niedziela, 26 lipca 2026

Nowości kosmetyczne – haul zakupowy z Douglas i Rossmanna

Lubicie podglądać kosmetyczne nowości? Ja bardzo! Dlatego zapraszam Was na przegląd moich ostatnich zakupów z Douglas oraz niemieckiego Rossmanna. W koszyku znalazło się kilka produktów do makijażu, pielęgnacji i codziennej higieny. Część z nich kupiłam z polecenia, inne po prostu mnie zaciekawiły. Jestem bardzo ciekawa, które z nich okażą się prawdziwymi perełkami. 
 
Zamówienie z Douglas  
 
 


Mgiełka Revolution Mask Care Calming

Pierwszym produktem jest Revolution Skincare Mask Care Calming Over Mask Mist. Kupiłam ją z myślą o używaniu jako toniku po oczyszczaniu twarzy. 
 
Puder KIKO Universal Veil

Do koszyka trafił również KIKO Universal Veil Translucent Finishing Powder. Szukałam lekkiego pudru transparentnego, który dobrze utrwali makijaż i zapewni efekt matu. 
 
Błyszczyk KIKO Lip Volume

Kolejna nowość to KIKO Lip Volume Plumping Effect Lip Cream. W opakowaniu wygląda na intensywnie różowy, wręcz barbiowy odcień, ale na ustach prezentuje się zdecydowanie bardziej naturalnie. 
 
Błyszczyk KIKO Lip Volume
 
Żel do briw NYX The Brow Glue

Nie mogło zabraknąć także produktu, który od dawna przewija się w mediach społecznościowych – NYX Professional Makeup The Brow Glue Instant Brow Styler. Producent obiecuje mocne utrwalenie brwi nawet do 16 godzin oraz efekt przypominający laminację. Opinie na jego temat są jednak bardzo podzielone. Jedni nie wyobrażają sobie bez niego codziennego makijażu, inni narzekają, że nie radzi sobie z bardziej niesfornymi włoskami. Oczywiście musiałam przekonać się o tym na własnej skórze – zobaczymy, do której grupy będę należeć. 
 

Zakupy w niemieckim Rossmannie 
 
Haul zakupowy Rossmann
 

Interdental-Sticks – elastyczne patyczki do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych

Nie przypominam sobie, żebym widziała je w polskich Rossmannach, a szkoda, bo wydają się bardzo praktyczne. Jeśli znacie podobne, dobre i niedrogie produkty dostępne w Polsce, koniecznie dajcie znać w komentarzach. Chętnie wypróbuję Wasze polecenia! 
 
Oliwka Babydream Pflegeöl

Kolejne opakowanie oliwki dla ciążowego brzuszka :) 
 
Żel pod prysznic Balea Lemon Lover

Na koniec coś, czemu trudno było się oprzeć – Balea Lemon Lover Duschgel z limitowanej letniej edycji, kupiony w drogerii dm. Uwielbiam cytrusowe zapachy, szczególnie latem, więc ten żel pod prysznic od razu wylądował w koszyku. 
 

Jakie nowości kosmetyczne ostatnio trafiły do Waszych kosmetyczek?
 

piątek, 17 lipca 2026

Przegląd mojej kosmetyczki – podkłady i korektory

Projekt Pan zachęcił mnie do przejrzenia mojej toaletki i zapasów kosmetyków. Kiedyś regularnie publikowałam na blogu aktualizacje kosmetyków z poszczególnych kategorii (seria starszych postów - przegląd kosmetyczki), postanowiłam wrócić do tej serii i sprawdzić, co aktualnie znajduje się w mojej kolekcji. Na pierwszy ogień idą podkłady i korektory, czyli kosmetyki, po które sięgam praktycznie każdego dnia. 
 
