piątek, 5 marca 2021

Pierwszy milion trzeba ukraść?


Mówią, że pierwszy milion trzeba ukraść. Mimo że (jeszcze) nie doszłam do poważnych pieniędzy, to nie zgadzam się z tym powiedzeniem. Wg mnie dobry pomysł i ciężka praca przynoszą efekty i tego się będę trzymać. W każdym razie dzisiaj nie o pieniądzach miało być, choć mowa o moim pierwszym milionie. Jeśli spojrzycie na licznik na dole bloga, zobaczycie, że niedawno przekroczył milion wyświetleń, co pokazuje, że ciągle chętnie tutaj zaglądacie. Bardzo mnie to cieszy i dziękuję, że jesteście <3. Przy okazji pierwszej ‘bańki’ postanowiłam zrobić małe podsumowanie. 
 

Trochę statystyk

Pierwszy wpis na blogu pojawił się w kwietniu 2013 roku, co oznacza, że blog Kosmetyczne Pasje ma już prawie 9 lat. W przyszłym roku stuknie okrągła, 10-ta rocznica. Przez ten czas napisałam ponad 730 wpisów, pod którymi zostawiliście ponad 17 tys. komentarzy. Najchętniej czytanym wpisem był: Jak odświeżyć śmierdzące buty? 6 sposobów, który ma ponad 35 tysięcy wyświetleń. Jak widać, problem jest ponadczasowy (haha), ciągle pojawia się w top 7 na pasku bocznym.


sypki cień do powiek
 
 
Co się zmieniło?

Zmieniło się w zasadzie wszystko. Blogosfera, którą pamiętam z początków swojej blogowej przygody praktycznie nie istnieje. Kiedyś liczyła się spontaniczność, mało kto zwracał uwagę na perfekcyjne zdjęcia. Wystarczyła chęć do pisania i podzielenia się swoim punktem widzenia. Dzisiaj coraz więcej osób wybiera youtube lub Instagram, gdzie zamiast tekstu, mamy idealne zdjęcia lub przekaz w formie filmiku. Nic więc dziwnego, że wiele blogów nie przetrwało próby czasu i tylko nieliczne z tych, które pamiętam nadal są aktywne. Zakładając bloga, nie przyszło mi nawet do głowy, że można na tym zarobić, a przecież dziś zarabianie na social media nikogo nie dziwi. Konsekwencją jest ogromna konkurencja na rynku influencerów, która moim zdaniem niejednokrotnie przekłada się na spadek jakości, chociażby w odniesieniu do uczciwej oceny reklamowanego produktu.


laptop na łóżku

 
Co dało mi blogowanie?

Dzięki blogowaniu poznałam wiele ciekawych osób. Okazją do spotkań w realu były targi kosmetyczne,  spotkania blogerek czy konferencje tematyczne, które oprócz kontaktu z koleżankami po fachu, dawały solidną dawkę wiedzy. Przez minione 9 lat sporo nauczyłam się o prowadzeniu własnej strony i social media. Kupiłam aparat fotograficzny, zaczęłam robić lepsze zdjęcia, uczyć się ich obróbki i rozwijać swój profil na Instagramie. Poznałam mnóstwo ciekawych marek kosmetycznych, poszerzyłam wiedzę na temat składów kosmetyków i rozwinęłam swoje umiejętności makijażowe. To tylko kilka korzyści, jakie przyniosło mi prowadzenie bloga i mam nadzieję, że przyszłe lata będą równie owocne.


Czy znajdą się tutaj osoby, które pamiętają początki mojego bloga?

Dajcie znać w komentarzach od kiedy tutaj zaglądacie i czy pamiętacie blogosferę z dawnych lat? 
 
 

niedziela, 28 lutego 2021

Przegląd kosmetyczki: Moje WSZYSTKIE róże, rozświetlacze i bronzery

W jednym z poprzednich wpisów opowiadałam Wam o porządkach w mojej kosmetyczce. Myślę, że przynajmniej raz w roku warto przejrzeć jej zawartość i pozbyć się przeterminowanych, niezdatnych do użycia produktów. Taki przegląd pokazuje czego nam brakuje oraz jakich kosmetyków mamy za dużo. Do tematu podeszłam strategicznie i sprzątałam wg kategorii. Moje wszystkie podkłady, korektory i pudry pokazywałam Wam tutaj. Kolekcję pomadek pielęgnacyjnych do ust mogliście zobaczyć  tutaj
 
