piątek, 19 kwietnia 2019

Przygotowania do lata - kombinezon czy letnia sukienka?

 
Na dworze piękna pogoda, aż chce się wierzyć, że lada moment lato zawita na dobre. Choć sama pracuję w majówkę, to wiem, że wiele z Was ma plany związane z wypoczynkiem na świeżym powietrzu, dlatego trzymam kciuki za dobrą aurę. Chyba najwyższa pora pomyśleć o przygotowaniach do lata, które u mnie zazwyczaj wiążą się z porządkami w szafie i częściową wymianą garderoby. Grube ubrania przekładam na dno, robiąc miejsce dla lekkich, bardziej przewiewnych rzeczy. Latem królują u mnie sukienki, ale od jakiegoś czasu spoglądam z zaciekawieniem na kombinezony, które kolejny już sezon nie wychodzą z mody. 
 
 
<!>
 
 
Znalazłam sporo modeli, które mi się podobają, ale nie do końca jestem przekonana czy pasowałyby do mojej sylwetki. Poza tym taka kreacja wydaje się dosyć niewygodna, w przypadku chociażby wizyty w toalecie. Na ten moment moja letnia garderoba jest już prawie kompletna. W zasadzie brakuje mi tylko kilku bluzek, ale nie wykluczam także zakupu sukienki. Na zdjęciach znajdziecie kilka inspiracji, które wpadły mi w oko. 
 
 
<!>
 
Lubicie letnie kombinezony czy raczej stawiacie na sukienki? 
 
 
 

wtorek, 16 kwietnia 2019

The Body Shop masełko do ust o zapachu MANGO


Pomadki i balsamy do ust to moja obsesja. Nie lubię uczucia ściągniętych, suchych ust, dlatego nie ruszam się nigdzie bez ochronnej pomadki. Choć wolę sztyfty, to masełkom w słoiczkach też czasem daję szansę i stosuję je na noc. Po wykończeniu Carmexa przerzuciłam się na The Body Shop. Wybrałam zapach mango, który już w sklepie skradł moje serce. 

tbs masełko do ust mango
 
Balsam mieści się w plastikowym słoiczku o pojemności 10 ml. Na pierwszy rzut oka opakowanie wygląda fajnie, ale po ściągnięciu foli okazuje się, że jest to marnej jakości plastik. Opakowaniu brakuje elegancji, jest toporne, wykonane bez dbałości o detale. Szczerze mówiąc, nie tego spodziewałam się po kosmetyku za 20 zł. Nie do końca wygodnie wydobywa się produkt z opakowania, ale przy tego typu formie jest to dosyć częste. Zapach jest przyjemny, soczysty, naturalny, ale niestety nie tak intensywny jak w kremie do rąk, a po otwarciu wietrzeje. 

 
Konsystencja masełka jest gęsta i kremowa. Łatwo rozsmarowuje się na ustach. Dodaje im blasku i ładnego wyglądu. Zmiękcza i nawilża wargi, ale nie jest to dogłębna pielęgnacja. Radzi sobie lepiej niż lekka pomadka w sztyfcie, ale gorzej niż chociażby wcześniej wspomniany Carmex w słoiczku. Moim zdaniem działanie jest przeciętne i mimo dobrego składu nie planuję ponownego zakupu. Myślę, że w tej cenie spokojnie można upolować coś lepszego. 

 

Znacie masełka do ust The Body Shop? 
Co o nich myślicie?



Zobacz także: 

piątek, 12 kwietnia 2019

Płynny podkład GOSH Foundation DROPs


Mój codzienny makijaż jest minimalistyczny i składa się z kilku elementów: podkładu, pudru, ochronnej pomadki do ust, czasem tuszu do rzęs. Przez ostatnie miesiące używałam podkładu GOSH Foundation DROPs, któremu poświęciłam dzisiejszy wpis.

Produkt znajduje się w czarnej buteleczce o pojemności 30 ml. Opakowanie zaopatrzone jest w pipetkę. Podkład jest płynny, mocno lejący. Przyznam szczerze, że aż tak wodnista konsystencja była dla mnie dużym zaskoczeniem. Przed użyciem należy solidne wymieszać zawartość. Producent opisuje go jako lekki podkład, matujący skórę przez cały dzień. Zawiera olejek arganowy, filtr SPF10 i dostępny jest w 5 kolorach. 
 
