środa, 31 stycznia 2018

Styczeń - nowości miesiąca

Styczeń zleciał jak z bicza strzelił. Pora, więc na comiesięczne zakupowe podsumowanie. 
Co nowego do mnie ostatnio trafiło?


Zdecydowanie zakupem miesiąca był nowy telefon. Od dawna go potrzebowałam. W starym nie miałam ani GPSa, ani możliwości korzystania z większości aplikacji, chociażby IG... Padło na Huawei 10 mate, z którego jestem bardzo zadowolona. Telefon ma duży wyświetlacz, dobrą przednią i tylną kamerkę i do tego sprawnie działa, bez zacinania się. Mam nadzieję, że długo mi posłuży.


Nie mogło się obyć bez etui do nowego sprzętu. Kupiłam casy, w formacie "książki", jeden w klasycznym czarnym kolorze, drugi miętowy z granatowymi dodatkami.


Ostatnio ciągle narzekam na spierzchnięte dłonie. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam takie problemy z suchą skórą. Mam nadzieję, że będzie trochę lepiej z ciepłymi rękawiczkami na rękach. Trafiły do mnie rękawice narciarskie NEVICA z siateczką na palcach, dzięki czemu, mogę w nich obsługiwać smartfona.


Zaopatrzyłam się także w 2 pary klasycznych spodni. Jedne to granatowe jeansy Orsay. Drugie to czarne rurki z wysokim stanem F&F.


Niestety w dalszym ciągu walczę z ŁZS. Lekarz przepisał mi Stieprox i płyn na skórę Elocom. Polecił także Biotebal, ale w aptece okazało się, że znacznie tańszy jest Biotevit, który ma taką samą dawkę biotyny. Na zdjęciu widzicie też Epiduo, którym sporadycznie smaruję twarz.

Macie jakieś doświadczenia z ŁZS? Co Wam najbardziej pomogło? 
Jakie preparaty polecacie na wypadanie włosów?

środa, 24 stycznia 2018

Ukojenie dla swędzącej skóry głowy - szampon Vichy Dercos Ultra Soothing

 
Znasz to? Swędząca, napięta skóra głowy? Ciężko powstrzymać się przed drapaniem, które zazwyczaj jeszcze pogarsza sytuację. Często przyczyną jest przesuszony skalp, podrażnienie, nieodpowiednia pielęgnacja lub stan zapalny. Część osób z natury ma wrażliwą skórę głowy i to one są szczególnie narażone na tego typu problemy, ale nie tylko. Niestety jakiś czas temu ta przykra dolegliwość dosięgnęła również mnie. Początkowo ignorowałam sprawę, ale po czasie zaczęłam szukać czegoś, co mogłoby mi pomóc. Ratunkiem okazał się szampon Vichy Dercos Ultra Soothing.
 
Przyznam szczerze, że przez wiele lat uważałam, że kupowanie drogich szamponów to strata pieniędzy, bo tańszy również oczyści włosy. Zmieniłam zdanie, gdy zaczęły się moje „przygody” z łojotokowym zapaleniem skóry głowy. Wówczas sięgnęłam po Vichy Dercos na łupież tłusty, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Niedawno odkryłam wersję Ultra Soothing, która pomaga wyeliminować swędzenie. 
 
 
Szampon znajduje się w dużej butelce (390 ml) z pompką. Opakowanie jest estetyczne i funkcjonalne. Produkt ma żelową konsystencję. Pieni się trochę mniej niż tradycyjne, mocno oczyszczające szampony, ale mocniej niż odpowiedniki bez SLS. Włosy po umyciu są lekko zmierzwione, ale nie aż tak mocno jak przy użyciu wcześniej wspomnianych oczyszczaczy bez SLS. Nałożenie odżywki i delikatne rozczesywanie pozwala zaradzić splątanym kosmykom. Szamponu używam 2-3 razy w tygodniu, na zmianę z innym. Po ok. 2-3 tygodniach zauważyłam, że swędzenie skóry głowy się zmniejszyło. 
 
