niedziela, 16 czerwca 2019

Balea po raz kolejny w akcji – oliwkowy krem do rąk


Moje dłonie mają tendencję do przesuszania, zwłaszcza zimą. Wtedy skóra staje się szorstka, nieprzyjemna w dotyku, czasem nawet pęka. Latem jest lepiej i  dłonie nie są już tak wymagające, ale mimo wszystko dosyć często sięgam po krem do rąk. Przez ostanie dni towarzyszył mi oliwkowy krem do rąk Balea, który kupiłam w niemieckiej drogerii DM (klik).
 
Marka Balea jest mi dobrze znana przede wszystkim dzięki żelom pod prysznic. Lubię je za kolorowe opakowania, przyjemne zapachy i niską cenę. Ciekawa byłam, czy inne produkty również zrobią na mnie dobre wrażenie. Krem, który kupiłam znajduje się w tubie o pojemności 100 ml z praktycznym zamknięciem na zatrzask.
 
oliwkowy krem do rąk Balea
 
Kosmetyk ma lekką konsystencją i przyjemny delikatny zapach. Do pokrycia skóry rąk wystarcza niewielka ilość. Dobrze się wchłania pod warunkiem, że nie przesadzimy z ilością. Nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy. Jego działanie jest dosyć słabe. Po aplikacji skóra jest gładka i przyjemna w dotyku, ale uczucie nawilżenia jest chwilowe. Nie sprawdzi się przy zniszczonych dłoniach, bo działa powierzchniowo, nie regeneruje. Opakowanie jest wydajne i kosztuje 0,85 euro (ok. 4 zł). Myślę, że bez problemu zużyję tubkę do końca, ale dla mnie to przeciętniak, dlatego nie planuję ponownego zakupu.
 
 
Znacie kosmetyki Balea? 
Miałyście okazję używać kremów do rąk tej marki?


czwartek, 13 czerwca 2019

Nowości kosmetyczne ostatnich dni - Catrice, Burt's Bees, perfumy

W ciągu ubiegłych miesięcy moje zakupy, zarówno te kosmetyczne jak i ubraniowe były dosyć minimalistyczne. Ostatni wpis z nowościami ukazał się w styczniu! Od tego czasu, uzupełniałam jedynie podstawowe produkty, ale udało mi się też zrealizować kilka punktów ze swojej listy życzeń. Poniżej zebrałam najciekawsze zakupy.


Kolorówka Catrice i Essence to efekt spontanicznego wypadu do drogerii oraz promocji na te marki. Kusiły mnie głównie nowości, polecane w blogosferze. O tuszu The Little Black One czytałam same superlatywy i dlatego zwróciłam na niego uwagę. Niestety po pierwszych testach czuję lekkie rozczarowanie, ale postanowiłam dać mu jeszcze szansę. Podkład Essence #Insta Perfect również nie przeszedł niezauważony. W sieci nie brakuje recenzji na jego temat i mam wrażenie, że większość z nich jest pozytywna. Mała, poręczna buteleczka 30 ml świetnie sprawdzi się na wyjazdy i to ona ostatecznie mnie do niego przekonała.
 
kosmetyki flat lay kolorówka


Skusiłam się, także na pomadkę Essence z nowej serii This Is Me, bibułki matujące Essence, puder matujący Catrice oraz regenerujący balsam do ust Catrice Pyjama Lip Treatment z masłem shea. Myślę, że za jakiś czas będziecie mogli przeczytać o nich trochę więcej na blogu.


burts bee sztyft szminka balsam do ust

Jako wielka miłośniczka pomadek, nie mogłam przejść obojętnie obok sztyftów Burt's Bees, które są dla mnie totalną nowością. Balsam na bazie pszczelego wosku wydał mi się na tyle ciekawy, że od razu kupiłam dwa opakowania. Jedno w wersji klasycznej, drugie z granatem. 


Zapach DKNY fresh blossom, chodził za mną od dawna. W końcu udało mi się go upolować w dobrej cenie, ale po sprawdzeniu innych zapachów zaczęłam się wahać między nim a Calvin Klein Sheer Beauty... Nie byłam w stanie się zdecydować, no i mam dwa nowe flakony ;)

Zainteresowało Was coś z tego zestawienia?
Znacie, któryś z tych kosmetyków?

