czwartek, 27 lutego 2014

Colgate Plax cool mint- płyn do płukania jamy ustnej


Odkąd odkryłam płyny do płukania jamy ustnej, nie wyobrażam sobie, żeby mogło zabraknąć ich w mojej łazience. Po umyciu zębów uczucie świeżości utrzymuje się różny czas, w zależności od użytej pasty. Dla mnie zawsze jest za krótki, dlatego chętnie sięgam po płyny do higieny jamy ustnej. Używanie ich daje mi uczucie lepszej dbałości o uśmiech oraz sprawia, że świeży oddech utrzymuje się dłużej.

Dzisiaj pod lupę biorę Colgate Plax o smaku cool mint.


Kilka słów od producenta
"Formuła płynu do płukania ust Colgate Plax zapewnia 12-godzinną ochronę przeciwko bakteriom oraz płytce nazębnej, co potwierdzają badania kliniczne. Colgate Plax – czystość, zdrowie jamy ustnej i świeży oddech. Działa przez 12 godzin, usuwając bakterie powodujące powstawanie płytki nazębnej. Zawiera fluor, dzięki czemu pomaga zapobiegać próchnicy i wzmacnia zęby. Wzmacnia dziąsła i pomaga chronić przed powstaniem stanów zapalnych dziąseł. Czyści nawet w trudno dostępnych miejscach. Ma przyjemny, odświeżający smak i zapewnia długotrwały świeży oddech. Został opracowany oraz przetestowany klinicznie przez dentystów."


Skład



Bardzo lubię ten płyn i używam go już od dłuższego czasu. Produkt nie zawiera alkoholu, dzięki czemu nie ma mowy o szczypaniu, pieczeniu czy podrażnieniach. Ma przyjemny miętowy smak, dość mocny, ale bez przesady- dla mnie w sam raz. Zamknięty jest w wygodnej butelce, z zakrętką, w której odmierzam potrzebną ilość. Zazwyczaj wybieram opakowanie o pojemności 500 ml, ponieważ jest bardziej ekonomiczne. Wg mnie płyn jest znacznie lepszy od Colgate MAX WHITE ONE, którego recenzję znajdziecie TUTAJ.

Przy codziennym stosowaniu 2 razy na dobę butelka starcza mi mniej więcej na miesiąc. Produkt jest łatwo dostępny, praktycznie w każdej drogerii oraz w marketach. W cenie regularnej kosztuje ok. 16zł, wg mnie za dużo, dlatego zazwyczaj zaopatrzam się w niego na promocjach :)

niedziela, 23 lutego 2014

Moje okulary Firmoo

Na pewno większość z Was doskonale zna tą firmę, jednak by formalności stało się zadość pozwolę sobie napisać o nich kilka słów. Firmoo jest firmą, specjalizującą się w sprzedaży okularów przez internet. Są to zarówno okulary korekcyjne, przeciwsłoneczne oraz tzw. ‘zerówki’. Zakres krajów, na których terenie odbywa się dystrybucja jest naprawdę ogromny. Ostatnio w ramach rozszerzania działalności na teren Polski pojawiło się na blogach wiele wpisów promujących tę markę.


Jakiś czas temu odezwała się do mnie Laura, która zaproponowała mi współpracę, w ramach której mogłam wypróbować wybrane okulary. Zgodziłam się bez wahania, ponieważ mam dość dużą wadę wzroku (-5 i -6) a stare ‘patrzałki’ są już mocno zdezelowane. Wybór okularów dostępnych na stronie jest naprawdę duży, dlatego bez problemu znalazłam kilka modeli odpowiadających mojemu gustowi. Ostatecznie zdecydowałam się na klasyczne, proste okulary z czerwonymi bokami. Na stronie model oznaczony jest jako #CP6082. Poniżej prezentuję kilka przykładowych zdjęć ze strony firmoo.com.




Jak widać model dostępny jest również w kolorze niebieskim.

