niedziela, 19 września 2021

Smartwatch w eleganckim wydaniu Garett Woman Naomi Pro

Pewnie nieraz słyszeliście, że wiele osób czuje się bez zegarka jak bez ręki. Zdecydowanie należę do tego grona. Zegarek oprócz swojej praktycznej funkcji stanowi fajne dopełnienie stylizacji. Coraz więcej moich znajomych przerzuciło się na smartwatche, które ułatwiają życie. Przez długi czas myślałam, że takie rozwiązanie nie jest dla mnie. 
 

Wolę eleganckie dodatki i sportowa opaska na nadgarstku nie do końca mnie przekonywała. Swój wymarzony smartwatch znalazłam na stronie garett.com.pl. Smartwatch Garett Woman Naomi Pro to model na eleganckiej bransoletce, dostępny w złotym i srebrnym kolorze. Obie wersje wpadły mi w oko i długo zastanawiałam się, którą wybrać. Ostatecznie padło na srebro, które będzie pasować do większości mojej biżuterii.

Naomi Pro łączy w sobie wiele przydatnych zalet i funkcji. Ściąga powiadomienia o połączeniach, mailach, wiadomościach whatsapp oraz innych akcjach z wybranych aplikacji. Posiada tryby sportowe umożliwiające mierzenie tętna, liczbę spalonych kalorii, ilość kroków i wiele innych zarządzanych z poziomu dedykowanej aplikacji Link to Health. Zegarek jest wodoszczelny (certyfikat IP68, czyli odporność na zanurzenie do 1 godziny), więc niestraszne mu zalanie wodą. 


Smartwatch Garett Women Naomi Pro
Przy pierwszym uruchomieniu należy sparować zegarek z telefonem przy pomocy bluetooth. Wszystko opisane jest krok po kroku w instrukcji. Już po chwili można przejść do bardziej zaawansowanych funkcji i ustawienia swoich preferencji w bezpłatnej aplikacji Link to Health. Zaznaczamy z jakich apek chcemy otrzymywać powiadomienia, można ograniczyć się przykładowo do połączeń, smsów i maili, jeśli nie chcemy, żeby tarcza co chwilę się świeciła. Można wybrać, czy wolimy, aby wyświetlacz aktywował się przy poruszeniu ręką, czy nie. Oczywiście ma to wpływ na wytrzymałość baterii. Przy normalnym użytkowaniu, bez treningów bateria wytrzymywała u mnie spokojnie kilka dni, nawet do tygodnia, jeśli nie nosiłam go codziennie

Smartwatch women naomi pro garret
 

Sam wyświetlacz jest dotykowy, łatwy w obsłudze. Do wyboru jest kilka tarcz, więc wizualnie prezentuje się świetnie. Można nawet wybrać tapetę ze wskazówkami, która daje złudzenie klasycznego zegarka. Poniżej znajdziecie charakterystykę zegarka. Nie będę rozpisywać się szczegółowo nad każdą z funkcji, wspomnę natomiast o moich ulubionych. 


Wybrane funkcje i cechy zegarka:

Kolorowy, dotykowy ekran

Wodoszczelność IP68, zanurzenie pod wodą do 1 godziny

Możliwość wymiany bransoletki na sportowy pasek

Opcja zdalnego uruchomienia aparatu w telefonie

Zarządzanie z poziomu bezpłatnej aplikacji Link to Health

Tryby sportowe (jazda na rowerze, bieganie, marsz, pływanie itp.)

Krokomierz

Ciśnieniomierz i mierzenie pulsu

Monitor snu

Monitor braku aktywności

Przypomnienie o piciu wody

Kalendarz menstruacyjny
 
Produkt zapakowany w pudełko, z instrukcją, kartą gwarancyjną i kabelkiem do ładowania 
 
