wtorek, 1 listopada 2016

Co nowego w październiku?

Przygotowując kolejny wpis z nowościami ciężko mi uwierzyć, że czas leci tak szybko. Od kilku lat mam wrażenie, że galopuje jak szalony. Może to za sprawą codziennej rutyny? Dużej ilości zajęć? Co o tym myślicie?

Wracając do tematu przewodniego posta, zapraszam do oglądania nowości, które trafiły do mnie w zeszłym miesiącu. W porównaniu z wrześniem nie poszalałam z ubraniowymi zakupami, ale myślę, że odbiję to sobie na poświątecznych wyprzedażach. Poza tym trafiło do mnie kilka kosmetyków, z resztą sami zobaczcie.

Malinowy sweterek Orsay.

Klasyczne jeansy Orsay.

Stanik sportowy F&F i pasek House.

Nowości Dove, które dostałam w ramach akcji testerskiej.

Drobiazgi z Rossmanna.

Testowanie jogurtów Zott Natur Primo z trnd.

Żelowy kompres. Niestety kontuzja stopy nadal daje o sobie znać.

Próbki Seni oraz Fairy.
 

sobota, 29 października 2016

Żel myjący do twarzy i płyn micelarny Biolaven

biolaven żel myjący do twarzy płyn micelarny

Kosmetyki Biolaven ciekawiły mnie od długiego czasu. Zachęcona dobrymi opiniami w internecie postanowiłam skusić się na żel do mycia twarzy i micela. Zakup wydawał się uzasadniony tym bardziej, że są to kosmetyki naturalne, dostępne w przystępnych cenach. Po miesiącu testów wyrobiłam sobie zdanie o tych produktach i postanowiłam się nim z Wami podzielić.

blog opinie recenzje
Kosmetyki znajdują się w estetycznych i funkcjonalnych opakowaniach. Żel myjący zaopatrzony jest w praktyczną pompkę ułatwiającą codzienne stosowanie. Do oczyszczenia twarzy używam zazwyczaj dwóch pompek. Żel słabo się pieni i jest dosyć delikatny, dlatego jedna porcja jest niewystarczająca dla mojej tłustej cery. Produkt dobrze radzi sobie z oczyszczaniem skóry, ale nie jest to głęboko oczyszczający specyfik, dlatego używam po nim jeszcze micela. Kosmetyk ma przyjemny zapach, w którym bez problemu znajduję nuty lawendy i winogron. W tym zestawieniu lawenda nie jest przytłaczająca, więc zapach powinien przypaść do gustu większości osób.


Płyn micelarny pachnie bardzo podobnie do żelu i również jest delikatnym kosmetykiem. Niestety nie za dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu, zwłaszcza tuszu do rzęs. Nie szczypie w oczy, nie podrażnia skóry i nie spowodował u mnie wysypu niedoskonałości.

Ten duet sprawdził się u mnie całkiem nieźle. Oba kosmetyki są delikatne, ale stosowane razem dają sobie radę ze zmyciem dziennego makijażu i oczyszczeniem tłustej cery. Świetnie się sprawdzą do porannej toalety, ale do usunięcia mocniejszego makeupu lepiej użyć czegoś innego.

Żel myjący do twarzy kosztuje ok. 16 zł/150 ml, płyn micelarny również ok. 16 zł za 200 ml.

Znacie produkty Biolaven? Co o nich sądzicie?

czwartek, 27 października 2016

Przepis na pyszne ciasto jogurtowe ze śliwkami



Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem na pyszny placek śliwkowy. Ciasto jest łatwe w przygotowaniu, lekkie (na bazie jogurtu) i bardzo smaczne. Polecam wypróbować ten przepis.

Składniki:
- 300 g mąki pszennej
- 200 g jogurtu naturalnego
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- 150 ml roztopionego masła
- 200 g cukru
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
- 2 jajka
- ok. 600 g śliwek (mogą być mrożone)
- cynamon


Przygotowanie
Stopić masło w rondelku. W jednej misce wymieszać roztopione i ostudzone masło, jogurt naturalny, cukier, cukier waniliowy oraz jajka. Wszystko wymieszać mikserem.

Do drugiej miski przesiać mąkę, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, wymieszać i przesypać do miski z mokrymi składnikami. Całość połączyć przy pomocy miksera ustawionego na niskie obroty.

Formę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować tłuszczem, aby ciasto nie przywarło. Przelać masę do formy. Na wierzchu ułożyć odpestkowane śliwki, przecięciem do góry. Piec w 180
ºC około 45 minut. 