Podczas wyboru okularów wahałam się, czy akurat ten fason będzie mi pasował. Rozwiązaniem jest wirtualna przymierzalnia, dzięki której można sprawdzić jak będziemy wyglądać w danej parze. Wystarczy wgrać zdjęcie, zaznaczyć źrenice a okulary automatycznie dopasują się do twarzy. 


Poza tym pod każdym modelem opisane są dokładne wymiary. Z tego co zauważyłam wiele oprawek jest dość długich (total width), więc jeśli ktoś ma wąską twarz musi się trochę naszukać tych idealnych. Wybierając moje firmówki trochę przymknęłam oko na długość, bo akurat ta para wpadła mi w oko. Przyznam szczerze, że okularki mogłyby być trochę węższe, ale ostatecznie efekt nie jest taki zły.

Pora na zdjęcia przesyłki i tego jak okulary prezentują się w rzeczywistości. Jak mawia moja mama ‘na obrazku z internetu wszystko jest ładne’ ;)

W paczce oprócz okularów znajdowały się: usztywniany futerał, materiałowe etui, ściereczka do czyszczenia szkieł oraz śrubokręt. Najbardziej zaskoczył mnie ten ostatni gadżet, posiadający 2 końcówki, płaską i krzyżykową. Z pewnością jest to przydatne maleństwo służące do dokręcania śrubek, nie tylko w okularach. A oto jak prezentuje się mój nowy nabytek. 

Na przetestowanie okularów miałam niewiele, bo tylko 10 dni od otrzymania przesyłki. Czekałam na nią 3 tygodnie, ale warto było, bo moje pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Tak jak już wcześniej wspomniałam jest to recenzja wstępna... któż wie jak okulary będą wyglądać po dłuższym użytkowaniu. Niemniej muszę powiedzieć, że wyglądają na solidne. Wykonane z dbałością o szczegóły. Mają modny fason i cieszą oko. Jedyną rzeczą, do której mogę się doczepić to paskudny zapach gumy z tanich trampków, jaki ulotnił się po otwarciu przesyłki. Na szczęście szybko wywietrzał i mogę cieszyć zawartością, nie martwiąc się brzydkimi zapaszkami.

Jeśli ktoś jest zainteresowany współpracą z Firmoo może znaleźć potrzebne informacje na ten temat TUTAJ.


czwartek, 20 lutego 2014

Joanna Argan Oil Serum do końcówek- recenzja


Dzisiaj pod lupę biorę serum na zniszczone końcówki firmy Joanna. Kosmetyk mieści się w poręcznej tubce zamykanej na zatrzask. W środku znajdziemy 50 g serum. Samo opakowanie jest ładne i schludne, ale ma jedną poważną wadę. Bardzo ciężko się je otwiera, nie tylko na początku, ale niestety przez cały okres użytkowania.

Od producenta



Skład


Kosmetyk ma gęstą, treściwą konsystencję. Jest bardzo wydajny, mimo, że na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest go mało w opakowaniu. Zapach jest słodki, przyjemny i raczej nie utrzymuje się na włosach.

Działanie
Serum kupiłam do profilaktycznego zabezpieczania końcówek. Nie borykam się ze zniszczonymi, przesuszonymi i rozdwojonymi końcami, dlatego ciężko jest mi ocenić, czy produkt sprawdzi się w ekstremalnych sytuacjach. Kosmetyku używałam 2-3 razy w tygodniu na końce oraz od czasu do czasu nanosiłam je od połowy długości włosów. Z efektów jestem zadowolona i myślę, że świetnie sprawdzi się jako ‘zapobiegacz’ rozdwajania. Warto wypróbować, zwłaszcza, że cena waha się w granicach ok. 10 zł. W promocjach można je dorwać za 6-7 zł.

Stosowałyście ten specyfik? Jakie są Wasze opnie na jego temat?

poniedziałek, 17 lutego 2014

Lutowe nowości Balea, Cetaphil i inne


Na pierwszym zdjęciu gigantyczna wygrana w rozdaniu u Dominiki
Nagroda jest świetna i bardzo obszerna. Zobaczmy z bliska co mi przybyło :)


 Pielęgnacja twarzy

Najbardziej cieszę się z kosmetyków Cetaphil, które od dawna chciałam wypróbować.