 
Mimo, że kosmetyk do tanich nie należy (ok. 50 zł), to mogę go polecić osobom, którym dokucza swędzenie. Musicie jednak pamiętać, że jeśli dolegliwości wywołane są przez chorobę, to szampon je złagodzi, ale nie wyleczy (nie wyeliminuje przyczyny). Dla mnie jest to dobre uzupełnienie kuracji dermatologicznej, choć przyznaję, że gdy jeszcze nie stosowałam leków (Stieprox oraz Elocom na ŁZS) to także przynosił mi ulgę.

Miałyście/liście jakiś szampon Vichy z serii Dercos? 
Jakie są wasze wrażenia?


czwartek, 18 stycznia 2018

Masło do ciała, które oczarowało mnie zapachem


Uwielbiam pachnące kosmetyki. Oprócz ich działania, które jest dla mnie najważniejsze, doceniam także inne walory takie jak zapach oraz wygląd opakowania. Na rynku jest wiele mazideł przyjemnych dla nosa, ale to na które się natknęłam jest inne od wszystkich, które dotychczas miałam. Chodzi o aksamitne masło do ciała kwiat majowego bzu. Jak zapewne się domyślacie zauroczyło mnie ono swoją wonią. Kosmetyk pięknie pachnie, dokładnie tak jak bez z działki moich rodziców. Nie czuć tutaj żadnej chemicznej nuty, a zapach nie jest przytłaczający. Przez chwilę utrzymuje się na ciele, ale na dłuższą metę nie jest wyczuwalny.

Sam kosmetyk znajduje się w dużym, płaskim słoiczku o pojemności 200 ml. Szata graficzna utrzymana jest w fioletowej tonacji. Masło jest gładkie, nie zawiera grudek. Jest przyjemne w użytku i łatwe w rozsmarowaniu. Dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. W tego typu produktach, w podobnej cenie, spodziewam się parafiny w składzie i tutaj również ją znalazłam. Miłą niespodzianką jest to, że znajduje się ona za masłem shea.

Skład:

Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cera Alba (Beeswax), Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Parfum (Fragrance), Cinnamyl Alcohol, Limonene, Linalool, CI 16255. 
 

Działanie produktu oceniam na plus. Dobrze sprawdza się przy mojej skórze. Poziom nawilżenia oceniłabym na 4, może na 4+ w pięciostopniowej skali. Dla mocno przesuszonej skóry może nie być wystarczające, ale większość powinna być usatysfakcjonowana. Jeśli lubicie zapach bzu i nie przeszkadza Wam parafina w składzie to polecam ten kosmetyk. Na stronie Farmony, dostępny jest w cenie ok. 22 zł.

Lubicie zapach majowego bzu? 
Ja już nie mogę doczekać się wiosny i kwitnących krzaczków :)
 
 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Aloesowy tonik do twarzy Equilibra – po co używać toniku?

 
Jeszcze do niedawna stawiałam znak równości między płynem micelarnym a tonikiem. Używałam micela do zmywania makijażu, ale też od czasu do czasu jako toniku, po umyciu twarzy żelem oczyszczającym. Dziś wiem, że to duży błąd. Niestety nadal wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Zadaniem toniku nie jest umycie twarzy, ale przywrócenie prawidłowego pH skórze po zabiegach oczyszczających, tak aby kosmetyki pielęgnacyjne mogły się lepiej wchłonąć. Brzmi sensownie?

Dla mnie tak. Wybierając tonik patrzę na skład i unikam jak ognia tych z alkoholem (alcohol denat.). Staram się wybierać produkty, które nie przesuszą przesadnie mojej cery. Od dłuższego czasu testuję kosmetyki aloesowe i większość z nich dobrze się u mnie sprawdziła, dlatego zaopatrzyłam się również w tonik aloesowy. 
 
