niedziela, 17 lutego 2019

Kokosowa radość zamknięta w żelu pod prysznic Palmolive Coconut Joy


Przy zakupie kosmetyków oprócz działania ważne są dla mnie także wygląd opakowania oraz zapach. Często kupuję oczami, ale przyznam, że i ładne aromaty także potrafią mnie skusić. Nie mam dużych wymagań co do żelu pod prysznic. Przede wszystkim musi dobrze oczyszczać i nie przesuszać skóry, a kompozycja zapachowa jest miłym dodatkiem. Jakiś czas temu pisałam o truskawkowym żelu pod prysznic Palmolive z serii Body Butter Wash. Przypadł mi do gustu na tyle, że postanowiłam kupić inny wariant. Sporo z Was polecało w komentarzach kokos i to właśnie on trafił do mnie przy okazji wizyty w drogerii. 
 
kokosowy żel pod prysznic opinie recenzje blog
 
Opakowanie jest zgrabne i estetyczne. Bez wątpienia przyciąga wzrok na sklepowej półce. Półprzezroczysta butelka pozwala na kontrolowanie zużycia, co jest wygodnym rozwiązaniem. Dozowanie produktu nie sprawia trudności, mimo że konsystencja jest nieco glutkowata. Żel fajnie się pieni, dobrze myje i ma piękny zapach. Po użyciu nadal jest wyczuwalny na skórze, a podczas kąpieli wypełnia całą łazienkę. Moja skóra dobrze na niego reagowała, nie miałam problemu z przesuszeniem czy podrażnieniami. Żałuję tylko, że wydajność nie jest nieco lepsza a cena niższa (13 zł/250 ml), mimo to myślę, że jeszcze nieraz zagości w mojej łazience.
 
sklad blog
 
Znacie żele Palmolive z tej serii? 
Jakie wersje zapachowe lubicie najbardziej?

środa, 13 lutego 2019

O co tyle krzyku? EOS rozczarowuje po raz drugi

 
Pewnie świetnie kojarzycie kultowe balsamy do ust EOS w kształcie jajeczka. Tyle zachwytów było o nich na blogach, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy czegoś nie tracę. Jakoś nie po drodze mi było z zakupem balsamu za 30 zł, a podczas promocji nie sposób było go dorwać. W ostatnim czasie EOS wprowadził do swojej oferty mazidła w formie sztyftów.

strawberry sorbet opinie recenzje blog

Waniliowa pomadka EOS w sztyfcie trafiła do mnie z adwentowym kalendarzem kosmetycznym Douglas 2017. Spodziewałam się świątecznego zapachu, wypełnionego słodyczą, niestety po otwarciu aromat był średnio wyczuwalny i bardzo szybko zwietrzał do zera. Pomadka miała popsute opakowanie i nie dało się wkręcić sztyftu, a do tego działanie kosmetyku było słabe. Postanowiłam się, jednak się nie zrażać i dać mu jeszcze jedną szansę. Przy okazji zakupów w niemieckim DM do mojego koszyka wpadła szminka o wdzięcznej nazwie strawberry sorbet. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy okazało się, że także tym razem opakowanie jest felerne i nie da się wkręcić sztyftu… 

pomadka eos wykręcana

Pod względem zapachu na szczęście jest lepiej. Wyraźnie czuć przyjemny, owocowy aromat bez sztucznych nut zapachowych. Niestety samo działanie jest znikome. Balsam jest bardzo lekki i błyskawicznie się zjada. Na ustach tworzy subtelną powłoczkę. Sztyft jest miękki i przy codziennym użytku pomadka znika w tempie błyskawicznym. Niestety produkt nie zapewnił dostatecznej ochrony moim ustom, zwłaszcza teraz, gdy temperatura na dworze potrafi dokuczyć. Szybko pojawiły się problemy popękanych kącików, z którymi nie miałam kłopotu od dłuższego czasu. Choć sam wygląd EOSa jest przyjemny i balsam ma potencjał ze względu na dobry, naturalny skład, to u mnie się nie sprawdził. Produkt w cenie regularniej kosztuje 25 zł za 8 g.



