poniedziałek, 18 czerwca 2018

MAJowe NOWOŚCI - zakupy, współprace i prezenty

Lubię maj, bo to miesiąc moich urodzin i zawsze przywędruje do mnie coś fajnego. Dostaję sporo newsletterów ze zniżkami, bonów promocyjnych i choć przeważnie z nich nie korzystam, to w okresie urodzinowym czuję się usprawiedliwiona ulegając temu marketingowi ;)

Od marki Kolastyna dostałam zestaw produktów do opalania. Zazwyczaj unikam słońca jak mogę, ale Ci co śledzą mojego IG, dobrze wiedzą, że w tym roku trochę poplażowałam we Włoszech ;)

dermena tabletki żel na porost
W ramach kontynuacji współpracy z marką Dermena dostałam produkty przeciw wypadaniu włosów: żel i tabletki.

ciate mini zestaw
Szczęście się do mnie uśmiechnęło i na jednym z blogów wygrałam zestaw lakierów Ciate mini.

kremy do rąk 30 ml
W ramach prezentu urodzinowego złożyłam zamówienie na stronie Yves Rocher. Od dawna ciekawiły mnie ich pomadki i mini kremy do rąk. Mam nadzieję, że się sprawdzą.

filtr z zakrętką dafi
Od siostry dostałam butelkę filtrującą Dafi, w uroczym, miętowym kolorze. Prezent bardzo trafiony, tym bardziej, że ostatnio praktycznie się z nią nie rozstaję <3

kosmetyki do opalania mediolan
Zanim dotarła do mnie niespodzianka od Kolastyny, kupiłam kremy z filtrami. W kosmetyki zaopatrzyłam się w Meidolanie i szczerze mówiąc wzięłam je kompletnie w ciemno. Do zakupów dostałam kilka próbek kosmetyków Bottega Verde.

veet pod prysznic z gąbką
Próba zastąpienia droższego Veeta tańszą Baleą skończyła się fiaskiem (klik), dlatego wróciłam do starych, sprawdzonych kremów do depilacji Veet.

Przybyło Wam ostatnio coś fajnego, czy raczej zaciskacie pasa i oszczędzacie na wakacyjny wyjazd?

 

czwartek, 14 czerwca 2018

Podsumowanie maja w połowie czerwca (projekt denko)

Najwyższa pora na kosmetyczne podsumowanie maja. Zdjęcia udało mi się zrobić już jakiś czas temu, ale trochę ociągałam się z przygotowaniem opisu. Lubię oglądać denka na blogach i m.in. dlatego biorę udział w zabawie „Projekt denko”.

Poniżej zobaczycie jakie produkty dobiły dna w maju oraz czy zamierzam jeszcze do nich wrócić.
 
 
1) Essie lakier do paznokci w wersji miniaturowej
Lakier dosyć dobrze krył, ale trwałością nie grzeszył. Zanim hybrydy opanowały rynek, o lakierach Essie było bardzo głośno. Mając na uwadze zachwyty na temat tych lakierów, czuje się nimi rozczarowana.
Recenzję innego koloru znajdziecie tutaj.
Nie kupię ponownie.

2) Antyperspirant Rexona w wersji tropical
Ostatnio Rexona mnie zawodzi, to już drugie czy trzecie opakowanie, które przez pierwsze 3 dni chroni całkiem ok, ale potem praktycznie wcale nie działa. Zdarzyła się Wam kiedyś podobna sytuacja?
Nie kupię ponownie.

3) Antyperspirant Dove natural touch
Miałam końcówkę tego sprayu, dlatego ciężko jest mi rzetelnie ocenić jego działanie. Stosowałam go przez kilka dni i był ok, ale nie wiem czy po dłuższym czasie moja skóra się do niego nie przyzwyczai. Myślę, że dam mu jeszcze szansę.
Nie wiem czy kupię ponownie.

