środa, 27 kwietnia 2016

Upominki z Meet Beauty II oraz inne nowości



Emocje po Meet Beauty pomału opadają. Wszystkich, którzy nie widzieli jeszcze relacji z tego wydarzenia zapraszam do  tego posta. Zostały zdjęcia, wspomnienia i 2 torby nowości do testów. Zapewne zastanawiacie się, co znalazło się w pakunkach od sponsorów, dlatego postanowiłam zaspokoić Waszą ciekawość.


Najbardziej ucieszyły mnie chyba prezenty od Indigo, zapakowane w designerską, złotą torbę. Jak dotąd nie miałam styczności z marką, więc tym bardziej się cieszę, że będę mogła poznać ich produkty.

Poza górą kosmetyków, którą przywiozłam z Warszawy w kwietniu poczyniłam niewielkie zakupy kosmetyczne oraz ubraniowe, które zobaczycie poniżej.

 Baleriny z Biedronki i spodnie House.

Sweterek i spodnie F&F

Komplet ręczników Rossmann

Zakupy z internetowej apteki Melissa  

Jak widać trochę rzeczy mi przybyło, zwłaszcza z kategorii kosmetyki, dlatego w najbliższym miesiącu postaram się unikać drogerii :)

  

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Meet Beauty – Veni, vidi, vici



23 kwietnia miałam okazję wziąć udział w największym blogowym wydarzeniu w Polsce. Mowa oczywiście o Meet Beauty II, które zgromadziło 300 blogerek i vblogerek urodowych (z 1 małym wyjątkiem płci męskiej). Na podbój stolicy ruszyłam razem z Karoliną z bloga Bizzare Case. Droga minęła nam bez większych niespodzianek i dosyć szybko dotarłyśmy na Stadion Narodowy. Po drobnych perypetiach związanych z wydostaniem się z parkingu, zarejestrowałyśmy się, jako uczestniczki i ruszyłyśmy na salę główną. 


Bardzo miło było spotkać tyle osób, które mają podobną pasję. Z łatwością wypatrzyłam w tłumie znajome twarze, ale miałam także okazję spotkać na żywo dziewczyny, które znałam do tej pory tylko z sieci. 


W programie konferencji przewidziane były ogólnodostępne wykłady oraz warsztaty, na które obowiązywała wcześniejsza rejestracja. Niestety, jako osoba z listy rezerwowej nie udało mi się zapisać na te drugie, w związku, z czym początek imprezy minął mi na „zwiedzaniu” stoisk kosmetycznych. Oprócz typowych standów, gdzie można było odnaleźć ulubione kosmetyki lub poznać nowe produkty, znajdowały się stanowiska do stylizacji fryzur i paznokci oraz badania trychologicznego włosów i skóry głowy.



Dysponując sporym zapasem czasu, skorzystałam z każdego z nich. O badaniu trychologicznym myślałam od dawna i bardzo ucieszyłam się, że będę miała okazję je wykonać. Pani reprezentująca firmę Pilomax obejrzała stan moich włosów i dobrała odpowiednie kosmetyki do ich pielęgnacji. Początkowo na sali nie było kolejek, gdyż większość dziewczyn przebywała na warsztatach, dlatego udało mi się, także przejść małą metamorfozę przy pomocy stylistów włosów marki Schwarzkopf. Muszę przyznać, że z efektu byłam bardzo zadowolona, gdyż z moich prostych i przyklapniętych włosów, udało się wyczarować prawdziwą burzę fal. 



W środku imprezy, zorientowałam się, że nie wszystkie osoby zapisane na warsztaty biorą w nich udział, dzięki czemu udało mi się wskoczyć na wolne miejsce na panelu Lirene. Prelekcja dotyczyła filozofii marki oraz pielęgnacji twarzy. Mogłyśmy poznać nowe produkty wprowadzane na rynek oraz skorzystać z praktycznych wskazówek udzielanych przez panią Annę Orłowską, która na jednej z nas pokazała jak wykonać naturalny make up. Bardzo zaciekawił mnie użyty przez nią podkład No mask, który znalazłam w torbie z upominkami. Z warsztatów byłam niesamowicie zadowolona i cieszę się, że jednak udało mi się wziąć udział, chociaż w jednych z nich. 