Miałyście jajeczka lub sztyfty EOS? Jak się u Was sprawdziły? 
Miał ktoś problem z popsutym opakowaniem?




niedziela, 10 lutego 2019

Jak oprzeć się promocjom i czy w ogóle jest sens to robić?

„Pieniądze szczęście nie dają, dopiero zakupy”. Znacie ten cytat? Marilyn Monroe wiedziała co my kobiety, lubimy najbardziej :). Gorzej, jeśli zakupy stają się główną rozrywką, a w dłuższej perspektywie powodują wyrzuty sumienia.

Powodów może być kilka, pusty portfel i brak funduszy na wymarzony sprzęt czy wakacje, przytłoczenie ilością rzeczy i brak miejsca na ich przechowywanie, wyrzucanie przeterminowanego jedzenia czy kosmetyków. 
 
 

Nieraz zdarzyło mi się w trakcie porządków znaleźć w szafie ubrania, które miałam na sobie raz lub wcale. Wiele z nich to efekt nieprzemyślanych zakupów lub promocyjnej ceny. Choć w ciągu ostatnich lat zauważyłam u siebie duży progres i staram się podchodzić do kupowania rozsądnie to ciągle promocje potrafią kusić. Nie mam nic przeciwko kupowania na wyprzedażach, pod warunkiem, że rzeczywiście potrzebujemy danej rzeczy i przemyśleliśmy jej zakup.

Myślę, że sporym błędem jest obliczanie ile możemy zaoszczędzić kupując coś w okazyjnej cenie. Prawda jest taka, że kupując nie oszczędzasz, tylko wydajesz. Wrzucając do koszyka kolejną pomadkę przecenioną z 20 zł na 12 zł, wydajesz nieco ponad dyszkę, więc ciężko mówić o realnej oszczędności. Często mamy wrażenie, że okazja się nie powtórzy, żal nie kupić, w końcu to tylko kilka złotych. Warto jednak wziąć poprawkę na to, że małe sumy, które pozornie nie obciążają budżetu po jakimś czasie dają pokaźną kwotę. Inną sprawą są nieuczciwe praktyki sklepów i sztuczne zawyżanie cen, w celu stworzenia wrażenie, że towar sprzedawany jest za ułamek ceny wyjściowej. 
 
promocje czy warto
 
Zdarzyło mi się wpaść w pułapkę kupowania „na zapas”. Z resztą kto tego nie doświadczył niech pierwszy rzuci kamień. Po kilku latach blogowania i drastycznych doświadczeń – wyrzucanie z bólem serca przeterminowanych produktów, udało mi się zminimalizować zapasy kosmetyczne. O tym jak tego dokonałam pisałam tutaj. Myślę, że przy okazji tego wpisu warto też odświeżyć stary, ale nadal aktualny post z wyjaśnieniem dlaczego nie warto kupować na zapas.


Ciekawa jestem Waszych przemyśleć na ten temat?
Jesteście zakupowymi minimalistkami, czy raczej łatwo wpadacie w pułapkę promocji?

środa, 6 lutego 2019

Lekki krem nawilżający pod makijaż La Roche Posay Hydreane Legere

 
Znalezienie lekkiego kremu do twarzy, którego można używać pod makijaż nie jest łatwe przy mojej tłustej skórze. Kremy matujące często działają odwrotnie i zamiast matować, nasilają błyszczenie. Z kolei cięższe smarowidła potrafią obciążać cerę. Idealnym rozwiązaniem, które dobrze się u mnie sprawdza jest używanie mocno-nawilżającego kremu na noc i lekkiego na dzień. Ostatnio przy porannej pielęgnacji towarzyszy mi lekki krem nawilżający dla skóry wrażliwej La Roche Posay Hydreane Legere.
 
opinie recenzje blog kosmetyczny

Tubka kremu jest poręczna i wygodna w użytku. Opakowanie skrywa w sobie 40 ml specyfiku, za który zapłacimy ok. 50 zł. Produkt jest biały, lekki i gładki w konsystencji. Ma delikatny, przyjemny zapach. Szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej powłoki. Dobrze sprawdza się jako baza pod podkład. Nie zauważyłam, żeby skracał trwałość makeupu, czy potęgował przetłuszczanie cery. Niestety słabo nawilża. Do cery tłustej spisuje się dobrze, stosowany na zmianę z bardziej treściwym kremem na noc. Obawiam się jednak, że osoby z suchą, czy normalną skórą nie będą zadowolone. 
 
