wtorek, 31 stycznia 2017

Ulubieniec ostatnich dni – rumiankowy żel do twarzy Sylveco

 
Od jakiegoś czasu coraz większą uwagę przykładam do doboru kosmetyków, które stosuję do twarzy. Moja cera ma za sobą ciężki czas. Dopiero niedawno udało mi się uspokoić wysyp niedoskonałości. Było źle do tego stopnia, że poważnie myślałam o wizycie u dermatologa. Na szczęście minimalistyczna, dobrze dobrana pielęgnacja mi pomogła.

Postanowiłam poszukać czegoś delikatnego i w miarę naturalnego do oczyszczania skóry. Kosmetyki Sylveco ciekawiły mnie od dawna, dlatego zamówiłam żel rumiankowy z kwasem salicylowym w składzie. Produkt znajduje się w uroczej butelce o pojemności 150 ml. Posiada wygodną pompkę ułatwiającą dozowanie.

 
Jego konsystencja jest żelowa, nie jest lejąca. Do oczyszczenia twarzy wystarcza 1-1,5 pompki. Zapach jest dosyć specyficzny, lekko gorzkawy i ziołowy. Trochę inny niż rumianek do parzenia w herbatce. Dla mnie zapach jest neutralny, nie przeszkadza mi w żaden sposób. Produkt dobrze się pieni i świetnie oczyszcza cerę, nie powodując jest przesuszania. Jest to delikatny żel, który nie powoduje podrażnień. Wycisza skórę, łagodzi zaczerwienienia i sprawia, że strupki po pryszczach, szybciej przysychają i odpadają. Dobrze radzi sobie z usuwaniem makijażu.

Skład: 
Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Salicylic Acid, Panthenol, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Chamomilla Recutita Flower Oil.

Jestem mile zaskoczona żelem Sylveco i mam ochotę wypróbować także wersję tymiankową. Cena butelki wynosi ok. 17-20 zł
 
Znacie, lubicie żele Sylveco?
 

niedziela, 29 stycznia 2017

Co się u mnie sprawdziło w zeszłym miesiącu a co nie? Denko 1/2017


Zużycia kosmetyczne z zeszłego miesiąca nie wypadły imponująco, jednak jest kilka produktów, o których warto wspomnieć. Niestety trafiły się też kosmetyki, z których nie jestem zadowolona. Zapraszam na szybkie podsumowanie.

W styczniu zdenkowałam:



1) KIWI odświeżacz do butów
Bardzo fajny środek, idealny do wyższych butów takich jak botki czy kozaki.
Pozwala odświeżyć wnętrze obuwia nie mocząc wkładki.
Recenzja.
Kupię ponownie.


2) Żel pod prysznic Yves Rocher Kwiaty Cytrusów
Kosmetyk o bardzo przyjemnych zapachu. Świetnie się pieni, ale ma tendencję do przesuszania skóry. Może się jeszcze skuszę, gdy będzie w promocji.
Nie wiem czy kupię ponownie.

3) Palmer’s kakaowy balsam do ciała
Podobała mi się jego masełkowa formuła i zapach. Całkiem fajnie nawilżał.
Kupię ponownie.

4) The Secret Soap Store wyszczuplające masło do ciała o zapachu pomarańczy
Kolejny cytrusowy kosmetyk w moim denku, o ślicznym zapachu.
Skład, zapach i działanie na duży plus.
Recenzja.
Kupię ponownie. 
 
 
5) Maska w płachcie Garnier Aqua Bomb
Moja pierwsza maseczka w tej formie. Niestety była dla mnie niewygodna, a poziom nawilżenia skóry po jej zastosowaniu nie był satysfakcjonujący.
Nie kupię ponownie.

6) NYC pomadka ochronna Applelicious Glossy Lip Balm
Urocze opakowanie, uroczy zapach, niestety działanie słabe...
Nie kupię ponownie.

7) Pomarańczowy olejek eteryczny Optima Plus
Przyjemny, bardzo intensywny zapach. Dodawałam go do kosmetyków oraz do prania.
Produkt uniwersalny, dla którego można znaleźć wiele zastosowań.
Recenzja.
Kupię ponownie.

8) Perełki do prania Lenor Unstoppables (wersja fresh)
Po obejrzeniu reklam, myślałam, że to będzie hit, jednak produkt mnie rozczarował.
Moim zdaniem nadawał praniu zapach taniego proszku. Ubrania były sztywne i szorstkie.
Nie kupię ponownie.

