środa, 30 listopada 2016

The Secret Soap Store – wyszczuplające masło do ciała o zapachu pomarańczy

Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że uwielbiam masełka do ciała oraz kosmetyki o cytrusowych zapachach. Jeśli połączymy te dwie rzeczy otrzymamy… pomarańczowe masło do ciała :). Dzisiaj „na widelec” biorę wyszczuplające mazidło The Secret Soap Store.


Specyfik znajduje się w płaskim słoiczku o pojemności 200 ml, który na stronie producenta kosztuje 38 zł. Opakowanie jest minimalistyczne, ze schludną, przejrzystą etykietą. Na spodzie umieszczono informacje dotyczące produktu, w tym jego skład. 


Konsystencja masła zaraz po otwarciu jest dosyć zbita i przez kilka pierwszych użyć wydawało mi się tępe i ciężkie do rozsmarowania, nawet po ogrzaniu w dłoniach. Po „rozgrzebaniu”, masło stało się miękkie, kremowe, przypominające nieco mus. Rozsmarowanie go na ciele przestało mi sprawiać trudność. Kosmetyk jest bardzo treściwy, pozostawia delikatną warstwę na skórze, która nie jest jednak lepka. Dobrze się wchłania, ale trzeba mu dać chwilkę, co z kolei pozwala na masaż, zalecany zwłaszcza w problematycznych, objętych cellulitem partiach ciała. Podczas smarowania towarzyszył mi cudowny, świeży zapach pomarańczy. Nie jest to typowa, orzeźwiająca, cytrusowa nuta, ale lekko złamana słodyczą, przez co z chęcią stosowałam masełko zaraz przed zaśnięciem. W moim przypadku zapach na skórze utrzymywał się nawet do kilku godzin.


Działanie kosmetyku TSSS oceniam bardzo pozytywnie. Producent przekonuje o jego wyszczuplającej mocy, jednak z doświadczenia wiem, że takie obietnice zazwyczaj są mocno przesadzone. Masło mnie nie wyszczupliło, ale ujędrniło delikatnie skórę i wpłynęło pozytywnie na jej wygląd poprzez nawilżenie. Produkt stosowałam na całe ciało zamiast balsamu i w tej roli sprawdził się znakomicie. Jeśli szukacie kosmetyku wyszczuplającego raczej nie będziecie zadowolone, natomiast jeśli macie ochotę na przyjemne, nawilżające masełko o dobrym składzie i pięknym zapachu to się nie zawiedziecie.

Znacie masła The Secret Soap Store lub inne produkty tej marki godne uwagi? Czekam na Wasze komentarze.


niedziela, 27 listopada 2016

Projekt denko cz. 11/2016


Listopad dobiega końca, więc pora na podsumowanie kosmetycznych zużyć miesiąca. Bez zbędnych wstępów zapraszam do oglądania :)

W zeszłym miesiącu w koszu wylądowały:



1) Woda toaletowa Puma Sync
Więcej o niej znajdziecie tutaj. Ten zapach towarzyszy mi już bardzo długo i znudził mi się. W najbliższej przyszłości nie planuję powrotu.
Nie wiem czy kupię ponownie.

2) BeBeauty karmelowy żel pod prysznic z Biedronki
Straszna paskuda, zużyta do mycia łazienki. 
Mój chłopak podsumował śmierdziuszka w następujący sposób: „dlaczego ten żel śmierdzi wymiocinami?”. Chyba dalszy komentarz jest zbędny.  
Recenzja.
Nie kupię ponownie.

3) Chłodzące masełko do ust Blistex
Produkt wykazujący bardzo przyzwoite właściwości pielęgnacyjne i regenerujące.
 Recenzja.
Kupię ponownie.

4) Yves Rocher żel pod prysznic Kwiat Wiśni
Świetnie się pieni i cudnie pachnie, co za miła niespodzianka po produkcie nr 2.
Kupię ponownie.