 
Odcień, którego używałam to nr 004, czyli drugi najjaśniejszy w gamie. Po nałożeniu na dłoń wydaje się ciemny, ale po rozsmarowaniu dobrze wtapia się moją jasną cerę. Kolorystyka jest zachowana w żółtej tonacji. Ze względu na wodnistą i lekko olejową konsystencję aplikacja może przysparzać trochę problemów. U mnie najlepiej sprawdziło się nakładanie go palcami. 
 

Na skórze wygląda bardzo naturalnie, trochę jak krem BB. Krycie jest słabe i przy tłustej cerze ciężko je zbudować. Nakładanie kolejnych warstwy nie służyło skórze, zwłaszcza, że produkt ma tendencję do zapychania. Podkład słabo matuje, szybko się wyświeca i lubi znikać z buzi. Ze względu na wodnistą formułę szybko się kończy, a kosztuje niemało, bo ok. 70 zł
 

Kosmetyk ma sporo wad, które go u mnie dyskwalifikują. Być może osoby z suchą cerą, oczekujące delikatnego krycia i subtelnego efektu mógłby by być z niego zadowolone. Myślę, jednak, że w tej półce cenowej można znaleźć coś o wiele lepszego, dlatego go nie polecam.
Znacie tego gagatka? Lubicie płynne podkłady? 
 
 
Zobacz także:

środa, 10 kwietnia 2019

Dermena na wypadanie włosów wcierka w żelu kontra lotion w sprayu


Wypadanie włosów to dokuczliwy problem, który doskwiera mi od dłuższego czasu. Miałam okazję testować różne specyfiki. Jedne działały lepiej, inne gorzej, a niektóre wcale... Dzisiaj chciałam przedstawić Wam porównanie dwóch preparatów od Dermeny z serii hair care.

Obietnice producenta: 
 
 
Opakowanie: 
 
Żel Dermena zamknięty jest w butelce o pojemności 150 ml, która zakończona jest dzióbkiem umożliwiającym precyzyjną aplikację. Lotion również ma pojemność 150 ml, ale ma formę spreyu. 
 

Konsystencja: 
 
Żel jest… żelowy (jakkolwiek to brzmi ;)). Nie jest wodnisty, dobrze przechodzi przez aplikator. Lotion to płyn, który aplikujemy na skórę przez psiknięcie. 
 

Wygoda użytkowania: 
 
Szybszy w użyciu i wygodniejszy jest lotion, niestety psikanie skalpu nie jest tak precyzyjne jak aplikacja za pomocą wydłużonej końcówki. 
 

Działanie: 
 
Lotion ma znikome działanie, pierwsze, delikatne efekty zauważyłam przy końcu butelki, czyli po ok. 1,5 miesiąca sumiennego stosowania. Przy żelu różnica była widoczna po ok. 3 tygodniach. Efekt jaki zaobserwowałam nie był spektakularny, ale zauważalny. Nie miałam wysypu baby hair, ale traciłam mniej włosów przy myciu i czesaniu. 
 

Obciążanie włosów: 
 
Lotion nie obciąża włosów, ale także nie przedłuża ich świeżości. Żel może delikatnie obciążać włosy, zwłaszcza przy przetłuszczającym się skalpie. Żel nie skleja włosów, aczkolwiek jest lekko wyczuwalny na włosach.
Cena: 
 
Żel 33,40 zł, lotion 39,90 zł 
 

Wydajność: 
 
Lotion jest bardziej wydajny, starczył mi na ok. 2 miesiące stosowania, żel powinien starczyć na ok. 1-1,5 miesiąca.