 


Dzisiaj przyszła pora na kosmetyki kolorowe do makijażu twarzy: róże, rozświetlacze i bronzery. Najwięcej mam róży do policzków, ale nie jest to jakaś szalona liczba, bo jest ich 3 szt. Każdy z nich ma inny kolor, więc nie mogę narzekać na brak wyboru. Kompakt Clinique Blushing Blush Powder Blush znalazłam w kalendarzu adwentowym. Mam kolor Precious Posy, który wygląda bardzo subtelnie na buzi, nie robi plam, jest łatwy do roztarcia. Dosyć fajnie komponuje się z moją skórą i chętnie używam go, gdy mam mało czasu na makijaż, bo ciężko zrobić  sobie nim krzywdę. 
 
 
Collistar Collistar Silk Effect Maxi Blusher

 
Róż Collistar Silk Effect Maxi Blusher zachwyca pięknym opakowaniem z lusterkiem i pędzelkiem. Mój odcień to nr 14 PESCA, ciepły z subtelnymi drobinkami. Ostatnim różem w zestawieniu jest Essence matt touch blush, który ma matowe wykończenie i bardzo mocną pigmentację. Na zdjęciu widzicie nr 10 peach me up!
 

Essence sun club all in one bronzing highlighter

Mam jeden rozświetlacz, a w zasadzie paletkę rozświetlaczy. Essence sun club all in one bronzing highlighter jest ze mną bardzo długo. Kolory można zmieszać lub używać osobno. Rozświetlacze świetnie sprawdzają się do makijażu oczu, i w roli bronzera. Mimo, że paleta była pokruszona i samodzielnie ją naprawiałam to myślę, że prędko się jej nie pozbędę. Mój kolor to 02 sun glow.

Ostatnim a zarazem najnowszym produktem z tego zestawienia jest puder brązujący Federico Mahora w kolorze Golden Tan. Daje bardzo fajny, naturalny efekt dzięki połyskującym drobinkom. Choć na początku nie mogłam się do niego przekonać, ostatnio używam go coraz częściej. 
 

puder brązujący Federico Mahora

 
Co prawda nie mam po jednym produkcie z każdego typu, bo róży jest trochę więcej, ale myślę, że to całkiem rozsądna ilość. Na co dzień nie robię pełnego makijażu, ale gdy nadarzy się okazja nie brakuje mi kosmetyków do jego wykonania. Mam nawet niewielkie pole do popisu w zależności od efektu jaki chcę uzyskać. 


Używacie różu, rozświetlacza, bronzera?
Ile sztuk liczy Wasza kolekcja? 
 
 

niedziela, 21 lutego 2021

Nawilżenie to podstawa – głęboko nawilżający krem do twarzy Collistar

Przetestowałam wiele kremów do twarzy, z różnych półek cenowych. Cena nie zawsze idzie w parze z jakością, ale odkąd zaczęłam sięgać po kosmetyki do pielęgnacji twarzy premium, zauważyłam że to właśnie one najbardziej służą mojej skórze. Dzisiaj chciałam napisać Wam kilka słów na temat głęboko nawilżającego kremu do twarzy Collistar Deep Moisturizing Cream. Kosmetyk kupiłam w zestawie z miniaturką żelu pod oczy i uroczą kosmetyczką, którą pokazywałam Wam tutaj
 
 


Jak to często u mnie bywa, krem musiał trochę poczekać na swoją kolej. Po ponad pół roku systematycznego stosowania przyszła pora na jego recenzję. Produkt znajdziemy w masywnym szklanym słoiczku z różowym wieczkiem. Opakowanie jest minimalistyczne i solidnie wykonane. Konsystencja kremu jest lekka, produkt szybko się wchłania pozostawiając na skórze satynową warstwę i delikatny, przyjemny zapach
 

głęboko nawilżający krem do twarzy Collistar

Najchętniej stosowałam go na noc solo lub w połączeniu z serum albo olejkiem Nuxe. Choć jego działanie samo w sobie jest bardzo dobre, to w duecie z Nuxe czyni cuda. Wystarczy jedna noc, aby zauważyć różnicę w stanie skóry. Po użyciu jest ona wypoczęta i zregenerowana. Wszelkie podrażnienia, ranki, niedoskonałości są wyciszone i mniej widoczne. Buzia jest miękka i nawilżona
 

Collistar Deep Moisturizing Cream


Początkowo obawiałam się, że tak lekka konsystencja nie zapewni dostatecznego nawilżenia, ale na szczęście okazało się, że niesłusznie. Wystarczy niewielka ilość produktu na pokrycie twarzy, przez co jest niezwykle wydajny. Jest to sporą zaletą przy jego cenie (ok. 150 zł/50 ml). Collistar spisał się na 5tę z plusem jako kosmetyk do mojej tłustej cery, dlatego będę do niego chętnie wracać. 