Po ostudzeniu, wierzch posypać cynamonem. Smacznego :)


Ciacho idealne do popołudniowej kawki :)

poniedziałek, 24 października 2016

Ulga dla ciężkich nóg i profilaktyka przeciwżylakowa z produktami Veera


Piękne, zgrabne i zdrowe nogi to marzenie każdej kobiety. Niestety siedzący tryb życia, stojąca praca, brak ruchu, zła dieta, nadwaga i uwarunkowania genetyczne często sprzyjają rozwojowi żylaków. Na tą przypadłość cierpi moja babcia, ciocia i niestety ja także jestem w grupie ryzyka. Wykonując w dużej mierze pracę biurową, często spędzam wiele godzin w jednej pozycji, co ma swoje konsekwencje. Bywa, że mam ciężkie, obolałe nogi, a skórę zdobią popękane naczynka, dlatego z chęcią zgodziłam się na przetestowanie rajstop i pończoch uciskowych marki Veera.


Produkty Veera to pierwsze tego typu produkty, które trafiły w moje ręce. Nigdy nie używałam rajstop uciskowych, ale zawsze miałam wrażenie, że są brzydkie, „babcine”, nieeleganckie. Tutaj spotkało mnie miłe zaskoczenie. Zamówione artykuły przyszły w estetycznych pudełkach zawierających wszystkie niezbędne informacje. 


Dokonując zakupu warto zwrócić uwagę na wybór odpowiedniej klasy ucisku (wartości DEN na opakowaniu). Najlepsze okazały się dla mnie wyroby 140 DEN, czyli I klasa ucisku 18-21 mmHg. 


Jakie są moje wrażenia?

Posiadam klasyczne, beżowe rajstopy oraz beżowe pończochy z otwartymi palcami. Wizualnie i jakościowo wypadają bardzo korzystnie. Ładnie wyglądają i nie widać, że jest to wyrób medyczny. Na pochwałę zasługują w szczególności pończochy wykończone elegancką koronką. Model z otwartymi palcami pozwala nosić je do odkrytych butów. 


Oba produkty posiadają specjalną strukturę przypominającą plaster miodu. Są wytrzymałe i odporne na zaciągnięcia, dodatkowo bardzo szybko schną. Zakładanie ich stanowi pewne wyzwanie, ponieważ muszą uciskać i są bardzo dopasowane do ciała, więc trzeba się w nie „wciskać” jak w drugą skórę. Po ubraniu nie czułam żadnego dyskomfortu, świetnie się nosiły i ładnie prezentowały na nogach. Co do działania, mam wrażenie, że odciążyły nieco moje nogi. Rzadziej się zdarza, aby kostki były opuchnięte, a nogi obolałe.

Moim zdaniem produkty Veera są godne uwagi, ze względu na działanie i wysoką jakość, w którą warto zainwestować.

Rajstopy dostępne TUTAJ w cenie 55,71 zł.
Pończochy TUTAJ w promocyjnej cenie 75,64 zł.


piątek, 21 października 2016

Golden Rose połyskująca pomadka Sheer Shine 07



Ostatnio bardzo modne są matowe usta w mocnych kolorach, ale wiem, że nie każdemu pasuje taki efekt. Szczerze mówiąc, sama przez długi czas nie mogłam przekonać się do matów, ale gdy spróbowałam zakochałam się w nich bez pamięci. Niestety matowe pomadki mają to do siebie, że lubią przesuszać usta, nawet jeśli o nie dbamy i pamiętamy o pielęgnacji i nawilżaniu warg. Z tych względów mało kto decyduje się na ciągłe noszenie matowych ust. Poza tym fajnie od czasu do czasu spróbować czegoś innego i dać sobie wytchnąć od wysuszających formuł. Dzisiaj przychodzę do Was z propozycją lekkiej, nawilżającej pomadki Golden Rose w naturalnym, dziewczęcym odcieniu. 


Mowa o szmince Sheer Shine w kolorze 07. W opakowaniu odcień wygląda na cukierkowy i bałam się, że będzie typowym kolorem barbie, ale na szczęście w makijażu wygląda bardziej neutralnie.

Pomadka znajduje się w eleganckim, minimalistycznym opakowaniu w czarnym kolorze. Czerń i biel, czyli klasyka gatunku, bez zbędnych ozdobników i udziwnień. Opakowanie wykonane jest z solidnego plastiku, jest trwałe, a sam kształt i konstrukcja pozwalają na wygodną aplikację produktu.

Szminka ma kremową, miękką konsystencję. Gładko sunie po ustach, równo się rozprowadza, nie pozostawia na ustach nadmiaru kosmetyku, w postaci grudek. Produkt posiada połyskujące wykończenie, ale jest ono nienachalne, bez brokatowych drobinek.




Szminka dość dobrze nawilża wargi dzięki zawartości olejku arganowego i wit. E. Zawiera filtr SPF 25. Jej trwałość oceniam na ok. 2 h, czyli bez szału, ale miejmy na uwadze, że nie jest to zastygająca formuła, ale raczej kremowy, barwiony balsam. Przy jedzeniu i picu lubi się ścierać, ale schodzi równomiernie bez nieestetycznych plam. Idealnie nadaje się na co dzień, dlatego ostatnio często gości na moich ustach. Choć jestem wielką fanką ochronnych, bezbarwnych pomadek, z którymi praktycznie się nie rozstaję, to ta szminka od czasu do czasu staje się ich substytutem. Pomadka Sheer Shine dostępna jest w cenie 14,90 zł.