 
 
Znajduje się on w prostej butelce o pojemności 200 ml. Opakowanie jest funkcjonalne i wygodne w użytku. Tonik delikatnie ściąga skórę i ją odświeża. Przy tłustej cerze sprawdza się bardzo fajnie. Czuję, że po jego użyciu moja skóra lepiej przyjmuje krem bądź serum, co w dłuższej perspektywie pozytywnie wpływa na kondycję mojej buzi. Osobom z cerą tłustą i mieszaną spokojnie mogę go polecić, natomiast niekoniecznie posiadaczkom suchej skóry, gdyż jest spora szansa, że spowoduje jej przesuszenie. Mimo zawartości 20% aloesu i braku alkoholu w składzie, nie jest on taki łagodny na jakiego mógłby wyglądać. Produkt dostępny jest głównie online w cenie ok. 17 zł
 


Używacie toników? 
Zdarzyło Wam się kiedyś używać zamiennie toniku i płynu micelarnego?

środa, 10 stycznia 2018

17 rzeczy które zrobiłam w roku 2017




Początek roku to czas postanowień i podsumowań. Postanowień noworocznych nie robiłam, mój plan jest prosty: celebrować chwile i cieszyć się z małych rzeczy. Rok 2017 był dla mnie dosyć ciężki. Był to czas zmian, mam nadzieję, że na lepsze :). Poniżej znajdziecie 17 rzeczy, które zrobiłam w zeszłym roku, kolejność przypadkowa:

1. Zmieniłam pracę i miejsce zamieszkania

2.
Obcięłam włosy i zrobiłam grzywkę

3.
Byłam na Meet Beauty

4.
Wzięłam udział w 3 spotkaniach blogerek

5.
Przeżyłam bolesne rozstanie, kończące długoletni związek

6.
Zwiedziłam Budapeszt

7.
Byłam w zoo we Wrocławiu

8.
Pojechałam na wakacje nad polskie morze

9.
Byłam na beach party

10.
Schudłam 5 kg

11.
Zmieniłam adres bloga

12.
Spróbowałam swoich sił w pole dance

13.
Zaczęłam jeździć do pracy na rowerze

14.
Założyłam konto na Insta

15.
Przeczytałam 28 książek

16.
Zjadłam prawdziwego, toruńskiego piernika

17.
Uwierzyłam w siebie


Jaki był dla Was rok 2017? 
Macie jakieś postanowienia noworoczne?

niedziela, 7 stycznia 2018

Dlaczego produkt zachwalany na blogach się u ciebie nie sprawdził?


Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się 5 lat temu. Przez ten czas nie tylko publikowałam własne treści, ale także śledziłam inne blogi. Do dzisiaj spędzam wiele czasu na przeglądanie wpisów innych blogerów. Nieraz skusiłam się na zakup produktu, który był mocno rekomendowany w sieci. Teraz także mi się to zdarza, chociaż coraz rzadziej. Staram się przemyśleć zakup i mieć na uwadze, że nie wszystko co kupiłam pod wpływem blogów się u mnie sprawdziło. Dlaczego zdarza się, że coś, co jest chwalone przez rzeszę osób dla Ciebie okazuje się wielkim rozczarowaniem?
 
Myślę, że może być kilka powodów. Wg mnie głównie z nich to:

1. Niedopasowany kosmetyk do rodzaju i potrzeb skóry

Każdy jest inny. Niby rzecz oczywista, a jednak nie wszyscy o tym pamiętają. Nawet najlepszy krem do twarzy, dedykowany do skóry tłustej nie sprawdzi się w przypadku przesuszonej cery. Wygładzająca odżywka nie zda egzaminu przy cienkich, prostych włosach... W przypadku kolorówki jest podobnie. Cienie mogą dobrze trzymać się u koleżanki, ale na tłustej powiece ich trwałość bardzo się skróci. To samo tyczy się podkładu, pudru, różu czy bronzera. 
 