 
Podkłady

Obecnie w mojej kosmetyczce znajduje się 5 podkładów. Najstarsze z nich to dwa opakowania Estée Lauder Double Wear w starej formule. Przez lata był to mój absolutny ulubieniec, szczególnie ze względu na trwałość i świetne krycie. Mam dwa odcienie – jeden ciemniejszy, który z czasem dodatkowo mocno ściemniał, przez co przestał dobrze wyglądać na mojej cerze. Z tego powodu dokupiłam jaśniejszy kolor, który lepij do mnie pasuje na tą chwilę.
 


Przyznam, że bardzo ciekawi mnie nowa formuła Double Wear. Jeśli miałyście już okazję ją wypróbować, koniecznie dajcie znać w komentarzach, jak się u Was sprawdza i czy zauważyłyście różnice względem starszej wersji.

Kolejny podkład to Bourjois Healthy Mix Foundation. To zupełnie inny produkt niż Double Wear – jest lekki, daje naturalne wykończenie i bardzo ładnie wygląda na skórze. Lubię używać go na co dzień, kiedy zależy mi na delikatniejszym makijażu. Niestety przy mojej tłustej cerze jego trwałość pozostawia sporo do życzenia.

W kolekcji mam również dwa odcienie NYX Professional Makeup Make 'Em Wonder Foundation. Kupiłam je przez internet w ciemno zaraz po premierze, więc wiadomo, jak to czasem bywa z doborem koloru. Pierwszy odcień okazał się dla mnie zdecydowanie za jasny, dlatego później dokupiłam ciemniejszy, który znacznie lepiej pasuje do mojej cery. Na szczęście mieszając oba kolory mogę uzyskać odcień idealny. 

 
Korektory

Jeśli chodzi o korektory, obecnie mam tylko dwa produkty. Pierwszym z nich jest Too Faced Born This Way Super Coverage Multi-Use Sculpting Concealer. To bardzo kremowy, mocno kryjący korektor, który świetnie sprawdza się zarówno pod oczami, jak i do punktowego maskowania niedoskonałości. 
 
Too Faced Born This Way Super Coverage Multi-Use Sculpting Concealer

Drugim produktem jest Lily Lolo Mineral Concealer w wersji sypkiej. To prawdziwy weteran mojej kosmetyczki – mam go już dobre kilka lat. Mimo upływu czasu nadal nic złego się z nim nie dzieje, co jest jedną z zalet kosmetyków mineralnych w sypkiej formule. Nadal dobrze wygląda na skórze i od czasu do czasu chętnie po niego sięgam. 
 
Patrząc na moją kolekcję, muszę przyznać, że nie jest ona duża. Pięć podkładów i dwa korektory to całkiem rozsądna liczba, szczególnie biorąc pod uwagę, że są to kosmetyki używane przeze mnie niemal codziennie.
 

A jak wygląda Wasza kosmetyczka? 
Macie jednego ulubionego podkładu, czy – podobnie jak ja – lubicie mieć kilka różnych opcji do wyboru?
 
 

sobota, 11 lipca 2026

Project Pan, czyli co udało mi się zużyć z kolorówki

Kiedyś regularnie publikowałam na blogu wpisy z serii  Projekt Denko, w których pokazywałam zużyte kosmetyki – głównie pielęgnacyjne. Dziś coraz popularniejszy jest Project Pan, czyli świadome zużywanie kosmetyków kolorowych aż do samego końca. To zdecydowanie większe wyzwanie niż wykończenie kremu czy żelu pod prysznic, dlatego postanowiłam również spróbować swoich sił. 
 
 
e.l.f. Perfect Finish HD Powder

Pierwszym zużytym kosmetykiem jest e.l.f. Perfect Finish HD Powder. To już moje kolejne opakowanie, co najlepiej świadczy o tym, jak bardzo go lubię. Daje naturalne wykończenie i dobrze utrwala makijaż. Pełną recenzję znajdziecie tutaj: recenzja - e.l.f. Perfect Finish HD Powder
 
Floslek Pomadka do ust Prebiotic

Pomadkę zużyłam dosłownie do zera – wygrzebałam nawet resztki z opakowania, żeby nic się nie zmarnowało. Niestety nie zachwyciła mnie. Liczyłam na lepsze nawilżenie, a w praktyce działała dość przeciętnie. 
 
