wtorek, 20 października 2026

Przegląd mojej kosmetyczki – palety cieni do powiek

Uwielbiam cienie do powiek. To właśnie one sprawiają mi największą frajdę podczas wykonywania makijażu. Przegląd mojej kolekcji cieni do powiek pojawił się na blogu w 2021 roku: Przegląd moich cieni do powiek. Kolejna aktualizacja pojawiła się w 2023 roku: Przegląd cieni do powiek- aktualizacja. 
 
Od tego czasu moja kolekcja ponownie się zmieniła. Kilka palet znalazło nowych właścicieli, ponieważ przestałam po nie sięgać, a ich miejsce zajęły inne. Obecnie mam 7 palet cieni do powiek oraz 2 wielofunkcyjne palety do makijażu oczu i twarzy. 
 
 
Anastasia Beverly Hills Soft Glam – niezmienny klasyk

Jeżeli miałabym wybrać jedną paletę, która od lat pozostaje moim numerem jeden, byłaby to zdecydowanie Anastasia Beverly Hills Soft Glam. To prawdziwy klasyk w mojej kolekcji. Znajdziemy tutaj piękne, ciepłe beże, brązy, złota oraz kilka ciemniejszych odcieni, które pozwalają stworzyć zarówno delikatny makijaż dzienny, jak i efektowne smokey eye. Formuła cieni nadal robi na mnie wrażenie – świetna pigmentacja i bardzo łatwe blendowanie. 
 
Too Faced Born This Way – idealna paleta nude


Drugą paletą, bez której trudno wyobrazić sobie moją kosmetyczkę, jest Too Faced Born This Way. To neutralna paleta składająca się z matów i błysków, dzięki czemu sprawdza się praktycznie na każdą okazję. Jeśli chcecie poznać ją bliżej, zapraszam do recenzji: Too Faced Born This Way - recenzja.
 
Anastasia Beverly Hills Sultry

W mojej kolekcji znajduje się również mniejsza paleta Anastasia Beverly Hills Sultry. To propozycja zdecydowanie chłodniejsza od Soft Glam. Dominują tutaj taupe, chłodne brązy, grafity i piękne metaliczne wykończenia. 
 
Mesauda Milano Glam'Eyes
Palety cieni swatche

Mesauda Milano Glam'Eyes

Cienie mają masełkową, miękką konsystencję. To paleta, którą bardzo łatwo stworzyć spójny makijaż od początku do końca.  Jej pełną recenzję znajdziecie tutaj: Mesauda Milano Glam'Eyes - recenzja.
 
Queen Tarzi Girl Power

Kolejną ciekawą propozycją jest Queen Tarzi Girl Power. To paleta dla osób, które lubią połączenie klasycznych odcieni z bardziej wyrazistymi akcentami. Znajdziemy tutaj zarówno bezpieczne kolory na co dzień, jak i mocniejsze błyski oraz ciemniejsze odcienie do budowania głębi makijażu. Recenzję tej palety możecie przeczytać tutaj: Paleta Queen Tarzi Girl Power
 
Only You – dwie mniejsze palety

W mojej kolekcji znajdują się również dwie paletki marki Only You: Give Me a Sublime Look oraz Look at Those Superb Colors Inside. Cienie w drogeryjnej jakości, ale ładnej kolorystyce. Często używam ich na co dzień do szybkich makijaży. 

 
Milani All-Inclusive Eye, Cheek & Face Palette

Palety do oczu i twarzy

Oprócz klasycznych palet cieni mam również dwie wielofunkcyjne palety. Pierwsza z nich to Milani All-Inclusive Eye, Cheek & Face Palette, która sprawdzi się podczas wyjazdów. Jej recenzję znajdziecie tutaj: Paleta all in one na wyjazdy
 
Brush Up! by Maxineczka Dusk Lover
 
Drugą jest Brush Up! by Maxineczka Dusk Lover. To wielofunkcyjna paleta. którą można wykonać makijaż twarzy i oczu. 
 
Jak wygląda Wasza kolekcja cieni do powiek? 
Jest większa niż kilka lat temu, czy stawiacie tylko na palety po które często sięgacie?

 

czwartek, 8 października 2026

Tanie plasterki na pryszcze z Action – The Skin Dr.