Jakie są Wasze ulubione kremy do twarzy?
Sięgacie po droższe marki czy używacie kosmetyków drogeryjnych? 
 
 

wtorek, 16 lutego 2021

Przegląd kosmetyczki: balsamy ochronne do ust

Zapraszam na kolejną część serii z przeglądem kosmetyczki. Ostatnio pokazywałam Wam moje podkłady, korektory i pudry, czyli kilka produktów, których używam na bieżąco plus mały zapas. Kosmetyki do makijażu twarzy wypadły bardzo rozsądnie, ale w innych kategoriach nie jest już tak minimalistycznie. Dzisiaj dla odmiany chciałam napisać Wam o produktach pielęgnacyjnych do ust.
 

Na ten moment mam 11 szt. Wiem, że wynik może szokować, ale szczerze mówiąc myślałam, że jest ich więcej. Dwa z kosmetyków są na wykończeniu i oba znajdują się w słoiczkach. O Catrice Lip Treatment z masłem Shea pisałam już kiedyś na blogu. Żegnam go z żalem i dużym sentymentem, tym bardziej że prawdopodobnie była to wersja limitowana. Dajcie znać, jeśli widziałyście gdzieś ten balsam, bo póki co nie udało mi się go nigdzie znaleźć. Natomiast z masełkiem The Body Shop Rich Plum rozstanę się z dużą ulgą. Kupiłam je dla zapachu i ładnego opakowania. Miałam kiedyś wersję z mango i nie byłam zadowolona. Niestety śliwka również mnie zawiodła pod względem działania.

Na zdjęciu widzicie 3 balsamy w papierowych opakowaniach Laura Conti Botanicals. Sztyfty mają naturalne składy i zostały stworzone zgodnie z filozofią zero waste. Trochę przeszkadza mi ich zbita formuła, która zimą jest twarda i ciężka w aplikacji, ale liczę, że łatwiej będzie mi ich używać, gdy zrobi się cieplej. Mam sporo pomadek Blistex, które bardzo lubię. Jako jedne z nielicznych dobrze nawilżają moje wymagające usta. Wersja triple butters nie daje efektu chłodzącego, za którym sporo osób nie przepada. 
 
ochronne balsamy do ust

Niedawno zaczęłam używam pomadki do ust o zapachu leśnych jagód z adwentowego kalendarza Yves Rocher. Na razie mam mieszane uczucia, ale jeszcze dam jej szansę. W zapasie czeka bebe Repair Balm. Kiedyś bardzo chętnie używałam balsamów bebe i postanowiłam wrócić do nich po latach. Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą.


Używacie balsamów do ust? 
Podzielcie się swoimi ulubieńcami. 
 
 

sobota, 13 lutego 2021

10 zaskakujących faktów o mojej garderobie

szary dres

Jakiś czas temu pisałam Wam o moich kosmetycznych dziwactwach. Post spotkał się z pozytywnym odzewem, dlatego postanowiłam pójść o krok dalej i opowiedzieć Wam o kilku zaskakujących faktach dotyczących mojej szafy.
 

Większość moich ubrań jest w ciemnych kolorach. Kocham czerń, ale trafi się też grant, brązy i szarości.


Mam mało jasnych ubrań, zdarza się, że piorę je raz w miesiącu, bo bardzo ciężko zapełnić mi pralkę jasnymi kolorami


Kocham czerwień i świetnie się w niej czuję. Czerwone ubrania piorę osobno i łatwiej mi uzbierać pełen bęben w odcieniach czerwieni niż w jasnych kolorach. 
 
 
Cuffed Joggers Loungewear Set
 
 
Marzy mi się tzw. walk in closet, czyli garderoba z prawdziwego zdarzenia, w której będę miała miejsce na swoje ciuchy. Chciałabym, aby były posegregowane na wieszkach, zawsze łatwo dostępne. 


