Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 sierpnia 2022

Bananowy szampon The Body Shop

Lubię pachnące kosmetyki, dlatego zdarza mi się kupować produkt ze względu na zapach, czasem też skuszona ładnym opakowaniem. W przypadku bananowego szamponu The Body Shop zadziałały oba czynniki. Kosmetyk ma nawilżać włosy bez obciążania oraz zadbać o ich kondycję, dzięki odżywczemu działaniu. 
 

W sklepie miałam wrażenie, że szampon ma ładniejszy zapach. Przy użyciu wydaje się on nieco sztuczny, bardziej przypomina mi gumę balonową niż banana. Konsystencja jest dosyć gęsta, trzeba mocno spienić produkt w dłoniach przed nałożeniem na włosy, aby dobrze je umyć. Wg mnie nie pieni się wystarczająco bez dodania sporej ilości wody. Ciężko spłukać go z włosów, zdarzyło mi się, że je obciążył. Przy niedokładnym spłukaniu sprawia, że są one sztywne i nieprzyjemne w dotyku. Na szczęście znalazłam na niego sposób (dodanie wody, mocne tarcie/spienianie w dłoniach, nakładanie na skalp piany). 

szampon bananowy the body shop

Zgodnie z obietnicą producenta nawilża pasma. Niestety ma także tendencję do plątania włosów, które można nieco zniwelować odżywką. Przyznam, że kosmetyk ma sporo wad i spodziewałam się lepszego działania, zwłaszcza biorąc pod uwagę dosyć wysoką cenę. Butelkę zużyję do końca, ale nie planuję ponownego zakupu. 


Używałyście kiedyś kosmetyków o zapachu banana? 
Lubicie produkty The Body Shop? 
 
 

niedziela, 24 października 2021

Nowości kosmetyczne ostatnich dni


Nie tak dawno pisałam Wam o nowościach, ale w ostatnim zestawieniu znalazł się tylko jeden kosmetyk. Sporo rzeczy dobiło denka, więc przyszła pora na uzupełnienie zapasów. Dziwnym trafem przeważnie wszystko się kończy w tym samym czasie. Dzisiaj pokaże Wam część rzeczy, ale kolejna porcja już do mnie idzie pocztą, więc pewnie niedługo pojawi się aktualizacja. 
 
podkład Double Wear Estee Lauder


Udało mi się odhaczyć aż dwie pozycje z mojej listy życzeń. Pierwszą z nich jest sławny podkład Estee Lauder Double Wear. Trochę zwlekałam z zakupem ze względu na wysoką cenę, ale miałam na sobie ten produkt w dniu ślubu i stwierdziłam, że warto w niego zainwestować. Ciekawostką może być, że produkt sprzedawany jest w szklanym opakowaniu bez dozownika. Pompkę trzeba dokupić osobno i wcale nie jest ona tania. Powiem, że trochę mnie to zaskoczyło, zwłaszcza przy tak drogim kosmetyku. Można by rzec, że to kwestia ekologii, ale pompka zapakowana jest w osobny kartonik powleczony folią i dodatkowo plastikowy woreczek.

Drugą rzeczą z wishlisty jest matowa pomadka MAC w odcieniu 608 Mehr. Zakochałam się w tym kolorze i znów zakup podyktowany był poleceniem makijażystki. Ten kolorek towarzyszył mi na sesji ślubnej i mega pozytywnie mi się kojarzy. Jeśli ciekawi jesteście naszego pleneru ślubnego zapraszam na mój instagram @kosmetyczne_pasje.
 
miniatury Clinique detox + defend


Skusiłam się na zestaw miniatur Clinique detox + defend składający się z maseczki węglowej city block purifying charcoal clay mask, nawilżającego żelu do twarzy dramatically different hydrating jelly oraz balsamu do ust moisture surge lip hydro-plump treatment. Kupiłam dwa produkty marki NYX – miniaturowy puder wykończeniowy HD finishing powder oraz bibułki matujące
 
the body shop szampon bananowy


Do The Body Shop zajrzałam pooglądać kalendarze adwentowe i wyszłam z żelem pod prysznic o zapachu świeżych malin oraz z bananowym szamponem do włosów. Nadal szukam kalendarza adwentowego. Ciężko zdecydować się na coś, co rzeczywiście mi się podoba, a jednocześnie mieści się w moim budżecie.
 