5) Yves Rocher Intensywnie odżywiający krem do rąk
Przyzwoity kosmetyk, jednak jego cena jest dosyć wysoka. Za taką kwotę oczekuję efektu wow.
Recenzja.
Nie kupię ponownie.



6) Patyczki kosmetyczne Lula
Godna konkurencja dla biedronkowych patyczków. Szkoda, że Lula jest słabo dostępna.
Kupię ponownie.

7) Kostka myjąca Dove cream oil
Mydełka Dove bardzo lubię, jednak zapach tego jest dosyć intensywny, orientalny, męski. Następnym razem wybiorę inny zapach.
Kupię ponownie, ale inny zapach.

8) Maseczka peel off planet spa AVON
Niestety poza potwornym przesuszeniem skóry, ta maseczka nie robi nic.
Nie kupię ponownie.

9) Tusz Pierre Rene Lash Precision
Produkt z boxa wyprzedażowego, szybko zesechł, gdyż pierwszej świeżości to on nie był. Mocno skleja rzęsy, poza tym nie odpowiadała mi szczoteczka.
Nie kupię ponownie.

10) Clean Hands antybakteryjny żel do rąk z aloesem
Przydatny produkt, w każdej damskiej torebce. Wysusza skórę, ale jest to kosmetyk na bazie alkoholu, więc nie traktuję tego jako wady.
Kupię ponownie.

11) Tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast
Daje naturalny, efekt, idealny do dziennego makijażu. Silikonowa szczoteczka pozwala na dokładne rozdzielenie rzęs.
Nie wiem czy kupię ponownie.

Podsumowując denko, powiem, że średnio jestem z niego zadowolona. Dwa totalne bubelki: żel BeBeauty i maseczka Avon trochę popsuły mi humor. Do tego kilka przeciętniaków, w tym przyschnięty tusz z Shinyboxa... Mam nadzieję, ze w przyszłym miesiącu będzie lepiej.

piątek, 25 listopada 2016

Podkład Lirene No Mask – moja opinia



Jakiś czas temu firma Lirene wypuściła na rynek nowość w postaci podkładu No Mask. Jego innowacyjność miała polegać na połączeniu podkładu z właściwościami pielęgnacyjnymi serum. Dzięki temu zabiegowi podkład miał nadawać, naturalny i zdrowy wygląd, ale także pielęgnować cerę. Sam pomysł bardzo mi się spodobał i z przyjemnością zabrałam się za jego testowanie. Podkładu używam od kilku miesięcy, więc zdążyłam go dobrze poznać.

Produkt znajduje się w niewielkiej, szklanej buteleczce ze złotym, zakręcanym korkiem. Opakowanie nie jest zaopatrzone w pompkę a dziura przez, którą wydostajemy podkład jest spora. Warto nadmienić tutaj, że jego konsystencja jest bardzo lejąca. Po przechyleniu duża ilość wylewa się na dłoń. Niestety takie rozwiązanie jest dla mnie fatalnym pomysłem i do swojej butelki dokręciłam pompkę po Rimmel Wake Me Up (Recenzja).


Posiadam najjaśniejszy odcień z gamy, czyli 01. Nie jest to kolor dla bladziochów, który dodatkowo ma tendencję do ultleniania się. Podkład najlepiej nakłada mi się palcami. Fajnie wtapia się w cerę, dając naturalny efekt. Krycie jest małe, ale można je budować nakładając kolejne warstwy. Nie tworzy efektu maski, daje przyjemne satynowe wykończenie. Nie wchodzi w załamania i nie roluje się. Na mojej bardzo tłustej cerze lepiej się trzyma przy przypudrowaniu i wytrzymuje ok. 4 h. Schodzi równomiernie, bez tworzenia nieestetycznych plam.


Po lewej "goła skóra", po prawej jedna warstwa No Mask po przypudrowaniu.