9) Tołpa botanic amarantus – rozświetlający krem pod oczy
Lekki, nawilżający krem pod oczy, który na pewno świetnie się sprawdzi u młodych osób. 
Nie wiem czy dla bardziej wymagających cer, z widocznymi zmarszczkami czy cieniami byłby odpowiedni.
Recenzja.
Nie wiem czy kupię ponownie.


Jesteście zadowoleni z kosmetyków używanych w ostatnim czasie? 
Trafiły się Wam jakieś perełki?

piątek, 27 stycznia 2017

Jak ograniczyć pojawianie się wyprysków?


Pryszcze, wągry, niedoskonałości to zmora niejednej osoby. Walka z nimi jest mozolna i trudna. Przy mojej tłustej cerze, ze skłonnością do trądziku od wielu lat zmagam się z tym przykrym problemem. Nieodpowiednia pielęgnacja wzmaga pojawianie się wyprysków, ale nie bez znaczenia są, także drobne rzeczy, o których przeczytanie w tym poście. Poniżej przedstawiam kilka trików, które pozwalają na ograniczenie niespodzianek pojawiających się na twarzy:

1) Zamiast wycierać twarz ręcznikiem, pozwól, aby skóra wyschła samoczynnie. Ręczniki są siedliskiem bakterii, a mocne pocieranie twarzy sprzyja roznoszeniu wyprysków. Jeśli już koniecznie musisz mieć ręcznik, powinien być on przeznaczony wyłącznie do twarzy i prany tak często, jak to możliwe.

2) Będąc pod prysznicem zostaw oczyszczanie twarzy na sam koniec. Myjąc włosy oraz nakładając na nie odżywkę przenosisz resztki produktów na buzię, co może powodować zapychanie.

3) Pamiętaj o regularnej zmianie poszewki na poduszce, na której śpisz.

4) Ogranicz dotykanie twarzy, zwłaszcza pod koniec dnia, gdy skóra jest tłusta, zanieczyszczona. Głaskanie buzi to najlepsza droga do przenoszenia bakterii.
 
5) Ostrożnie wprowadzaj produkty do pielęgnacji twarzy. Najlepiej nowe kosmetyki testować pojedynczo, w gronie sprawdzonych produktów, co do których jesteśmy przekonani, że nam nie szkodzą. Wtedy będziesz mieć dobre rozeznanie czy nowy krem lub podkład nie powoduje zapychania.


6) Zmywaj makijaż po przyjściu do domu. Daj skórze oddychać. Gdy nie planujesz kontaktów z ludźmi, nie ma co katować cery podkładem i pudrem.

7) Unikaj stosowania nadmiaru produktów do pielęgnacji. Fajnie jest testować nowości, ale zbyt bogata pielęgnacja może obciążać skórę. Tutaj ważny jest rozsądek i umiar. Sprawdza się stara zasada: czasem mniej, znaczy więcej.

Stosujecie się do moich rad? 
Dodalibyście jeszcze jakieś punkty do mojej listy?

środa, 25 stycznia 2017

Kosmetyczne plany zakupowe na 2017

O tym ile wydałam na kosmetyki w zeszłym roku mogliście przeczytać w TYM poście. O ile wydatki na kosmetyki nie były tak duże, jak na ubrania to postanowiłam sobie, że w tym roku będę podchodzić do zakupów bardziej rozsądnie. Planowanie i tworzenie wishlist ma sprzyjać unikaniu nieprzemyślanych zakupów. Co chcę sobie sprawić w tym roku?

Na pewno przyda mi się zestaw pędzli do makijażu. Mam kilka sztuk Hakuro, ale brakuje mi pędzelków przy wykonywaniu makijażu oka. Marzy mi się Zoeva, ale cena setu jest dosyć wysoka, dlatego poważnie rozważam zakup tzw. chińczyków. Ku mojemu zdziwieniu, nie wypadają one źle w recenzjach publikowanych na Waszych blogach. W oko wpadły mi zestawy z dresslink
 
 

 
Jeśli już mowa o pędzelkach, na pewno przyda się płytka do ich czyszczenia. Spodobała mi się mata w kształcie serduszka.