skład sklad

Powiem szczerze, że lubię ten krem, mimo tego że nie zapewnia dogłębnego nawilżenia. Mała tuba jest łatwa do zabrania na wyjazd. Uważam, że kosmetyk jest godny uwagi, choć jego cena powinna być niższa, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę jego wydajność. Nie wykluczone, że będę do niego wracać, jeśli uda mi się trafić na jakąś promocję.


Lubicie kremy do twarzy La Roche Posay?

niedziela, 3 lutego 2019

Kosmetyczne podsumowanie stycznia

Wraz z końcem miesiąca przyszła pora na podsumowanie zużyć kosmetycznych. Styczeń był dla mnie dosyć pracowity i nie obfitował w dużą ilość pustych opakowań. Z niecierpliwością wyczekuję wiosny, bo wraz z ciepłą pogodą oraz dłuższymi dniami poprawia się moje samopoczucie i łatwiej regularnie sięgać mi po pielęgnację. 
 
Do denkowego koszyczka w ostatnim czasie trafiły:


ANNAYAKE serum przeciwzmarszczkowe (miniatura)
Znalazłam ją w kalendarzu adwentowym Douglas.
Działanie było ok, ale za tak wygórowaną cenę spodziewałam się czegoś więcej.
Nie kupię opakowania pełnowymiarowego. 
 

Selfie Project maska na tkaninie #WildTiger 
Urocza maseczka w płachcie, o której pisałam tutaj.
Nie wiem czy kupię ponownie. 


Balea pomadka z masłem shea i olejem arganowym
Mimo dobrego składu okazała się dla mnie za słaba.
Pisałam o niej  tutaj.
Nie kupię ponownie.


Mincer rozświetlający krem pod oczy Vita C Infusion
Krem spisał się nieźle, ale mam wrażenie, że moja skóra potrzebuje bardziej treściwego kosmetyku.
 Recenzja.
Nie kupię ponownie.


Yves Rocher maseczka z glinką marokańską do twarzy i włosów
Kolejny poprawny produkt, do którego nie miałam wielu zastrzeżeń, jednak nie wyróżnił się na tyle, abym planowała ponowy zakup.
Recenzja.
Nie kupię ponownie.


Balea miodowe mydło w kostce
Kupiłam z ciekawości, w niskiej cenie i powiem, że mam do niego bardzo neutralne nastawienie. Mydło w kostce jakich wiele.
Nie wiem czy kupię ponownie.


Balea żel pod prysznic Sensitive aloes


Jessa płyn do higieny intymnej
Kolejny zakup z DMu. Wybrałam wersję do skóry wrażliwej, ale mam wrażenie, że ma tendencję do podrażniania delikatnej skóry.
Nie kupię ponownie.


Tutti Frutti żel peelingujący brzoskwinia i mango
Przyjemny kosmetyk o fajnym, owocowym zapachu. 
Pisałam o nim tutaj
Byłam z niego zadowolona, ale zamiast żelu peelingującego, wolę zwykły peeling.
Nie wiem czy kupię ponownie.


Balea żel pod prysznic Sensitive
Kosmetyk o delikatnym zapachu. Dobrze oczyszczał i nie przesuszał skóry.
Kupię ponownie.


Jak widzicie, w moim denku przewinęło się sporo przeciętniaków. Niby nie ma powodów do narzekań, a jednak pozostał mały niedosyt. Mam nadzieję, że w przyszłym denku znajdą się perełki kosmetyczne.