Jeśli chodzi o działanie pielęgnujące to dobrze zgrywa się z tłustą skórą. Nie wysusza, delikatnie nawilża, więc często nakładam go bez użycia kremu. Powiem szczerze, że polubiłam ten podkład, choć na większe wyjścia się dla mnie nie nadaje, ponieważ mam sporo niedoskonałości. Dobrze się sprawdzi dla osób poszukujących naturalnego efektu. Działanie oceniam pozytywnie, choć sporym minusem jest butelka bez pompki, ciemnienie podkładu oraz wg mnie zbyt wysoka cena ok. 38 zł bez promocji. Za taką kwotę oczekuję znacznie więcej od pokładu oraz jego dłuższej trwałości (zostało mi 3/4 butelki podkładu, w kolorze, który nie nadaje się już do użycia).


Edit: Po ok. 5 miesiącach od otwarcia podkład z jasnego koloru 01, zmienił się we wściekłą pomarańczę. Przy nakładaniu wygląda ok, ale po kilku minutach bardzo ciemnieje/pomarańczowieje. Myślę, że sytuacja mogła mieć miejsce już wcześniej, ale dopiero po czasie to wychwyciłam. Zostało mi jeszcze ok. 3/4 butelki, ale nie mogę go już używać ze względu na kolor.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć butelkę z dokręconą pompką po podkładzie Rimmel Wake Me Up oraz to jak podkład wygląda po nałożeniu na dłoń. Dla porównania nałożyłam Rimmel Stay Matte w kolorze 091, którego używam na co dzień.


Miałyście Lirene No Mask? Jakie są Wasze wrażenia? 

wtorek, 22 listopada 2016

Listopadowe nowości

Niedawno pisałam o sposobach na jesienną chandrę klik. Jednym ze sposobów na poprawienie sobie humoru były zakupy. Lubię od czasu do czasu wybrać się do galerii i pobuszować po sklepach, pod warunkiem, że nie szukam niczego konkretnego. Jeśli coś wpadnie mi w oko to, to kupuję. Natomiast, jeśli idę z zamiarem znalezienia wybranego artykułu, to sprawa nie wygląda już tak kolorowo. Zazwyczaj ciężko mi trafić na coś co pasuje mi w 100% i nie kosztuje kroci. Ostatnio słonko dopisuje i jest relatywnie ciepło jak na końcówkę listopada, niestety przymrozki mogą przyjść lada moment, a ja ciągle jestem bez butów i płaszcza na zimę. Obeszłam kupę sklepów, niestety nie udało mi się nic kupić i chyba muszę się bardziej przyłożyć do poszukiwań, bo inaczej zima zostanie mnie bez odpowiednio zaopatrzonej garderoby. Może podpowiecie mi gdzie kupić klasyczny, gruby płaszcz w czarnym lub szarym kolorze oraz wygodne buty na płaskiej podeszwie?


Liczę na Wasze rady, a tymczasem prezentuję nowości miesiąca.

Sukienka Orsay oraz torba House. Klasyczna granatowa sukienka urzekła mnie swoją uniwersalnością, z pewnością będzie pasować na wiele okazji. W Housie zwróciłam uwagę na pojemną torbę, która po zdjęciu zawieszki prezentuje się całkiem elegancko.

Bluzka Orsay z łańcuszkiem. Ładny, prosty krój, idealny do pracy - przyda się w mojej garderobie.

Czapka z pomponem Sinsey, pasek Orsay oraz akcesoria z Rossmanna: pęseta oraz gumki do włosów. Niestety pęsetka jest słaba, nie chce łapać włosków, ma grube, nieporęczne końcówki, muszę rozejrzeć się za inną.

Kosmetyki AA kupione na wyprzedaży w sklepie online. Ceny były bardzo zachęcające: podkład 5 zł, tester dostałam gratis, baza wygładzająca ok. 5 zł, pomadki poniżej 2 zł za sztukę. Sami widzicie, że żal było nie brać :)

Zestaw Oillan, również kupiony w outlecie AA Cosmetics. Moja skóra ostatnio jest przesuszona, więc postanowiłam spróbować czegoś delikatnego do mycia i mocno nawilżającego kremu na noc.