Ciekawi mnie także maska oczyszczająca wągry. Przy mojej tłustej skórze, mam z nimi ogromny problem. Czytałam kilka recenzji na blogach i postanowiłam, że wypróbuję ten produkt na własnej skórze. 
 
 

Mam także ogromną ochotę na podkład Catrice, ale kolor 010 jest praktycznie nieosiągalny. Już od dłuższego czasu próbuję go dorwać, bezskutecznie. Im trudniej go dostać, tym bardziej go chcę. Może w końcu mi dopisze szczęście.

Zdjęcie pochodzi z drogerii internetowej e-zebra.pl

Ceny produktów dresslink znajdziecie klikając w poniższe linki

 Zestaw pędzli - klik
Zestaw pędzli z etui - klik
Mata serduszko do mycia pędzli - klik
Czarna maska oczyszczająca na wągry -  klik

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rimmel Paletka do brwi Brow This Way - co niej sądzę?


Zadbane brwi stanowią oprawę oka. Coraz więcej osób przykłada wagę do ich pielęgnacji i podkreślania makijażem. Era cienkich niteczek przeminęła, z czego bardzo się cieszę. Teraz na topie są naturalne, grubsze brwi, często podkreślane cieniem, pomadą lub woskiem. Jeśli chodzi o mnie, jestem zwolenniczką wypełniania brwi cieniami oraz modelowania ich woskiem lub żelem. Niedawno w ręce wpadała mi ciekawa propozycja od Rimmela do brwi. Jest to paletka Brow This Way, która składa się z cienia i wosku. Do opakowania dołączony jest także dwustronny pędzelek i spiralka.


Paletka ma bardzo małe wymiary co jest jej zaletą i wadą jednocześnie. Na wyjazd będzie jak znalazł, natomiast jest nieco niewygodna podczas codziennego użytku. Opakowanie jest niesolidne, ze srebrnymi napisami, które ścierają się w błyskawicznym tempie.

Podoba mi się połączenie cienia i wosku w tym zestawie. Pozwala ono na wypełnieni brwi oraz ich zdyscyplinowanie i utrwalenie przy pomocy wosku. Dołączone akcesoria nie rozpadają się w rękach i da się nimi pomalować, aczkolwiek ze względu na rozmiar jest to niewygodne. Cieszę się, że producent o nich pomyślał, ponieważ na kilkudniowym wyjeździe spokojnie można z nich korzystać, oszczędzając miejsce w bagażu. 


Posiadam kolor 002, czyli Medium Brown. Jest to ciemny, ciepły odcień brązu. Zazwyczaj preferuję zimniejsze odcienie, ale ten kolor całkiem nieźle komponuje się z moją urodą. Cień lekko się osypuje przy nakładaniu, poza tym nie widzę w nim wad. Wosk ma trochę ciemniejszy kolor i bardzo fajnie utrwala ułożone włoski. Makijaż wykonany tym duetem się nie rozmazuje i ma dobrą trwałość. Bez problemu wytrzymuje u mnie cały dzień. 


Zestaw kosztuje 14 zł /1,1 g. Uważam, że jest to kwota adekwatna do jakości. Paletka nie jest pozbawiona wad, takich jak niesolidne opakowanie czy brak informacji o składzie, mimo to bardzo ją lubię i towarzyszy mi praktycznie codziennie.

Znacie tą paletkę? Jakie produkty wybieracie najczęściej do podkreślania brwi?


piątek, 20 stycznia 2017

Zestaw wybielający blend-a-med 3D White Luxe Perfection – moja opinia


Któż nie marzy o śnieżnobiałym pięknym uśmiechu? Białe zęby dodają pewności siebie i uroku. Nie każdy jednak decyduje się na profesjonalne zabiegi wybielające. Pierwszym krokiem zazwyczaj jest zakup wybielającej pasty do zębów. Marka blend-a-med poszła o krok dalej i wypuściła preparat przyspieszający wybielanie, który można stosować razem z pastą. 
 
 
Zestaw testowałam przez ok. 2 miesiące. Przez pierwszy miesiąc używałam go 2 razy dziennie, w drugim miesiącu raz dziennie, a pod koniec kuracji co drugi dzień. Pasta ma przyjemny, miętowy smak. Dobrze oczyszcza zęby i odświeża oddech. Przyspieszacz wybielania jest także miętowy, ale tutaj już czuć chemiczną nutę. Poza tym po jego użyciu jama ustna jest wysuszona i chce się pić. 