4) Balea krem do depilacji
Myślałam, że ten kosmetyk zastąpi mój ulubiony  Veet z gąbeczką. Niestety... był fatalny. Wracam z podkulonym ogonem do Veeta, który niestety do tanich nie należy.
Nie kupię ponownie.

5) Alverde krem do mycia twarzy
Tani i dobry produkt do oczyszczania twarzy. Jestem na tak! Recenzja
Kupię ponownie.
 
 
6) Pierre Rene tusz do rzęs Super Curly
Ta maskara to masakra. Mimo dumnej nazwy, w ogóle nie podkręca. Skleja rzęsy i tworzy nieestetyczne grudki. Odbija się na powiekach, rozmazuje. Oprócz ładnego opakowania nie widzę żadnych plusów.
Nie kupię ponownie.

7) Balea żel pod prysznic z owocem granatu
Bardzo lubiłam ten żel, głównie ze względu na zapach. Jego recenzję znajdziecie tutaj.
Kupię ponownie.

8) Douglas pianka pod prysznic Spirit of Asia
Fajnie używało się tej pianki. Miała niebanalny zapach kojarzący się z lasem. Szkoda tylko, ze nie jest trochę tańsza.
Recenzja
Kupię ponownie.

9) Cosnature odżywka do włosów z awokado
Kosmetyk ma dobry skład, a mimo to cudów na moich włosach nie robił.
Niedługo pojawi się jego recenzja, więc jeśli jesteście zainteresowani zapraszam do śledzenia mnie na fb.
Nie kupię ponownie.

10) L'OCCITANE miniaturowy balsam do ciała
Balsam jak balsam, był ok, ale niczym mnie nie zaskoczył. Chciałam zostawić sobie opakowanie i przelewać do niego kosmetyki na wyjazdy, niestety nie da się ściągnąć korka. Powiem szczerze, że czuję się rozczarowana.
Nie kupię ponownie.

11) Long 4 lashes odżywka do włosów przeciw wypadaniu  
Wizualnie poprawiła wygląd włosów, ale żadnego działania w kwestii redukcji wypadania nie zauważyłam.
Nie wiem czy kupię ponownie. 
 

Trafiłyście/liście na jakiś z tych produktów?


poniedziałek, 11 czerwca 2018

Douglas puszysta pianka pod prysznic Spirit of Asia

 
Ostatnio na rynku pojawiło się wiele kosmetyków pod prysznic w formie pianek. Dzisiaj chciałam przestawić Wam tego typu produkt, ale nieco mniej popularny niż sławna Nivea czy Dove. Mowa o kosmetyku Douglas z serii HOME SPA w wersji Spirit of Asia.
 
spirit of asia bamboo milk rice oil
 
Pianka znajduje się w minimalistycznym, metalowym opakowaniu z dozownikiem. Po naciśnięciu aplikatora wydobywa się gęsta i puszysta piana. Konsystencja jest dosyć zwarta, pianka jest treściwa i wystarcza niewielka ilość do umycia ciała. Kosmetyk dobrze oczyszcza, nie przesusza i delikatnie nawilża. Wg mnie efekt nawilżenia nie jest, jednak na tyle mocny, aby na stałe zrezygnować z balsamu. Fajnie sprawdza się, także do golenia. Zapach jest przyjemny i bardzo uniwersalny. Będzie nadawał się zarówno dla pań, jak i panów. Porównując tą piankę do Dove, którą wcześniej miałam, widzę dużą różnicę w konsystencji, wydajności i działaniu. W tym zestawieniu Douglas zostawia Dove daleko w tyle.

Produkt dostępny jest w perfumeriach Douglas w cenie 36,90 zł za 200 ml oraz 12,90 zł za 75 ml. O dziwo bardziej opłaca się kupić małe opakowanie, które jest idealne na wyjazdy. Pianka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i z chęcią wypróbuję inne zapachy, najchętniej w małej pojemności.