Skusiłam się także na sławną odżywkę do włosów Jantar, gdyż zależy mi na poroście włosów, ciekawe czy się u mnie sprawdzi. Kupiłam także krem AA z serii Ultra Nawilżenie.

Korzystając z promocji w Super Pharm kupiłam moje ulubione kremy do depilacji Veet. Do zdjęcia załapała się także próbka perfum, którą zamówiłam ze strony Apar perfume.

PS. Czy wiecie, że liczba postów na moim blogu przekroczyła już 400 wpisów? Cieszę się, że coraz więcej osób je czyta, a mi ciągle nie brakuje pomysłów na ich tworzenie :)



sobota, 19 listopada 2016

Autumn sadness? No, thanks


Okres jesienno-zimowy to ciężki czas dla wielu z nas. Dni stają się krótkie, zimne i deszczowe. Człowiekowi brakuje naturalnego światła, zwłaszcza, jeśli wstaje rano, gdy jest jeszcze ciemno a do domu wraca, gdy słońce już zaszło. U mnie dodatkowo dochodzą problemy z częstymi bólami głowy, które wywołane są przez zmiany ciśnienia, pogody. Najchętniej w takie dni zagrzebuję się w ciepły koc, z tabliczką czekolady i kawą. Do tego ulubiony serial lub książka i tak mija mi czas wolny. Nie ma nic złego w leniuchowaniu po pracy, o ile nie zdarza się to nagminnie. Praca to jedno, ale trzeba też ogarnąć inne rzeczy; zakupy, sprzątanie, gotowanie itp. Myślę, że warto wypoczywać w taki sposób, aby nie popadać w jesienną apatię i notoryczny brak motywacji do czegokolwiek. Jak to zrobić? Mam dla Was kilka sposobów na odzyskanie energii do życia w te ciemne i smutne dni.

1. Aktywność fizyczna przede wszystkim
Odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć, zauważyłam dużą poprawę w swoim samopoczuciu. Czuję się lepiej, mam więcej energii. Dodatkowo praca nad sobą daje mi satysfakcję i zachęca do dalszych wyzwań. Nie każdy lubi ćwiczyć w pojedynkę, więc polecam zajęcia grupowe typu fitness, joga lub moje ostatnie odkrycie: zumbę. Szybki i żywiołowy taniec, nie tylko pozwala na spalenie kalorii, ale także poprawia humor.

2. Energetyczna muzyka pomaga w codziennych obowiązkach
O ile przyjemniejsze staje się sprzątanie przy akompaniamencie ulubionego zespołu. Można uwinąć się z obowiązkami, a jednocześnie naładować się potężną dawką optymizmu. Podśpiewywanie i tańczenie w trakcie mile widziane :)

3. Spotkaj się ze znajomymi
Siedząc samemu w domu łatwo popaść w depresję, ale od czego masz przyjaciół i znajomych? Człowiek jest zwierzęciem stadnym i tak ma, że czasem po prostu musi się wygadać. Zamiast zamykać się w 4 ścianach, zadzwoń do dawno niewidzianej koleżanki i zapytaj czy nie ma ochoty wyskoczyć na kawę, może i ona potrzebuje wsparcia w walce z jesienną chandrą?


4. Wyskocz na zakupy
Nic nie poprawia kobiecie samopoczucia tak jak zakupy. Powiedzenie znane od lat, więc musi w sobie skrywać choć ziarno prawdy. Fajnie urwać się od czasu do czasu na shopping i sprawdzić sobie nowy ciuch lub wymarzony kosmetyk. Pamiętaj, jednak żeby nie przesadzać z częstotliwością, bo Twój portfel może tego nie znieść najlepiej. Tych, którzy nie lubią przepłacać zapraszam do pobrania kuponów rabatowych do Sephory, a dla miłośników mody mam zniżki do sklepu La Redoute.

Jakie są Wasze patenty na jesienną chandrę?