Stosując produkty blend-a-med nie pojawiła się u mnie nadwrażliwość na ciepłe i zimne napoje, czego bardzo się obawiałam, bo mam dosyć wrażliwe zęby. Nie wystąpiły bóle, ani żadne inne, niepożądane dolegliwości. 
 
Skład pasty

Skład przyspieszacza wybielania
 
Czy moje zęby stały się bielsze? 
 
Zestaw wybielający cieszy się bardzo dobrymi opiniami w internecie, dlatego moje oczekiwania były dosyć duże. Niestety stwierdzam, że u mnie nie ma różnicy przed i po kuracji. W pierwszych tygodniach miałam wrażenie, że zęby były nieco bielsze. Natomiast patrząc na zdjęcia zrobione po 2 miesiącach, nie widzę żadnej różnicy. 
 
Zestaw się u mnie nie sprawdził. Kolor zębów jest kwestią indywidualną i u niektórych osób drogeryjne preparaty nie działają, np. u mnie, jak widać. Za tubkę zapłacicie 18 zł w cenie regularnej, w promocji ok. 11 zł (obecnie trwa promocja w Rossmannie), tak więc cena zestawu waha się w granicach 22-36 zł. Nie jest to majątek, więc myślę, że można spróbować. 

Używaliście tych produktów? 
Udało Wam się wybielić zęby za pomocą tego zestawu?

środa, 18 stycznia 2017

Ile wydałam na ubrania i kosmetyki w 2016? Podsumowanie roku

Przeglądając Wasze blogi zauważyłam, że wielu z Was wzięło się za różnego rodzaju podsumowania. Jako, że spisywałam wydatki w zeszłym roku, wpadłam na pomysł przeprowadzenia rocznego podliczenia, które pozwoli odpowiedzieć na pytania: ile kobieta / blogerka kosmetyczna wydaje rocznie na kosmetyki? Żeby było ciekawiej zsumowałam także fundusze, które poszły na ubrania i dodatki. 


Wydatki kosmetyczne za 2016
ok. 800 zł

Szczerze mówiąc, jestem pozytywnie zaskoczona, bo żyłam w przeświadczeniu, że wydałam znacznie więcej. W przeliczeniu miesięcznym, średnio wychodzi po ok. 67 zł, więc nie jest źle. Dlaczego kwota jest relatywnie niska? W dużej mierze korzystałam z zapasów kosmetycznych, które wzięły się głównie z kupowania dużej ilości rzeczy na promocjach (zachowanie godne potępienia, tak wiem, już tak nie robię... prawie...) oraz z prezentów, które dostałam na spotkaniu blogerek czy też na Meet Beauty. 


Wydatki na ubrania i dodatki 2016
ok. 2650 zł, czyli ok. 220 zł miesięcznie

Tutaj kwota jest znacznie wyższa. Pewnie każdy sam oceni czy to dużo czy mało. Wg mnie to dużo i nie spodziewałam się takiej sumy. Warto wspomnieć, że kupuję głównie na wyprzedażach, ponieważ biorąc pod uwagę, jakość ubrań z sieciówek, moim zdaniem ich ceny są zawyżone. Patrząc uczciwie na zakupy ubraniowe w zeszłym roku, kupiłam górę rzeczy, część z nich pod wpływem impulsu. Moja szafa jest nieźle zawalona i muszę z tym zrobić porządek.

Jakie są moje postanowienia na przyszły rok?

Totalny i całkowity zakaz kupowania kosmetyków na zapas. W planach mam uszczuplanie zapasów, które de facto nie są duże, bo przecież cały zeszły rok pracowałam nad ich zminimalizowaniem :). Będę także unikać kupowania „hitów internetu” pod wpływem impulsu, bo często się one u mnie nie sprawdzają. Mam ochotę pozwolić sobie na kilka droższych rzeczy, które od dawna chodziły mi po głowie.

W kwestii zakupów ubraniowych, chciałabym zrezygnować ze stylu kupowania „podoba mi się, biorę!”, na rzecz bardziej przemyślanych i zaplanowanych wydatków. Pora także ograniczyć spacery po galerii, w celach rozrywkowych, które generują niepotrzebne koszty. Żeby nie było zbyt ascetycznie, pozwolę sobie na kilka klasyków uzupełniających garderobę oraz buty z wyższej półki cenowej, może także na skórzaną torebkę.