Lubicie pianki pod prysznic? 
Macie swoje ulubione marki?


wtorek, 5 czerwca 2018

Lirene antycellulitowy olejek do masażu z bańką chińską


Wg danych statystycznych problem pomarańczowej skórki dotyczy 80-90% kobiet. Dostępnych jest wiele metod zwalczania cellulitu od kosmetyków po bardziej inwazyjne zabiegi. Od dłuższego czasu spotykałam się z pozytywnymi opiniami na temat masażu bańką chińską, dlatego widząc zestaw Lirene postanowiłam sprawdzić go na własnej skórze.
 
Zestaw można łatwo dostać np. w Rossmannie. W cenie regularnej kosztuje ok. 30 zł. W kartonowym pudełeczku znajdziemy olejek 100 ml oraz gumową bańkę do masażu. Olejek znajduje się w plastikowej butelce z otworkiem, z którego niestety niewygodnie wydobywa się produkt. Skutkuje to zatłuszczeniem butelki, co na dłuższą metę jest bardzo irytujące. Olejek na przyjemny zapach, relatywnie szybko się wchłania i nie brudzi ubrań. Niestety przez jego formułę niezbyt nadaje się do masażu. Moim zdaniem skóra za szybko go 'wypija', przez co bańka nie chce się przyssać do ciała. Buteleczka 100 ml znika w tempie ekspresowym. Po pierwsze dlatego, że jest mała, po drugie dlatego, że olejek szybko się wchłania i po trzecie dlatego, że stosujemy go na duży obszar ciała.
 
 
Sam masaż bańką rzeczywiście daje efekt, ale warto użyć do tego celu innego olejku. Ten załączony do zestawu niezbyt spełnia swoją funkcję i ostatecznie zużyłam go na końcówki włosów. Masaż może być początkowo bolesny, zbyt mocne zassanie skóry przez bańkę nie jest przyjemne. Odrobina praktyki pozwala wypracować odpowiednią technikę. Masowanie ciała jest dosyć czasochłonne, ale myślę, że warto poświęcić ok. 10 min 2-3 razy w tygodniu, bo różnica jest widoczna.
 
 
Podsumowując, masaż bańką chińską daje dobre efekty w walce z cellulitem. Niestety olejek Lirene nie spełnia swojej roli. Mim zdaniem lepiej zamówić bańkę na Aliexpress za kilka zł i zaopatrzyć się w inny olej.

Używacie banki chińskiej do masażu? Jaki olej stosujecie?
Jesteście zadowolone z efektów?

sobota, 2 czerwca 2018

Jakiego koloru sukienki nie ubierać na wesele?

Maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień to miesiące, w których odbywa się najwięcej ślubów i przyjęć weselnych. Wybór kreacji na tego typu uroczystość nie jest łatwy. Ze ślubami wiąże się wiele przesądów i tradycji, które dotyczą również koloru sukienek zaproszonych pań.

Żelazną zasadą w tej kwestii jest unikanie białego koloru, który tego dnia jest zarezerwowany wyłącznie dla Panny Młodej. Biała sukienka nie jest mile widziana. Może być odebrana jako brak gustu a nawet szacunku dla Pani Młodej.

Innym kolorem, który nie pasuje do tego typu uroczystości jest czerń. Garnitury i smokingi w tym kolorze są akceptowalne, natomiast klasyczna mała czarna już niekoniecznie. Czarny jest kolorem żałobnym i nie powinno się go zakładać na wesele.

Spotkałam się także z opinią, że czerwień nie jest najlepszym wyborem. Ma bowiem symbolizować namiętność i zazdrość. Wg przesądów przepowiada rychłą zdradę w świeżo zawartym małżeństwie.

W kwestii bieli i czerni zgadzam się w 100%, natomiast co do czerwieni mam wątpliwości. Ostatnio będąc na ślubie zauważyłam, że wśród damskiej części gości przeważały czerwone kreacje. Zabobon wydaje mi się nieco przesadzony.