środa, 16 listopada 2016

Intensywnie odżywiający krem do rąk Yves Rocher – moja opinia


Kosmetyki Yves Rocher jeszcze do niedawna były mi znane głównie ze słyszenia i wpisów na blogach. Sama raczej po nie nie sięgałam ze względu na wysokie ceny w sklepach stacjonarnych. Dzięki kuponowi rabatowemu -100 zł skusiłam się na większe zakupy, które dały mi idealny pretekst do poznania marki. O akcji rabatowej i moim zamówieniu pisałam tutaj. Minęło już sporo czasu i krem, o którym dzisiaj przygotowałam wpis dobija już denka. Czy jestem z niego zadowolona? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie poniżej.


Krem znajduje się w niewielkiej tubce (50 ml) wykonanej z miękkiego, przeźroczystego plastiku. Napisy na opakowaniu są w całości w języku francuskim, ale z tyłu znajduje się niewielka naklejka z nazwą produktu i krótkim opisem po polsku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, choć raczej prosta i niewymyślna. Opakowanie zakończone jest zamknięciem typu klik, które jest wygodne w użytku. Problem może stanowić wyciśnięcie resztek, ale ja często rozcinam opakowanie, ponieważ nie cierpię marnotrawstwa.

Informacje od producenta
Intensywnie odżywiający krem do rąk to kosmetyk pielęgnacyjny do suchej skóry dłoni. Krem intensywnie odżywia dłonie, łagodząc uczucie ściągnięcia skóry, chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Bogata i aksamitna konsystencja natychmiast otula dłonie, czyniąc je delikatnymi. Kosmetyk nie pozostawia lepkich dłoni. Formuła kremu bazuje na wyciągu z arniki, który działa ochronnie na skórę i odżywczych właściwościach olejku sezamowego.


Krem ma zbitą konsystencję, ale łatwo się rozsmarowuje. Ma bardzo specyficzny zapach, który przypomina mi trochę rumianek. Dla mnie ten aromat jest neutralny, ale podejrzewam, że znajdą się osoby, którym on się nie spodoba. Produkt dosyć szybko się wchłania i rzeczywiście nie zostawia lepkiej warstwy. Skóra jest zregenerowana i dosyć dobrze nawilżona, chociaż liczyłam na mocniejsze działanie, w końcu w nazwie ma „intensywnie odżywiający”. Niestety maluszek szybko się kończy, co jest jego kolejnym minusem. Kremik spisał się całkiem nieźle, ale nie wiem czy jeszcze do niego wrócę ze względu na niską wydajność.

Skład
Aqua, Glycerin, Coco-Caprylate, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Methylpropanediol, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera Seed Oil, Pentaerythrityl Distearate, Hydrogenated Coconut Oil, Dimethicone, Sesamum Indicum Seed Oil, Arnica Flower Extract, Phenoxyethanol, Ceteareth-33, Parfum, Carnauba Wax, Xanthan Gum, Alcohol, Sorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Alantoin, Sodium Hydroxide, Linalool

Pierwsze spotkanie z kosmetykami Yver Rocher uważam za udane. Intensywny krem do rąk jest całkiem przyzwoity, choć przyznam, że oczekiwałam od niego nieco mocniejszego działania. Jego cena regularna to 17,90 zł/50 ml.

Miałyście/liście kremy do rąk Yves Rocher? Jak oceniacie produkty tej marki?


niedziela, 13 listopada 2016

Mój pierwszy lakier Essie


Gdy zaczęłam blogowanie zwróciłam uwagę, że lakiery Essie cieszą się bardzo dobrą opinią w internecie i przez długi czas marzyłam, żeby je w końcu wypróbować. W rozdaniu wygrałam zestaw 3 miniaturek, dzięki czemu mogłam wreszcie sprawdzić na własnych paznokciach o co tyle krzyku. Dzisiaj pod lupę biorę lakier w kolorze fuksji nr 324 Haute in the heat.