Jestem ciekawa na ile szacujecie Wasze roczne wydatki w kategorii ubrania i kosmetyki? Sądzicie, że podane przeze mnie kwoty to dużo czy mało?


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Worki pod oczami? Opuchnięte powieki? Chłodzący roll on przyniesie ulgę

Są takie typy urody, które mają bardzo cienką i wrażliwą skórę w okolicy oka. Często wiąże się to z tendencją do powstawania opuchlizny, cieni i worków pod oczami. U mnie na szczęście problem ten jest umiarkowany, ale przyznam, że po nieprzespanej nocy moja twarz wygląda tragicznie. W takiej chwili warto mieć pod ręką coś co przyniesie ulgę. Dzisiaj przychodzę do Was z propozycją chłodzącego rollera pod oczy Eveline.

Liftingujący roll on pod oczy Eveline

Kosmetyk znajduje się w opakowaniu zakończonym metalową, obrotową kulką. Aplikator się nie zacina, dobrze dozuje kosmetyk. Buteleczka jest funkcjonalna, a jej szata graficzna jest przyjemna dla oka. Producent przypisuje rollerowi właściwości liftingujące. Jego zadaniem jest wypełnianie zmarszczek, korekcja cieni oraz zmniejszanie opuchlizny. Więcej informacji dotyczących składników aktywnych, działania i obietnic producenta znajdziecie na zamieszczonych poniżej zdjęciach.

Skład
Moja opinia

Zacznę od tego, że bardzo polubiłam ten produkt za efekt chłodzący. Połączenie masującej kulki i orzeźwiającej formuły przynosi natychmiastową ulgę w przypadku obrzęków. Wiadomo, że opuchlizna i cienie nie znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale roll on zdecydowanie pomaga. Jeśli chodzi o działanie przeciwzmarszczowe wynikające z długotrwałego stosowania to muszę powiedzieć, że ciężko jest mi je ocenić, ponieważ z racji na młody wiek, nie mam kurzych łapek, czy innych tego typu niedoskonałości. Używając serum zauważyłam większe napięcie skóry i jej delikatne nawilżenie. Kulka pozwala dobrze wmasować produkt, co zwiększa jego działanie.


Przyznam, że jestem z niego zadowolona i myślę, że warto go mieć, chociażby po to, by użyć od czasu do czasu na opuchnięte oczy. Jego cena jest niewielka, a wydajność bardzo przyzwoita.

Cena: 15,99 / 15 ml w drogeriach Rossmann

Używacie kosmetyków pod oczy w formie roll on czy raczej sięgacie po tradycyjne kremy?


piątek, 13 stycznia 2017

Miesiąc bez malowania paznokci – moje przemyślenia

Dawno nie malowałam paznokci, ponieważ chciałam je trochę zregenerować. W ostatnim czasie nosiłam „gołą” płytkę, na którą nakładałam serum Indigo (pisałam o nim tutaj). Po miesiącu chodzenia z niepomalowanymi pazurkami doszłam do kilku wniosków:

1) Niemalowanie paznokci pozwala zaoszczędzić sporo czasu 
(nakładanie lakieru, suszenie + zmywanie starego lakieru)

2) Paznokcie bez lakieru są… łyse… gołe… brzydkie…
 no może nie brzydkie, ale znacznie lepiej wyglądają, chociażby pociągnięte bezbarwnym lakierem

3) Dłonie z pomalowanymi paznokciami wyglądają na zadbane, są bardziej eleganckie


Rzadko stosuję hybrydy i zmienianie lakieru co 3-4 dni jest bardzo czasochłonne. Z drugiej strony, powiem szczerze, że brakowało mi zrobionego manicure. Z nim czuję się znacznie lepiej. Lubię, gdy paznokcie się błyszczą, są śliskie w dotyku. Bez lakieru czuję, że czegoś mi brakuje; tak jakbym wyszła z domu bez makijażu :). Pewnie wynika to z tego, że przez lata ciągle miałam pomalowane szpony. Cieszę się, mimo to, że dałam trochę odpocząć płytkom. Kuracja olejkiem pozwoliła na ich regenerację. Myślę, że takie przerwy są potrzebne i zamierzam w przyszłości, także robić je od czasu do czasu.



