niedziela, 20 września 2020

Porównanie żeli do mycia twarzy Simple


Kosmetyki marki Simple są bardzo popularne w UK i Holandii. Marka jest własnością koncernu Unilever. Produkty Simple dedykowana są do skóry wrażliwej, dlatego w ich składzie nie znajdziemy sztucznych barwników, alkoholu, perfum, olejków eterycznych, naturalnych ekstraktów oraz innych surowców, które mogą podrażniać skórę. Z tego co się orientuję w Polsce dostępne są tylko online. Mimo wszystko, wydaje mi się, że są na tyle ciekawe, że warto o nich wspomnieć na blogu. 
 
Moisturising Facial Wash Simple
 

Jakiś czas temu skusiłam się na żel do mycia twarzy Simple w dwóch wersjach: Moisturising Facial Wash, czyli nawilżający żel do mycia twarzy bez mydła oraz Purifing Facial Wash, czyli żel głęboko oczyszczający. Oba kosmetyki znajdują się w tubkach o pojemności 150 ml. Mają delikatne, przyjemne dla nosa zapachy, jednak różnią się nieco działaniem. 
 
Żel do mycia twarzy Simple
 

Moisturising Facial Wash dedykowany jest dla skóry wrażliwej i wg zapewnień producenta, ma być bardzo delikatny. Żel dobrze oczyszcza skórę z sebum, kurzu i innych zanieczyszczań pojawiających się na skórze w ciągu dnia. Moim zdaniem nie jest tak delikatny jak wynika z opisu. Lubi lekko wysuszyć skórę. Nie jest to dla mnie wadą, ponieważ przy mojej tłustej cerze dobre oczyszczenie to podstawa. 
 
Simple Moisturising Facial Wash sklad
Moisturising Facial Wash skład


Purifing Facial Wash ma zapewnić dogłębne oczyszczenie porów i ograniczenie błyszczenia skóry. W żelowej konsystencji zatopione są mikrogranulki, które przy myciu praktycznie nie są wyczuwalne. Żel również dobrze oczyszcza skórę, jest minimalnie mocniejszy od poprzednika i przy wrażliwej skórze, także może trochę przesuszać. 
 
 
Purifing Facial Wash skład

 
Jestem zadowolona z działania obu produktów, ponieważ dobrze spełniają swoją rolę. Działanie jest porządne, mocniejsze niż można by się spodziewać po kosmetykach do cery wrażliwej. Częściej używałam wersji nawilżającej ze względu na brak granulek, które mogą uszkodzić szczoteczkę soniczną Luna Foreo, której namiętnie używam od kilku miesięcy (klik). Myślę, że za jakiś czas skuszę się na kolejną tubkę. 
 

Znacie kosmetyki Simple? 
 
 

niedziela, 13 września 2020

Pierwsze spotkanie z marką Biotherm

Jeśli śledzicie mojego bloga, to z pewnością wiecie, że polubiłam miniaturki kosmetyków, zwłaszcza droższych marek, na które nie mam ochoty wydawać milionów monet w ciemno. Jakiś czas temu zamówiłam zestaw z produktami do pielęgnacji Biotherm
 
 

Set kupiłam w perfumerii Douglas i z tego co pamiętam opisany był jako zestaw prezentowy. Kartonik z zewnątrz prezentował się ładnie, natomiast po otwarciu pudełka trochę się zdziwiłam. Kosmetyki w środku zawinięte były w cienką bibułę i w zasadzie było to jedyne zabezpieczanie zawartości. Miniaturka perfum nie była dokręcona i kilka kropel się wylało, częściowo zniknęły napisy z opakowania. Na pewno nie byłabym zadowolona dostając taki prezent lub co gorsza, wręczając go bliskiej osobie. Set podpadł mi jakością opakowań, ale o szczegółach przeczytacie w opisie poszczególnych produktów. Dlaczego zwracam na to uwagę? 
 