2. Produkt ze współpracy/ wpis sponsorowany

Temat kontrowersyjny, ale myślę, że warty poruszenia. Gdy w grę wchodzą pieniądze, niektóre osoby są w stanie nagiąć (trochę) prawdę. Niestety niewiele wpisów oznaczanych jest jako sponsorowane lub zrealizowane w ramach współpracy. Przy odrobinie wprawy można się dosyć szybko zorientować w temacie. Oczywiście nie każdy wpis sponsorowany musi być przekłamany. Kwestia uczciwości i rzetelności to ciężka sprawa. Stały czytelnik po jakimś czasie pozna się na blogerze, ale już ktoś to wchodzi na stronę przekierowany przez wyszukiwarkę niekoniecznie. 

3. Zbyt krótkie testowanie produktu

Zdarza się, że niektóre osoby mają bardzo dużo współprac. Firmy naciskają, aby wpis ukazał się jak najszybciej lub dają krótki czas na recenzję. Nie da się sprawdzić działania produktu w ciągu kilku dni (są pewne wyjątki). Wszystko zależy od specyfiki kosmetyku, ale żeby dobrze go ocenić, trzeba go regularnie używać przez dłuższy czas. Gdy w kolejce czeka 5 kremów do twarzy ciężko oczekiwać, że ich działanie zostanie dobrze ocenione. Jeśli widzę w ciągu miesiąca recenzję 3-4 smarowideł do twarzy na blogu, zadaję sobie pytanie na ile są one rzetelne.
 
Dodałybyście jakiś powód do mojej listy?

Zdarzyło się Wam kupić produkt rekomendowany na blogach, który totalnie się u Was nie sprawdził?

wtorek, 2 stycznia 2018

Grudniowe nowości - prezenty, zakupy, współprace

Grudzień jest miesiącem obfitującym w nowości. Po pierwsze ze względu na prezenty, po drugie z uwagi na wyprzedaże. Już od dłuższego czasu posezonowe przeceny nie wydają mi się tak atrakcyjne jak kiedyś. Walka o miejsce parkingowe pod galerią i przepychanie się w sklepie po prostu mnie męczą. Niestety okazało się, że potrzebuję kilku rzeczy, więc pomału realizuję swoją listę. Zdjęcia części zakupów wrzuciłam poniżej, pozostałe z nich pewnie będziecie mieli okazję zobaczyć w przyszłym miesiącu :). W grudniu trafiły do mnie:

Nowości od Hean. W przesyłce znalazłam płynny podkład, podkład w poduszeczce oraz metaliczną pomadkę.

Dzięki uprzejmości marki Equilibra testuję aloesowy tonik do twarzy oraz lotion ograniczający wypadanie włosów.

Od Mikołaja dostałam kosmetyczny kalendarz adwentowy Douglas, o którym pisałam tutaj.

 W temacie zakupów kosmetycznych starałam się zachować umiar i trafiły do mnie bibułki matujące, oczyszczające płatki na nos, gąbeczka do podkładu oraz odświeżacz powietrza o bardzo przyjemnym zapachu.

Skusiłam się także, na balsam do ust Blistex o smaku mango oraz suplement diety z żurawiną.

Nie mogło zabraknąć także mojego ulubionego kremu do depilacji Veet z gąbeczką. Przy okazji wizyty u dermatologa dostałam zestaw miniatur La Roche-Posay. Natomiast to urocze lusterko to prezent od siostry.

Pod choinką znalazłam zestaw do włosów Gliss Kur w błyszczącej kosmetyczce <3

oraz power bank. Teraz nie będę musiała się przejmować słabą baterią :)

 Ostatnią rzeczą są zimowe botki. Miałam ochotę na skórzane, porządne obuwie, ale lenistwo wygrało i ze względu na brak czasu i chęci do chodzenia po sklepach, kupiłam parę w Deichmannie.

Co przyniósł Wam Mikołaj w tym roku?
Udało się Wam upolować coś fajnego na wyprzedażach?