piątek, 13 stycznia 2017

Miesiąc bez malowania paznokci – moje przemyślenia

Dawno nie malowałam paznokci, ponieważ chciałam je trochę zregenerować. W ostatnim czasie nosiłam „gołą” płytkę, na którą nakładałam serum Indigo (pisałam o nim tutaj). Po miesiącu chodzenia z niepomalowanymi pazurkami doszłam do kilku wniosków:

1) Niemalowanie paznokci pozwala zaoszczędzić sporo czasu 
(nakładanie lakieru, suszenie + zmywanie starego lakieru)

2) Paznokcie bez lakieru są… łyse… gołe… brzydkie…
 no może nie brzydkie, ale znacznie lepiej wyglądają, chociażby pociągnięte bezbarwnym lakierem

3) Dłonie z pomalowanymi paznokciami wyglądają na zadbane, są bardziej eleganckie


Rzadko stosuję hybrydy i zmienianie lakieru co 3-4 dni jest bardzo czasochłonne. Z drugiej strony, powiem szczerze, że brakowało mi zrobionego manicure. Z nim czuję się znacznie lepiej. Lubię, gdy paznokcie się błyszczą, są śliskie w dotyku. Bez lakieru czuję, że czegoś mi brakuje; tak jakbym wyszła z domu bez makijażu :). Pewnie wynika to z tego, że przez lata ciągle miałam pomalowane szpony. Cieszę się, mimo to, że dałam trochę odpocząć płytkom. Kuracja olejkiem pozwoliła na ich regenerację. Myślę, że takie przerwy są potrzebne i zamierzam w przyszłości, także robić je od czasu do czasu.



Po manicurowym odwyku postawiłam na niebieskości z lakierami Astor Quick&Shine nr 403 (klik) oraz Wibo glamour nails nr 7.

Jak to u Was jest? 
Macie ciągle pomalowane paznokcie, czy wręcz przeciwnie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze, staram się na wszystkie odpowiadać na bieżąco.
Jeśli podoba Ci się mój blog, zapraszam do obserwowania, jeśli Twój mnie zainteresuje, dodam go do swojej listy czytelniczej :)