YSL Mon Paris

To zapach, który bardzo lubię. W kompozycji znajdziemy nuty bergamotki i maliny, różę damasceńską oraz paczulę, piżmo i cedr. Perfumy miałam już kilka lat. Z czasem zmieniły kolor, a ich trwałość zaczęła się pogarszać, więc postanowiłam je zużyć. 

 
e.l.f. Perfect Finish HD Powder
 
Claresa Gloss Is My Boss

Przezroczysty błyszczyk również został zużyty do ostatniej kropli – wyjęłam nawet stoper z opakowania. Był dość tłusty na ustach, ale dobrze się utrzymywał. Jedynym minusem był aplikator, który nabierał zbyt mało produktu. 
  
Lovely K'Lips – kosmetyczny antyk

Na koniec prawdziwy kosmetyczny zabytek – konturówka Lovely K'Lips z dawnych zestawów szminka + konturówka. Pisałam o nich już w 2017 roku: recenzja zestaw K'Lips lovely
 
Lovely K'Lips konturówka do ust
 

Wyobraźcie sobie, ile lat miała ta konturówka! Od dawna już jej nie używałam, a po otwarciu okazało się, że nieprzyjemnie pachnie, więc trafiła do kosza. Szkoda, ale była to miła podróż do kosmetycznych wspomnień.

Project Pan daje naprawdę dużą satysfakcję. Dzięki niemu kosmetyki nie zalegają latami w szufladach, a każda pusta sztuka cieszy.

Staracie się zużywać zalegające kosmetyki przed zakupem nowych?
 

poniedziałek, 6 lipca 2026

Moje trzy ulubione zapachy, po które sięgam ostatnio najczęściej

Są takie perfumy, które idealnie dopasowują się do naszego nastroju, pory dnia czy po prostu etapu w życiu. Ostatnio zauważyłam, że niezmiennie wracam do trzech zapachów, które świetnie mnie dopełniają — każdy na swój sposób. Choć różnią się charakterem, łączy je jedno: potrafią podkreślić pewność siebie i dodać odrobiny luksusu nawet najzwyklejszemu dniu.
 


YSL Libre – wolność w butelce

YSL Libre to zapach, który kocham za jego wyrazistość i elegancję. Jest odważny, ciepły i niezwykle kobiecy. Połączenie lawendy z wanilią tworzy kompozycję, która przyciąga uwagę, ale nie jest przytłaczająca. Idealny na dni, kiedy chcę poczuć się silna i niezależna. Libre świetnie sprawdza się zarówno na co dzień, jak i na wieczorne wyjścia. 
 
YSL Mon Paris – romantyczna strona codzienności

Mon Paris to czysta delikatność zamknięta w uroczej butelce. Zapach jest słodki, dziewczęcy i niezwykle przytulny. Nuty owocowe przeplatają się tu z kwiatowymi, tworząc lekko uzależniającą aurę. Sięgam po niego wtedy, kiedy mam ochotę na coś lekkiego, ale jednocześnie wyjątkowego. 
 
Hugo Boss The Scent


Hugo Boss The Scent – elegancja z nutą zmysłowości

The Scent od Hugo Boss to zupełnie inny klimat niż dwa poprzednie zapachy. Jest cieplejszy i zmysłowy. Idealnie nadaje się na chłodniejsze dni albo sytuacje, kiedy chcę otulić się czymś delikatnym, ale trwałym. To zapach, który dodaje elegancji i klasy, a przy tym wyróżnia się na tle wielu popularnych kompozycji.
 
Znacie któryś z tych zapachów? Jakie są Wasze ulubione perfumy?


wtorek, 30 czerwca 2026

Jak soczewki fakijne zmieniły moje życie – część 2

W poprzedniej części wpisu o mojej operacji oczu pisałam o tym, jak podjęłam decyzję, jak znalazłam klinikę oraz jak przebiegał sam zabieg. W dzisiejszej części dowiecie się, jak wyglądała moja regeneracja, jakie skutki uboczne mi towarzyszyły oraz czy jestem zadowolona ze swojej decyzji.


