Masz w szafie piękną sukienkę, którą założyłaś tylko raz. W łazience stoi drogi krem, którego używasz „na specjalne okazje”. W kuchni czeka elegancka zastawa, a ulubione perfumy psikniesz dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś wyjątkowego. Tylko... co właściwie jest tą specjalną okazją?
Przez lata sama miałam tendencję do odkładania „tych lepszych rzeczy” na później. Ładniejszy kubek, droższy kosmetyk, nowa sukienka – wszystko czekało na idealny moment. Paradoks polega na tym, że ten moment często nigdy nie nadchodził.
Cost per use – czyli ile naprawdę kosztuje rzecz, której nie używasz?
Jest takie pojęcie jak cost per use – koszt jednego użycia. Kupujesz sukienkę za 600 zł. Jeśli założysz ją raz, koszt jednego użycia wynosi 600 zł. jeśli założysz ją 20 razy – już tylko 30 zł. Dokładnie tak samo jest z kosmetykami, biżuterią, torebkami czy nawet eleganckimi filiżankami. Najdroższa rzecz to często nie ta, która kosztowała najwięcej. Najdroższa jest ta, której nigdy nie użyliśmy. Największe marnotrawstwo dzieje się w szufladzie.
Kupujemy coś, bo sprawia nam radość. Potem odkładamy to do szafy. Mijają miesiące. A później lata. Nagle znajdujemy drogi krem, który jest już po terminie ważności. Perfumy straciły swój zapach. Sukienka, która wydawała się ponadczasowa, wyszła z mody albo przestała pasować do naszego stylu/figury. To, że nie korzystaliśmy z tej rzeczy, nie sprawia, że była "oszczędzona". Wręcz przeciwnie – nie wykorzystaliśmy wartości, za którą zapłaciliśmy.
Skąd bierze się takie podejście?
Myślę, że dla wielu osób ma ono swoje korzenie w dzieciństwie. Moi rodzice wychowali się w czasach, kiedy w sklepach naprawdę brakowało wielu produktów. Dobre ubrania kupowało się rzadko. Ładne naczynia wyjmowało się tylko na święta. Naturalne było więc ich oszczędzanie. I choć żyjemy już w zupełnie innych realiach, wiele z tych przekonań zostało z nami.
Dziś problemem nie jest brak rzeczy. Problemem jest ich nadmiar. Sklepy są pełne ubrań, kosmetyków i dodatków. Co chwilę pojawiają się nowe kolekcje, promocje i sezonowe trendy. Coraz częściej mówi się o overconsumpcji – kupujemy więcej, niż jesteśmy w stanie wykorzystać. Tym bardziej warto korzystać z tego, co już mamy, bo prawdziwym luksusem nie jest posiadanie pełnej szafy. Luksusem jest czerpanie radości z rzeczy, które już do nas należą.
Nie czekaj z ulubionymi perfumami do kolejnego wesela. Pij kawę z najładniejszego kubka. Przecież po to je kupiłaś. Życie składa się głównie z codzienności. To właśnie zwykłe dni tworzą nasze wspomnienia. Może właśnie dlatego nie warto czekać na "specjalną okazję". Bo najcenniejszą okazją jest po prostu kolejny dzień, który możemy przeżyć i cieszyć się tym, co już mamy.
Czy masz rzeczy na tzw. specjalne okazje?