Lubię takie małe, proste wynalazki, które mogą ułatwić życie, a plasterki na wypryski zdecydowanie się do nich zaliczają. Pryszcze to w ogóle ciężka sprawa – pojawiają się zwykle dokładnie wtedy, kiedy nie trzeba, wkurzają, a do tego człowiek odruchowo zaczyna je macać i wyciskać. A przecież wiemy, że to przeważnie kończy się żle. Dlatego lubię je po prostu zakleić i mieć spokój – przynajmniej nie kuszą, żeby co chwilę sprawdzać, „czy już można” wycisnąć.
 

Przetestowałam już kilka różnych marek plasterków na wypryski, ale cały czas szukam takich, które będą jednocześnie skuteczne i niedrogie. Tym razem wpadły mi w ręce hydrokoloidowe plasterki The Skin Dr. z Action. Kosztują 5,50 zł za opakowanie 36 sztuk, czyli około 15 groszy za plasterek.

Plasterki są przezroczyste, okrągłe i dosyć cienkie. W opakowaniu znajdziemy 36 sztuk w dwóch rozmiarach. Ich zadaniem nie jest stworzenie ochronnej warstwy i wchłanianie płynu z wyprysku. 
 
hydrokoloidowe plasterki The Skin Dr. z Action

Warto zaznaczyć, że The Skin Dr. nie mają w składzie substancji przeciwtrądzikowych takich jak kwas salicylowy czy olejk z drzewa herbacianego, dlatego mam wrażenie, że wyciągają zawartość pryszcza na zewnątrz, przez co łatwiej go wycisnąć, zamiast wspierać jego samoistne wchłanianie.
 
Czy warto?

Moim zdaniem tak, szczególnie jeśli szukacie budżetowej opcji. Za 5,50 zł dostajemy 36 plasterków, więc trudno narzekać na cenę. Są cienkie, przezroczyste, mają dwa rozmiary i spełniają swoją podstawową funkcję.

Nie są to jednak plasterki dla osób, które szukają dodatkowych składników aktywnych. Tutaj mamy prostą formułę hydrokoloidową i właśnie na takim działaniu opiera się ich działanie.
 

Używacie plasterków na pryszcze? Jakie są wasze ulubione?
 
 

niedziela, 27 września 2026

Przegląd mojej kosmetyczki – bronzery, róże i rozświetlacze

Kontynuuję serię wpisów z przeglądem mojej kosmetyczki. Tym razem przyszła pora na produkty do modelowania twarzy – bronzery, róże i rozświetlacze. Nie mam ich aż tak dużo, jak mogłoby się wydawać, ale na brak wyboru też nie mogę narzekać. Większość znajduje się w uniwersalnych paletach do makijażu.
 
 
Uniwersalne palety do twarzy i oczu

Od dłuższego czasu jestem fanką wielofunkcyjnych palet. Świetnie sprawdzają się nie tylko podczas wyjazdów, ale również na co dzień – wszystko mam pod ręką w jednym miejscu. Najczęściej sięgam po dwie większe palety: Milani All-Inclusive Eye, Cheek & Face Palette, o której pisałam już na blogu we wpisie: recenzja palety Milani All-Inclusive oraz paletę do makijażu twarzy i oczu Maxineczki w wersji Dusk Lover, która zawiera zarówno cienie do powiek, jak i bronzer, róż oraz rozświetlacz.

Oprócz nich mam jeszcze dwie mniejsze palety przeznaczone wyłącznie do makijażu twarzy: Rimmel London Sculpting Kit Powder oraz Catrice Holiday Skin Bronze & Glow Palette.
 
Milani All-Inclusive Eye, Cheek & Face Palette

Bronzery

Łącznie posiadam 4 bronzery. Nie mam ani jednego osobnego bronzera w tradycyjnym opakowaniu, wszystkie pochodzą z palet. Wszystkie odcienie są dość uniwersalne i dobrze sprawdzają się zarówno do lekkiego ocieplenia twarzy, jak i delikatnego konturowania. Dzięki temu nie czuję potrzeby kupowania kolejnych produktów. Bronzery namniej mnie kuszą, jeśli chodzi o produkty do konturowania. 
 