Organizatorzy zadbali o ciepły posiłek oraz o gorące i zimne napoje. Organizację oceniam na duży plus, ponieważ wszystko całkiem fajnie wyszło. Żałuję, że dzień minął tak szybko. W natłoku atrakcji brakowało czasu, chociażby na cykanie fotek. Ze spotkania wróciłam pełna energii, motywacji do blogowej pracy oraz z torbą prezentów, które niedługo pokażę na blogu. Cieszę się, że mogłam spotkać tyle pozytywnie nastawionych osób. W przyszłym roku, z chęcią wezmę udział w kolejnej edycji Meet Beauty.


Na zdjęciu z Karoliną, Sylwią, Kasią, Emilią oraz panem Lakierem :)


czwartek, 21 kwietnia 2016

Przygotowania do Meet Beauty


Przeglądając Facebooka i Wasze blogi zauważyłam, że przygotowania do Meet Beauty są już na całkiem zaawansowanych poziomie. Jeśli chodzi o mnie to dopiero co oswoiłam się z myślą, że jednak jadę. Dla niewtajemniczonych dodam, że do wtorku okupowałam listę rezerwową w nadziei, że znajdzie się dla mnie miejsce. Co prawda, nie udało mi się zapisać na żadne warsztaty, ale cieszę się, że z Wami będę. Jestem przekonana, że spotkam dużo znajomych twarzy, ale liczę także na nowe znajomości. Do zobaczenia w sobotę :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Le Petit Olivier – odżywka, która urzeka zapachem


Marka Le Petit Olivier to dla mnie kompletna nowość, dlatego tym bardziej ucieszyłam się, gdy na Blogerskim Dniu Kobiet dostałam odżywkę do włosów tej marki. Chyba jak każda blogerka, uwielbiam testować nowości. Co prawda odżywka przeznaczona jest do włosów farbowanych, a moje z farbą styczności nie miały od lat, mimo to kosmetyk całkiem nieźle się u mnie spisał.

Produkt znajduje się dziewczęcej tubie o pojemności 200 ml. Posiada zatrzask, dzięki czemu jest wygodny w stosowaniu. Szata graficzna, jest bardzo przyjemna dla oka, zwłaszcza drzewko z błyszczącymi elementami umieszczone przy zgrzewie tuby.




Informacje z opakowania
Le Petit Olivier stworzyło linię kosmetyków do pielęgnacji włosów, która daje natychmiastowe efekty. Włosy są zadbane i naturalnie błyszczące. Skład produktów oparty jest na naturalnych składnikach, co daje szybkie efekty pielęgnacyjne w krótkim czasie. Mają przyjemną i wydajną konsystencję nasyconą zapachami z Grasse, miasta zwanego światową stolicą zapachów.


Zdecydowanie wierzę, w ostatnie zdanie, gdyż produkt pięknie pachnie. Lubię go nakładać na noc na włosy, ponieważ przez cały wieczór towarzyszą mi miłe aromaty. Konsystencja odżywki jest treściwa, nie spływa z włosów. Jeśli chodzi o samo działanie to dla mnie jest satysfakcjonujące. Włosy są miękkie, łatwo się je rozczesuje. Dodatkowo są sypkie i błyszczące. Produkt dostępny jest w przystępnej cenie ok. 12 zł i można go kupić w drogeriach Sekret Urody oraz na ezebra. Wg mnie jest to kosmetyk godny uwagi, który warto wypróbować.
Znacie markę Le Petit Olivier?

środa, 13 kwietnia 2016

Dbanie o higienę – przydatne gadżety do torebki



Kobieca torebka to miejsce, w którym można znaleźć wiele przydatnych rzeczy. Płeć piękna znana jest z zaradności, dlatego damska torba czasem potrafi naprawdę sporo ważyć, ale za to zawsze znajdą się w niej przedmioty, które potrafią uratować życie w kryzysowej sytuacji.