Po manicurowym odwyku postawiłam na niebieskości z lakierami Astor Quick&Shine nr 403 (klik) oraz Wibo glamour nails nr 7.

Jak to u Was jest? 
Macie ciągle pomalowane paznokcie, czy wręcz przeciwnie?


środa, 11 stycznia 2017

Ciuchy po domu – tak czy nie?


Dzisiaj chciałam poruszyć temat kontrowersyjny a mianowicie tzw. garderobę po domu. Skąd wziął się u mnie pomysł na taki post? Otóż przymierzam się do porządków w szafie i złapałam się na tym, że zamiast wyrzucać znoszone ubrania zostawiam je, jako rzeczy „po domu”. Jestem strasznie ciekawa czy też tak robicie.

Nie widzę nic złego w noszeniu wygodnej odzieży w mieszkaniu. Zwłaszcza podczas choroby czy leniwych dni, przeznaczonych na obijanie się lub sprzątanie. Fajnie czuć się wygodnie i komfortowo zwłaszcza, gdy nikt nas nie widzi. Z drugiej strony, wyciągnięty, stary dres, w komplecie z wypłowiałym T-shirtem nie wygląda sexy. Spotkałam się z opiniami, że taki strój może psuć relacje w związku. Partnerzy przestają o siebie dbać, coraz częściej paradują w znoszonych ubraniach, co przekłada się na spadek temperatury uczuć. Ponoć sprawa jest poważna, gdyż fenomenem tym zainteresowali się, a jakże, amerykańscy naukowcy :).


Zawsze pozostaje jeszcze problem niezapowiedzianych wizyt. Nigdy nie wiadomo, kiedy zapuka do drzwi miłość twojego życia... Choć ten punkt raczej mnie nie dotyczy i głównie zaskakują mnie kurierzy, których de facto nie szokuje mój (nie)wyjściowy dresik, stąd wnioskuję, że jednak sporo ludzi taki nosi...

Oczywiście nie każdy dres musi być obleśny, zmechacony i brzydki. Można zaopatrzyć się w ładny, ale wygodny ubiór. Chodzą słuchy, że część osób tak właśnie robi. Zastanawia mnie jednak, ile osób rzeczywiście ma taki nawyk a ile po prostu nie przyznaje się do kłopotliwego faktu posiadania ubrań „po domu”.


Jakie są Wasze nawyki? Przebieracie się po przyjściu z pracy/uczelni w luźne ciuchy? 
Komu z Was zdarza się paradować w przysłowiowym dresiku?

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Krem do depilacji Veet z gąbeczką


Wiele osób nie przepada za kremami do depilacji i doskonale je rozumiem. Sama nieraz się do nich zraziłam ze względu na okropny zapach i małą skuteczność. Mimo wszystko nie poddawałam się i szukałam swojego ideału, gdyż po użyciu maszynki często miałam problem z wrastającymi włoskami. Udało mi się trafić na całkiem fajny krem, o którym Wam dzisiaj opowiem. 


Bohaterem dzisiejszego wpisu jest krem do depilacji pod prysznic Veet z gąbeczką. Na zdjęciach jest wersja do skóry suchej, ale miałam też inne warianty i wszystkie one wypadają podobnie. Wg zaleceń producenta należy nałożyć krem na skórę i brać prysznic jak zwykle, unikając kierowania strumienia bezpośrednio na krem. Ja produktu używam w nieco inny sposób; nakładałam krem na ciało przed wejściem pod prysznic i po upływie czasu z opakowania (lub nieco dłuższym, wtedy włoski znacznie lepiej odchodzą), zmywałam produkt wilgotną gąbeczką. Przy tak zmodyfikowanej metodzie nie zdarzyło mi się, aby jakieś włoski nie zostały usunięte. 


Zaletą tej metody jest brak zacięć oraz wrastających włosów. Pomaga mi to uniknąć podrażnień wrażliwej skóry pach czy bikini. Niestety produkt jest dosyć drogi ok. 26 zł za 135 ml, co moim zdaniem jest jego główną wadą. Ma także nieprzyjemny, chemiczny zapach, który jednak w porównaniu do innych kremów do depilacji nie wypada najgorzej.

Używałyście kiedyś tego kremu? Lubicie kremy do depilacji?

piątek, 6 stycznia 2017

Morelowy peeling do twarzy Yves Rocher – czy się sprawdził?