Pielęgnacja ciała
 
Żel pod prysznic Oryginal source
2 kremy do depilacji marki Joanna
Aloesowy krem do rąk Faromona


Kolorówka

2 lakiery w neonowych kolorach
Brokatowy top coat, w uroczej buteleczce w kształcie lalki
Fioletowy cień do powiek FM
Czarny eyeliner w bajecznym opakowaniu

Natomiast w rozdaniu u Angel częścią nagrody były kosmetyki Balea. 
Jak dotąd nie miałam okazji ich poznać, ze względu na ich słabą dostępność. 
W końcu wpadły w moje ręce i już nie mogę doczekać się testowania.


Owocowy krem do rąk
Kokosowy żel pod prysznic
Żel peelingujący jabłko z cynamonem

Zapowiada się owocne testowanie :)

piątek, 14 lutego 2014

Orginal Source soczysta (nie)rutynowa truskawka


Żele Orginal Source są na pewno Wam dobrze znane. Może nie każdy miał okazję wypróbować, ale na pewno słyszał o nich chociaż raz. W moje ręce trafiła m.in. wersja truskawkowa z edycji limitowanej, o której napiszę dzisiaj kilka słów.

Opakowanie
Lekko chropowate, dobrze leży w ręce i nie wyślizguje się z niej, nawet gdy plastik jest mokry. Estetyczna nalepka i genialne posunięcie producenta, czyli postawienie żelu na głowie. Dzięki temu kosmetyk spływa na dno i łatwo, go wydobyć, nawet jeśli są to resztki. Tuba z zamknięciem typu klik, otwór bez silikonowego zaworka, jak w przypadku wersji cytrynowej i miętowej, które także posiadam w swojej kolekcji.

Skład i obietnice producenta


Działanie
Żel ładnie pachnie, jednak zapach nie jest jakoś super oryginalny. Bardzo przypomina aromat truskawkowego żelu pod prysznic AVON Naturals. Kosmetyk jest gęstszy niż avonowy odpowiednik. Dobrze się pieni, pod warunkiem, że użyjemy odpowiedniej ilości. Wg mnie produkt jest średnio wydajny. Nie ma tragedii, jednak miałam już specyfiki, które starczały na dłużej. Podsumowując, jest to całkiem fajny żel, jednak czegoś nierutynowego, co powaliłoby mnie na kolana, nie odkryłam :)

Cena i dostępność
Dostępny praktycznie w każdej drogerii. Cena regularna ok. 10 zł/250 ml. Często w promocjach, więc można się zaopatrzyć w niego sporo taniej.

Jakie są Wasze opnie o tych żelach? Zawierają rutynę, czy też nie?

poniedziałek, 10 lutego 2014

Bielenda Nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1

Kosmetyk jest zamknięty w estetycznym opakowaniu o objętości 200 ml. Butelka jest poręczna, przeźroczysta z nalepkami na przeźroczystym tle. Daje to ładny efekt wizualny, ale trudno przeczytać napisy, a jeszcze ciężej zrobić dobre zdjęcie produktu… W poście posłużyłam się obrazem zaczerpniętym ze strony producenta, w celu pokazania jak wygląda ów delikwent. Opakowanie zamykane jest na zatrzask, a otwór przez, który wydobywamy micel jest idealny i umożliwia precyzyjne dozowanie kosmetyku. 



Producent obiecuje

Skład


Moja opinia
Płyn rzeczywiście dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje nadmiernego jej przesuszania. Ma miły, delikatny zapach, który nie utrzymuje się na skórze. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu… Niestety nie za dobrze sobie z tym radzi. Nie praktykuję mocnego makijażu oczu, ani też nie stosuję kosmetyków wodoodpornych, mimo to miałam problemy z usunięciem ‘oprawy’ oka. Mój codzienny makijaż to tusz i kredka. Same, więc przyznacie, że micel kiepsko wypada w roli płynu do demakijażu…

Produkt jest bardzo łatwo dostępny. Można go znaleźć praktycznie w każdej większej drogerii. Jego cena wynosi 13 zł/ 200 ml.