zestaw miniatur Biotherm

W moim odczuciu miniatury mają zareklamować markę i zachęcić do kupna pełnowartościowego produktu. Jeśli firma nie dba o detale i wrzuca kosmetyki w wadliwych opakowaniach, źle wypada w moich oczach i zastanowię się kilka razy zanim kupię dużą pojemność. Kupując kosmetyki premium mam ochotę dostać coś super. Niestety zdarza się, że zamiast efektu wow jest rozczarowanie. Tak było przykładowo z miniaturami Nuxe (klik), które spakowane były w popsutą kosmetyczkę. Specjalnie dopłaciłam, żeby mieć fajną saszetkę na wyjazdy, ale niestety jej zamek strzelił mi w rękach przy pierwszym otwarciu. 
 
perfumy Biotherm niebieskie

Wracając do tematu zestawu Biotherm, składał się on z:

Perfum 15 ml (niebieska wersja)

Serum Life Plankton Elixir 7 ml

Żelu/kremu Aquasource Gel 15 ml

Mleczka do ciała Lait Corporel 40 ml

Żelu do mycia twarzy Biosource 20 ml 
 
Biotherm perfumy 15ml

Miniaturka perfum Biotherm (wersja niebieska)

Na plus wypadła przyjemna pojemność miniatury. 15 ml to całkiem sporo jak na perfumy i można przez dłuższą chwilę cieszyć się zapachem. Buteleczka kształtem odwzorowuje pełnowartościowy produkt. Wykonana jest z plastiku, w środku brak atomizera, brak nawet zakrętki. Zatyczka wciskana jest na butelkę i powinna ‘zaskoczyć’ i się zablokować przy zamykaniu. Mój egzemplarz przeciekał i ucierpiały napisy na opakowaniu, które zniknęły jeszcze przed rozpakowaniem. Zapach przelałam do mini atomizera, aby dało się go używać. Sam zapach jest bardzo ładny, delikatny, świeży i subtelny. Niestety słabo z trwałością, na skórze wytrzymuje ok. 3h


Serum Life Plankton Elixir

Opakowanie jest niewielkie, ładnie wykonane z mini pipetką. Pipeta nie zawsze dobrze nabiera serum, ale przy takich rozmiarach ciężko o idealne rozwiązanie. Pod względem działania nie mogę nic zarzucić temu kosmetykowi. Fajnie nawilża skórę i wzmacnia działanie kremu. 
 
biotherm aquasource gel


Żel/krem Aquasource Gel 15 ml

Krem ma lekką żelową formułę. Wydawało mi się, że będzie idealny na dzień. Spodziewałam się, że wchłonie się do matu, ale jest wyczuwalny na skórze. Przy mojej tłustej cerze nie współgra z podkładem. Skóra szybko się wyświeca, ale za to świetnie spisuje się na noc. Świetnie nawilża, pozostawia skórę gładką i odżywioną.


Mleczko do ciała Lait Corporel

Kosmetyk do ciała o niezwykle lekkiej konsystencji i orzeźwiającym zapachu, który utrzymuje się na ciele po aplikacji. Wchłania się błyskawicznie, dobrze zmiękcza i nawilża, mimo lejącej konsystencji. Opakowanie jest bez zarzutu, a sam kosmetyk mile mnie zaskoczył. 
 
Serum Life Plankton Elixir skład


Żelu do mycia twarzy Biosource

Nie do końca jestem pewna czy jest to żel do mycia twarzy, ale na pewno jest dedykowany do oczyszczania cery. Ma zbitą formę przypominającą pastę. Świetnie się pieni. Przy użyciu niewielkiej ilości można dokładnie oczyścić buzię. Jak dla mnie produkt godny uwagi. 
 
 
Żelu do mycia twarzy Biosource skład

Podsumowując, muszę przyznać, że pierwsze spotkanie z kosmetykami Biotherm zaliczam do udanych. Choć miałam uwagi co do opakowań to pod względem działania zostałam mile zaskoczona. Chętnie przyjrzę się bliżej asortymentowi marki. 
 

Znacie kosmetyki Biotherm? 
Macie swoje perełki godne polecenia? 
 
 

niedziela, 6 września 2020

Kolejna edycja Meet Beauty w nowym wydaniu

Jednym z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu blogerów związanych z tematyką urody, bez wątpienia jest Konferencja Meet Beauty. W tym roku V edycja początkowo zaplanowana była na maj, niestety w związku z epidemią COVID-19 nie odbyła się w tym terminie. Na szczęście organizatorzy nie poddali się przeciwnościom losu i ostatecznie postawili na zupełnie nową formę tj. konferencję online, która będzie miała miejsce 12 września. Kilka dni temu dostałam zaproszenie i powiem, że już nie mogę się doczekać. Miło wspominam poprzednie edycje, o których mogliście przeczytać tutaj -> MB III, MB II, MB III prezenty,  MB II prezenty.