Myślę, że fajną opcją na ślub jest klasyczna maxi. W połączeniu z eleganckimi dodatkami stanowi świetny duet. Przeglądając stronę Zaful znalazłam kilka inspiracji, które moim zdaniem nadają się na tą okazję. Wśród nich propozycja w kontrowersyjnej czerwieni (sukienka dostępna jest także w granatowym kolorze).

 biała (klik) / granatowa (klik) / czerwona (klik)


Jakie jest wasze zdanie na temat kolorów sukienek na weselu? 
Wypada ubrać biel, czerń lub czerwień?


wtorek, 29 maja 2018

Ziaja intima – płyn do higieny intymnej w dużej butli


Jakiś czas temu podczas codziennych zakupów do mojego koszyka trafił płyn do higieny intymnej marki Ziaja. Przyznam, że kosmetyk wybrałam bez większego zastanowienia. Potrzebowałam czegoś na szybko, a nie było zbyt dużego wyboru. Ciekawi jesteście czy jestem z niego zadowolona?

Produkt znajduje się w dużym (500 ml) opakowaniu z pompką. Bez problemu znajdziecie go w większości drogerii w przystępnej cenie (mniej niż 10 zł). Dozownik dobrze pompuje produkt, nie miałam problemów z jego zacinaniem się. 
 

Kosmetyk ma kremową konsystencję. Nie jest rozwodniony i ma przyjemny, subtelny zapach. Dobrze oczyszcza i delikatnie odświeża. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia czy innych nieprzyjemnych dolegliwości. Moim zdaniem jest to przyjemny produkt do codziennego stosowania, który specjalnie nie wyróżnia się z tłumu. Dla osób niewymagających będzie ok. Natomiast dla wrażliwców i osób nie tolerujących SLS w tego typ kosmetykach niekoniecznie. W składzie oprócz nieco kontrowersyjnego SLS, znajdziemy także składniki nawilżające i łagodzące. U mnie produkt sprawdził się całkiem nieźle, ale następnym razem prawdopodobnie wybiorę coś innego. 

Używacie specjalistycznych produktów do higieny intymnej czy korzystacie ze zwykłego mydła czy żelu pod prysznic?

piątek, 25 maja 2018

Krem do mycia twarzy Alverde - tak czy nie?


Zazwyczaj do oczyszczania twarzy wybieram żel, czasem piankę. Kremów i mleczek raczej unikam z obawy o zapychanie. Przy okazji wizyty w niemieckiej drogerii DM (klik), chciałam zaopatrzyć się w kosmetyk do mycia twarzy. Zamierzałam wybrać Baleę lub Alverde, bo nie widziałam sensu kupowania marek, które są łatwo dostępne w Polsce. Niestety nie udało mi się znaleźć żelu, więc skusiłam się na krem do mycia twarzy

 
Bałam się, że krem nie będzie się pienił, ale moje obawy okazały się niesłuszne. Muszę powiedzieć, że nie jest to typowy krem, a raczej żel o kremowej konsystencji. Produkt świetnie oczyszcza i odświeża cerę bez jej przesuszania. Łagodzi podrażnienia i wycisza skórę. Ma przyjemny, lekko wyczuwalny zapach. Na opakowaniu znalazłam informację, że zawiera naturalną ziemię leczniczą, olejki oraz wyciąg z zielonej herbaty. Za 100 ml produktu zapłaciłam 2.25 euro, czyli ok. 10 zł i myślę, że spokojnie starczy mi na 2 miesiące. Opakowanie jest idealne na wyjazdy, zwłaszcza do bagażu podręcznego w samolocie. 

 
Biorąc pod uwagę dobre działanie, skład oraz cenę mogę z czystym sumieniem polecić Wam ten produkt. Widzę, że kosmetyki Alverde mają potencjał i już nie mogę doczekać się kolejnej wyprawy do DMu ;) 
 

Lubicie kosmetyki Alverde? 
Może mieliście okazje wypróbować ten krem?