Macie już swój kalendarz adwentowy? 
Trafiły do Was ostatnio jakieś ciekawe nowości? 
 

wtorek, 16 lutego 2021

Przegląd kosmetyczki: balsamy ochronne do ust

Zapraszam na kolejną część serii z przeglądem kosmetyczki. Ostatnio pokazywałam Wam moje podkłady, korektory i pudry, czyli kilka produktów, których używam na bieżąco plus mały zapas. Kosmetyki do makijażu twarzy wypadły bardzo rozsądnie, ale w innych kategoriach nie jest już tak minimalistycznie. Dzisiaj dla odmiany chciałam napisać Wam o produktach pielęgnacyjnych do ust.
 

Na ten moment mam 11 szt. Wiem, że wynik może szokować, ale szczerze mówiąc myślałam, że jest ich więcej. Dwa z kosmetyków są na wykończeniu i oba znajdują się w słoiczkach. O Catrice Lip Treatment z masłem Shea pisałam już kiedyś na blogu. Żegnam go z żalem i dużym sentymentem, tym bardziej że prawdopodobnie była to wersja limitowana. Dajcie znać, jeśli widziałyście gdzieś ten balsam, bo póki co nie udało mi się go nigdzie znaleźć. Natomiast z masełkiem The Body Shop Rich Plum rozstanę się z dużą ulgą. Kupiłam je dla zapachu i ładnego opakowania. Miałam kiedyś wersję z mango i nie byłam zadowolona. Niestety śliwka również mnie zawiodła pod względem działania.

Na zdjęciu widzicie 3 balsamy w papierowych opakowaniach Laura Conti Botanicals. Sztyfty mają naturalne składy i zostały stworzone zgodnie z filozofią zero waste. Trochę przeszkadza mi ich zbita formuła, która zimą jest twarda i ciężka w aplikacji, ale liczę, że łatwiej będzie mi ich używać, gdy zrobi się cieplej. Mam sporo pomadek Blistex, które bardzo lubię. Jako jedne z nielicznych dobrze nawilżają moje wymagające usta. Wersja triple butters nie daje efektu chłodzącego, za którym sporo osób nie przepada. 
 
ochronne balsamy do ust

Niedawno zaczęłam używam pomadki do ust o zapachu leśnych jagód z adwentowego kalendarza Yves Rocher. Na razie mam mieszane uczucia, ale jeszcze dam jej szansę. W zapasie czeka bebe Repair Balm. Kiedyś bardzo chętnie używałam balsamów bebe i postanowiłam wrócić do nich po latach. Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą.


Używacie balsamów do ust? 
Podzielcie się swoimi ulubieńcami. 
 
 

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Edycja świąteczna The Body Shop 2019

 
Marka The Body Shop kojarzy mi się z kolorowymi opakowaniami i pięknymi zapachami. Jak dotąd miałam okazję poznać tylko kilka produktów z oferty, ale ostatnio coraz więcej kosmetyków przewija się przez moje ręce. Wszystko za sprawą sklepu firmowego, który jest niebezpiecznie blisko mojego mieszkania ;) Przy okazji ostatniej wizyty zwróciłam uwagę na tegoroczne edycje świąteczne. Skusiłam się na dwa zestawy prezentowe, mały domek z produktami o zapachu śliwki i większy zestaw z gruszkowymi specyfikami
 
the body shop kosmetyki na święta
 
Śliwkowy zestaw wrzuciłam do koszyka po powąchaniu balsamu do ust, który tak mi się spodobał, że dokupiłam go osobno. W kartonowym domku, przywodzącym na myśl chatkę z piernika znalazłam żel pod prysznic 60 ml, masło do ciała 50 ml i myjkę. Niestety żel i balsam nie są tak intensywne pod względem zapachu jak wcześniej wspomniany balsam do ust. 
 