MB to potężna dawna wiedzy, nie tylko teoretycznej, ale także zawierającej praktyczne wskazówki dotyczące prowadzenia bloga, współprac i social media. To także, świetna okazja do poznania koleżanek z branży oraz wymianę doświadczeń. Dzięki MB udało mi się poznać na żywo dziewczyny, które do tej pory kojarzyłam tylko z sieci i powiem Wam, że z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś. 
 
Jestem ciekawa jak MB będzie wyglądać w tym roku. Zupełnie nowa forma budzi ciekawość, tym bardziej, że szczegółowy program nie jest jeszcze dostępny, ale obiecuję, że uaktualnię wpis, gdy będę znała więcej szczegółów. 
 
 
Dajcie znać, z kim się widzę (wirtualnie)? :)
 
 

niedziela, 30 sierpnia 2020

Nowości Balea, czyli podsumowanie zakupów w dm



Podczas urlopu, który z resztą bardzo miło wspominam (koniecznie zerknijcie na mojego IG -> @kosmetyczne_pasje), miałam okazję wstąpić do sławnego DMu. Wizyta w niemieckiej drogerii zaowocowała reklamówką nowych kosmetyków, wśród których dominowała Balea <3. Bardzo lubię tą markę za piękne opakowania, przyzwoitą jakość i przystępne ceny. 
 
Balea mydło w płynie
 
Zrobiłam zapas żeli pod prysznic i mydła w płynie. Jeśli chodzi o żele to mam wrażanie, że dzięki limitkom nigdy nie uda mi się wypróbować wszystkich zapachów. Miałam ich sporo, a jednak za każdym razem widzę coś nowego. Za butelkę 300 ml zapłaciłam 50 eurocentów
 
peeling beroutine
 
Skusiłam się na dwa balsamy do ust. Bardzo lubianego przeze mnie Blistexa w wersji klasycznej oraz bebe 3w1. Wędrując między sklepowymi półkami rzucił mi się w oczy szampon do włosów przeciw wypadaniu Alpecin. Produkt pamiętałam z blogów oraz z jego oryginalnego opakowania, które wielu osobom kojarzy się z pastą do butów. Nie przypominam sobie chociażby jednej negatywnej recenzji, dlatego postanowiłam, że go wypróbuję. Mam nadzieję, że blogowe opinie były rzetelne i się nie rozczaruję. 
 
balea edycja limitowana
alpecin szampon c1

Do koszyka wpadły też plastry na wągry oraz peeling do twarzy #beroutine. Nie kojarzę firmy, więc tym bardziej jestem ciekawa jak się u mnie spisze. Na dwóch ostatnich zdjęciach możecie zobaczyć podsumowanie mojego zakupowego szaleństwa. 
 

Znacie markę Balea?
Mieliście kiedyś okazję robić zakupy w drogerii dm?
 
 

niedziela, 23 sierpnia 2020

Co u mnie dobrego? Podsumowanie miesiąca na IG

Połowa lipca i sierpnia minęła pod znakiem urlopu. Co prawda nie wypoczywałam całego miesiąca, ale w tym okresie wypadło kilka dni wolnego, które wiązały się z wyjazdem nad morze i masą pysznego jedzenia. Nie mogło obyć się bez świeżej rybki (2, 8), ale wpadła też włoska pizza (1) i to nie raz ;).
 
włoska pizza z rukolą
 
Oczywiście dieta na wyjeździe poszła w odstawkę. Będąc w nowym miejscu zawsze mam ochotę próbować nowych smaków. Przy upałach ratowałam się lodami (4) i wodą smakową własnej roboty (5). Powiem Wam, że w takie gorące dni doceniam chłód i cień jaki daje dom. Przeprowadzkę z gorącego, mieszkania szczytowego, uważam za jedną z lepszych decyzji. Dzięki temu mogłam pracować z domu przy największych upałach, co było dla mnie dużą wygodą, bo w biurze niestety nie mamy klimatyzacji. Na zdjęciu nr 6 widzicie świetny zestaw kosmetyków Pure Heals z  wąkrotą azjatycką, który zachęcił mnie do wprowadzenia na stałe koreańskich kosmetyków do mojej pielęgnacji.
 