Mam miniaturową buteleczkę o pojemności 5 ml. Posiada ona wypukłe tłoczenie z logo marki na froncie opakowania. Lakier ma klasyczny, lekko zaokrąglony pędzelek, który pozwala na wygodne nałożenie emalii. Do pełnego krycia wystarczają 2 cienkie warstwy, ale przy odrobinie wprawy, jedna grubsza też nie wygląda źle. Kolorek bardzo mi się podoba, ponieważ jest uniwersalny. Nadaje się zarówno do pracy jak i na wieczór. Wysychanie lakieru określiłabym jako standardowe. Produkt nie smuży i nie tworzy bąbelków przy nakładaniu. Jego trwałość wynosi ok. 2-3 dni, co jest dla mnie dużym rozczarowaniem. Nie mam pojęcia, dlatego wytrzymuje na moich paznokciach tak krótko. Pierwsze odpryski potrafią pojawić się już następnego dnia. Powiem szczerze, że nie tego oczekiwałam od znanej marki, zwłaszcza, że lakiery Essie nie należą do najtańszych.

Essiaki rozczarowały mnie swoją trwałością. Dla mnie to przeciętne lakiery, sprzedawane w zawyżonych cenach (ok. 30 zł za 13,5 ml).

Jakie są Wasze spostrzeżenia na temat emalii Essie?

czwartek, 10 listopada 2016

Dobry top do paznokci - Indigo Nano Ceramic


Dłonie to wizytówka kobiety. Nie ma nic gorszego niż obgryzione, brudne paznokcie z resztkami lakieru. Nie wiem jak Was, ale mnie takie coś bardzo razi w oczy, dlatego staram się dbać o moje paznokcie jak i same dłonie. Niestety czasem brakuje czasu na manicure. Nie przepadam za hybrydami, może dlatego, że ciągle brak mi wprawy w ich robieniu i często sięgam po tradycyjny lakier. Chcę, aby mani trzymał się jak najdłużej, dlatego zawsze nakładam top. Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moimi wrażeniami na temat produktu nawierzchniowego Indigo Nano Ceramic Top Coat.



Informacja od producenta
Top nawierzchniowy z NANO połyskiem chroni kolor i paznokcie, dzięki opatentowanej formule, łączącej ceramid, krzemionkę i tlenku glinu. Cząsteczki NANO tworzą niezwykle szczelny pancerz, który pozwala wydłużyć czas noszenia lakieru aż do 7 dni bez odprysków.

7 dni bez odprysków? Brzmi ciekawie, ale jak ma się to do rzeczywistości? Otóż ku mojemu zdziwieniu rzeczywiście top daje taki efekt o jakim pisze producent. W zależności od lakieru moje paznokcie pozostawały bez uszczerbku przez od 5 do 9 dni. Nie z każdym lakierem współpracuje tak samo, lakiery które bez niego trzymają się ok. 3-4 dni, w duecie z Indigo spokojnie dobijają do tygodnia w świetnym stanie. Jak dla mnie jest to bardzo satysfakcjonujący efekt, zwłaszcza biorąc pod uwagę przystępną cenę 16 zł/10 ml.

Kosmetyk jest wydajny, nie gęstnieje zbyt szybko jak to się czasem zdarza z tego typu produktami. Ma szeroki pędzelek, który obficie dozuje top, dlatego wymaga odrobiny wprawy przy nakładaniu. Czas schnięcia jest porównywalny z topami innych marek, nie przyspiesza schnięcia lakieru, na który go aplikujemy. Nadaje ładny połysk paznokciom. Ogólnie zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie i cieszę się, że trafił w moje ręce, bo na pewno jeszcze nie raz będę do niego wracać.

Znacie ten produkt? Jakie są Wasze ulubione topy?

poniedziałek, 7 listopada 2016

BeBeauty karmelowy żel pod prysznic z Biedronki


Uwielbiam pachnące żele pod prysznic. Jako, że jesień w pełni, a zima zbliża się coraz większymi krokami wybieram otulające zapachy świec oraz kosmetyków do pielęgnacji. Widząc karmelowy żel pod prysznic w Biedronce, stwierdziłam, że będzie idealny na tą porę roku. Producent kusił cudownym zapachem i fajnym działaniem. Czy obietnice zostały spełnione?