 


smartwatch garett naomi pro aplikacja


Być może zdziwi Was mój wybór, biorąc pod uwagę możliwości smartwatcha, ale moją ulubioną funkcją został krokomierz. Wcześniej ilość kroków mierzyłam w telefonie i jestem w szoku, jak duża jest rozbieżność między pomiarem ze smartwatcha i telefonu. Nie wszędzie noszę ze sobą komórkę, często zostawiam ją na biurku w pracy. Muszę przyznać, że jestem w szoku, że mając w dużej mierze siedzącą pracę wykonuję, aż tyle kroków dziennie. Początkowo lubiłam też funkcję przypominania o piciu wody, ale po czasie zaczęła mnie irytować. Przy powiadomieniu bransoletka kilkukrotnie wibruje, a wibracje są naprawdę mocne, dlatego z niej zrezygnowałam.


garett naomi pro srebrny smartwatch
 
W mojej recenzji skupiłam się głównie na zaletach zegarka, ale warto też wspomnieć o jego wadach. Mój model jest damską wersją, a mimo to bransoletka jest dla mnie za długa. Oczywiście mamy tutaj możliwość regulacji, ale na moją szczupłą dłoń najmniejszy obwód i tak jest za duży. Nie mogę nosić zegarka na przegubie, muszę go mieć trochę wyżej, a wiadomo, że chociażby przy pomiarze pulsu musi on idealnie przylegać do skóry.

Podsumowując moją recenzję, muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z tego smartwatcha. Jest to fajny gadżet z mnóstwem funkcji, który łączy w sobie ładny wygląd klasycznego zegarka z użytecznością smartwatcha. 
 
Jeśli wpadł Wam w oko model Garett Woman Naomi Pro lub inny smartwatch z oferty Garret Electronics, mam dla Was dobrą wiadomość. Z kodem PASJE20 macie 20% zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty Garett Electronics. Kod jest ważny do końca października.



Używacie smartwatcha, a może stawiacie na klasyczne zegarki?


sobota, 11 września 2021

Drogeryjny krem pod oczy w przyjaznej cenie


Odkąd stuknęła mi 30tka zaczęłam bardziej przykładać się do pielęgnacji skóry pod oczami. Wcześniej używałam dedykowanych kremów, ale różnie bywało z moją systematycznością. Dzisiaj chciałam napisać o drogeryjnym kremie pod oczy, którego używam przez ostatnie pół roku. Kosmetyk przypadł mi do gustu i trochę się zdziwiłam, gdy sprawdziłam jego cenę, ale po kolei. 
 
Biotaniqe Korean Beauty krem pod oczy

Bohaterem dzisiejszego wpisu jest ujędrniający krem pod oczy Biotaniqe z serii Korean Beauty. Produkt mieści się w ładnym, eleganckim kartoniku. W środku znajdziemy poręczną tubkę z dzióbkiem o pojemności 15 ml. Kosmetyk jest bardzo wydajny i tubka starczyła mi na kilka miesięcy. Dzięki lekkiej konsystencji krem bezproblemowo się wchłania. Po nałożeniu może być wyczuwalna subtelna warstwa, ale mi ona kompletnie nie przeszkadzała. 

ujędrniający krem pod oczy Biotaniqe

Produkt nawilża skórę, a przy dłuższym stosowaniu delikatnie ją napina. Nie mam problemu ze zmarszczkami czy mocno przesuszoną skórą, więc nie oczekiwałam nie wiadomo jakich efektów. Trochę żałuję, że nie zmniejszył cieni pod oczami, bo niestety mam do nich tendencję. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z tego produktu, zwłaszcza, że kosztuje ok. 25 zł. Myślę, że fajnie sprawdzi się u osób, które nie mają mocno widocznych zmarszczek, a w kremie pod oczy szukają głównie nawilżenia

Biotaniqe Korean Beauty krem pod oczy skład



Używacie kremów pod oczy? Jakie są Wasze ulubione marki?
 
 

niedziela, 29 sierpnia 2021

Masełko do ust w tubce Weleda Skin Food


O balsamie do ust Weleda Skin Food lip butter mogliście już co niego przeczytać we wpisie -> Coś innego… te kosmetyki mnie zaskoczyły. Dzisiejszy post będzie w całości poświęcony temu produktowi, więc jeśli ciekawi Was ten kosmetyk to zapraszam do lektury. 

