niedziela, 29 września 2013

Nie oceniaj po wyglądzie…



Pewnie doskonale znacie to śliczne, różowe opakowanie. Słodkie i dziewczęce, w urocze groszki. Nie będę ukrywać, że i mi wpadło w oko i natychmiast zapragnęłam je mieć ;). Czy, aby na pewno powinnam tak szybko ulegać impulsowi?

Mowa oczywiście o serii balsamów Soraya. Spośród, których wybrałam balsam wyszczuplająco- antycellulitowy. Po przeczytaniu opisu na opakowaniu, doszłam do wniosku, że to kosmetyk idealny dla mnie, więc czym prędzej pobiegłam do kasy.


 




Oprócz ładnego opakowania balsam uwodzi, także wspaniałym zapachem. Słodkim, nieco cukierkowym, ale nie drażniącym. I na tym kończą się jego zalety… Konsystencja balsamu w zasadzie nie jest najgorsza, jednak jak dla mnie mogłaby być nieco gęstsza. Dość dobrze się wchłania, pod warunkiem, że nie przesadzimy z ilością. Nawilża dość przeciętnie, w przypadku codziennego stosowania skóra jest miękka i nawilżona, jednak jeśli ktoś ma suchą skórę tak jak ja od czasu do czasu musi użyć czegoś mocniejszego. Jeśli chodzi o działanie wyszczuplające i antycellulitowe…. Absolutnie takiego nie posiada. Potrafię zrozumieć, że kosmetyk nie jest w stanie wyszczuplić, wiadomo cudów nie ma, ale od kosmetyków antycellulitowych wymagam chociaż minimalnego efektu. Nie zauważyłam żadnego ujędrnienia, lepszego napięcia skóry, o redukcji cellulitu już nie wspominając. Muszę przyznać, że jestem bardzo rozczarowana tym produktem. Pod przykrywką kosmetyku zwalczającego cellulit kupiłam wodnisty balsam, o kiepskich właściwościach nawilżających.

Czy i Wy dałyście się naciąć temu ‘przyjemniaczkowi’ w ślicznym opakowaniu?
 
 

środa, 18 września 2013

Nowa nazwa bloga + nagłówek


Mój blog wreszcie doczekał się nagłówka. Już od dłuższego czasu myślałam nad jego dodaniem niestety jestem kompletnym laikiem w sprawach obsługi programów graficznych i ciężko mi było coś stworzyć. Ostatecznie zdecydowałam się na prosty nagłówek na białym tle. Jak to mówią niektórzy, piękno tkwi w prostocie ;). Na pewno pomyślę nad jego udoskonaleniem, ale na razie jestem zadowolona z efektów.

Przy okazji zdecydowałam się na zmianę nazwy bloga z ‘Kolorowo kosmetycznie’ na ‘Kosmetyczne Pasje’. Mam nadzieję, że podoba się Wam ta mała metamorfoza. Poniżej zdjęcia przed i po.

PRZED
PO - nowy nagłówek i nazwa bloga

poniedziałek, 9 września 2013

Wakacyjne czytanie

Dzisiaj przedstawiam kolejne recenzje przeczytanych przeze mnie książek w ciągu wakacji. Jak do tej pory na mojej liście jest 10 odhaczonych pozycji. Został mi jeszcze miesiąc do rozpoczęcia roku akademickiego, więc myślę, że dodam do spisu jeszcze kilka tytułów. Niedawno pokazałam Wam trzy pierwsze, dlatego dziś zaczynam od nr 4. Dodam jeszcze, że numery książek w recenzji odpowiadają kolejności w jakiej je czytałam, nie są uszeregowane wg moich faworytów, ale możliwe że na koniec pokuszę się o sporządzenie małego rankingu ;).


4. Jedenaście godzin - Paullina Simons

Ciężarna kobieta zostaje uprowadzona z centrum handlowego przez psychodelicznego wariata. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie swoje oraz nienarodzonego maleństwa, której towarzyszy stres związany z nadchodzącymi skurczami porodowymi. Książka wciągająca, szybko się ja czyta, jednak dla wybrednych czytelników, może okazać się zbyt prosta i mało realistyczna. Można przeczytać, chociaż nie powala na kolana.

5. Kryzys Robin Cook

Wciągająca i trzymająca w napięciu opowieść o bogatym, zapatrzonym w siebie lekarzu, który przez pychę i nieodpowiedzialność popada w poważne kłopoty. Autor stawia pytanie ile główny bohater jest w stanie poświęcić dla kariery. Czy narazi życie pacjentów, bezpieczeństwo swojej rodziny? Książka ‘na poziomie’, dokładnie taka jaka lubię, myślę, że spodoba się wszystkim fanom Cooka.

6. Studnia bez dnia - Katarzyna Enerlich

Czterdziestokilkuletnia Marcelina dowiaduje się o zdradzie męża a zaraz potem o jego śmiertelnym wypadku. Zmuszona przez sytuacje postanawia rozpocząć nowe życie i podejmuje pracę u jednego z toruńskich rzemieślników. Zakurzona pracowania odkrywa przed nią sekrety przeszłości, ale także sprawdza na nią niebezpieczeństwo. Musze przyznać, ze opowieść całkiem ciekawa, jednak nie jest to książka, które trzyma w napięciu jak chociażby thillery Cooka czy Cobena. Wybredni czytelnicy po przeczytaniu będą czuć niedosyt i odrobinę rozczarowania, zupełnie jak ja.


A Wam dziewczyny jak idzie czytanie? Ile książek przeczytałyście w wakacje? Jacy są wasi ulubieni autorzy?