 


niedziela, 9 czerwca 2019

O kremie do twarzy, który mnie pozytywnie zaskoczył Oillan Balance

 
Pielęgnacja mojej skóry opiera się na dwóch kremach do twarzy: lekkim kremie pod makijaż na dzień i cięższym, nawilżającym na noc. W ciągu ostatnich miesięcy drugim z nich był multi-lipidowy krem do twarzy Oillan Balance. Specyfik trafił do mnie w zestawie prezentowym razem z balsamem pod prysznic. Balsam szybko znalazł nowego właściciela, natomiast krem do twarzy został u mnie, mimo, że nie pokładałam w nim większych nadziei. Jak się później okazało niesłusznie. 
 
aa reveal youth krem serum
 
Krem znajduje się w tubie o pojemności 40 ml. Opakowanie ma klasyczny, zakręcany korek, który jest dosyć niewygodny w codziennym użytkowaniu. Kosmetyk jest biały, bezzapachowy. Dobrze się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy, choć delikatny film może być wyczuwalny. Pozostawia buzię miękką i nawilżoną. Łagodzi podrażnienia i pozytywnie wpływa na kondycję cery i co najważniejsze nie zapycha.

Nie sądziłam, że moja tłusta skóra może potrzebować regeneracji, dlatego prawdopodobnie sama bym go sobie nie kupiła. Skład nie jest idealny, ale mimo to krem służył mojej skórze. Cieszę się, że miałam okazję go poznać. Myślę, że jeszcze do niego wrócę, zwłaszcza, że ma całkiem przystępną cenę (25 zł). 
 
 
Skład
Aqua, Glycerin, Isodecyl Neopentanoate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, C10-30 Cholesterol/ Lanosterol Esters, Dicaprylyl Ether, Dimethicone, Hydrogenated Polydecene, Isohexadecane, Tridecyl salicylate, Arachidyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/ VP Copolymer, Squalane, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Argania Spinosa Kernel Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Panthenol, Cholesterol, Ceramide NP, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Betaine, Sodium Hyaluronate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Caprylyl Methicone, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Methylisothiazolinone 
 

Zdarzyło się Wam kiedyś, że produkt, do którego podchodziłyście sceptycznie okazał się strzałem w 10-tkę?



wtorek, 4 czerwca 2019

Oczyszczanie skóry twarzy z Neutrogeną Hydra Boost

 
Kosmetyki Neutrogena kojarzyły mi się z balsamem do ciała, kremem do rąk i ochronną pomadką. Mam wrażenie, że marka przez długi czas nie wprowadzała nic nowego do oferty, dlatego w drogerii wpadł mi w oko żel do mycia twarzy Neutrogena z serii Hydra Boost. Ciekawi jesteście czy udało mu się pozytywnie mnie zaskoczyć? O tym będziecie mogli przeczytać w dzisiejszym wpisie. 
 
Kosmetyk znajduje się w butelce 200 ml. Opakowanie zachowane jest optymistycznej, niebieskiej kolorystyce i ma wygodną pompkę. Mój egzemplarz jest nieco obklejony żelem, ale wydaje mi się, że to efekt mojej niezdarności, a nie wadliwego dozownika. Produkt ma delikatny, świeży zapach, żelową konsystencję i dobrze się pieni. Fajnie oczyszcza skórę twarzy, nie powodując podrażnienia czy efektu ściągnięcia. Nie wysusza, ale nie zauważyłam obiecywanego działania nawilżającego. 
 
 
Opakowanie jest wydajne, bo do umycia twarzy wystarczy niewielka ilość. Po zastosowaniu pory są ściągnięte i mniej widoczne. Buzia jest miękka i przyjemnie odświeżona. W cenie regularnej kosztuje ok. 20 zł, ja go kupiłam na promocji za ok. 15 zł i myślę, że w tej cenie to całkiem przyjemny kosmetyk, warty przetestowania. 
 
 

Znacie kosmetyki Neutrogena z serii Hydra Boost?