 

Produkt sprzedawany jest w zgrabnej tubce i opisany jako masło do ust. Pierwszy raz spotkałam się z takim rozwiązaniem. Masełka do ust kojarzyły mi się z treściwą, zbitą formułą zamkniętą w słoiczku. Tubka jest bardziej higieniczna i wygodna, ale odpowiednia dla płynnych konsystencji. Masło Weleda bez problemu wyciska się z opakowania i niewiele wspólnego ma z tradycyjną konsystencją masła. 

 

Weleda lip butter skin food

Producent obiecuje intensywne nawilżenie i odżywienie ust. W składzie znajdziemy wyciągi roślinne z fiołka, nagietka lekarskiego i rumianku, które mają łagodzące działanie. Masło shea oraz olej kokosowy mają zapewnić nawilżający zastrzyk, a kompozycja zapachowa wg opisu składaja się z lawendy i pomarańczy.


Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę był właśnie zapach. Dosyć specyficzny, lekko orzeźwiający, ziołowy. Szczerze mówiąc to nie wyczułam tam wspomnianej lawendy czy pomarańczy. Niemniej jednak zapach nie jest meczący, a jego specyficzność na pewno na długo utkwi mi w pamięci i będzie się kojarzyć z tym konkretnym kosmetykiem. Po aplikacji usta delikatnie się błyszczą, zostaje na nich film, który się nie klei. Mam wrażenie, że balsam ma delikatnie chłodzące działanie. Niestety z ust znika w tempie ekspresowym i ciężko mówić tutaj o dogłębnym nawilżeniu czy regeneracji ust. W moim przypadku daje tylko chwilową ulgą i muszę ponawiać aplikację. 

 

Weleda lip butter skin food

Skład

Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Lanolin, Beeswax (Cera Alba), Glycerin, Viola Tricolor Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Alcohol, Water (Aqua), Fragrance (Parfum), Limonene, Linalool, Geraniol


Masełko kosztuje ok. 30 zł/ 8 ml. Zapowiadało się fajnie, ale ostatecznie okazało się dla mnie niewystarczające, a szkoda, bo ma fajny skład. 


Znacie kosmetyki Weleda? Jak się u Was sprawdziły? 

 

niedziela, 15 sierpnia 2021

Minimalistyczne nowości plus garść przemyśleń

Wydarzenia związane z pandemią sprawiły, że w ciągu ostatniego roku znacznie ograniczyłam zakupy. Wieczory spędzone w domu spożytkowałam na porządki, co pozwoliło mi odkryć stare rzeczy na nowo. Przegląd rzeczy zweryfikował plany zakupowe i sprawił, że zastanowiłam się nad tym czego naprawdę potrzebuję. Od dawna moją piętą Achillesową były kosmetyki i nie powinno to dziwić, chociażby z uwagi na tematykę bloga. Przyznam, że nowinki kosmetyczne ciągle kuszą, ale w ciągu ostatnich miesięcy starałam się dokupować na bieżąco, głownie te rzeczy, które mi się skończyły. Przykładowo w lipcu trafiły do mnie tylko dwa żele pod prysznic Palmolive: my fresh vibes z limitowanej edycji oraz relaksująca wersja z lawendą. 
 


Udało mi się wykończyć kilka kosmetyków m.in. do pielęgnacji twarzy i uszczuplić trochę zapasy. Myślę, że za jakiś czas uzbiera mi się więcej rzeczy, więc zapewne skończy się na zamówieniu w drogerii internetowej lub perfumerii. Zrobiłam przegląd biżuterii i pozbyłam się sztucznych akcesoriów, które nie wyglądały już dobrze. Nie było łatwo, bo mam sentyment do takich drobiazgów, ale na pocieszenie dostałam śliczny srerbny komplet w kształcie listków. 
 
srebrne kolczyki listki

Rozprawiłam się częściowo z porządkami w szafie i staram się kompletować przemyślaną, spójną garderobę, co wcale nie jest takie proste. Powiem Wam, że jestem załamana jakością ubrań w sieciówkach, która z roku na rok jest coraz gorsza. Ciężko znaleźć ubrania z dobrym składem. Nieraz zdarzyło mi się, że ciuch zniszczył się dosłownie po kilku praniach. Wyższa cena nie zawsze jest wyznacznikiem jakości, o czym przekonałam się na własnej skórze. W lipcu kupiłam kilka bawełnianych bluzek w Orsay, w tym prążkowany top, który widzicie na zdjęciu. Szalenie podoba mi się jego krój, mam nadzieję, że posłuży mi przez jakiś czas. Na razie jest po pierwszym praniu. 
 