Skład: 

Składy możecie porównać na zdjęciach: po lewej żel, po prawej lotion
 

W tym pojedynku wygrał żel Dermena do włosów osłabionych, nadmiernie wypadających. Choć sama forma żelu mniej mi odpowiada, to jednak działanie jest najważniejsze. Nie uzyskałam spektakularnych rezultatów, ale produkt pomógł nieco ograniczyć wypadanie włosów. Niestety walka z przerzedzającą czupryną jest trudna i mozolna, dlatego należy pamiętać o systematyczności i uzbroić się w cierpliwość. 

niedziela, 7 kwietnia 2019

Jak pachną szczęśliwe momenty? Żel pod prysznic ze słoniem Balea Lucy Moments


Żel pod prysznic to kosmetyk, którego używam codziennie. W zasadzie nie mam dużych wymagań co do tego typu produktów. Muszą dobrze oczyszczać i nie wysuszać skóry. Przyjemny zapach i ładne opakowanie to miłe dodatki. Zwracam także uwagę na cenę. Balea to marka, która jest znana m.in. z pachnących żeli pod prysznic. Są dostępne za grosze i kuszą kolorowymi butelkami. Jeśli śledzicie mojego bloga, to na pewno wiecie, że miałam już okazję przetestować kilka wersji (linki do recenzji znajdziecie na dole).  
 

Będąc w DM nie mogłam pozostać obojętna na pastelowe opakowanie ze złotym słoniem. Jesteście ciekawi czy zawartość też mnie zachwyciła?

Na wstępie przypomnę, że marka Bale dostępna jest sieci drogerii DM, która niestety w Polsce nie ma (jeszcze?) swoich sklepów. Opakowanie o pojemności 300 ml kosztuje zawrotne 0,55 euro czyli ok. 2,50 zł. Do wyboru jest wiele zapachów, część z nich stanowią sezonowe limitki. 
 
 
Wersja ze słoniem zawiera nuty zapachowe wanilii, które jednak dla mojego nosa nie są wyczuwalne. Zapach jest ciężki do opisania, po otwarciu opakowania, skojarzył mi się z Vibovitem :). Przy myciu zapach jest nieco inny, przyjemny, pudrowy, ale jak dla mnie mało wyrazisty. Produkt dobrze oczyszcza skórę i jej nie przesusza (skóra normalna). Ładnie wygląda na półce w łazience, jest tani i wydajny. Choć sprawdził się u mnie całkiem dobrze to liczyłam na trochę inny zapach, dlatego następnym razem wybiorę inną wersję. Jeśli lubicie subtelne nuty zapachowe to myślę, że warto go wypróbować.

Znacie żele Balea? 
Zwracacie uwagę na wygląd opakowania kupując kosmetyki? 
 
 
 Zobacz także:

środa, 27 marca 2019

Jak dobrać odpowiednią bieliznę do letniej sukienki?

Choć kalendarzowa wiosna już za nami, to pogoda ciągle potrafi płatać figle. Pocieszam się myślą, że ciepłe dni są w zasięgu ręki, nieco ponad miesiąc i mamy maj. Z majówką wiążę spore nadzieje, pamiętam, że w zeszłych latach zdarzyło mi się grillować, a nawet opalać w pełnym słońcu. Z nadejściem dobrej pogody wyciągamy z szafy lekkie, przewiewne rzeczy. Letnie kreacje nieraz odkrywają ramiona lub dekolt i aby dobrze się prezentowały należy założyć do nich odpowiednią bieliznę. Poniżej znajdziecie kilka praktycznych wskazówek. 
 
Odsłonięte ramiona

Sukienki i topy w kroju hiszpanki były niekwestionowanym hitem zeszłego lata. Mam wrażenie, że i w tym roku tłumnie pojawią się na ulicach. Do tego typu ubioru najlepiej pasuje bardotka, czyli stanik z odpinanymi ramiączkami i szerszym pasem, który stabilnie podtrzymuje biust. 
 
 

Lekkie, (pół)prześwitujące tkaniny

Najlepszym i najbardziej bezpiecznym wyborem będzie biustonosz w cielistym kolorze, który nie odznacza się pod ubraniem. Czarny stanik do białej, przeźroczystej bluzki wygląda nieelegancko i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej.
 
<!>
 

Zwiewne sukienki i luźne topy

Mówi się, że dobrze dobrana bielizna to taka, której nie widać, ale akceptowalne są małe odstępstwa od tej reguły. Delikatne, koronkowe topy bez usztywnienia czyli tzw. bralette podbiły serca nie tylko nastolatek. Wiele modeli można zestawiać w stylizacjach, w których są częściowo widoczne. 
 