Jako właścicielka skóry tłustej lubię mocne zdzieraki, które pomagają oczyścić i wygładzić skórę. Coraz częściej skłaniam się jednak ku naturalnej pielęgnacji, a że marka Yves Rocher kojarzy mi się z kosmetykami naturalnymi, wrzuciłam do koszyka peeling z pudrem z pestek z moreli.

Kosmetyk znajduje się w małym, bo mieszczącym zaledwie 50 ml opakowaniu. Tubka wykonana jest z miękkiego, przezroczystego plastiku, który umożliwia kontrolowanie zużycia. Posiada wygodne zamknięcie typu klik. Konsystencja produktu jest kremowa, z drobnymi ziarenkami. Kuleczek pelingujących jest sporo, nie mają ostrych krawędzi, dzięki czemu złuszczanie jest bardzo delikatne. Do uzyskania pożądanego efektu potrzebna jest spora ilość produktu. 
 

Kosmetyk ma przyjemny, owocowy zapach. Zdecydowanie czuć tutaj morelę i to bez chemicznej nuty. Wygląd i zapach są zdecydowanie na plus, ale samo działanie jest dla mnie za słabe. Peeling znika w tempie ekspresowym, a niestety do tanich nie należy. Patrząc na skład, mam wrażenie, że nie jest on najlepszy, ale nie jestem specjalistką w tej kwestii, więc ocenę zostawiam Wam. 
 

Skład:
Aqua, Stearic Acid, Methylpropanediol, Prunus Armenica Seed Powder, Glycerin, Potassiumhydroxide, Anthemis Nobilis Flower Water, Xanthangum, Phenoxyethanol, Cetearyl Alcohol, Disocium Lauryl Sufosuccinate, Hydrogenated Castor Oil, Sodium Cocoyl Isethionate, Zea Mays Starch, Parfum, Panthenol, Tetrasodium EDTA, Limonene, Sodium Benzoate, Citric Acid, Potassium Sorbate, CI14700, CI19140, CI77891

Produkt całkiem przyjemny, o delikatnym działaniu, pewnie sprawdzi się dla wrażliwych cer. Dla mojej tłustej cery jego działanie nie było wystarczające, dlatego nie planuję ponownego zakupu w przyszłości.

Cena: 21,90 zł / 50 ml

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Krem do rąk z pompką Indigo – Richness Hand Cream Bella Vita


Krem do rąk to dla mnie obowiązkowy kosmetyk, który zawsze muszę mieć przy sobie. Nienawidzę uczucia suchych, spierzchniętych dłoni. Zimową porą znacznie trudniej jest o nie zadbać, ponieważ narażone są na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Kremów do rąk wypróbowałam już sporo i wypracowałam swego rodzaju system pielęgnacyjny: muszę mieć co najmniej 2 kremiki – jeden treściwy, mocno regenerujący na noc oraz drugi, lżejszy, który szybko się wchłania na dzień. Ciężko połączyć te cechy w jednym produkcie, szczerze mówiąc, bazując na moich doświadczeniach z kosmetykami, nie wiem czy jest to możliwe.

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić lekki krem do rąk Indigo o zapachu Bella Vita. Kosmetyk znajduje się w wygodnym opakowaniu z pompką. Butelka ma minimalistyczną, ale elegancką szatę graficzną. Dozownik się nie zacina, konsystencja kremu jest tak dobrana, że bez problemu przechodzi przez „system pompujący”. Krem ma lekką, ale niewodnistą formę. Szybko się wchłania i wystarczy jego niewielka ilość na jednorazową aplikację, przez co jest bardzo wydajny.


Kosmetyk jest perfumowany. Ma intensywny, kwiatowy zapach, który przez długi czas jest wyczuwalny na dłoniach. Produkt dobrze sprawdzi się w roli kremu na dzień: nie zostawia tłustej, lepiej warstwy, a fajny zapach sprawia, że wielokrotne powtarzanie aplikacji nie jest uciążliwe. Poziom nawilżenia określam jako średni. Do codziennego stosowania jest idealny, ale mocno spierzchniętych i zniszczonych rąk nie zregeneruje. 

Skład
Jego cena wynosi 34 zł za 300 ml i myślę, że jest adekwatna do jakości i wydajności. Na pewno spodoba się wielbicielką intensywnych zapachów, które lubią kosmetyki z pompką. Dla wrażliwego nosa zapach może być zbyt mocny.