Kontrole i regeneracja

Następnego dnia po zabiegu miałam umówioną wizytę kontrolną w klinice. Nadal nie widziałam jeszcze ostro i czułam się zmęczona, co było zupełnie normalne na tym etapie regeneracji. W trakcie rekonwalescencji konieczne było spanie w plastikowych okularach ochronnych, które zabezpieczały oczy przed przypadkowym potarciem. W ciągu dnia musiałam nosić okulary przeciwsłoneczne, aby chronić oczy przed światłem i czynnikami zewnętrznymi. Bardzo ważne było również regularne zakraplanie oczu — trzy razy dziennie, różnymi preparatami, zgodnie z dokładną rozpiską otrzymaną w klinice.



Ciekawostką były tzw. „zakwasy oka”. Podczas zabiegu oko naturalnie próbowało się zamknąć, jednak rozwórki całkowicie to uniemożliwiały. Następnego dnia odczuwałam delikatny ból mięśni wokół oka przy mruganiu. Nie był on uciążliwy, ale było to dość zaskakujące doświadczenie.

Na wizycie kontrolnej wszystko było w porządku. Kolejną kontrolę miałam umówioną za kilka dni, a dodatkowo otrzymałam numer alarmowy do kliniki na wypadek nagłych zmian lub niepokojących objawów. Późniejsze kontrole odbywały się regularnie — początkowo co miesiąc, a następnie co kilka miesięcy — aż do roku po zabiegu.



Efekt halo i inne skutki uboczne

Nie pamiętam dokładnie momentu, w którym po zabiegu zaczęłam widzieć idealnie ostro. Już pierwszego dnia po otwarciu oczu byłam jednak w szoku — widziałam znacznie wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej bez okularów. Myślę, że w ciągu kilku dni moje widzenie ustabilizowało się na przyzwoitym poziomie, choć nadal nie była to jeszcze perfekcyjna ostrość. Trzeba jednak pamiętać, że miałam bardzo dużą wadę wzroku i w zasadzie nie pamiętam momentu w życiu, w którym widziałabym idealnie wyraźnie bez korekcji. Przez lata moje pole widzenia było po prostu jednym, lekko zamazanym obrazem.

efekt holo po korekcji wzorku

Jednym z efektów ubocznych, o którym zostałam wcześniej uprzedzona, był tzw. efekt halo — poświaty wokół świateł, układające się w świetliste kręgi, trochę jak aureole, szczególnie widoczne nocą. Efekt halo był bardzo intensywny w pierwszych tygodniach po zabiegu — zarówno w dzień, jak i w nocy. Najgorzej było jednak po zmroku, zwłaszcza podczas jazdy po nieoświetlonych drogach. Światła samochodów były mocne i rażące, a świetlne kręgi nakładały się na siebie, co było niezwykle męczące. Z tego względu przez kilka miesięcy unikałam jazdy samochodem po zmroku. Na szczęście efekt halo nie powodował u mnie bólów głowy ani migren, do których mam skłonność — a bardzo się tego obawiałam przed zabiegiem.

Dziś, ok 2 lata po zabiegu, jestem w stanie prowadzić samochód nocą, choć nadal zdecydowanie preferuję dobrze oświetlone drogi. W całkowitej ciemności światła innych pojazdów wciąż potrafią mnie drażnić, jednak ich intensywność jest znacznie mniejsza niż na początku. Na długich trasach bywa to jeszcze uciążliwe. W codziennym funkcjonowaniu nadal zauważam delikatny efekt halo, ale mój mózg nauczył się go ignorować. Nie przeszkadza mi to w normalnym życiu i nie wpływa na mój komfort na co dzień.

Przez krótki czas po zabiegu miałam problem z suchością oka, ale dosyć szybko ustąpił. Myślę, że po około trzech miesiącach przestałam używać kropli nawilżających.