Prążkowany top orsay


Gdzie najczęściej kupujecie ubrania? 
Zwracacie uwagę na ich jakość? 
 
 

sobota, 7 sierpnia 2021

Czy warto kupić pianki Rituals?


Lubię poznawać nowe marki i jedną z nich jest Rituals. Pewnie zauważyliście, że na blogu pojawia się coraz więcej produktów tej firmy. Mam do nich łatwy dostęp, poza tym są dosyć popularne wśród moich znajomych, dlatego stwierdziłam, że ja także je przetestuję. Mam już nawet swoich ulubieńców, kto nie widział klika tutaj i tutaj
 
żel pod prysznic Rituals

Wydaje mi się, że pianki to jedne z chętniej kupowanych kosmetyków Rituals. Do wyboru mamy szeroką gamę zapachów, a każda buteleczka kusi kolorowym opakowaniem. W sprzedaży dostępne są zarówno miniwersje jak i większe butelki. Mam 3 różne pojemności: 200 ml, 150 ml oraz 50 ml. Zapachy, które wybrałam to The Ritual of Holi, The Ritual of Karma, The Ritual of Mehr (dawniej w pomarańczowym opakowaniu pod nazwą The Ritual of Happy Buddha). 

The Ritual of Mehr

Pianki mają formę żelu, który po wyciśnięciu z opakowania zmienia się w gęstą, puszystą pianę. Są mocno perfumowane i dobrze wyczuwalne na skórze oraz w łazience. Mimo intensywnej woni, nie drażnią. Kompozycja zapachowa jest fajnie dobrana, dlatego kąpiel z nimi to czysta przyjemność. Nie wysuszają skóry, dobrze oczyszczają. Świetnie sprawdzają się pod prysznicem podczas golenia. Niestety mają też swoje wady: szybko się kończą (zwłaszcza wersje 50 ml!), a do tanich nie należą (ok. 35 zł/ 200 ml).
 
Pianki Rituals

Myślę, że warto wspomnieć o zapachach, które zdecydowanie są mocną stroną tych pianek. The Ritual of Holi to kwiatowa kompozycja z grejpfrutem. Bardziej wyczuwalne są tutaj kwiatkowe składniki, zapach jest dosyć lekki, nie przytłacza ani nie jest mdły. The Ritual of Karma to świeży, lekko orzeźwiający zapach z białą herbatą. The Ritual of Mehr (dawniej The Ritual of Happy Buddha) to mój ulubiony wariant, który kryje w sobie słodką pomarańczę i drzewo cedrowe.

Wracając do pytania z tytułu wpisu, muszę stwierdzić, że są to bardzo przyjemne produkty, po które warto sięgnąć od czasu do czasu dla urozmaicenia. Niestety mała wydajność i wysoka cena trochę zniechęcają do regularnych zakupów. 
 

Miałyście okazję używać pianek pod prysznic Rituals? 
 
 

niedziela, 1 sierpnia 2021

Coś innego… te kosmetyki mnie zaskoczyły

Szukając tematu na nowy wpis, wpadłam na pomysł podzielenia się z Wami kilkoma kosmetykami, które mnie zaskoczyły. Nieraz się zdarza, że produkt jest świetny i zaskakuje działaniem, lub tak kiepski, że trudno ukryć rozczarowanie. Postanowiłam podejść do tematu trochę inaczej i na mojej liście nie skupiałam się tylko na działaniu. Czujecie się zaintrygowani? Jeśli tak, to zapraszam do czytania ;) 
 

Na szczycie listy są balsamy do ust Botanical Organic LAURA CONTI. Sztyfty znajdują się w papierowych opakowaniach, które wysuwa się od dołu przy pomocy palca. Formuła balsamu jest bardzo zbita i nie da się jej od razu nałożyć na usta. Trzeba lekko ogrzać zawartość np. poprzez przytrzymania produktu na ustach. Myślę, że jest to fajna opcja, dla osób które zwracają uwagę na opakowania wolne od plastiku. Mimo, że aplikacja może być trochę uciążliwa, to cieszę się, że pojawiają się takie ekologiczne rozwiązania. 
 