Jest to moja pierwsza pomadka Golden Rose i jestem z niej bardzo zadowolona. Wiele dziewczyn chwali maty z kolekcji Golden Rose, do których wzdycham już od jakiegoś czasu. Nie wiem tylko czy zdecydować się na wersję w sztyfcie czy w płynie. Z chęcią wypróbuję inne produkty do ust tej marki. Jeśli znacie coś godnego polecenia, piszcie w komentarzach.


Lubicie pomadki Golden Rose? 
Macie swoje ulubione pomadki lub inne produkty GR warte uwagi?

środa, 19 października 2016

Wrześniowe nowości - z letnich wyprzedaży i nie tylko

Ostatnio czas pędzi jak szalony. Ledwo się obejrzałam, a mamy już połowę października. Nie zdążyłam jeszcze wrzucić wpisu z nowościami zakupionymi we wrześniu. Wiem, że wielu z Was lubi takie posty, więc postanowiłam się zmobilizować i pochwalić moimi zdobyczami. Zapraszam do oglądania.

Dużą część zakupów stanowią ubrania kupione online w sklepie Orsay. Ceny były tak atrakcyjne, że dostałam te rzeczy praktycznie za bezcen. Takie okazję lubię najbardziej.

Bluzki Orsay /fason z łezką i kolią 15 zł, T-shirty z koronką 9 zł/

Żakardowa sukienka Orsay /30 zł/

 Zwiewne sukienki na lato Orsay /20-30 zł)

Sukienki Orsay w kwiaty /30 zł/

Sukienka, spódnica i bluzka Orsay /15-30 zł/

Nowości kosmetyczne
Zakupy z SuperPharm, micelek Tołpa oraz mój ulubiony krem do depilacji Veet z gąbeczką

Tusz do rzęs L'oreal Volume Million Lashes Feline oraz oczyszczające płatki na nos, o których pisałam TUTAJ.

Karmelowy żel pod prysznic BeBeauty - niestety nieudany zakup, zapach jest okropny

Zestaw żeli pod prysznic Dove, zakupiony w ramach akcji Testuj z Dove. Do 30.11 Dove zwraca koszt zakupów wybranych kosmetyków!

Zakupy z Yves Rocher, które szczegółowo prezentowałam TUTAJ.

Sporo się tego uzbierało i chciałabym powiedzieć, że w październiku będę bardziej powściągliwa, ale potrzebuję płaszcza i butów na zimę. Przydałaby się także nowa czapka i szal oraz kilka innych rzeczy... Eh ;)

 

 

niedziela, 16 października 2016

Jak okiełznać błyszczenie się skóry twarzy?


Posiadaczki tłustej cery zapewne się ze mną zgodzą, że potrafi ona przysporzyć trochę kłopotów. Sama pielęgnacja jest trudna i choć w sklepach jest wiele produktów dedykowanych do tego typu skóry, nie wszystkie się do niej nadają. Moja twarz ma tendencję do błyszczenia się, ale mam dla Was kilka wskazówek jak zminimalizować ten problem.


1. Unikaj kosmetyków z alkoholem
Jest cała masa produktów do cery tłustej i trądzikowej, na bazie alkoholu... Kosmetyki te nie służą skórze, powodując jej nadmierne przesuszanie a w konsekwencji wzmożoną produkcję sebum i błyszczenie.

2. Nie zapominaj o nawilżaniu
Mogłoby się wydawać, że skóra tłusta nie potrzebuje nawilżenia. Nic bardziej mylnego. Zawsze na noc stosuję krem nawilżający lub olejek, co na dłuższą metę powala mi odżywić cerę i zmniejszyć jej błyszczenie się w ciągu dnia.

3. Stosuj lekkie kremy na dzień
Ciężkie kremy na dzień nie wchodzą w grę. Zwracaj uwagę na ich składy. Staraj się unikać parafiny. 



4. Wybierz odpowiedni podkład
Zgodnie z moim doświadczeniem, niekoniecznie musi być to podkład matujący. U mnie dobrze sprawdza się nawilżający podkład. Cerze nadaję matowy wygląd stosując transparentny puder. W przypadku wyboru podkładu matującego, pamiętaj o użyciu kremu nawilżającego przed jego nałożeniem.


5. Używaj bibułek matujących
... lub ich tańszej, ale równie dobrej wersji, czyli chusteczek higienicznych. Aby dobrze działały należy rozwarstwić chusteczkę i używać jej jak bibułki, lekko przyciskając do twarzy.


6. Puder matujący to podstawa
Pudrowanie skóry daje szybki efekt, ale w przypadku złej pielęgnacji niestety krótkotrwały. Nie przesadzaj z produktami matującymi-podkład bez kremu + mocny puder wysuszy naskórek i aktywuję produkcję sebum. 


Jakie są Wasze sposoby na mat idealny? 
Wrzucajcie nazwy Waszych ulubionych produktów w komentarzach.