the body shop gruszkowy żel pod prysznic
 
Duży zestaw składał się z 4 produktów zapakowanych w jutowy worek z nadrukiem. Sakiewka od razu przypadła mi do gustu, choć szczerze mówiąc ciężko znaleźć mi dla niej zastosowanie ;). W środku znalazłam żel pod prysznic 250 ml, peeling do ciała 50 ml, masło do ciała 50 ml i krem do rąk 30 ml
 
the body shop zestaw domek
 
Co do samego zapachu soczystej gruszki przyznam, że jest przyjemny, ale w ogóle nie przypomina gruszki, więc tutaj spotkało mnie rozczarowanie. Żel intensywnie się pieni, przez co jest bardzo wydajny. Masełko wypróbowałam, ale póki co nie wyrobiłam sobie o nim zdania. Krem do rąk TBS miałam kiedyś w wersji mango i zarzekałam się, że więcej po niego nie sięgnę. Mam nadzieję, że ten okaże się lepszy. 
 
śliwkowy balsam do ust
 
Jeśli miałabym wybrać zapach, który bardziej do mnie przemawia byłaby to śliwka. Juicy Pear ma niestety niewiele wspólnego z gruszką. Ciekawa jestem jak wypada trzecia linia z edycji świątecznej - Świąteczna Wanilia. 
 

Dajcie znać w komentarzach, jeśli macie jakieś kosmetyki z edycji świątecznej TBS i co o nich myślicie. 
 
 

sobota, 13 lipca 2019

Kieszonkowe kremy do rąk The Body Shop, Balea, Yves Rocher


Lubię kosmetyki w małych pojemnościach. Są poręczne i można je mieć zawsze przy sobie. Jest to dla mnie szczególnie ważne w przypadku kremu do rąk. Moje dłonie mają tendencję do przesuszenia, dlatego mała tubka w torebce to mój must have. Jakiś czas temu kupiłam kilka kremów do rąk w małych opakowaniach. Mój wybór padł na trzy różne marki: The Body Shop, Balea i Yves Rocher. Dzisiaj opowiem Wam, czy były warte zakupu. 

krem do rąk The Body Shop mango

Zacznijmy od kremu do rąk The Body Shop o zapachu mango. Po powąchaniu kosmetyku w sklepie wiedziałam, że musi być mój. Urocza tubka z ładną szatą graficzną, także była zachęcająca. Niestety na tym skończyły się moje zachwyty, bo kosmetyk okazał się niewypałem. Prócz ładnego zapachu i opakowania nie ma zalet. Ze skórą dłoni nie robi nic, a raczej nic dobrego. Uczucie nawilżenia trwa może minutę… i na tym koniec. Jak dla mnie duże rozczarowanie, spodziewałam się czegoś więcej po TBS, zwłaszcza za tą cenę (24 zł/30 ml). 

krem do rąk Balea Granatapfel

Nauczona kiepskim doświadczeniem z drogim TBS, poszłam po kosztach i kupiłam krem do rąk Balea Granatapfel (1,50 euro, czyli ok. 6,50 zł). Opakowanie ma 75 ml, więc jest nieco większe, ale nadal poręczne. Zapach produktu jest przyjemny, ale dosyć słabo wyczuwalny. Konsystencja kremu jest lekka, ale przy rozsmarowywaniu robi się tępa i ciężko się wchłania. Na dłoniach pozostaje nieprzyjemna warstwa. Pod względem działania wypada lepiej niż TBS, co nie jest dużym wyczynem. Balea trochę nawilża, ale nie jest to efekt, który by mnie zadowolił. 

oliwkowy krem do rąk Yves Rocher
 
Ostatnim produktem w tym zestawieniu jest relaksujący krem do rąk Oliwka & Petit grain Yves Rocher. Opakowanie 30 ml dostaniemy za 13 zł na stronie sklepu i stacjonarnie. Krem ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Delikatnie nawilża skórę, ale nie jest to efekt wow - jest krótkotrwały. Pod względem działania spisał się najlepiej z całej trójki, mimo że dla mnie to zwykły przeciętniak. Widzicie, więc, że nie miałam szczęścia. Jeden krem okazał się bublem, drugi słabym zakupem, a trzeci typowym przeciętniakiem... 