Efekty po 2 latach od zabiegu

Minęły już prawie dwa lata od zabiegu i mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że soczewki fakijne zmieniły moje życie. Widzę ostro bez korekcji, nie muszę w nocy szukać okularów, aby dojść do łazienki, nie potykając się o rzeczy zostawione na podłodze. 

Wróciłam na basen, korzystam z aquaparków, podróżuję i uprawiam sport bez obaw. Codzienne drobiazgi, które kiedyś były problemem, dziś są zupełnie naturalne. Gdybym miała podjąć tę decyzję jeszcze raz — nie wahałabym się ani chwili.


Nosicie okulary, a może soczewki kontaktowe? 
Czy kiedykolwiek rozważaliście laserową korekcję wzroku lub wszczepienie soczewek fakijnych?


poniedziałek, 22 czerwca 2026

Jak soczewki fakijne zmieniły moje życie – część 1

Decyzja o korekcji wzroku była jedną z tych, które dojrzewają latami. U mnie trwało to prawie dekadę. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Podjęcie decyzji i wybór kliniki

O operacji korekcji wzroku myślałam już praktycznie od 10 lat. Miałam dużą wadę wzroku, która znacząco ograniczała moje codzienne funkcjonowanie. Noszenie okularów i soczewek kontaktowych było uciążliwe, a w niektórych sytuacjach wręcz uniemożliwiało normalne życie. Zrezygnowałam m.in. z basenu czy zjeżdżalni w aquaparkach, bo nie czułam się komfortowo ani bezpiecznie.



Sama myśl o operacji zawsze napawała mnie ogromnym stresem. Bałam się powikłań, bólu i nieodwracalnych konsekwencji, dlatego przez lata odkładałam decyzję „na później”. Jednak na przestrzeni tych 10 lat techniki operacyjne bardzo się rozwinęły. Coraz częściej słyszałam pozytywne historie od osób, które zdecydowały się na korekcję wzroku.

Przełomem była rozmowa z koleżanką, która poleciła mi klinikę, w której sama miała wykonaną laserową korekcję wzroku. To właśnie dzięki niej zdecydowałam się na wizytę ewaluacyjną, która ostatecznie otworzyła mi oczy na inne możliwości.


Dlaczego nie laser?

Podczas szczegółowych badań okazało się, że laserowa korekcja wzroku nie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Ze względu na wysoką wadę wzroku — -7,5 oraz -6,5 — oraz indywidualną budowę oka, lekarka stanowczo odradziła mi operację laserową. Zamiast tego zaproponowała wszczepienie soczewek fakijnych wewnątrz oka.

Muszę przyznać, że w tamtym momencie było to dla mnie ogromne zaskoczenie. Przez długi czas nastawiałam się właśnie na laser, dlatego perspektywa wszczepienia implantów wydawała mi się wręcz przerażająca. Dodatkowo zabieg ten wiązał się ze znacznie wyższym kosztem, a ja nie znałam nikogo, kto wcześniej zdecydował się na taką operację. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo wątpliwości i przez chwilę byłam nawet przekonana, że po prostu zrezygnuję z korekcji wzroku. 

Dopiero po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw”, rozmowach z lekarzami oraz dzięki ogromnemu wsparciu mojego męża zdecydowałam się zrobić ten krok. Warto wspomnieć, że zabieg jest odwracalny, ponieważ soczewkę umieszcza się przed naturalną soczewką oka. Moja budowa oka pozwalała na umieszczenie implantu bez ryzyka podwyższonego ciśnienia wewnątrzgałkowego.

oko soczewki fakijne

Koszty zabiegu i sam zabieg

Koszty zabiegu z użyciem soczewek fakijnych są wysokie i zależą przede wszystkim od rodzaju soczewek, które są produkowane indywidualnie, zgodnie z kształtem oka oraz wielkością wady wzroku. Im większa wada, tym cena zabiegu wzrasta. Z tego, co się orientowałam, przy podobnej wadzie wzroku w renomowanej klinice w Polsce koszt wynosi około 8–12 tysięcy złotych za jedno oko.