Collistar Silk Effect Maxi Blusher 14 Pesca
 
Róże

W przypadku różów moja kolekcja wygląda podobnie. Posiadam: 4 róże znajdujące się w uniwersalnych paletach, miniaturkę różu Clinique oraz mój wieloletni ulubieniec – Collistar Silk Effect Maxi Blusher 14 Pesca. Róż Collistar ma już naprawdę kilka dobrych lat, a mimo to nadal świetnie się spisuje (recenzja różu Collistar).
 
NYX Professional Makeup Jumbo Highlighter w odcieniu 05 Apple Pie
 
Rozświetlacze

Najbardziej zaskoczyła mnie liczba rozświetlaczy. Po ten rodzaj kosmetyku sięgam zdecydowanie najrzadziej, w mojej kosmetyczce znalazło się ich aż siedem: 4 rozświetlacze znajdujące się w paletach, NYX Professional Makeup Jumbo Highlighter w odcieniu 05 Apple Pie, NAM Glass Highlighter, miniaturka kultowego Mary-Lou Manizer Highlighter.

Co ciekawe, kredki NYX Professional Makeup Jumbo Highlighter 05 Apple Pie najczęściej używam jako cienia do powiek.

Patrząc na całą kolekcję, prezentuje się to następująco: bronzery – 4 sztuki, róże – 6 sztuk, rozświetlacze – 7 sztuk.

Dużo czy mało? Oceńcie sami ;) Ile sztuk liczy Wasza kolekcja? 
 
 

sobota, 19 września 2026

Zużywam kolorówkę – Project Pan Update

Kolorówka to ta kategoria kosmetyków, która potrafi zalegać w szufladach latami. Właśnie dlatego biorę udział w Project Pan. Jeśli nie znacie tej idei, Project Pan polega na świadomym zużywaniu kosmetyków, które już mamy, zamiast ciągłego kupowania nowych.

Postanowiłam, że na blogu będę publikować aktualizację po każdych 5 zużytych produktach kolorowych. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo uzbierać taką piątkę! Kolorówka zużywa się naprawdę powoli, dlatego nie wiem, kiedy pojawi się kolejny wpis z tej serii. Tymczasem zapraszam do przeglądu zdenkowanych produktów. 
 

Smashbox Photo Finish Control Mattifying Primer (miniatura)

Na początek miniaturka Smashbox Photo Finish Control Mattifying Primer. Na co dzień zamiast klasycznej bazy wybieram pielęgnację. Muszę jednak przyznać, że ta baza robiła różnicę. Makijaż utrzymywał się dłużej, a moja tłusta cera wolniej zaczynała się wyświecać. 
 
Lakier do paznokci Yves Rocher

Ten lakier bardzo lubiłam, głównie za kolor. Udało mi się zużyć mniej więcej połowę buteleczki, ale niestety kosmetyk ma już kilka lat i mocno zgęstniał. Malowanie paznokci stało się niemożliwe, dlatego reszta trafiła do kosza. Szkoda, ale czasami trzeba pogodzić się z tym, że kosmetyki mają swoją żywotność. 
 
Gąbka do makijażu Real Techniques

To już kolejna gąbeczka Real Techniques, którą zużyłam. Bardzo lubię ten model – jest miękka, wygodna i dobrze rozprowadza podkład. Regularnie do niej wracam, chociaż nie ukrywam, że chętnie znalazłabym coś równie dobrego w niższej cenie. Jeśli znacie jakieś naprawdę fajne i niedrogie gąbeczki koniecznie dajcie znać w komentarzach! 
 
NYX Fat Oil Slick Click – 06 Hits Different
 
NYX Fat Oil Slick Click – 06 Hits Different

To był bardzo udany produkt. NYX Fat Oil świetnie nawilża usta i całkiem długo się na nich utrzymuje, jak na produkt o takiej formule. Niestety nie jest bez wad. Po pierwsze, wersja 06 Hits Different zawiera dość duże drobinki brokatu, które z czasem migrują poza kontur ust. Po drugie, opakowanie ma niewielką pojemność, więc kosmetyk kończy się naprawdę szybko, a nie jest tani. 
 