złota celebrytka
 
W ostatnich dniach towarzyszyły mi ulubione perfumy w małych atomizerach, które pozwalały odświeżyć zapach w ciągu dnia (7). Uporządkowałam swoją biżuterię, dzięki czemu łatwiej mi ją znaleźć i chętniej po nią sięgam. Na zdjęciu 9 widzicie delikatną celebrytkę od W.Kruk z serii OHELO Ewy Chodakowskiej.
 
Na pewno pojawi się jeszcze kilka zdjęć znad morza, dlatego jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam do obserwacji mojego IG -> Kosmetyczne Pasje.
 
<!>
 
 
Koniecznie dajcie znać co u Was dobrego? 



środa, 19 sierpnia 2020

Szczoteczka soniczna Foreo Luna mini – czy rzeczywiście tak dobra jak mówią?

W marcowym wpisie z nowościami (klik) pokazywałam Wam szczoteczkę soniczną Foreo Luna mini. Ten gadżet kusił mnie długo, a ciągle pojawiające się zachwyty na jego temat sprawiły, że musiałam go przetestować na własnej skórze. Szczoteczkę kupiłam w SuperPharm podczas promocji, w atrakcyjnej cenie (209 zł). Od marca minęło trochę czasu i myślę, że udało mi się ją dobrze poznać. Najwyższa pora, aby podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na jej temat.
 
 
Co o Foreo Luna mini mówi producent?
 
Luna mini to kompaktowa szczoteczka do oczyszczania twarzy szwedzkiej marki kosmetycznej Foreo. Wykonana jest z hipoalergicznego silikonu. Gładkie wykończenie zapobiega gromadzeniu się bakterii, dzięki czemu urządzenie jest 35x bardziej higieniczne od szczoteczek nylonowych. Szczoteczka nie wymaga wymiany końcówek, ma 3 rodzaje silikonowych włosków. Jest wodoszczelna, dlatego można ją stosować pod prysznicem. Technologia pulsacji T-Sonic likwiduje 99,5% zanieczyszczeń, sebum, pozostałości makijażu i obumarłych komórek bez podrażnień. Ładowana jest przez złącze USB, a jedno pełne naładowanie wystarcza na 300 użyć.
 
luna foreo turquise blue
 

Luna mini dostępna jest w kilku kolorach. Wybrałam błękitną wersję o nazwie Turquoise Blue. Szczoteczka ma 2 stopnie pulsacji. Wbudowany timer daje znać zmianą wibracji po minucie działania. Szczoteczki używam 2 razy dziennie. Najpierw mydlę buzie żelem do mycia twarzy, następnie masuję ją przy użyciu Luny.
 
Działanie
 
Już po pierwszym tygodniu zauważyłam dużą różnicę w gładkości cery. Skóra stała się wygładzona i przyjemna w dotyku. Niestety nadal na buzi pojawiały się niespodzianki. Wiele osób pisze, że używanie szczoteczki sonicznej minimalizuje powstawanie niedoskonałości. U mnie nie zauważyłam dużej różnicy w tym aspekcie.
 
szczoteczka soniczna luna foreo mini 2
 
Szczoteczka działa, ale po czasie efekt nie jest już taki duży jak na początku. Mam wrażenie, że skóra się przyzwyczaja. Na urlop pojechałam bez szczoteczki i po 2 tyg przerwy widziałam różnicę w gładkości skóry. Cera była bardziej chropowata, ale po powrocie do pielęgnacji z Luną znów się wygładziła. Suche skórki i martwy naskórek zniknęły. Sami, więc widzicie, że regularne używanie szczoteczki przynosi efekt.
 
Jest to dosyć drogi gadżet, z którego działania jestem bardzo zadowolona, jednak nie jest pozbawiony wad. W wersji mini powierzchnia czyszcząca jest niewielka i umycie twarzy zajmuje trochę czasu. W zestawie brakuje ładowarki, a nie zawsze mam ze sobą laptopa, do którego mogę podłączyć sprzęt. Mam nadzieję, że szczoteczka będzie mi długo służyć, ponieważ do najtańszych nie należy.
 