 

Duże dekolty

Do dużych dekoltów polecam biustonosze z niskim mostkiem i cienkim łączeniem między miseczkami lub staniki do „zadań specjalnych” z obniżonym łączeniem.
 
 
Modele, które widzicie na zdjęciach pochodzą ze sklepu mojafantazja.pl. Na stronie znajdziecie bogaty wybór bielizny m.in. modelujące biustonosze push-up w wielu wzorach, kolorach i bogatej rozmiarówce.


Jaki jest Wasz ulubiony fason? 
Przywiązujecie wagę do doboru odpowiedniego modelu do typu kreacji?



Zobacz także: 

poniedziałek, 25 marca 2019

Udane połączenie, czyli krem i sera Reveal Youth AA


W przypadku drogeryjnych kosmetyków do twarzy ciężko jest mnie zaskoczyć. Choć zdarzają się totalne niewypały, to zazwyczaj są to poprawne produkty, którym jednak brakuje tego „czegoś”. Dzisiejszy wpis będzie poświęcony serii Reveal Youth AA, która składa się z kremu antyoksydacyjnego oraz 4 różnych kuracji w formie serum: wypełniającej zmarszczki, modelującej, przeciw zaczerwienieniom oraz rozświetlającej.

Krem oraz sera można dowolnie łączyć w zależności od potrzeb skóry:

1. stosuj tak jak serum 
- aplikuj kurację na dzień lub na noc, a następnie krem antyoksydacyjny Reveal Youth. 

2. miksuj 
- zmieszaj na dłoni 3 krople kuracji z kremem antyoksydacyjnym AA Reveal Youth. 

3. intensywna regeneracja  
- stosuj wybraną kurację codziennie przez 30 dni jako intensywną terapię dla skóry. 



Przyznam, że pomysł stworzenia serii, którą można dowolnie miksować bardzo mi się spodobał. Kupując słoiczek kremu i jedną lub dwie kuracje, mamy zestaw na cały rok. Nie potrzebujemy bardziej treściwego kremu na zimę czy osobnego serum, w przypadku chwilowego spadku kondycji cery. Jak sprawdziło się to w praktyce?


Mój zestaw składa się z kremu antyoksydacyjnego oraz dwóch kuracji: rozświetlającej (żółta) oraz wypełniającej zmarszczki (niebieska). Krem znajduje się w szklanym słoiczku o pojemności 50 ml. Jego konsystencja jest niezwykle lekka i świetnie nadaje się jako baza, z którą można mieszać sera wzbogacając jego formułę.
krem antyoksydacyjny Reveal Youth AA skład

Przy mojej tłustej cerze krem fajnie sprawdza się pod makijaż. Szybko się wchłania i dobrze współgra z podkładem. Delikatnie nawilża i wygładza cerę. Myślę, że stosowany solo np. na noc mógłby być za słaby, ale od czego są kuracje? 


Kuracje czyli sera zamknięte są szklanych buteleczkach z pipetką o pojemności 15 ml. Mają formę lekkiego mleczka, które bez problemu się wchłania. Stosowane zarówno samodzielnie jak i w połączeniu z kremem bardzo fajnie się u mnie sprawdziły. Choć ciężko jest mi ocenić działanie przeciwzmarszczkowe w przypadku niebieskiej kuracji czy rozświetlające przy żółtym serum to mogę powiedzieć, że pozytywnie wpływają na ogólny wygląd cery. Jest ona bardziej sprężysta, nawilżona i wygładzona. 


Kuracja wypełniająca zmarszczki Reveal Youth AA skład

Seria Reveal Youth wywarła na mnie dobre wrażenie. Zaskakuje nie tylko uroczymi opakowaniami i możliwością stworzenia spersonalizowanego programu, ale także przyjemnym działaniem. Lubię takie uniwersalne produkty i myślę, że warto je wypróbować. Zarówno krem jak i sera kosztują 39,90 zł za sztukę.
 

Słyszeliście już o tej serii?