Lash Brow Brows Me Up – ultramocny żel do stylizacji brwi

Lash Brow Brows Me Up – ultramocny żel do stylizacji brwi

Na koniec produkt, z którym niestety się nie polubiłam. Producent obiecuje bardzo mocne utrwalenie, ale w moim przypadku żel radził sobie co najwyżej przeciętnie. Dodatkowo formuła była dla mnie zbyt rzadka, przez co produkt zostawiał widoczne ślady na skórze. Od jakiegoś czasu używam innego żelu do brwi, który bardziej mi odpowiada, dlatego ten egzemplarz trafi do nowego właściciela.

Udało Wam się ostatnio zużyć jakiś kosmetyk kolorowy? 
 
 

środa, 9 września 2026

Kosmetyczne nowości – sierpień

Od jakiegoś czasu staram się rozsądniej podchodzić do zakupów kosmetycznych i przede wszystkim uzupełniać to, co właśnie się skończyło. Oczywiście nie zawsze jest to łatwe – zwłaszcza gdy na rynku pojawiają się ciekawe nowości albo od dłuższego czasu coś chodzi mi po głowie. 
 

Największą pokusą okazała się paleta Morphe Outer Spice. Nigdy wcześniej nie miałam cieni marki Morphe, a kolorystyka tej palety od razu skradła moje serce. Jestem już po pierwszych testach i mogę powiedzieć, że zapowiada się naprawdę obiecująco. Za jakiś czas, gdy lepiej ją poznam, z pewnością pojawi się na blogu jej pełna recenzja.

Przy okazji zamówienia wrzuciłam do koszyka również zapas gąbeczek Real Techniques. Najczęściej wybieram klasyczną, pomarańczową wersję, ale tym razem dla odmiany zdecydowałam się na limitowaną edycję we wzorki. 
 
Real Techniques zestaw prezentowy

Nie mogło zabraknąć także uzupełnienia zapasów toników i mgiełek do twarzy. Tym razem wybrałam trzy różne produkty. Pierwszym z nich jest Revolution Skincare Maskcare Under Face Mask Hydrating & Calming Mist. To nawilżająco-kojąca mgiełka do twarzy, która świetnie sprawdza się do odświeżenia skóry w ciągu dnia, a także przed nałożeniem maseczki czy podczas pielęgnacji. 
 
Round Lab Mugwort Calming Toner

Drugim produktem jest Round Lab Mugwort Calming Toner, a trzeci kosmetyk to Australian Bodycare Face Tonic. To tonik, którego wcześniej nie miałam okazji używać, dlatego jestem bardzo ciekawa, jak sprawdzi się w codziennej pielęgnacji.

Jak widać, sierpniowe zakupy były całkiem rozsądne – poza paletą cieni większość produktów to kosmetyki, które były mi potrzebne. Mam nadzieję, że wszystkie będą mi dobrze służyć.

A jak wyglądają Wasze ostatnie kosmetyczne zakupy?
Uzupełniacie głównie zapasy, czy jednak zdarza Wam się skusić na gorące nowości?
 

niedziela, 16 sierpnia 2026

Przegląd mojej kosmetyczki – perfumy, których używam

Uwielbiam zapachy i nie ograniczam się do jednego flakonu. Lubię dopasowywać perfumy do nastroju, pory roku czy okazji, dlatego regularnie je zmieniam. Obecnie w mojej kolekcji znajduje się pięć flakonów – trzy w pełnym rozmiarze i dwa w mniejszych pojemnościach. 
 

 

YSL Libre

YSL Libre to elegancki, kobiecy zapach, w którym świeża lawenda i mandarynka łączą się z kwiatem pomarańczy oraz ciepłą wanilią i piżmem, tworząc nowoczesną kompozycję z charakterem. 
 
Hugo Boss The Scent for Her

To najstarszy flakon w mojej kolekcji. Hugo Boss The Scent zachwyca połączeniem soczystej brzoskwini z osmantusem i nutami kakao, dzięki czemu jest ciepły, otulający i bardzo kobiecy.
 
Hugo Boss The Scent for Her
 
Michael Kors Pour Femme

Michael Kors Pour Femme to elegancka, nowoczesna kompozycja, w której soczysta mandarynka i czarna porzeczka łączą się z bogatym bukietem jaśminu, konwalii i róży, a całość otulają ciepłe nuty piżma, wanilii i paczuli. 
 
Giorgio Armani Sì

Klasyczne Sì to subtelna kompozycja czarnej porzeczki, róży, frezji, wanilii i paczuli, która łączy świeżość z elegancką słodyczą. 
 