 
Mieliście okazje używać szczoteczek do oczyszczania twarzy?
Jak wrażenia?
 

niedziela, 9 sierpnia 2020

Paleta magnetyczna DIY na cienie do powiek

 
Paleta magnetyczna marzyła mi się już od kilku miesięcy. Niestety ciężko ją dostać stacjonarnie w przystępnej cenie, a nie chciałam zamawiać jej w ciemno przez internet. Przy okazji porządków znalazłam płaską, metalową puszkę, w której dostałam voucher z Prezent Marzeń i stwierdziłam, że wykorzystam je do zrobienia własnej paletki magnetycznej.
 
Założenie było proste, wystarczy kupić matę magnetyczną i wyłożyć nią spód pudełka. Niestety w praktyce okazało się to najtrudniejszą częścią zadania. Nie udało mi się dostać stacjonarnie arkusza magnetycznego, a zamawianie online totalnie się nie opłacało, z uwagi na wysoki koszt wysyłki. W jednym ze sklepów plastycznych znalazłam taśmę magnetyczną. Za rolkę 3 m zapłaciłam ok. 8 zł. Taśma wykonana jest z płaskiego magnesu i jedna strona jest samoprzylepna, co znacznie ułatwia pracę. Z jej użyciem podkleiłam od spodu wydłubane z oryginalnych pudełeczek cienie.
 
paleta magnetyczna DIY
 
Wyciąganie cieni z oryginalnych opakowań

W swojej kolekcji miałam dużo pojedynczych cieni, których praktycznie nie używałam. Wiele z nich miało śliczne kolory, ale walały się luzem w kosmetyczce i wykonując makijaż łatwiej mi było sięgnąć po gotową paletę. Przy kilkunastu zamkniętych opakowaniach, nie pamiętałam nawet jakie cienie się tam kryją, dlatego zdecydowałam się je przełożyć do palety, aby od razu mieć na widoku wszystkie odcienie. Wyciąganie cieni z pojedynczych opakowań może być bardzo łatwe, albo wręcz niemożliwe. Wszystko zależy od producenta. Niektóre cienie są mocno przyklejone, tak że właściwie nie da się ich wyciągnąć bez uszkodzenia, inne łatwo „puszczają”. Sporo osób poleca podgrzanie spodu pudełeczka prostownicą lub suszarką do włosów, aby klej się roztopił. Ja tego nie robiłam, ale operację przeprowadziłam w czasie upałów, więc klej był już sam w sobie miękki. Kwadratowe cienie ze zdjęcia to Semilac i wszystkie perłowe odcienie wyjęłam bez problemu. Podważyłam róg nożem i wyjmowałam cień. Niestety z matowym cieniem tej samej firmy nie poszło już tak łatwo i przy wyciąganiu pokruszył się i popękał.
 
Paleta magnetyczna z puszki
 
Naprawianie pokruszonych cieni

Na szczęście pokruszone cienie można relatywnie łatwo naprawić. Wystarczy rozdrobnić cień na drobny mak, wymieszać go ze spirytusem salicylowym i wgnieść papkę do ramki, najlepiej przyciskając ją monetą przez papierowy ręcznik. Po wyschnięciu można normalnie używać kosmetyku. 
 
Zalety palety magnetycznej i koszt wykonania

Niewątpliwą zaletą palety magnetycznej jest łatwy dostęp do cieni. Są one podklejone od spodu taśmą magnetyczną, więc się nie przesuwają, ani nie odpadają od pudełka. Można posegregować je kolorystycznie lub wg wykończenia. Wiele z moich starych cieni zyskało nowe życie, bo po przełożeniu do paletki wreszcie zaczęłam ich używać. Całość kosztowała mnie zaledwie kilka zł, trochę nakładu czasu i pracy. Jedyny koszt jaki poniosłam to zakup taśmy, z której wykorzystałam kilka cm, więc mogę ją użyć do innych projektów.
 

Lubicie pojedyncze cienie do powiek?
Co sądzicie o paletach magnetycznych?