Sam zabieg jest krótki. Dzień przed operacją otrzymałam środki uspokajające do zażycia na noc, a rano mąż zawiózł mnie do kliniki. Cała procedura trwała łącznie około 15 minut. Podczas zabiegu dostałam rozwórkę do oczu, która uniemożliwiała ich zamknięcie. Lekarz wykonał niewielkie nacięcie, przez które włożył soczewkę do oka. Odczucia były bardzo nieprzyjemne — czułam silny nacisk na gałkę oczną, polewanie oka płynem oraz widziałam migające punkty światła na suficie. Nie był to ból, raczej intensywny dyskomfort.

Na koniec dostałam maść do oka, która praktycznie je „zakleiła”, przez co po zabiegu widziałam bardzo niewyraźnie. Dostałam okulary przeciwsłoneczne, a pielęgniarka wyprowadziła mnie na korytarz i przekazała pod opiekę męża, który zaprowadził mnie do samochodu i odwiózł do domu.

Po lekach uspokajających byłam bardzo senna — praktycznie od razu po powrocie położyłam się spać. Przespałam niemal całe popołudnie oraz całą noc ciągiem. Rano miałam wizytę kontrolną w klinice, o której opowiem w kolejnej części wpisu.


Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądała moja regeneracja po zabiegu, jakie miałam skutki uboczne oraz czy jestem zadowolona z zabiegu to zapraszam do kolejnej części, która niebawem ukaże się na blogu.


czwartek, 11 czerwca 2026

Zakupy w Douglas – trochę nowości na blogu po dłuższej przerwie

Witam Was po dłuższej przerwie! Ci, którzy śledzą mojego Instagrama kosmetyczne_pasje, zapewne zauważyli, że sporo się u mnie dzieje. Na początek zapraszam Was na luźny post z przeglądem nowości z mojego ostatniego zamówienia z Douglas.




Tym razem postawiłam głównie na produkty marki własnej Douglas. Do koszyka trafił między innymi suchy szampon dla brunetek. Jestem bardzo ciekawa, jak sprawdzi się w codziennym użytkowaniu. Kolejnym zakupem była odżywka do paznokci Douglas. To już moje drugie opakowanie, więc można śmiało powiedzieć, że produkt się u mnie sprawdził. Lubię do niego wracać, zwłaszcza gdy moje paznokcie potrzebują regeneracji (czyli praktycznie zawsze haha).


Do zamówienia dorzuciłam również balsam-maskę do ust Douglas Day & Night. Muszę przyznać, że sam słoiczek od razu przywołał wspomnienia zakręcanych błyszczyków z czasów mojej młodości. Wygląda naprawdę uroczo i bardzo retro. Trochę liczyłam jednak na jakiś przyjemny zapach, a tutaj niestety spotkało mnie rozczarowanie – produkt jest praktycznie bezzapachowy. Mam nadzieję, że nie okaże się zwykłą wazelinką w ładnym opakowaniu, bo jeśli tak, to srogo przepłaciłam. Nie mogło też zabraknąć kremu do rąk z limitowanej edycji. Kolorowe opakowanie od razu przyciągnęło moją uwagę i bardzo ciekawi mnie, jak będzie spisywał się na co dzień.
 
Douglas collection gratis gift

Reszta rzeczy, które widzicie na zdjęciach, to już gratisy do zamówienia. Szczególnie skusił mnie zestaw Douglas z kosmetyczką. Lubię takie dodatki, bo zawsze przydają się podczas wyjazdów albo do przechowywania drobiazgów w torebce. Oprócz tego w paczce znalazło się kilka próbek kosmetyków i perfum (niestety były pustki w magazynie, więc wzięłam męskie zapachy). 
 
Douglas miniaturki perfum


Dajcie znać, czy miałyście okazję używać produktów marki Douglas i czy jest wśród nich coś, co szczególnie polecacie. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!