Giorgio Armani Sì Passione

Czerwona wersja, czyli Sì Passione, jest bardziej wyrazista i energetyczna – wyczuwam w niej gruszkę, czarną porzeczkę, różę, jaśmin oraz ciepłą wanilię i cedr.
 
Giorgio Armani Sì Passione


Choć bardzo kuszą mnie nowe zapachy, staram się zachować rozsądek. Na mojej liście marzeń od dawna znajdują się Narciso Rodriguez For Her Pure Musc, J'adore Dior oraz Miss Dior. Podejrzewam jednak, że nie zdecyduję się na zakup kolejnego flakonu, dopóki nie zużyję przynajmniej jednego z tych, które już mam. 
 

A jak wygląda Wasza kolekcja? 
Macie kilka perfum, czy jesteście wierni jednemu ulubionemu signature scent?
 
 

piątek, 7 sierpnia 2026

Douglas Make-Up Day & Night Lip Balm and Mask Juicy Sorbet – czy warto wydać 50 zł?

Pielęgnacja ust to dla mnie obowiązkowy element wieczornej rutyny. Tym razem postanowiłam wypróbować Douglas Make-Up Day & Night Lip Balm and Mask Juicy Sorbet.
 

Już po wyjęciu z pudełka kosmetyk robi bardzo dobre wrażenie. Zamknięty jest w masywnym, szklanym słoiczku, który wygląda elegancko. Całość przywołuje mi na myśl błyszczyki z lat 90. – jest uroczo, trochę nostalgicznie i bardzo estetycznie. Za 10 ml produktu trzeba zapłacić 49,90 zł. 
 
Zapach, konsystencja i działanie

Wersja Juicy Sorbet pachnie bardzo przyjemnie – owocowo, ale nienachalnie. Producent opisuje zapach jako połączenie mango i malin. Konsystencja jest gęsta, ale jednocześnie miękka. Produkt bardzo łatwo nabiera się palcem i bez problemu rozprowadza na ustach. Tworzy przyjemną warstwę ochronną.
 
Douglas Make-Up Day & Night Lip Balm and Mask Juicy Sorbet

Ja stosuję go wyłącznie na noc i właśnie w tej roli sprawdza się najlepiej. Największą zaletą jest jego trwałość. Balsam naprawdę utrzymuje się na ustach przez całą noc. Obecnie często się budzę i zauważyłam, że po zastosowaniu tego produktu nie mam potrzeby dokładania kolejnej warstwy. To spora różnica w porównaniu z klasycznymi balsamami w sztyfcie, których używałam wcześniej. W ich przypadku po kilku godzinach czułam, że usta ponownie stają się suche i praktycznie za każdym przebudzeniem musiałam sięgać po kolejną aplikację. Rano usta są miękkie, dobrze nawilżone i przyjemnie wygładzone. 
 
Jak wypada na tle kultowych masek do ust?

Cena 49,90 zł początkowo wydaje się dość wysoka, zwłaszcza za 10 ml produktu. Dla porównania: LANEIGE Lip Sleeping Mask (20 g) kosztuje obecnie około 51,90 zł, czyli niewiele więcej, a otrzymujemy dwukrotnie większe opakowanie. 
 
Nuxe Rêve de Miel Ultra-Nourishing Lip Balm (15 g) w polskich drogeriach internetowych najczęściej kosztuje około 50–60 zł, w zależności od promocji, również oferując większą pojemność niż balsam Douglasa. 
 

Pod względem ceny Douglas nie wypada więc szczególnie korzystnie, a mamy tutaj przecież markę własną perfumerii. Za podobną kwotę można kupić dwie najbardziej rozpoznawalne maski do ust, które mają status kosmetyków kultowych. Z drugiej strony, nie oznacza to, że produkt Douglasa jest słaby. Dobrze spełnia swoje zadanie i zapewnia długotrwałe nawilżenie przez całą noc. Czy jest wart swojej regularnej ceny? Gdyby kosztował około 35 zł, byłby moim zdaniem znacznie bardziej konkurencyjny. Natomiast jeśli uda się kupić go podczas promocji w Douglasie, zdecydowanie warto dać mu szansę.

Skusilibyście się na ten balsam czy wolelibyście wybrać kultowy LANEIGE lub Nuxe w podobnej cenie?