wtorek, 27 sierpnia 2013

Pora na recenzję- chusteczki do higieny intymnej MARION

Jako, że sezon urlopowy trwa, postanowiłam przedstawić Wam recenzję produktu, bardzo przydatnego w podróży i na wyjazdach. Są nim chusteczki do higieny intymnej firmy Marion.


MARION Rumiankowe chusteczki do higieny intymnej



Zacznę od tego, że oceniam wersję rumiankową, czyli tą zawierającą ekstrakt z rumianku i kwas mlekowy- składniki o działaniu łagodzącym. Dostępna jest również wersja z nagietkiem i hipoalergiczna, ale zdecydowanym nr 1 jest ten, o którym dziś piszę ;). Chusteczki zamknięte są w zgrabnym opakowaniu, idealnym do torebki. Folia zabezpieczająca na opakowaniu, zapobiega wysychaniu produktu, dzięki czemu możemy cieszyć się świetną jakością aż do ostatniej sztuki. Jest to dla mnie dużą zaletą. Niestety zdarzyło mi się wypróbować chusteczki innych firm, które po dwukrotnym otwarciu były suche jak wiór i nadawały się do wyrzucenia. Opakowanie zawiera 10 szt. nawilżanych chusteczek o przyjemnym zapachu. Produkt delikatnie oczyszcza skórę, nie powodując podrażnień. Dostępny jest w drogerii Natura. Cena regularna wynosi ok. 3 zł, ale bardzo często można kupić je w promocji za 1,99 zł. Uważam, że jest to świetna cena jak za taką jakość, dlatego z czystym sercem polecam każdej z Was.

sobota, 17 sierpnia 2013

Ile książek przeczytałaś w wakacje? Wakacyjne czytanie

Dzisiaj na blogu niekosmetycznie. Dla urozmaicenia zdecydowałam się na dodanie pierwszego posta z serii Wakacyjne czytanie.

Uwielbiam czytać, niestety zazwyczaj nie mam na to czasu. Postanowiłam sobie trochę odbić podczas letnich miesięcy i nadrobić braki w czytaniu. Za mną już połowa ‘wakacji’, jeśli w ogóle mogę je tak nazwać, ponieważ zamiast odpoczywać jak reszta studentów, pracuję i to na półtora etatu ;).

Książki czytam głównie w pociągu, w drodze do pracy, ale mimo to udało mi się nazbierać kilka przeczytanych egzemplarzy. Jak dotąd przeczytałam 7 tomiszczy. W tym poście przedstawiam Wam pierwsza część wraz z krótkimi opisami i moją opinią.




1. Kobra Frederick Forsyth

Książka przedstawia próbę zniszczenia przemysłu narkotykowego przez władze USA. Prezydent powołuje tajnego agenta, który dzięki swojej nieprzeciętnej inteligencji i sprytowi wypowiada wojnę przemytnikom kokainy. Książka zawiera wiele szczegółowych danych dotyczących handlu białym proszkiem na świecie oraz ujawnia strukturę funkcjonowania narkotykowych gangów. Lektura wciągającą, ciekawa i na pewno godna polecenia. 


2. W ogrodzie Mirandy - Katarzyna Krenz

Historia młodej prawniczki, której życie zostaje przewrócone do góry nogami przez nagłą, nieplanowaną ciążę. Porzucona przez ojca dziecka postanawia zrezygnować z kariery i prowadzić spokojne życie na prowincji, gdzie zarabia na życie sprzątając uniwersytet w Cambridge. Książka o charakterze filozoficznym, w której (zbyt) wiele jest rozmyślań na temat sensu bytu i zawiłości ludzkiej psychiki. Lektura idealna dla fanów Platona, mnie niestety zanudziła na śmierć. 



3. Irena - Małgorzata Kalicińska, Basia Grabowska

Wzruszająca, ale także pełna humoru historia o skomplikowanych relacjach matki i córki. Dwóch kobiet o zupełnie odmiennych charakterach, które nieustannie ścierają się ze sobą i nie potrafią dojść do porozumienia. Miedzy tymi światami leży mroczna tajemnica, która uniemożliwia naprawienie rodzinnych relacji, a której za wszelka cenę nie chce ujawnić córce główna bohaterka. Książka bardzo mi się spodobała i z czystym sercem mogę ja polecić każdemu. 


Ile książek przeczytałyście w wakacje? Możecie mi zaproponować jakie ciekawe pozycje książkowe? Czekam na wasze propozycje w komentarzach.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Lovely Gloss like a gel- recenzja optymistycznego błękitu

Jak zapewne zauważyłyście ostatnio bardzo opuściłam się w prowadzeniu bloga. Wynika to z mojego pobytu w UK. Pewnie się domyślacie nie przyjechałam tutaj na wakacje, ale do pracy i to właśnie przez nią mój wolny czas został ograniczony do minimum. W październiku wracam i obiecuję, że postaram się rozkręcić trochę moją 'blogową działalność' ;). Na tym kończę moje niezręczne tłumaczenia i przechodzę do recenzji lakieru Lovely Gloss like a gel.


Zacznę od tego, że lakier, którego recenzję umieszczam dziś na blogu wpadł w moje ręce zupełnie przypadkowo. Na pewno, każda z nas pamięta jeszcze gorączkowy szał zakupów w Rossmanie podczas 40% obniżki cen. Otóż dałam się porwać zakupowemu szaleństwu i wrzuciłam lakier do koszyka, mimo że ostatnio cierpię na ich nadmiar. Urzekł mnie piękny, głęboki kolor (nr 134), który całkiem ładnie wychodzi na paznokciach.

Lakier umieszczony jest w estetycznym opakowaniu, z wygodnym szerokim pędzelkiem, który umożliwia precyzyjną i wygodną aplikację. Aby uzyskać równe pokrycie paznokci trzeba nałożyć 2 cienkie warstwy. Wydaje mi się jednak, że z biegiem czasu delikatnie zgęstnieje i jedna aplikacja w zupełności wystarczy. Trwałość lakieru jest raczej standardowa i wynosi ok. 3 dni. Jest dostępny w przystępnej cenie 5,60 zł za 8 ml, natomiast mi udało się go kupić za 3,39 zł.

Mogłoby się wydawać, że lakier ma same zalety. Niestety to nie prawda. Specyfik paskudnie odbarwia paznokcie. Zazwyczaj nie używam bazy pod lakiery, gdyż uważam, że to strata czasu. Do tej pory nie zdarzyło mi się, żeby jakikolwiek lakier odbarwił mi pazurki, dlatego moje zdziwienie było dosyć spore. Lakier zmyłam kokosowym zmywaczem z Biedronki. Niestety paznokcie wyglądały jakby były sine. Pomalowałam je na czerwono, aby to ukryć, po zmyciu krwistej czerwieni paznokcie nadal były niebieskie od lakieru lovely. Myślę, że przebarwienia zeszły po ponad 2 tygodniach, nakładania innych lakierów i systematycznego zmywania ich. Niestety opisana wada dość mocno zraziła mnie do tego specyfiku, ciekawa jestem czy używając innych odcieni jest ten sam problem. Miała któraś z Was ten lakier? Miałyście także odbarwione płytki?



Dodam jeszcze, że siostra kupiła lakier Lovely UV shine nr 7 (zieleń widoczna na palcu wskazującym) i wg mnie ten wariant jest dużo lepszy, ponieważ wystarcza jedna warstwa do równego pokrycia paznokcia i nie ma mowy o przebarwionych płytkach. Jak widać, siostra ma nosa do kosmetyków, mimo że to ja prowadzę bloga kosmetycznego ;).