieru. Dla mnie wygląda to po prostu niechlujnie, dlatego wyszłam z założenia, że wolę już ich nie malować w ogóle.

Oczywiście nie zostawiłam ich samopas. Skracałam je regularnie i nakładałam odżywkę lub przeźroczysty lakier. Co zauważyłam po dłuższej przerwie niemalowania szponów? 
 
Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że częste malowanie paznokci je niszczy. Dla mnie jest to MIT, ponieważ moje szpony były w lepszej kondycji, gdy malowałam je co 3-4 dni, niż gdy nakładałam odżywkę raz na tydzień. Muszę dodać, że zawsze używałam zmywacza z acetonem, a mimo to paznokcie nie były zniszczone. Wydaje mi się, że lakier tworzy warstwę ochronną i dzięki niej płytka jest mniej podatna na uszkodzenia, zwłaszcza jeśli na koniec nakładamy top lub utwardzacz.

Zauważyłam także, że regularne stosowanie kremu do rąk wpływa pozytywnie nie tylko na skórę, ale także na skórki oraz paznokcie i nie musi to być wcale specjalistyczny krem dedykowany do pielęgnacji rąk i paznokci.

Pewnie wiele z was słusznie zauważy, że hybrydy są dobrą alternatywą dla zwykłego lakieru. Ciężko się z tym nie zgodzić, ale mnie trochę zniechęca czas jaki trzeba na to poświecić, a niestety ciągle brakuje mi wprawy. Niemniej planuję kolejne podejście do hybryd, jako, że lato za pasem i mogę liczyć na trochę wolnego ;)

Malujecie paznokcie? 
Wolicie hybrydy czy tradycyjny lakier do paznokci?

niedziela, 13 maja 2018

Equilibra anti-hair loss lotion – moje mieszane odczucia


Kosmetyki Equilibra to spora gama produktów zawierająca wysoko w składzie aloes. Jakiś czas temu marka poszerzyła asortyment o serię z masłem shea, ale myślę, że większość osób kojarzy ją z dobroczynnym działaniem aloesu. Aloes w kosmetykach bardzo lubię, bo służy mojej skórze. Na blogu pisałam już nie raz o kosmetykach Equilibra, które miałam okazję do tej pory wypróbować (listę recenzji znajdziecie  tutaj).

Jakiś czas temu skusiłam się na kolejny produkt, który wydawał mi się ciekawy. Był to lotion przeciw wypadaniu włosów. Opakowanie zawiera 75 ml i kosztuje ok. 35 zł. W zasadzie byłam zdziwiona, że jest to żel, bo spodziewałam się płynu lub konsystencji lotionu. Sposób użycia jest łatwy, dzięki wygodnemu aplikatorowi. Wystarczy nałożyć na skórę głowy i wmasować. 
 
Equilibra preparat na wypadanie
 
Niestety po użyciu strasznie zaczął piec mnie skalp. Trochę się przestraszyłam i wahałam czy nie umyć włosów. Po ok. 15 min nieprzyjemne uczucie prawie całkiem zniknęło. Postanowiłam spróbować jeszcze raz po kilku dniach przerwy, tym razem używając mniejszej ilości żelu. Niestety było to samo – fatalne pieczenie pojawiło się praktycznie po kilku sekundach od aplikacji. Do preparatu podchodziłam kilka razy, bo przeszło mi przez myśl, że może skóra musi się przyzwyczaić. Niestały tak się nie stało. Wydaje mi się, że jakiś składnik mnie uczula (i nie jest to raczej aloes). Skóra po użyciu nie była zaczerwieniona, włosy nie wypadły, ale dyskomfort był na tyle duży, ze zaprzestałam stosowanie lotionu. 
 

Szkoda, że produkt się u mnie nie sprawdził, bo spodziewałam się fajnego działania. Niemniej nie zniechęcam się do marki, bo bazując na wcześniejszych doświadczeniach, wiem, że mają fajne produkty.

Może któraś z Was miała do czynienia z tym kosmetykiem? 
Wystąpiła u Was reakcja alergiczna? 


czwartek, 10 maja 2018

Owocowy żel pod prysznic Balea pachnący granatem i kwiatem brzoskwini


Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam pachnące żele pod prysznic. Najlepiej w kolorowych opakowaniach. Lubię, gdy intensywnie się pienią i dają przyjemny zapach, który utrzymuje się na ciele i w łazience. Taki właśnie jest żel Balea w wersji granat i kwiat brzoskwini. Ma świeży, owocowy zapach, idealny na lato. 

Produkt znajduje się w uroczej i wygodnej butelce o pojemności 300 ml. Nie przesusza skóry, przy czym dobrze ją oczyszcza. Jest bardzo wydajny, choć go nie oszczędzam. Zapłaciłam za niego jedynie 0.55 euro, czyli ok. 2.50 zł. Mogliście go zobaczyć przy okazji wpisu o zakupach w niemieckiej drogerii DM. Mam też inne zapachy zachomikowane w szafce, ale ostatnio zerknęłam na ich stronę i zauważyłam, że wypuścili nowe warianty np. kokos i ananas. Musicie przyznać, że brzmi kusząco ;).

pachnący żel balea owoc granatu

Szkoda, że w Polsce produkty Balea nie są łatwo dostępne. Można je dorwać online, ale w cenie ok. 6-7 zł za opakowanie + koszt wysyłki. Jeśli macie dostęp do drogerii DM to polecam się zaopatrzyć w ten kosmetyk.

Mieliście okazje wypróbować żele Balea?

niedziela, 6 maja 2018

Dlaczego ostatnio nie ma mnie na blogu? Zmiany, plany i przemyślenia


Ostatnio mogliście zauważyć, że nie zaglądam na bloga zbyt często. Związane jest to w dużej mierze z brakiem czasu. Jakiś czas temu zmieniłam pracę, z którą przyszły nowe wyzwania. Sporo podróżuję, poznaję nowych ludzi, uczę się, ale w dalszym ciągu staram się mieć coś dla siebie. Jak to mówią „przyjemne z pożytecznym”.

Niedawno przeprowadziłam się do nowego mieszkania. Moje rzeczy wpakowałam do 7 kartonów i 2 walizek. Na pakowanie poświeciłam jeden dzień i całkiem szybko się z tym uwinęłam. Wydaje się, że 7 pudeł to niewiele, z drugiej strony przy przeprowadzce naszły mnie myśli, że mam sporo niepotrzebnych rzeczy. Zaczynam powoli doceniać ideę minimalizmu. Pewnie nigdy nie będę radykalistką w tej kwestii, ale zaczynam rozumieć, że do szczęścia nie potrzeba wiele. 
 
 
W tym roku marzą mi się prawdziwe wakacje. Chciałabym wybrać się na kilka dni do Portugalii, choć niewykluczone, że jednak padnie na Gruzję. Słońce i piękne widoki to dokładnie to czego mi trzeba. Sporo podróżuję, ale głównie są to podróże służbowe i dla odmiany marzy mi się leniwy wyjazd, gdzie nie ma obowiązków, a jedynie przyjemności.

Planuję też powrócić do krótkich weekendowych wyjazdów, także możecie spodziewać się wznowienia cyklu postów „Najpiękniejsze miasta Europy”. Wycieczka do Pragi podczas, której straciłam portfel i dokumenty, trochę osłabiła mój entuzjazm, ale nie na długo. Po krótkiej przerwie planuję wznowienie zwiedzania.

Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko pogodzić z pracą i blogowaniem. Trzymajcie za mnie kciuki. 
 
Gdzie planujecie wyjechać na wakacje? 
Polecacie jakieś fajne miejsca na urlop?