Pomimo, że produkt nie sprawdza się do demakijażu, z chęcią go stosuję zamiast toniku. W tej roli sprawdza się świetnie, więc jeśli ktoś chce go także używać w tym celu to myślę, że warto przetestować.

piątek, 7 lutego 2014

GRACJA Rumiankowy śmierdziuszek

Regenerujący krem do rąk z rumiankiem

Krem mieści się w prostym, biało-pomarańczowym opakowaniu. Posiada wygodne zamknięcie na zatrzask. Jego pojemność w wersji standardowej wynosi 75 ml. Krem jest koloru białego, a jego konsystencję można określić jako kremową i lekko tłustą. Do pokrycia skóry dłoni wystarcza niewielka ilość, przez to kosmetyk jest bardzo wydajny.

W składzie znajdziemy glicerynę, olej migdałowy, d-panthenol i oczywiście rumianek… Zapach jest bardzo specyficzny, dla mnie nieprzyjemny. Niby to zapach rumiankowy, ale w takiej niefajnej nucie… za co kosmetyk otrzymuje ode mnie dużego minusa.

Skład


Działanie
Producent obiecuje złagodzenie podrażnień, dogłębne nawilżenie oraz ochronę przed działaniem czynników zewnętrznych. Krem dobrze nawilża skórę na dość długi czas. Przy aplikacji większej ilości pozostawia tłustą warstwę. Dobrze sprawdza się na noc, na dzień trochę gorzej, zwłaszcza jeśli ktoś nie lubi obtłuszczonych klawiszy w laptopie ;).

Cena i dostępność
Cena nie jest wygórowana i wynosi ok. 4 zł. Krem dostępny w Naturze oraz w sklepach internetowych.

Podsumowanie
Kosmetyk nie powalił mnie na kolana, jednak nie jest to typowy bubel. Dobrze nawilża skórę i pewnie jeszcze bym po niego sięgnęła, gdyby nie ten paskudny zapach.

Miałyście jakieś kremy do rąk firmy Gracja? Jakie są Wasze opinie o nich?

wtorek, 4 lutego 2014

Kolejne duże denko, czyli zużytki stycznia


Uwielbiam używać wielu rzeczy na raz, dlatego w mojej łazience, szafkach i szufladach mam dużo pootwieranych produktów. Jeśli mam 3 balsamy, to wszystkie otworzę na raz. Taka już jestem… Kosmetyki leżą i zajmują miejsce, długo nie denkowane, a ja cieszę się kosmetyczną różnorodnością. W tym roku postanowiłam zyskać trochę wolnej przestrzeni i wzięłam się za wykańczanie otwartych butelek.

Powiem Wam, że idzie mi nadzwyczaj dobrze. Góra pustych opakowania pokazana na zdjęciach to najlepszy dowód, że niektóre postanowienia noworoczne da się zrealizować.

Przejdźmy teraz to delikwentów, którzy się u mnie sprawdzili i tych, którzy rady nie dali.


1. AVON Szampon mango i imbir- mój absolutny ulubieniec, żałuję, że już się kończył.
Z pewnością kupię ponownie

2. Colgate Plax complete care płukanka (fioletowa)- moim zdaniem dużo lepsza od Max White i Plax Ice
Kupię ponownie

3. Lirene aktywny balsam antycellulitowy- urzekł mnie świeżym pomarańczowym zapachem, dobrym ujędrnianiem i nawilżaniem skóry
Kupię ponownie

4. Palmolive Aroma Therapy z marokańską różą- po prostu zakochałam się w tym żelu pod prysznic, pięknie pachnie, świetnie się pieni i oczyszcza skórę
Na pewno kupię ponownie