Często kupuję na wyprzedażach. Uważam, że ceny ubrań z sieciówek są wygórowane biorąc pod uwagi ich jakość. Swoją drogą sieciówki z roku na rok obniżają jakość produktów. 
Też to zauważyliście? 


Na co dzień stawiam na wygodę. Często noszę jeansy i płaskie buty. W czasach zarazy pokochałam dresy, w których ostatnio chodzę bardzo często. 
 
 
Black Loungewear Set

 
Z biegiem lat zmieniłam swoje podejście do zakupów. Rzadziej kupuję coś pod wpływem impulsu. Staram się przemyśleć zakup i nie zapełniać szafy zbędnymi rzeczami. 


Ciężko mi znaleźć coś dla siebie w sieciówkach. Mam kilka ulubionych sklepów, w których przeważnie kupuję. Jednym z nich jest Orsay, który stawia na klasyczne, uniwersalne wzory.


Kiedyś w ogóle nie zwracałam uwagi na skład materiału. Teraz staram się unikać poliestru, zwłaszcza w przypadku bluzek. Zdecydowanie wolę bawełnę lub wiskozę. 


Dbam o swoje ubrania i wiele z nich mam naprawdę długo.


Ilustracją do dzisiejszego wpisu są dresy, zamówione ze strony femmeluxe.co.uk. Komplety dresowe ze zdjęć oraz inne ciekawe propozycje znajdziecie klikając w poniższe linki.





 
Ciekawa jestem czy, któryś z moich punktów pokrywa się z Waszym podejściem do ubrań i mody?
 
 
Chętnie poznam Wasze ciuchowe nawyki. Koniecznie dajcie znać w komentarzach. 
 
 

sobota, 6 lutego 2021

Przegląd kosmetyczki: moje WSZYSTKIE podkłady, korektory i pudry

 
Na początku roku zabrałam się za przegląd kosmetyczki. Postanowiłam uporządkować kosmetyki kolorowe. W ramach podsumowania przygotowałam serię wpisów z produktami podzielonymi na kategorie tematyczne. Na pierwszy ogień poszły podkłady, korektory i pudry do twarzy. Dosyć łatwo było mi zacząć właśnie od nich, bo mam ich stosunkowo mało. Ciekawi jesteście czego używam? Zapraszam do oglądania.




 

Podkłady


Na tą chwilę mam tylko 3 podkłady (nie licząc próbek). Najczęściej używam podkładu essence #instaperfect. Mam go w najjaśniejszym odcieniu, czyli nr 30. Niestety jest dla mnie trochę za jasny. O tym podkładzie pisałam Wam już kiedyś na blogu (klik). Od tego czasu moje zdanie o nim się nie zmieniło. Jest to kiepski podkład, o słabym kryciu, który ciężko się aplikuje. Instaperfect nie matuje, szybko znika z buzi i lubi się wyświecać. Chyba jego jedyną zaletą jest mała buteleczka, fajna na wyjazdy oraz niska cena. Na co dzień może być, zwłaszcza w połączeniu z dobrym pudrem, ale na pewno do niego nie wrócę.


O podkładzie Semilac pisałam Wam we wpisie, podlinkowowanym powyżej. Przyznam, że lubię ten produkt. Ma średnie krycie i ładnie wygląda na twarzy. Najjaśniejszy kolor, czyli 10 Sand Beige fajnie zgrywa się z moją cerą.


Eveline liquid control HD kupiłam w zastępstwie za Catrice HD Liquid Coverage. Eveline wypada całkiem ok, choć chyba Catrice bardziej odpowiadał mi pod względem konsystencji. Ten podkład mam najkrócej, dlatego ciągle wyrabiam sobie o nim zdanie.


essence instaperfect podkład

 

Korektory 

 

W mojej kosmetyczne znajdziecie tylko 2 korektory. Niedawno zdenkowałam legendarny kamuflaż Catrice HD i już za nim tęsknię. Został mi korektor mineralny Lily Lolo, o którym mogliście przeczytać  tutaj. Lubię go stosować na niedoskonałości, bo przyspiesza ich gojenie, ale czasem potrzebuję czegoś z nienagannym kryciem i w tej roli się niezbyt sprawdza.