Znacie jakieś kremy do rąk w małych pojemnościach godne polecenia?


wtorek, 16 kwietnia 2019

The Body Shop masełko do ust o zapachu MANGO


Pomadki i balsamy do ust to moja obsesja. Nie lubię uczucia ściągniętych, suchych ust, dlatego nie ruszam się nigdzie bez ochronnej pomadki. Choć wolę sztyfty, to masełkom w słoiczkach też czasem daję szansę i stosuję je na noc. Po wykończeniu Carmexa przerzuciłam się na The Body Shop. Wybrałam zapach mango, który już w sklepie skradł moje serce. 

tbs masełko do ust mango
 
Balsam mieści się w plastikowym słoiczku o pojemności 10 ml. Na pierwszy rzut oka opakowanie wygląda fajnie, ale po ściągnięciu foli okazuje się, że jest to marnej jakości plastik. Opakowaniu brakuje elegancji, jest toporne, wykonane bez dbałości o detale. Szczerze mówiąc, nie tego spodziewałam się po kosmetyku za 20 zł. Nie do końca wygodnie wydobywa się produkt z opakowania, ale przy tego typu formie jest to dosyć częste. Zapach jest przyjemny, soczysty, naturalny, ale niestety nie tak intensywny jak w kremie do rąk, a po otwarciu wietrzeje. 

 
Konsystencja masełka jest gęsta i kremowa. Łatwo rozsmarowuje się na ustach. Dodaje im blasku i ładnego wyglądu. Zmiękcza i nawilża wargi, ale nie jest to dogłębna pielęgnacja. Radzi sobie lepiej niż lekka pomadka w sztyfcie, ale gorzej niż chociażby wcześniej wspomniany Carmex w słoiczku. Moim zdaniem działanie jest przeciętne i mimo dobrego składu nie planuję ponownego zakupu. Myślę, że w tej cenie spokojnie można upolować coś lepszego. 

 

Znacie masełka do ust The Body Shop? 
Co o nich myślicie?



Zobacz także: 

środa, 27 lutego 2019

Perfumy The Body Shop czy warto? English Dawn Gardenia

 
Przy okazji wizyty w The Body Shop w oko wpadł mi zestaw świąteczny. W jego skład wchodził flakon perfum (woda perfumowana) oraz miniatury żelu pod prysznic i balsamu do ciała zapakowane w urocze pudełeczko. Perfumy The Body Shop nie są zbyt popularne, dlatego postanowiłam je kupić, przetestować i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. 
 
recenzje opinie blog
 
Flakon jest dosyć zwyczajny, ale przez to ładny w swojej prostocie. Wykonany jest z grubego, masywnego szkła, z plastikową zatyczką. Ładnie prezentuje się na toaletce i nie przysparza problemów przy codziennym stosowaniu.

English Dawn Gardenia, to jak możecie się spodziewać, zapach kwiatowy, gdzie główne skrzypce grają białe kwiaty gardenii i tuberozy. Mimo to nie jest to typowy, słodki, kwiatowy zapach. Skłaniałabym się nawet do przypisania go do kategorii zapachów świeżych i lekko orzeźwiających. 
 
 
Poniżej możecie zobaczyć jakie nuty składają się na kompozycję zapachową:

Nuta głowy: bergamotka, róża
Nuta serca: tuberoza, gardenia
Nuta bazowa: drzewo sandałowe


Zapach jest mocno wyczuwalny po rozpyleniu na skórę. Utrzymuje się ok. 4-5 godzin. Na szalu czy ubraniu, nieco dłużej. Początkowo zapach bardzo mi się podobał, ale zauważyłam, że jest dosyć prosty i nie rozwija się z czasem. Fajnie sprawdzi się na cieplejsze dni, ale mam wrażenie, że wytrawni koneserzy perfum mogą być rozczarowani tą kompozycją. Woda perfumowana dostępna jest na stronie TBS w cenie 99,90 zł / 50 ml
 
perfumy zapachy zapach
 
Podsumowując: zapach English Dawn Gardenia będzie miłym towarzyszem w ciepłe dni, ale czuję lekki niedosyt pod względem trwałości i kompozycji zapachowej.