Kosmetyk znajduje się w butli z pompką o pojemności 750 ml. Opakowanie jest estetyczne i praktyczne. Konsystencja produktu jest wodnista. Żel słabo się pieni, ale przy tak dużym opakowaniu wydajność i tak jest satysfakcjonująca. Produkt dobrze oczyszcza skórę, nie przesusza, ale też nie nawilża. Nie zauważyłam jego pielęgnujących właściwości, ale patrząc na mocno chemiczny skład, też ich nie oczekiwałam. Natomiast jak wypada sam zapach? Niestety kiepsko. Liczyłam na piękne, słodkie nuty karmelu a dostałam nieprzyjemny, intensywny, gorzki zapach, który kojarzy mi się ze spaloną krówką. Niestety ten ‘aromat’ pozostaje przez jakiś czas na skórze i wypełnia łazienkę. Jestem bardzo rozczarowana tym produktem i niechętnie go używam. Wydałam na niego ok. 8 zł, więc stosunkowo niewiele, ale i tak żałuję zakupu, bo mogłam wybrać sobie coś innego za tą cenę. 


Miałyście żele z tej serii? Ciekawa jestem jak wypadają inne zapachy.

piątek, 4 listopada 2016

Zdenkowani w październiku 10/2016


Zakupowe podsumowanie zeszłego miesiąca już za mną. Jak natomiast wyglądały zużycia? Otóż jak i zakupy, były niewielkie. Ciekawi jesteście co się u mnie sprawdziło, a do czego zdecydowanie nie wrócę? Zapraszam do oglądania :)


1) Dicloziaja - kremożel na urazy
 Niedrogi produkt, który przyspieszył regenerację przy kontuzji naderwanego więzadła.
Kupię ponownie.

2) Krem do depilacji Sensual Joanna
Przeciętniaczek, ale jest niedrogi, a potrzebowałam czegoś na szybko.
Nie wiem czy kupię ponownie.

3) Krem do depilacji Veet z gąbeczką
Po raz kolejny w denku. Mój niekwestionowany ulubieniec. Niestety bardzo szybko się kończy, a do tanich nie należy...
Kupię ponownie (na promocji!) 

4) Kostka myjąca Dove
Dobrze się u mnie sprawdza, nie przesusza skóry. Kupuję ją regularnie.
Kupię ponownie.

  5) Colgate Max Fresh
Mocno odświeżająca pasta do zębów. Ostatnio kupuję głównie ją, bo inne, na które trafiam nie gwarantują takiego uczucia świeżości.
Kupię ponownie.

6) Gillette  Simply Venus 3
Moje ulubione maszynki do golenia. Dobrze usuwają włoski, są komfortowe w użytku i nie tępią się zbyt szybko.
Kupię ponownie.

7) Płatki kosmetyczne BeBeauty
Płatki w nowych opakowaniach, ale nadal dobrej jakości.
Dostępne w każdej Biedronce za przystępną cenę. Stały element mojej kosmetyczki.
Kupię ponownie.


8) Krem do rąk Isana Young
Lekki krem do rąk o słodkim zapachu. Szybko się wchłania, średnio nawilża dłonie, ale na dzień jest w sam raz.   
Kupię ponownie.

 9) Podkład Rimmel Wake Me Up
Początkowo bardzo go lubiłam, ale po jakimś czasie bardzo ściemniał w butelce i nie wyglądał już dobrze na mojej buzi.
 Nie wiem czy kupię ponownie.

 10) Maskara Colossal Volum
Dziwna sprawa jest z tym tuszem, raz go uwielbiam, a raz nie i na prawdę nie wiem od czego to zależy.
 Nie wiem czy kupię ponownie.

 11) Olejek Evree Essential Oils
Pierwszy olejek do twarzy jaki kupiłam i przyznam, że świetnie trafiłam.
Kupię ponownie.

 
Znacie któryś z tych produktów?