Korektor Hean Camuflage miał być zastępcą wykończonego Catrice, niestety trochę się na nim zawiodłam. Jest dosyć rzadki, nie ma zastygającej formuły i jego krycie nie do końca mnie zadowala. Używam go od niedawna, dlatego jeszcze dam mu szansę i zobaczę czy z czasem da się lubić.



Sypki puder Fixing Matt Delia
 

Pudry


Obecnie mam 3 sztuki, z czego jeden dobija dna. Mowa o pudrze matującym Semilac. Mimo, że mam najjaśniejszy kolor 20 Light Beige to jest dla mnie za ciemny. Wpada w pomarańczowe nuty i trzeba z nim uważam. Łączę go z za jasnym podkładem essence i tylko dzięki temu udało mi się go zużyć.


Sypki puder Fixing Matt Delia mile mnie zaskoczył. Mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że to kosmetyk prawie idealny. Bardzo wydajny, fajnie wygląda na twarzy i dobrze matuje. Produkt godny uwagi, dlatego jeśli jeszcze go nie znacie, warto się nim zainteresować. W zapasie mam też puder prasowany tej marki Stay Matt Delia i już niedługo biorę się za jego testowanie.


Podsumowując dzisiejszy wpis, muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z ilości produktów do makijażu twarzy, które posiadam. Pewnie spodziewaliście się większej kolekcji, ale akurat w tej kategorii nie ma u mnie nadmiaru (gorzej będzie w innych, z resztą zobaczycie w kolejnych postach z tej serii). Nie planuję większych zakupów w najbliższym czasie, ale nieśmiało rozglądam się za jakimś naprawdę dobrym matującym podkładem do twarzy o średnim kryciu. Jeśli macie coś godnego polecenia, piszcie w komentarzach.



Jak wygląda Wasza kolekcja podkładów, korektorów i pudrów?
Dajcie znać, czy macie ich mniej czy więcej niż ja.



piątek, 29 stycznia 2021

Moje kosmetyczne dziwactwa

 

Każdy ma swoje przyzwyczajenia i na pewno część z nich może się wydawać osobie postronnej co najmniej dziwna. Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moimi nawykami kosmetycznymi, które w tytule posta nazwałam dziwactwami. Sami oceńcie, czy są ok, czy może jednak już wykraczają poza skalę 'normalności' ;)

 

Nie lubię marnotrawstwa i rzadko wyrzucam kosmetyki, nawet jeśli produkt mi nie pasuje to staram się go zużyć. Zdarza się, że ‘męczę’ jakiś kosmetyk, bo szkoda mi go wyrzucić.

 

Zbieram miniaturki kosmetyków i trzymam je na wyjazdy. W związku z pandemią i zakazem podróży uzbierała się niezła gromadka. Chyba pora zabrać się za jej zużywanie.

 

Rozcinam opakowania kosmetyków, przeważnie po przecięciu tubki okazuje się, że całkiem sporo produktu zostało jeszcze w środku.

 

Mam słabość do paletek cieni, mimo że na co dzień nie maluję oczu.

 

moja toaletka
 

Rzadko czuję żal po zużyciu kosmetyku, nawet jeśli był dobry. Przeważnie cieszę się, że mogę wreszcie otworzyć coś nowego. 

 

Nie lubię używać balsamów do ciała, zwłaszcza zimą. Po wyjściu spod prysznica mam ochotę jak najszybciej wskoczyć do ciepłego łóżka. Latem zwyczajnie o nich zapominam.

 

Nałogowo smaruję usta ochronnymi pomadkami. Nie lubię suchych skórek, dlatego potrafię używać balsamu kilkanaście razy dziennie.

 

Nigdzie nie ruszam się bez pomadki do ust, kremu do rąk, pilniczka i lusterka.

 

Nie lubię kupować kosmetyków w cenie regularnej. Zawsze czekam na promocje, ale jeśli akurat takiej nie ma i muszę coś kupić za pełną cenę - czuję rozczarowanie.


Nie lubię brudnych opakowań kosmetyków. Utytłane butelki i tubki wzbudzają we mnie obrzydzenie. Najbardziej denerwuje mnie podkład z zaschniętymi resztkami na pompce lub zakrętce. Zdarza się, że takie cuda widuję czasem na blogach i zastanawiam się gdzie tu estetyka, o higienie już nie wspominając...


Ciekawa jestem czy któryś z punktów pasuje również do Ciebie.

Podzielcie się swoimi kosmetycznymi dziwactwami.