Miałyście kiedyś okazję używać perfum The Body Shop?

środa, 9 stycznia 2019

Grudniowe nowości kosmetyczne Make Me Bio, The Body Shop i inne


Przyznam, że grudzień zleciał mi błyskawicznie. Zanim się obejrzałam rok w kalendarzu przeskoczył z 2018 na 2019. Mimo wszystko był to fajny czas, który pozwolił na zasłużony odpoczynek i spędzenie kilku chwil z najbliższymi. W grudniu pojawiło się kilka nowości kosmetycznych, z których większość stanowiły prezenty świąteczne. Jeśli jesteście ciekawi co będę testować w najbliższym czasie to zapraszam do oglądania.

matowa pomadka do ust Essence velvet matte lipstick kolor 03

Olejek z drzewa herbacianego The Body Shop oraz
 matowa pomadka do ust Essence velvet matte lipstick w kolorze 03

dove balsam do ciała pistacja

Pistacjowy żel pod prysznic i balsam do ciała Dove
 
Waniliowa mgiełka do ciała The Body Shop
 
Maska w płachcie Wild Tiger Selfie Project
Bordowy lakier do paznokci Rich Color Golden Rose
Waniliowa mgiełka do ciała The Body Shop

krem do twarzy orange energy make me bio blog

Zestaw prezentowy Make Me Bio  
z kremem do twarzy Orange Energy, wodą różaną i kremem do rąk

Część z produktów poszła już w ruch, także możecie spodziewać się za jakiś czas recenzji na blogu. 

Znacie, któryś z tych kosmetyków?
Co Was najbardziej zainteresowało?

 

poniedziałek, 19 września 2016

Rozświetlająca i energetyzująca maska z amazońskimi jagodami acai Superfood The Body Shop


Na rynku niedawno pojawiła się nowość od The Body Shop w postaci masek do twarzy Superfood. W ofercie dostępnych jest 5 wariantów:
 
- Rozświetlająca i energetyzująca maska z amazońskimi jagodami acai
- Oczyszczająca i złuszczająca maska z chińskim żeń-szeniem i ryżem
- Dodająca blasku maska oczyszczająca
- Maska odświeżająca i kojąca z brytyjską różą
- Głęboko odżywcza maska z miodem z etiopii

Dzisiaj chciałam przyjrzeć się bliżej 100% wegańskiej masce rozświetlająco-energetyzującej z amazońskimi jagodami acai Superfood od The Body Shop. 
 

 
Kosmetyk znajduje się w szklanym, masywnym słoiczku o pojemności 75 ml. Posiada wieczko z logo firmy a pod nim dodatkowy plastikowy ochronny. Całość zapakowana jest w kartonik z informacjami dotyczącymi produktu. Po otwarciu uderzył mnie bardzo przyjemny, mocno owocowy zapach. Konsystencja maski przypomina galaretkę z pellingującymi drobinkami.



 
Wystarczy niewielka ilość maseczki do pokrycia twarzy. Aplikacji towarzyszy miły zapach, który kojarzy mi się ze świeżymi malinami. Przy zmywaniu produktu fundujemy twarzy peeling. Drobinki, które znajdują się w masce są dosyć ostre i można stopniować intensywność złuszczania dobierając odpowiednią siłę nacisku oraz ilość wody. Twarz po zabiegu jest gładka i oczyszczona. Koloryt jest wyrównany a skóra delikatnie rozświetlona. Po użyciu nakładam krem, ponieważ zdarza się, że skóra jest ściągnięta.


Jestem oczarowana tym produktem, głównie ze względu na piękny zapach. Niestety maska ma jedną wadę, którą jest jej cena (ok. 100 zł) i z żalem stwierdzam, że nie wiem czy w przyszłości będę mogła pozwolić sobie na jej zakup.


Moja recenzja bierze udział w konkursie TBS, dlatego gorąco proszę o Wasze głosy KLIK