5. Nivea żel o zapachu kwiatu pomarańczy- całkiem dobry, jednak nie powala z nóg
Nie wiem czy kupię ponownie

6. Marion olejki do kąpieli (wersja relaks)- ma bardzo drażniący zapach, nie zagości u mnie ponownie
Nie kupię ponownie

7. Perfecta maseczka z wyciągiem z gruszki- ładnie pachnie i na tym kończą się jej zalety
Nie kupię ponownie

8. Marion peelingujący żel do ciała (kokos)- słabo złuszcza martwy naskórek, no i zapach nie przypadł mi do gustu
Nie kupię ponownie

9. AVON krem do twarzy ze słonecznikiem i Wit. C- nie polubiłam się z tym kremem, zużyłam go jako balsam do ciała
Nie kupię ponownie

10. Bebeauty micelek- mój absolutny ulubieniec
Na pewno kupię ponownie

11. Bebeauty normalizujący żel-peeling- kolejny biedronkowy ulubieniec
Na pewno kupię ponownie

12. AVON care renewing moisture- krem do rąk jakich wiele, nie polecam
Nie kupię ponownie

13. AVON foot Works cynamonowo-pomarańczowa kąpiel do stóp- świetnie sprawdziła się jako olejek do kąpieli, jednak nie takie było jej przeznaczenie, dlatego…
Nie kupię ponownie

14. AVON roletka Treselle- świetny zapach, niestety słaba trwałość
Raczej nie kupię ponownie

15. Tołpa maska-opatrunek wzmacniająco-łagodząca- po jej zastosowaniu skóra szybko się przetłuszczała, raczej nie dla mnie
Nie kupię ponownie

sobota, 1 lutego 2014

Cała prawda o M. Gessler i ‘Kuchennych Relowucjach’

Logo programu zaczerpnięte ze strony tvn
Zastanawiam się czy wśród Was są fani programu ‘Kuchenne Rewolucje’. Muszę przyznać, że widziałam parę odcinków z nudów i trochę byłam zdziwiona wybuchowym charakterem pani Magdy Gessler. Myślałam, że wszystko jest podsycane na potrzeby telewizji, aż natknęłam się na artykuł, który możecie przeczytać TUTAJ.

Zachęcam do lektury, bo jest to ciekawy opis ‘Kuchennych Rewolucji’, widzianych od drugiej strony, czyli rzecz o tym jak media potrafią zmanipulować nagraniami, tak aby człowiek wyszedł na głupka. To co najbardziej mnie ruszyło to chamskie zachowanie pani Magdy, traktowanie człowieka z góry oraz poniżanie go.

źródło
żródło

Poniżej przytaczam kilka smakowitszych kąsków.

„I przyjechała pani Gessler. Weszła i od razu zaczęła z krzykiem wymyślać umeblowanie, o płytkach, że z wyprzedaży, itp. Była wulgarna, skakała po tych naszych lożach, piszczała i krzyczała. Nie wszystko pokazali w telewizji.”
Nie pokazywali też rzeczy kompromitujących Magdę Gessler. Podała nam przepis na gołąbki, a później nas opieprzyła, że się rozwalają.

Co szczególnie utkwiło ci w pamięci?
Jak kazała nam wpier***ać ogórki. Zostały one kupione tego samego dnia w sklepie niedaleko restauracji. Ja miałem jakiś zgniły ogórek i wyrzuciłem go do śmietnika. Ona kazała mi go wyjąć, wypłukać i zjeść. Inaczej odejdzie i nie będzie rewolucji.


Nie jest to pierwszy niepochlebny artykuł o tej pani jaki czytałam. Najbardziej w tym wszystkim szokuje mnie to, że takie osoby kreuje się na gwiazdy, które za nic mają drugiego człowieka. Niestety większość społeczeństwa się na to nabiera i wielbi je z ogromnym uporem i oddaniem…

Na koniec czas na miły akcent, czyli na podziękowania dla moich stałych czytelników. Niedawno na liczniku pojawiło się 200 obserwatorów, co niezmiernie mnie cieszy. 
Dziękuję, że jesteście ze mną.