żel pod prysznic Weleda z arniką

Kolejnym produktem, który chciałam Wam pokazać jest żel pod prysznic Weleda z arniką. Muszę przyznać, że do tej pory nie miałam kosmetyku myjącego o tak specyficznym zapachu. Żel ma mocny, ziołowy aromat, który unosi się w łazience. Zapach mnie nie drażnił, ale był tak ‘inny’, że od razu zwróciłam na niego uwagę. 
 
balsam do ust Weleda Skin Food

Podobne wrażenia miałam w styczności z balsamem do ust Weleda Skin Food Lip Balm. Zapach produktu jest ziołowy, ale tutaj dochodzi jeszcze specyficzny smak. Szkoda, że szybko znika z ust, bo lubię ziołowo-mentolowe klimaty i mogłabym się z nim polubić. 
 
balsam do rąk Rituals The Ritual of Sakura


Na uwagę zasługuje balsam do rąk Rituals The Ritual of Sakura. Kosmetyk jest niezwykle wydajny, ze względu na swoją lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję. Połączenie lekkiej formuły z porządnym działaniem mile mnie zaskoczyło. Mam nadzieję, że jesienią i zimną, gdy moje dłonie stają się bardziej wymagające, również stanie na wysokości zadania. 
 

Znacie któryś z tych kosmetyków? 
Jaki produkt Was ostatnio zaskoczył? 
 
 

niedziela, 25 lipca 2021

Kosmetyki, do których chętnie wrócę + wishlista

W ostatnim czasie nie szalałam jakoś przesadnie z kosmetycznymi zakupami. Owszem, od czasu do czasu pojawiały się posty z nowościami, ale nie tak często jak kiedyś. Skupiłam się na używaniu kosmetyków, które już mam i doszłam do momentu, gdy niektóre z nich się kończą, a ja nie mam nic w zapasie. Postanowiłam przejrzeć moje ‘pewniaki’ i przygotowałam dla Was listę kilku produktów godnych wypróbowania. 
 


Pierwszym z nich jest krem do twarzy Collistar Deep Moisturizing Cream, który niestety już dobija dna. Świetnie sprawdzał się u mnie w roli kosmetyku na noc, zwłaszcza w połączeniu z suchym olejkiem Nuxe. Na pewno muszę się rozejrzeć za nowym kremem na noc, ale ciągle waham się między wspomnianym Collistar a Nuxe Crème Fraîche de Beauté. Co prawda ten drugi miałam tylko w wersji miniaturowej, ale jego działanie zapowiadało się naprawdę obiecująco. 
 
 
suchy olejek nuxe
 
Nie mam ostatnio szczęścia do tuszy do rzęs. Wszystkie, które ostatnio miałam albo brzydko sklejały rzęsy, ale wysychały w tempie ekspresowym. Na ten moment nie mam cierpliwości do testowania nowości, więc pewnie kupię coś sprawdzonego. Waham się nad starym dobrym Maybelline Lash Sensational lub tuszem Collistar Volume Unico. Maybelline nie miałam wieki, ale mam cichą nadzieję, że producent nie zmienił w międzyczasie jego formuły. 
 
Collistar Volume Unico maskara


To tyle w kwestii tego czego potrzebuję, ale wiadomo są jeszcze typowe zachcianki kosmetyczne. Marzy mi się pomadka MAC w kolorze brudnego różu, czy paletki Too Faced, w szczególności nudziaki Born This Way oraz limitowana Light My Fire. Od dawna kusi mnie kultowy podkład Estee Lauder Double Wear. Mam już nawet wybrany odcień pasujący do mojej karnacji. Na razie wstrzymuję się z zakupem, ale im dłużej przeglądam stronę elnino-parfum.pl, tym więcej perełek znajduję i to w całkiem przystępnych cennych. 
 

Lubicie wracać do sprawdzonych kosmetyków czy stawiacie na nowości?