Dzisiaj chciałam zwrócić uwagę na 2 produkty, które pomagają dbać o higienę rąk i nie tylko. Mycie dłoni to ważna sprawa, która czasem jest bagatelizowana, jednak faktem jest, że pomaga zapobiec wielu chorobom. Wyobraźmy sobie, że jadąc w autobusie trzymasz się poręczy, którą dotykały setki brudnych rąk, a potem takimi łapkami jesz jabłko… Myślę, że dalszy komentarz jest tutaj zbędny.


Chyba najpopularniejszym środkiem dezynfekującym do rąk są żele antybakteryjne, które bez użycia wody i detergentu odkażają skórę. Sama dosyć często używam żelu Świtpharma i chwalę sobie jego działanie. Oprócz mycia rąk służy mi on, jako środek odkażający do pęsetki, obcinacza do paznokci i innych akcesoriów. Mała, poręczna butelka zajmuje niewiele miejsca, a pomaga zadbać o higienę, gdy nie mam dostępu do bieżącej wody. Niestety tego typu środki zawierają dużą ilość alkoholu, która powoduje wysuszanie skóry, więc warto pamiętać o regularnym stosowaniu kremu. 

Alternatywą mogą być chusteczki odświeżające  Lula senstivie, które wykazują delikatniejsze działanie i nie przesuszają tak drastycznie skóry. Oprócz odświeżenia dłoni, można ich użyć do wyczyszczenia zabrudzonych butów, przetarcia blatu biurka w pracy lub starcia mokrej plamy z bluzki. Opakowanie zawierające 15 sztuk ma małe wymiary, dzięki czemu niezwykle wygodne.


Nosicie ze sobą podobne gadżety, czy dla Was są one zupełnie zbędne?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Bispol Eleganckie świece zapachowe


Ładna świeca nie tylko umila nastrój, roztacza przyjemne ciepło i zapach, ale także stanowi element dekoracyjny. Dobrze dobrane dodatki do mieszkania, potrafią w cudowny sposób odmienić wnętrze. Ostatnio coraz częściej przywiązuję uwagę do detali i kupując rzeczy codziennego użytku, patrzę nie tylko na ich praktyczne zastosowanie, ale także zwracam uwagę na estetykę. Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować świece zapachowe w szkle z kolekcji Inspiration od Bispol.


Posiadam 2 warianty zapachowe: Soft (biała) oraz Love (czerwona). Każda ze świec zapakowana jest w piękne pudełeczko. Producent zadbał o minimalizm – połączenie pojedynczego koloru ze złotymi napisami. Karton u góry układa się w coś na kształt origami tworząc geometryczny wzór przypominający kwiat. Myślę, że takie pudełko pięknie wygląda i świecę można spokojnie podarować bliskiej osobie, jako prezent.

Świeca znajduje się w osłonce, wykonanej z grubego szkła. Wysokość „słoja” to 9,4 cm, natomiast średnica wynosi ok. 8 cm, co daje ok. 32 h palenia. Design produktu jest elegancki i uniwersalny, z pewnością będzie pasował do wystroju wielu pomieszczeń. Zapach czerwonej świecy (Love) jest słodki, dosyć intensywny „na sucho”, przy paleniu traci na mocy, ale mi to w zupełności nie przeszkadza. Mocne zapachy potrafią dusić, a ostatnio mam problemy z bólami głowy, więc raczej unikam skoncentrowanych pachnideł. Wersja Soft to zapach kwiatowy, świeży, ale subtelny. Oba warianty mi się podobają, ale Soft bardziej przypadł mi do gustu.