Znacie któryś z tych produktów?

czwartek, 31 stycznia 2019

Balea Mizellen Reinigungswasser płyn micelarny za grosze


Płyny micelarne to jedne z kosmetyków, które schodzą u mnie w dużej ilości. Praktycznie zawsze mam w łazience choć jedną buteleczkę tego specyfiku. Z tego względu szukam dobrych, ale i ekonomicznych rozwiązań. Przy okazji wizyty w Niemczech i zakupów w DM (klik), skusiłam się na micel Balea Mizellen Reinigungswasser w dużej pojemności 400 ml. Wersja, którą kupiłam dedykowana jest do cery mieszanej i wrażliwej. Woda micelarna jest bezzapachowa, zawiera pantenol, glicerynę i oczar wirginijski. 

opinie recenzje blog kosmetyczny

Kosmetyk przykuł moją uwagę fajnym opakowaniem i przystępną ceną (ok. 3 euro, w przeliczeniu ok. 13 zł). Duża butla starcza na długo, ale jest niezbyt wygodna w użytku. Łatwo wylać zbyt dużą ilość płynu na płatek kosmetyczny, zwłaszcza na początku, gdy opakowanie jest pełne. Przy nakładaniu i na waciku wyraźnie się pieni.

Produkt jest delikatny dla skóry, a mimo to nieźle radzi sobie ze zmywaniem codziennego makijażu. Podkład i tusz łatwo schodzą, bez konieczności tarcia. Trochę gorzej jest z kosmetykami wodoodpornymi, do ich zmycia potrzebny będzie micel większego kalibru. Płyn micelarny nie podrażnił moich oczu, nie spowodował zaczerwienienia skóry czy nadmiernego ściągnięcia (mam tłustą cerę). Jak dla mnie jest to poprawny kosmetyk, który dobrze sprawdził się do codziennego użytku.

Używacie tego typu produktów? Macie swoich ulubieńców?

niedziela, 27 stycznia 2019

Kolejne podejście do masek na tkaninie - Selfie Project #WildTiger


W ostatnim czasie dużą popularność zdobyły maski na tkaninie. Przyznam, że sama byłam ich ciekawa i dosyć szybko uległam temu trendowi, ale jeszcze szybciej przekonałam się, że chyba nie są dla mnie. Większość z nich ma działanie nawilżające i obciążają moją skórę. Nie do końca lubię też tą formę aplikacji. Miałam dłuższą przerwę od maseczek w płachcie, ale postanowiłam dać im jeszcze szansę.
 
opinie recenzje blog
 
Tym razem padło na maskę wygładzającą na tkaninie Selfie Project #WildTiger. Produkt jest łatwo dostępny i kosztuje ok. 10 zł. Obietnice producenta możecie zobaczyć poniżej. 
 
 
Maska wykonana jest na grubej, solidnej tkaninie. Łatwo ją rozłożyć, nie trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem, raczej nie ulegnie przypadkowemu przerwaniu. Jest wilgotna, mocno nasączona płynem, ale z niej nie kapie, a w opakowaniu nie zostaje nadmiar serum. Jest fajnie docięta i dobrze dopasuje się do twarzy. Otwory na oczy mogły by być trochę większe. Mam szeroki rozstaw oczu i ten problem pojawia się w większości masek w płacie. Maska ma uroczy nadruk tygrysa. Kolory są mocne i po nałożeniu rzeczywiście widać z jakim zwierzątkiem mamy do czynienia ;). Niby niepotrzebny bajer, a jednak cieszy. Jak wygląda maska na twarzy mogliście zobaczyć na moim IG
 
<!>
 
Jeśli chodzi o działanie to skóra jest gładka, przyjemna w dotyku. Wbrew zapewnieniom producenta, maska nie nawilża. Po aplikacji towarzyszyło mi uczucie ściągnięcia. Po jednorazowym użyciu nie zauważyłam redukcji przebarwień. Maska fajnie wyregulowała wydzielanie sebum, moja skóra do rana pozostała matowa (maski użyłam wieczorem). W ciągu dnia mniej się przetłuszczała, ale ten efekt utrzymał się tylko jeden dzień. Choć nie dała efektu wow, to jestem zadowolona z jej działania. Myślę, że fajnie sprawdzi się przy tłustej cerze, natomiast osoby poszukujące nawilżenia mogą być rozczarowane. 
 
blog kosmetyczny blog urodowy blog uroda
 

Lubicie maski na tkaninie? 
Znacie maski w płacie Selfie Project?