Świeczki dostępne są w przystępnej cenie (ok. 15-20), w sklepach Intermarche, Kaufland oraz drogeriach Hebe. Mają ładne, perfumowane zapachy i pięknie wyglądają na półce, więc mogę spokojnie je Wam polecić.

piątek, 8 kwietnia 2016

Chwalę się marcowymi nowościami

Marzec był bardzo udanym miesiącem pod względem nowości. Stało się tak głównie za sprawą Blogerskiego Dnia Kobiet w Katowicach, gdzie sponsorzy rozpieścili nas górą prezentów kosmetycznych i nie tylko. Dodatkowo udało mi się załapać do 3 akcji testerskich, z których dwie z nich zostały zorganizowane na platformie trnd.pl. Ponadto dotarła do mnie paczka ze współpracy z firmą Julimex, nagroda w rozdaniu oraz próbki. Zakupów kosmetyczne były szczątkowe, więc darowałam sobie dodawanie zdjęć i wrzuciłam jedynie perełki upolowane u Chińczyka :)

Góra kosmetycznych nowości, czyli prezenty z Blogerskiego Dnia Kobiet w Katowicach. Szczegółową zawartość pakunków pokazałam tutaj.

Pyszności od Monte, które miałam okazję testować dzięki trnd.pl

Kolejna akcja testerska, do której załapałam się za pośrednictwem platformy trnd.pl.

Paczka Ekspertki nadesłana przez Ofeminin
Paczka ze współpracy z firmą Julimex

Biżuteria Silvona wygrana w rozdaniu u Ginger G. W sumie to już stara sprawa, ale miałam jeszcze okazji się nią pochwalić. 

Złoty zegarek kupiony w chińskim sklepie.

Spodnie również kupione u Chińczyka :)

 Próbki od SuperPharm.

Czy Wam w marcu także przybyło tyle dobroci?


 

wtorek, 5 kwietnia 2016

Nafta kosmetyczna Kosmed



Od jakiegoś czasu zaczęłam przykładać większą uwagę do pielęgnacji włosów. Nie będę ukrywać, że zainspirowały mnie blogerki – włosomaniaczki, dzięki którym sporo się nauczyłam. Kiedyś rzadko sięgałam po odżywkę, głównie z lenistwa. Teraz próbuję różnych specyfików: masek, olei, wcierek, szukając produktów, które będą idealne dla moich włosów. Nafta kosmetyczna ciekawiła mnie dosyć mocno, więc ucieszyłam się, gdy dostałam ją do przetestowania na spotkaniu blogerek w Katowicach.

Produkt znajduje się w brązowej butelce o pojemności 150 ml. Posiada odkręcany korek oraz aplikator z małym otworem dla lepszego dozowania kosmetyku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, a samo opakowanie umożliwia kontrolę zużycia.


Naftę stosowałam zgodnie z zaleceniami producenta, czyli wcierałam ją we włosy 10 min przed myciem. Jest to dość wygodny sposób użytkowania, ponieważ krótki czas trzymania na włosach nie zaburza mojego porannego rozkładu zajęć i bez problemu mogę się wyrobić do pracy. Konsystencja produktu jest bardzo wodnista, spływa z dłoni, więc trzeba wylewać małą ilość i kilkakrotnie wcierać we włosy. Jest to strasznie niewygodne, ponieważ notorycznie zdarza mi się rozlewać zawartość, dlatego myślę czy nie przelać jej do butelki z atomizerem. Zapach jest dosyć specyficzny, mi nie przeszkadza aż tak bardzo, ale jestem przekonana, że nie każdemu przypadnie do gustu.
Naftę stosowałam na skalp i nie wywołała u mnie podrażnień, jednak powodowało to przyspieszone przetłuszczanie się włosów. Po aplikacji trzeba dobrze oczyścić czuprynę (naftę dosyć ciężko się zmywa). Włosy po jej zastosowaniu są błyszczące, łatwo się rozczesują i rzeczywiście ich elektryzowanie się jest zminimalizowane. Poza tym pasma są śliskie, wygładzone i przyjemne w dotyku.

Ogólnie jest to dobry produkt, ale mam wrażenie, że nie jest dopasowany do mojego typu włosów. Mam włosy cienkie, długie i proste z tendencją do przetłuszczania się. Moje kosmyki lubią być przyklapnięte a nafta dodatkowo nasila ten efekt, dlatego będę ją stosować maksymalnie raz w tygodniu. Myślę, że lepiej się sprawdzi przy suchych, puszących się włosach.

Cena waha się w granicach 7-10 zł. Więcej o tym i innych produktach Kosmed przeczytacie tutaj.